Rafał A. Ziemkiewicz z Andrzejem Sapkowskim
[RAZ.DOC]
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Pańskie opowiadanie zrobiło autentyczną furorę.
Nagroda w konkursie, pierwsze miejsca w naszym sondażu i w plebiscycie
"Polconu". Aż nie chce się wierzyć, żeby "Wiedźmin" był pańskim debiutem.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Był i nie był. Zdarzało mi się zarabiać piórem już
od czasów studenckich, przyniosło mi to nawet kilka nagród. Z tym, że moje
pisanie nie miało dotąd nic wspólnego z fantastyką. W tej dziedzinie
"Wiedźmin" faktycznie był debiutem.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Skąd zatem pomysł, żeby napisać opowiadanie na
nasz konkurs?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Zupełnie szczerze: chciałem zrobić przyjemność
mojemu synowi, który jest zagorzałym miłośnikiem tego typu literatury i
stałym czytelnikiem waszego pisma. Zapytał mnie kiedyś: "Dlaczego nie
napiszesz czegoś takiego?". "Nie ma problemu", powiedziałem, "Napiszę". No
i tak powstał "Wiedźmin". Zresztą właśnie od syna dowiedziałem się o
waszym konkursie i jego warunkach.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Zazwyczaj pisanie fantastyki zaczyna się od
fascynacji lekturowych.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Nie jestem wyjątkiem, czytam bardzo dużo i od
bardzo dawna. Może to stwierdzenie trochę nieskromne, ale znam fantastykę
bardzo dobrze i to głównie z oryginałów. Z każdej podróży, a podróżuję
dużo, przywożę sobie najnowsze książki z tego gatunku. Łączę w ten sposób
przyjemne z pożytecznym. Moja praca wymaga biegłego posługiwania się
trzema językami i czytanie obcojęzycznych książek jest dla mnie doskonałym
treningiem. Poza tym, czytanie nie jest dla mnie żadnym hobby ani
rozrywką, ale po prostu koniecznością, tak jak spanie czy jedzenie. Można
mnie uważać za "książkowego alkoholika".
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Przypuszczam, że fantasy należy do pańskich
ulubionych lektur?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Oczywiście. Wśród książek, które zwożę sobie z
różnych stron świata pozycje z tego gatunku stanowią zdecydowaną
większość. Przy czym zawsze w moich lekturach brakowało mi fantasy, którą
nazwałbym "klasyczną", bez elementów SF czy jakichkolwiek odniesień do
współczesności. Na Zachodzie niewiele się takiej literatury pisze. Mówię o
tym, ponieważ zabierając się do pisania, chciałem zrobić właśnie to, czego
mi brakuje: czystą, "klasyczną" fantasy.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Zachodnia fantasy jest u nas mało znana...
ANDRZEJ SAPKOWSKI: To dotyczy całej zagranicznej fantastyki, chociaż
z ręką na sercu mogę powiedzieć, że od czasów mojej młodości - w moim,
matuzalemowym wieku czterdziestu lat można już tak mówić - zrobiliśmy
gigantyczne postępy, i ogromny w tym udział waszego pisma.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Dziękuję. Natomiast polska fantasy dopiero się
rodzi. Co pan o niej sądzi?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Nie śledzę działalności polskich autorów zbyt
dokładnie. Jak już powiedziałem, czytam głównie w językach obcych. Nie
dlatego, żebym za wartościową uważał jedynie fantastykę zachodnią, ale u
nas rzeczy ciekawe pojawiają się dość rzadko i trzeba na nie polować. Ja
po prostu nie mam ani czasu żeby uganiać się za książkami, ani znajomych,
którzy odłożyliby coś dla mnie pod ladę.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Mimo wszystko, czy może się pan pokusić o ocenę
perspektyw w polskiej fantasy?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Są ogromne! Przecież na fantasy jest w tej chwli
wielki popyt, ludziom się to podoba, chcą właśnie takie rzeczy czytać.
Nasze baśnie, nasza demonologia to naprawdę wspaniały materiał na fantasy.
Wyobraża pan sobie, jakie ciekawe opowiadanie można by zrobić choćby z
bajki o smoku wawelskim? O tym, z jaką pogardą musiałby się w czasach
kultu świętego Jerzego i ideałów rycerskich spotkać szewczyk, który sobie
tak niehonorowo postąpił ze smokiem? Taki truciciel, kłusownik?
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: No właśnie. Sięgnął pan po starą, ludową bajkę,
na co nikt przed panem się nie odważył, przynajmniej w druku.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Było to moim świadomym zamierzeniem. Już
powiedziałem - dysponujemy materiałem wcale nie gorszym niż mitologia
celtycka czy germańska.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: I ściągnął pan na siebie zarzut plagiatu...
ANDRZEJ SAPKOWSKI: To niepoważne. Na Zachodzie jest minimum sto
pięćdziesiąt książek, wykorzystujących "legendę o królu Arturze", niektóre
należą do klasyki gatunku. Baśnie po prostu należą do wszystkich.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Wróćmy jeszcze do perspektyw polskiej fantasy.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Ten gatunek daje autorowi dużo większe możliwości,
niż, na przykład, klasyczna SF. Ja w każdym razie nie podjąłbym się
wymyślenia lepszej SF niż "A case of conscience" Blisha czy powieści
Zelazny'ego. W SF wszystko zostało już zrobione.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: W fantasy też już sporo zrobiono. Tolkien,
Howard...
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Ale sporo jeszcze zostało dla innych. U nas w tej
chwili panuje szał Conana i to może być dla polskiej fantasy poważnym
ciosem. W ogóle nie cierpię Howarda, jego styl jest nie do zniesienia i
fatalnie będzie, jeśli nasi autorzy zaczną się właśnie na nim wzorować. W
fantasy naprawdę można jeszcze dużo wymyślić. Jak mówiłem, jest na nią
ogromna koniunktura. Nie ukrywam zresztą, że pisałem "Wiedźmina" właśnie
tak, żeby w tę koniunkturę trafić.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Udało się panu aż za dobrze.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Dlaczego "za dobrze"?
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Dobył pan sobie tym opowiadaniem dużą
popularność, tak że trudno panu będzie napisać następne utwory. To, czym u
innych czytelnicy by się zachwycili, a w każdym razie łatwo by wybaczyli,
u pana może ich rozczarować.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: To prawda, stoję przed trudnym pytaniem. Na pewno
nie będę próbował wydrukować niczego, co moim zdaniem nie będzie od
"Wiedźmina" lepsze. Nie mogę na razie wykluczyć takiej możliwości, że nie
będę umiał przeskoczyć samego siebie. I tak nie zamierzam rzucać
wszystkiego i zajmować się wyłącznie pisaniem fantasy. Pomijając wszystko
inne, obawiam się, że nawet gdybym pisał same arcydzieła, nie utrzymałbym
się z tego...
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Niestety, ma pan rację.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: ...więc gdyby się okazało, że jestem lepszym
handlowcem niż pisarzem, nie będzie to dla mnie żadną życiową klęską.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: W każdym razie ten próg, który musi pan
przeskoczyć, stwarza bardzo interesującą sytuację.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Moja praca polega na ciągłym przeskakiwaniu
progów. Po dwa, trzy dziennie. Zmusza mnie do stałego wysiłku, zarówno
intelektualnego, jak i fizycznego. Tak że, generalnie, nie boję się
trudnych zadań. Przywykłem do nich.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Skoro już do tego doszliśmy; przypuszczam, że
naszych Czytelników bardzo ciekawi, kim pan właściwie jest i czym się na
co dzień zajmuje.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Nie chciałbym wdawać się w szczegóły. Ukończyłem
Handel Zagraniczny na Uniwersytecie Łódzkim i od piętnastu lat pracuję w
tym zawodzie. Zajmuję się w tej chwili eksportem polskich wyrobów
futrzarskich.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: To dość czasochłonne.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Pisanie też, przynajmniej dla mnie. "Wiedźmina"
napisałem na brudno w ciągu jednej nocy, nie wiedziałem tylko, jak go
skończyć. Ale praca nad gotowym już maszynopisem, zanim zdecydowałem się
go do was wysłać, zajęła mi trzy miesiące. I wcale nie uważam, żebym go
dopracował należycie. Teraz, gdy już się ukazał, miałbym jeszcze ochotę
sporo w nim zmienić.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Może właśnie pańskie studia i zawód zdecydowały
o pańskim podejściu do pisania. U nas wciąż pokutuje model
pisarza-wieszcza albo młodopolskiego cygana. Pan zaś mówi bez żadnej
żenady o koniunkturze i o tyn, że starał się pan do niej dostosować.
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Chciałem napisać tak, żeby czytelnikom się to
spodobało, żeby znaleźli w moim utworze właśnie to, czego szukają.
Oczywiście można mi z tego czynić zarzut. Nie uważam go za sensowny.
Zresztą, wcale nie uważam, żebym nosił w sobie jakieś wielkie prawdy,
które koniecznie trzeba objawić narodom świata. Więc po co miałbym udawać
kogoś kim nie jestem? Mam ambicje pisać dobrą literaturę rozrywkową i
tyle.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: W każdym razie zamierza pan pisać dalej?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Naturalnie, sukces "Wiedźmina" jest chyba
wystarczającą zachętą. Robię kolejny tekst, myślę nad następnymi.
Rozpędzam się. Mam nadzieję, że nie na darmo. Ale oczywiście, nie mogę na
razie nic zagwarantować. Poza jednym: następny tekst nie będzie już pisany
na konkurs.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Ciekawi mnie jeszcze jedno: jak przyjęli
"Wiedźmina" pańscy znajomi?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Większości się spodobał, co nie zmienia faktu, że
zyskałem sobie opinię nieszkodliwego dziwaka. Spotkałem się też i z innym
podejściem: "No tak, nie może usiedzieć, żeby sobie gdzieś na boku nie
dorobić".
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: Na szczęście, jak widzę, nie zniechęciło to
pana. Pozostaje nam zatem tylko czekać na pańskie kolejne teksty. Dziękuję
za rozmowę.
wrzesień 1987
[Wklepała: Joanna Słupek]
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl