AS ZONE:


Uczestnicy listy dyskusyjnej SAPEK z Maciejem Parowskim


Nie piszę ,,Ulissesa''
[Andrzej Sapkowski Zone 6/1997]

       JACEK SULIGA: Na czym polegała autoryzacja Sapka?
       MACIEJ PAROWSKI: Po pierwsze Sapek autoryzował osobę adaptatora. Mógł
  sam  pisać  scenariusz, dostał do wglądu maszynopisy (scenopisy właściwie)
  paru  odcinków  "Funky Kovala" jako wzór. Po tej lekturze uznał, że lepiej
  będzie,  jeśli  on-fachowiec  literacki będzie układał kolejne opowieści o
  Wiedźminie,  a  inny  fachowiec  będzie  przekładał  to na scenariusze dla
  zaprzyjaźnionego  rysownika,  z  którym rozumie się w pół słowa. Wszystkie
  scenariusze  komiksowych  albumów  dostawał  Sapek  do  wglądu:  od razu w
  całości  jak  było z "Mniejszym złem", "Geraltem", "Ostatnim życzeniem", i
  kawałkami  "Droga bez powrotu", "Granica możliwości" i "Zdrada". Wszystkie
  zmiany,  dopiski,  dodatkowe  epizody  wymyślone przez scenarzystę, czasem
  zapowiadane  mu  wcześniej  telefonicznie,  były  przez  Sapka akceptowane
  najczęściej  z  uznaniem  bądź  z  rozbawieniem.  Wynikały nie z fanaberii
  scenarzysty  i  jego  twórczych  niespełnień,  tylko  z odmienności medium
  rysunkowego  i  literackiego,  z  wysokiego stopnia epizodyczności tekstów
  Sapka.  W  komiksie  zaś,  jak w kinie, narracja musi mieć bardziej ciągły
  charakter.   W  opowiadaniach  Sapek  uprawia  różnorodne  literackie  gry
  komiks  to  jednak  oporne,  wizualne  malowania świata. Słowo spada tu na
  cztery  łapy  sytuacji,  gry  postaci,  pejzażu, dekoracji, stroju, wyrazu
  twarzy,  detalu. W opowiadaniach zjawiają się postaci i znikają na zawsze;
  w  cyklu komiksowym to błąd dlatego Vrany i Bobołaki są w paru albumach, a
  nie w jednym, dlatego Krasnolud, Renfri, Myszowór, Jaskier zanim zagrają w
  komiksie  rolę  zapisaną im przez Sapka, muszą się przedtem zapowiedzieć w
  innej dopisanej przeze mnie scenie. I zejść z niej w kolejnej. Mam zresztą
  wrażenie,  że  Sapek (i Czytelnik?) oczekiwał takich innowacji, że w sumie
  za to mi także płacono.


       JACEK  SULIGA:  "Zdrada"  - kto miał jaki udział w stworzeniu takiego
  opowiadania?
       MACIEJ PAROWSKI: Zabawne byłoby zapytać każdego z nas i skonfrontować
  odpowiedzi. Wersja Parowskiego brzmi następująco: ogólny kształt, linia że
  tak  powiem  melodyczna  i intelektualna tego opowiadania były moje. Tytuł
  roboczy  "Szkoła  wiedzminów"  najlepiej  wyjaśni o co mi chodziło. Geralt
  jako szczeniak, młodość giganta, przygotowanie do tych opresji i wyczynów,
  które  oglądamy potem. Dlatego ten odcinek pisany był na końcu i dlatego w
  pierwszej  jego  scenie  Geralt  jest uczony parowania strzału z kuszy, co
  potem może wykorzystać w scenie w "Mniejszym źle"...
       Czyli układałem sam, ale czerpałem obficie z Sapka rzutującego wstecz
  i  przetwarzając na przyczynę, na emocjonalne tło, to co u niego stało się
  potem.  Stąd  też  moje  założenie  -  młody  Geralt  spotyka  w  młodości
  prekonfigurację  młodej Yennefer. Oni jeszcze nie wiedzą jak gorzki będzie
  ich  los, jej i jego bezpłodność, samotność... mówią o tym w lekkim tonie.
  Rzeź  wiedźminów  -  wiedziałem że musi wieńczyć tom, nie wiedziałem jak i
  po  co.  Poradziłem się Sapka, powiedział: Władza ich nie lubi, czarownicy
  ich  nie  lubią. Na to ja: no i w mieście rozrabiają, leją żołnierzy, piją
  a  są  lepsi  od  wszystkich.  Czekaj  -  Sapek na to - taki pomysł mi się
  plącze,  psychopatyczne  Koty  i  normalne  Wilki,  może to ci się przyda.
  Powiedziałem Polchowi o tej rzezi na końcu (wiedziałem już, że zorganizują
  ją  ludzie  króla),  Polch mi na to, że to za mało, że dobrze gdyby Geralt
  zrobił coś strasznego, z musu, np zabił przyjaciela... No więc, jak widać,
  byłem  szefem kuchni, ale Sapek z Polchem wrzucali mi przez ramię do kotła
  różne  ingrediencje. Dzięki temu przyjacielowi którego podrzucił mi Polch,
  Geralt  mógł się jakby rozdwoić - Gweld podglądał Koty, Geralt mógł wrócić
  do  obozu i przeżywać różne przygody. A wokół wiedzminów zaciska się pętla
  o  której  oni  nie  mają pojęcia; Geralt niby to widzi --- a nie rozumie.
  Postanowiłem  zrobić  to  samo  z czytelnikami i z Elfką. Państwo widzicie
  więcej  niż  Geralt, Elfka to komentuje - ale Geralt rozumie to opacznie i
  Wy   także.  Stąd  wymyślona  przeze  mie  zupełnie  instrumentalnie,  ale
  warsztatowo  chyba  interesująco,  próba leśnych oczu. Dopiero w ostatniej
  chwili przy przepisywaniu brudnopisu uświadomiłem sobie, że Geralt z Eficą
  nie  mogą  jechać na koniu tylko na jej jeleniu. Osiwienie Geralta było po
  wielkiej  rzezi  automatyczne ; osiwiał mi że tak powiem sam z siebie. Ale
  na  przykład  scenę w trakcie pozorowanego pojedynku Geralt - Gweld, kiedy
  Astrogarus  rzuca zaklęcie - wymyślił Polch ; niektóre sceny leśnej nocnej
  orgii  -  także on, trupia czaszka z początku zjawiająca się w śnie Gwelda
  też od niego pochodzi. Bardzo bałem się tego odcinka, mówiąc szczerze, ale
  jednocześnie  miałem  z  niego  najwięcej radości (jako drugi w kolejności
  lubienia   jest   odcinek   "Mniejsze   zło").  Otóż  "Zdradę"  wymyśliłem
  abstrakcyjnie,  ale  od  razu  w  obrazku ; nie było tego poczucia straty,
  banalizacji  kiedy  się  jędrną  sienkiewiczowską postmodernistyczną prozę
  Sapka  przekłada  na  obrazki.  Bo  tu  tej  prozy  nie  było.  Był świat,
  bohaterowie,  nieznana  puenta  -  podczas czytania tej historii czytelnik
  nareszcie  nie  będzie  sprawdzać  jak  scenarzysta Wywiązał się z zadania
  przekładu   (co   zgubił,   co   zbanalizował,   tylko  będzie  pochłaniał
  pasjonującą)  mam nadzieję historię. I dymki mogły być krótsze, oczywiście
  nie wypadły tak barwnie jak dialogi u Sapka. No i imiona, nigdy nie miałem
  do  nich  głowy,  Sapek  przysyłał  nam  po kilka propozycji a Boguś Polch
  dobierał  to  do  fizis  i  do  kontekstu.  Uparcie przekręcałem później i
  myliłem  te  imiona  w  kolejnych  odcinkach  scenariusza,  co  Polcha  na
  szczęście bardziej bawiło niż złościło.

       JACEK  SULIGA:  Kto  wpadł  na pomysł wplecenia Jaskra tak wcześnie w
  losy Geralta? (już w "Zdradzie " a potem w "Blawiken" )...
       MACIEJ  PAROWSKI:  Tu  cała winę i zasługę biorę na siebie. Dla mnie,
  jeśli   chodzi  o  chronologię  pisania,  Jaskier  zjawił  się  najpierw w
  "Mniejszym  źle"  (w  Blawiken)  i  uważam  tę  decyzję  za przełomową dla
  filozofii i praktyki pisania całej szóstki albumów. Jaskier jest centralną
  postacią  u  Sapka,  Jaskier  to autor. W Blawiken kronikarz spotyka swego
  bohatera  i  mówi mu końcówce albumu, że go unieśmiertelni. Scena w której
  ci  dwaj  wpadają  na siebie po raz pierwszy (dwie sceny - raz się mijają,
  raz  wpadają  ; raz jako dziecko - dorosły, dwa jako dorosły - dorosły) ma
  przecież moc magiczną, jak zapłodnienie, bez niej nie ma historii Geralta.
  Sapek   robi   sobie   w   różnych   miejscach   swoich   opowieści  różne
  postmodernistyczne  żarciki  cytując  prawie  otwartym  tekstem a to braci
  Grimm,  a  to  Andersena,  a to Disneya, a to odwieczne mity. Robi to jako
  autor  opowieści  przekomarzający się ze swoimi czytelnikami ; przełożyłem
  ten  jego  chwyt,  podsuwając  państwu  pod  nos  Jaskra - Sapka który się
  frasuje  co napisze, czego nie wie, który zdaje relacje z tego co widział.
  Tu  jeszcze  jedno  ważne  dla  mnie założenie teoretyczne. Ten świat jest
  stosunkowo  mały.  Ludzie w nim łatwo wpadają na siebie. Oni nie podróżują
  pociągami  ani Jumbojetami. Łażą na piechotę bądź jeżdżą konno. Jak Edyp z
  Jokastą  i  królem  Lajosem - nie można w tym świecie uciec zbyt daleko od
  siebie  i  od  swoich  korzeni  -  Grecja z mitologii (pomijając zamorskie
  wyczyny  Odysa)  też  jest  mała.  Dlatego  ścieżki i losy Renfri, Jarpena
  Myszowora,  Jaskra,  Geralta,  Vranów,  Bobołaków, Smoka (który zjawia się
  kiedyś  niezapowiedziany "z innej bajki") przecinają się wielokrotnie. Raz
  oni  przepływają,  że tak powiem za Miłoszem, przez siebie jak dwie ławice
  różnych  ryb,  kiedy  indziej  zderzają  się  i  wchodzą  w  interakcje. W
  literaturze można się z tego wykpić zadaniem, aluzją. W komiksie trzeba to
  zaakceptować  i  po  prostu  pokazać. Dlatego kiedy na stronie 15 "Zdrady"
  mały  Jaskier  mówi  swoje ele-mele-dutki, to April, pytając "obaczymy się
  jeszcze, Geralt?" ma w pewnym sensie rację a i Geralt odpowiadając jej, że
  świat  jest mały, ma rację dosłownie i przenośnie. Czy to jest naciągane -
  nie  wiem  -  mam  nadzieję, że nie w komiksie, a taką mi zlecono robotę i
  wykonywałem ją z przyjemnością i dumą. Pamiętając oczywiście, że nie piszę
  "Ulissesa".


                                        [Zebrał i przygotował: Jacek Suliga]


[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl