"Coś, co śni się dzieciom."
Najnowszy album The Cranberries "To The Faithful Departed"
nie rozczaruje nikogo z sympatyków grupy, która dzięki wszędzie słyszalnemu "Zombie" i
niepowtarzalnej barwie głosu Dolores O'Riordan również w Polsce ma
licznych kibiców ( i kilka naśladowczyń ).
Obecność słynnego producenta Bruce'a Fairbairna (m. in. Aerosmith, Bon Jovi)
dopomogła zespołowi w uzyskaniu większej klarowności, różnorodności i czegoś,
co bez chwili wahania można nazwać charakterystycznym stylem. Owszem,
muzyka Cranberries dalej będzie kojarzyła się klasyką gęsto- gitarowego Brit - popu,
folkowo - irlandzkim korzeniem i nowofalowymi pionierami gatunku w rodzaju The Smiths,
The Cure czy The Sundays. Leniwe, depresyjne,
niezwykle klimatyczne fragmenty przeplatające się z surowymi,
brudnymi utworami o prawie punkowym tempie, ozdobione charakterystycznym
"umierającym" głosem Dolores, która śpiewa jak bardziej odważna i
zdesperowana młodsza siostra Sinead O'Connor nie pozostawiają jednak cienia
wątpliwości, co to za zespół. Ktoś kiedyś powiedział,
że muzykę Cranberries można porównać do snu dziecka.
I chyba jest w tym trochę racji.
Nowa płyta, mimo iż opowiada głównie o śmierci, przyjaźni i ciężkich życiowych decyzjach,
o dziwo jest jeszcze bardziej przebojowa i równa niż słynny poprzednik "No Need To Argue".
Cudownie nastrojowe, głębokie ballady. Od mrocznej "Warchild",
przez pięknie kołyszące "When You're Gone" i "Joe", niespokojną "Bośnię"
aż po cieplejszy "Im Still Remembering".
Dodajmy do tego "kjurowy", naiwny "Rebels",
dzwoniący gdzieś z okolic
"4 AD" - "Electric Blue" i stranglersowo-katarynkowy "Will You Remember?".
Na pewno zatrzymamy się jeszcze przy
"I Just Shot John Lennon"
gdzie usłyszymy oszalały The Smiths i dynamiczny "Forever Yellow Skies"
z Dolores śpiewającą przynajmniej jak żona hrabiego Drakulli albo strzyga ze szkockich wrzosowisk.
Hity, hiciki, hiciątka...Zresztą czy to aby nie zakręcony "Salvation"
z tejże płyty właśnie szaleje na listach przebojów?
Słuchając Waszych nowych piosenek zauważyłem, że dużo opowiadasz o śmierci...
Jakie jest główne motto "To The Faithful Departed" ?
Dolores: Rzeczywiście, temat życia i śmierci zdominował ten album.
Inspiracją wielu piosenek byli ludzie, którzy odeszli. Od mojego dziadka,
do moich idoli, takich jak John Lennon, Kurt Cobain. Śmierć wydaje się negatywna,
odpychająca, bolesna... Dopiero później, kiedy zaczynasz myśleć o zmarłych,
o tym, co po sobie pozostawili, czego cię nauczyli możesz dostrzec
cieplejsze światełko. Doceniasz, że mogłeś Ich znać i być częścią Ich życia...
Na Waszej nowej płycie dostrzec można wiele zmian,
np. pojawia się sekcja instrumentów dętych i chór dziecięcy...
Dolores: Kiedy nagrywa się coraz więcej dobrze jest poeksperymentować.
Oczywiście nie w każdym utworze. Np. piosenka o Bośni opowiada o dzieciach,
które cierpią nie ze swojej winy. Postanowiłam włączyć tu chór dziecięcy,
który śpiewa trochę "obok" głównej linii wokalnej. Tak jak w szkole,
kiedy dopiero uczysz się śpiewać - śpiewasz, nawet o tym nie myśląc,
ale czujesz, że jest fajnie.
Opowiedzcie o swoich ulubionych piosenkach z "To The Faithful Departed".
Dolores:
"Salvation" jest satyrycznym spojrzeniem na problem brania narkotyków. Mówi o rysowaniu tej niewidzialnej linii i o martwiących się swymi dziećmi rodzicach, od których wyciąga się pieniądze. Sarkastyczna piosenka o bardzo poważnych sprawach.
"Free To Decide" to utwór napisany w czasie, gdy sama podjęłam ważną decyzję w życiu. Nigdy nie pozwolę sobie na upadek. No to, aby narkotyki, czy inne gówno, przejęły nade mną kontrolę.
"When You're Gone" - piękna piosenka o miłości i tęsknocie. Jeśli ktoś jest blisko, nie potrafisz tego docenić. Dowiadujesz się, że tego kogoś niema i nie wiesz co ze sobą zrobić. Napisałam ją gdy byłam rozłączona z mężem.
"Hollywood" opowiada o pokusie związanej z takimi egzotycznymi miejscami. Hollywood pociąga, a na miejscu okazuje się, że to żadna atrakcja. Ludzie sądzą, że jeśli jesteś sławny i bogaty, osiągnąłeś szczęście, a to przecież nieprawda.
"Joe" jest piosenką o moim zmarłym dziadku. Był wspaniałym człowiekiem. Aż sześciu lat potrzebowałam, żeby móc o Nim mówić tak, jak na to zasłużył.
"Bośnia" to rozmyślania o ciemnych i jasnych stronach naszego życia. O świecie. O biednych i bogatych. Wojnie i pokoju. Miłości i nienawiści. I o ludziach pośrodku tego wszystkiego.
"War Child" to chyba najbardziej ulubiony przeze mnie utwór. Powstał gdy dostałam list od Briana Eno, w którym poprosił mnie o zaprojektowanie kostiumu na pokaz mody, organizowany z myślą o zgromadzeniu funduszy na rzecz dzieci w Bośni. Zamiast projektu zrobiłam piosenkę.
Fergal: To również moja ulubiona piosenka. Dolores zagrała mi ją po raz pierwszy, gdy leżała w szpitalu z połamaną nogą. Wtedy usłyszałem ten utwór w akustycznej wersji i powaliło mnie. Do dziś uważam, że to wspaniały utwór.
Mike: Bardzo podobają mi się "Salvation", "War Child" i skrzypce... w tej chwili wszystkie nowe utwory są nam bliskie. Lepiej będzie porozmawiać na ten temat za rok (śmiech).
"No Need To Argue" odniósł ogromny sukces na całym świecie.
Wszyscy przewidywali, że przygotowanie następnej płyty zajmie Wam dużo czasu.
Tymczasem nagraliście ją w cztery tygodnie...
Dolores: Nigdy nie będziesz zawsze na szczycie. Kochamy to co robimy,
naszą muzykę, śpiewanie. To niesamowite, wspaniałe uczucie widzieć,
jak powstaje twoja własna płyta. Po tych sesjach, po całej tej pracy.
A co do czasu spędzonego w studiu, sądzę, że niektóre zespoły siedzą tam za długo.
Przesadzają. Kiedy się słucha takiej płyty od strony produkcyjnej, aż dech zapiera.
My nie uważamy tego za najważniejsze. Masz dobra piosenkę, nagrywasz ją i koniec.
Fergal: Nie chcemy spędzić połowy życia w studiu (śmiech).
Noel: Dolores zazwyczaj układa melodię na gitarze akustycznej,
pisze słowa, a my zajmujemy się resztą. Nagrać płytę w trzy tygodnie, brzmi nieźle.
Czasami wydaje mi się, że może wszystko poszło za szybko, że może coś przeoczyliśmy.
Potem dochodzę do wniosku, że przecież tak miało być.
Dokładnie o takie dźwięki nam chodziło, po prostu nie zmarnowaliśmy czasu w studiu.
Nie znudziło Wam się granie utworów z "No Need To Argue"?
Jak dzisiaj oceniacie tę płytę?
Noel: Pewnie gdybyśmy mieli nagrać ją jeszcze raz, wiele rzeczy wyglądałoby zupełnie inaczej. Ale nigdy nie wolno niczego żałować. Tak w przypadku naszej pierwszej płyty, jak i drugiej, wtedy tak trzeba było je zrobić.
Mike: To było tak dawno temu... (śmiech) ile miałem wtedy lat? 18? I taki jest ten album.
Fergal: Od razu możesz się domyślać, że to nagrały dzieciaki. Ale właśnie za tę naiwność kocham poprzednie albumy. To wspaniałe piosenki.
Byliście grupą kumpli razem spędzających każdą wolną chwilę w małym miasteczku.
Czy to się zmieniło? Co robicie po powrocie z trasy?
Noel: Dorastałem razem z Mickym i Fergiem.
Przyjaźniliśmy się chyba od zawsze.
Ale jak spędzisz z kimś 3 lata w jednym autokarze to potem nie masz ochoty jeszcze
do Niego dzwonić ze słowami "słuchaj, może gdzieś wyskoczymy".
Prędzej zadzwonisz do setki innych ludzi.
Dolores: Lubię robić zupełnie normalne rzeczy.
Oglądam na video stare filmy, spaceruje po mieście, biegam.
Staram się unikać alkoholu, bo jeśli człowiek przesadzi,
czuje się później jak szmata. Szwendając się po Limerick dostrzegam zwykłe,
a tak niesamowite rzeczy jak drzewa, kwiaty. I pomyśleć,
że wcześniej nie miałam na to czasu. A potem znów trzeba jechać w trasę i
myślisz: cholera, już zaczynałam być normalną dziewczyną,
a teraz znowu trzeba być gwiazdą (śmiech).