AS ZONE:


Rafał A. Ziemkiewicz z Andrzejem Sapkowskim
[RAZ.DOC]


Rozpędzam się
[Fantastyka 8(71)/1988]

       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Pańskie opowiadanie zrobiło autentyczną furorę.
  Nagroda  w  konkursie,  pierwsze  miejsca w naszym sondażu i w plebiscycie
  "Polconu". Aż nie chce się wierzyć, żeby "Wiedźmin" był pańskim debiutem.
       ANDRZEJ SAPKOWSKI: Był i nie był. Zdarzało mi się zarabiać piórem już
  od czasów studenckich, przyniosło mi to nawet kilka nagród. Z tym, że moje
  pisanie  nie  miało  dotąd  nic  wspólnego  z fantastyką. W tej dziedzinie
  "Wiedźmin" faktycznie był debiutem.
       RAFAŁ  A. ZIEMKIEWICZ: Skąd zatem pomysł, żeby napisać opowiadanie na
  nasz konkurs?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Zupełnie  szczerze:  chciałem zrobić przyjemność
  mojemu  synowi,  który  jest zagorzałym miłośnikiem tego typu literatury i
  stałym  czytelnikiem  waszego  pisma.  Zapytał  mnie kiedyś: "Dlaczego nie
  napiszesz czegoś takiego?". "Nie ma problemu", powiedziałem, "Napiszę". No
  i  tak  powstał  "Wiedźmin".  Zresztą  właśnie  od syna dowiedziałem się o
  waszym konkursie i jego warunkach.
       RAFAŁ  A.  ZIEMKIEWICZ:  Zazwyczaj  pisanie fantastyki zaczyna się od
  fascynacji lekturowych.
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Nie  jestem  wyjątkiem,  czytam bardzo dużo i od
  bardzo  dawna. Może to stwierdzenie trochę nieskromne, ale znam fantastykę
  bardzo  dobrze  i  to  głównie z oryginałów. Z każdej podróży, a podróżuję
  dużo,  przywożę sobie najnowsze książki z tego gatunku. Łączę w ten sposób
  przyjemne  z  pożytecznym.  Moja  praca  wymaga  biegłego posługiwania się
  trzema językami i czytanie obcojęzycznych książek jest dla mnie doskonałym
  treningiem.  Poza  tym,  czytanie  nie  jest  dla  mnie  żadnym  hobby ani
  rozrywką,  ale po prostu koniecznością, tak jak spanie czy jedzenie. Można
  mnie uważać za "książkowego alkoholika".
       RAFAŁ  A.  ZIEMKIEWICZ:  Przypuszczam,  że fantasy należy do pańskich
  ulubionych lektur?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Oczywiście.  Wśród  książek, które zwożę sobie z
  różnych   stron   świata  pozycje  z  tego  gatunku  stanowią  zdecydowaną
  większość.  Przy czym zawsze w moich lekturach brakowało mi fantasy, którą
  nazwałbym  "klasyczną",  bez  elementów  SF czy jakichkolwiek odniesień do
  współczesności. Na Zachodzie niewiele się takiej literatury pisze. Mówię o
  tym, ponieważ zabierając się do pisania, chciałem zrobić właśnie to, czego
  mi brakuje: czystą, "klasyczną" fantasy.
       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Zachodnia fantasy jest u nas mało znana...
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI: To dotyczy całej zagranicznej fantastyki, chociaż
  z  ręką  na  sercu  mogę powiedzieć, że od czasów mojej młodości - w moim,
  matuzalemowym  wieku  czterdziestu  lat  można  już tak mówić - zrobiliśmy
  gigantyczne postępy, i ogromny w tym udział waszego pisma.
       RAFAŁ  A. ZIEMKIEWICZ: Dziękuję. Natomiast polska fantasy dopiero się
  rodzi. Co pan o niej sądzi?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Nie  śledzę  działalności  polskich autorów zbyt
  dokładnie.  Jak  już  powiedziałem,  czytam głównie w językach obcych. Nie
  dlatego,  żebym  za wartościową uważał jedynie fantastykę zachodnią, ale u
  nas  rzeczy  ciekawe pojawiają się dość rzadko i trzeba na nie polować. Ja
  po  prostu nie mam ani czasu żeby uganiać się za książkami, ani znajomych,
  którzy odłożyliby coś dla mnie pod ladę.
       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Mimo wszystko, czy może się pan pokusić o ocenę
  perspektyw w polskiej fantasy?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Są ogromne! Przecież na fantasy jest w tej chwli
  wielki  popyt,  ludziom  się  to podoba, chcą właśnie takie rzeczy czytać.
  Nasze baśnie, nasza demonologia to naprawdę wspaniały materiał na fantasy.
  Wyobraża  pan  sobie,  jakie  ciekawe opowiadanie można by zrobić choćby z
  bajki  o  smoku  wawelskim?  O  tym, z jaką pogardą musiałby się w czasach
  kultu  świętego Jerzego i ideałów rycerskich spotkać szewczyk, który sobie
  tak niehonorowo postąpił ze smokiem? Taki truciciel, kłusownik?
       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: No właśnie. Sięgnął pan po starą, ludową bajkę,
  na co nikt przed panem się nie odważył, przynajmniej w druku.
       ANDRZEJ   SAPKOWSKI:   Było   to  moim  świadomym  zamierzeniem.  Już
  powiedziałem  -  dysponujemy  materiałem  wcale  nie gorszym niż mitologia
  celtycka czy germańska.
       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: I ściągnął pan na siebie zarzut plagiatu...
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  To  niepoważne.  Na  Zachodzie  jest minimum sto
  pięćdziesiąt książek, wykorzystujących "legendę o królu Arturze", niektóre
  należą do klasyki gatunku. Baśnie po prostu należą do wszystkich.
       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Wróćmy jeszcze do perspektyw polskiej fantasy.
       ANDRZEJ SAPKOWSKI: Ten gatunek daje autorowi dużo większe możliwości,
  niż,  na  przykład,  klasyczna  SF.  Ja  w  każdym razie nie podjąłbym się
  wymyślenia  lepszej  SF  niż  "A  case  of conscience" Blisha czy powieści
  Zelazny'ego. W SF wszystko zostało już zrobione.
       RAFAŁ  A.  ZIEMKIEWICZ:  W  fantasy  też już sporo zrobiono. Tolkien,
  Howard...
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI: Ale sporo jeszcze zostało dla innych. U nas w tej
  chwili  panuje  szał  Conana  i  to może być dla polskiej fantasy poważnym
  ciosem.  W  ogóle  nie cierpię Howarda, jego styl jest nie do zniesienia i
  fatalnie  będzie, jeśli nasi autorzy zaczną się właśnie na nim wzorować. W
  fantasy  naprawdę  można  jeszcze  dużo wymyślić. Jak mówiłem, jest na nią
  ogromna  koniunktura.  Nie ukrywam zresztą, że pisałem "Wiedźmina" właśnie
  tak, żeby w tę koniunkturę trafić.
       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Udało się panu aż za dobrze.
       ANDRZEJ SAPKOWSKI: Dlaczego "za dobrze"?
       RAFAŁ   A.   ZIEMKIEWICZ:  Dobył  pan  sobie  tym  opowiadaniem  dużą
  popularność, tak że trudno panu będzie napisać następne utwory. To, czym u
  innych  czytelnicy by się zachwycili, a w każdym razie łatwo by wybaczyli,
  u pana może ich rozczarować.
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI: To prawda, stoję przed trudnym pytaniem. Na pewno
  nie  będę  próbował  wydrukować  niczego,  co  moim  zdaniem nie będzie od
  "Wiedźmina"  lepsze. Nie mogę na razie wykluczyć takiej możliwości, że nie
  będę   umiał  przeskoczyć  samego  siebie.  I  tak  nie  zamierzam  rzucać
  wszystkiego  i zajmować się wyłącznie pisaniem fantasy. Pomijając wszystko
  inne,  obawiam się, że nawet gdybym pisał same arcydzieła, nie utrzymałbym
  się z tego...
       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Niestety, ma pan rację.
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  ...więc  gdyby  się  okazało,  że jestem lepszym
  handlowcem niż pisarzem, nie będzie to dla mnie żadną życiową klęską.
       RAFAŁ  A.  ZIEMKIEWICZ:  W  każdym  razie  ten  próg,  który musi pan
  przeskoczyć, stwarza bardzo interesującą sytuację.
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Moja  praca  polega  na  ciągłym  przeskakiwaniu
  progów.  Po  dwa,  trzy  dziennie. Zmusza mnie do stałego wysiłku, zarówno
  intelektualnego,  jak  i  fizycznego.  Tak  że,  generalnie,  nie boję się
  trudnych zadań. Przywykłem do nich.
       RAFAŁ  A.  ZIEMKIEWICZ: Skoro już do tego doszliśmy; przypuszczam, że
  naszych  Czytelników  bardzo ciekawi, kim pan właściwie jest i czym się na
  co dzień zajmuje.
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Nie chciałbym wdawać się w szczegóły. Ukończyłem
  Handel  Zagraniczny  na Uniwersytecie Łódzkim i od piętnastu lat pracuję w
  tym  zawodzie.  Zajmuję  się  w  tej  chwili  eksportem  polskich  wyrobów
  futrzarskich.
       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: To dość czasochłonne.
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Pisanie  też, przynajmniej dla mnie. "Wiedźmina"
  napisałem  na  brudno  w  ciągu  jednej nocy, nie wiedziałem tylko, jak go
  skończyć.  Ale  praca nad gotowym już maszynopisem, zanim zdecydowałem się
  go  do  was  wysłać, zajęła mi trzy miesiące. I wcale nie uważam, żebym go
  dopracował  należycie.  Teraz,  gdy już się ukazał, miałbym jeszcze ochotę
  sporo w nim zmienić.
       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Może właśnie pańskie studia i zawód zdecydowały
  o   pańskim   podejściu   do   pisania.   U   nas   wciąż  pokutuje  model
  pisarza-wieszcza  albo  młodopolskiego  cygana.  Pan  zaś  mówi bez żadnej
  żenady o koniunkturze i o tyn, że starał się pan do niej dostosować.
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Chciałem  napisać  tak,  żeby czytelnikom się to
  spodobało,  żeby  znaleźli  w  moim  utworze  właśnie  to,  czego szukają.
  Oczywiście  można  mi  z  tego  czynić  zarzut. Nie uważam go za sensowny.
  Zresztą,  wcale  nie  uważam,  żebym  nosił w sobie jakieś wielkie prawdy,
  które  koniecznie trzeba objawić narodom świata. Więc po co miałbym udawać
  kogoś  kim  nie  jestem?  Mam  ambicje pisać dobrą literaturę rozrywkową i
  tyle.
       RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: W każdym razie zamierza pan pisać dalej?
       ANDRZEJ   SAPKOWSKI:   Naturalnie,   sukces  "Wiedźmina"  jest  chyba
  wystarczającą   zachętą.   Robię  kolejny  tekst,  myślę  nad  następnymi.
  Rozpędzam  się. Mam nadzieję, że nie na darmo. Ale oczywiście, nie mogę na
  razie nic zagwarantować. Poza jednym: następny tekst nie będzie już pisany
  na konkurs.
       RAFAŁ  A.  ZIEMKIEWICZ:  Ciekawi  mnie  jeszcze  jedno:  jak przyjęli
  "Wiedźmina" pańscy znajomi?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI: Większości się spodobał, co nie zmienia faktu, że
  zyskałem  sobie opinię nieszkodliwego dziwaka. Spotkałem się też i z innym
  podejściem:  "No  tak,  nie  może usiedzieć, żeby sobie gdzieś na boku nie
  dorobić".
       RAFAŁ  A.  ZIEMKIEWICZ:  Na  szczęście, jak widzę, nie zniechęciło to
  pana. Pozostaje nam zatem tylko czekać na pańskie kolejne teksty. Dziękuję
  za rozmowę.

                                                               wrzesień 1987


                                                   [Wklepała: Joanna Słupek]


[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl