HOME      PRASA                                          www.dm-barrel.com



"Q" - MAGAZINE, Kwiecień 2001

WIELE POWROTÓW ... BEZ BICIA ...


  Kiedyś, wzięli ze sobą na trasę psychiatrę wraz z drug-dealerem. Lekarza wyrzucili, ale dealer został. Potem, ich wokalista szukał zapalczywie i z (prawie) potrójnym sukcesem uzależnienia od heroiny, rozwodu, i samobójstwa. Lecz udało się Depeche Mode, pomimo tego wszystkiego, dojść do świętowania ich 20tej rocznicy na zdrowo i wesoło. Jak do cholery im się to udało? rozmyśla Dorian Lynskey.
  Latem 1994, dieta á la Dave Gahan wyglądała mniej więcej tak - po odzyskaniu przytomności o nieokreślonej godzinnie popołudnia w hotelowym pokoju w Stanach, zaczynał swój dzień od dwóch szklanek wódki. Mając gardło tak nadwerężone, że wydanie dźwięku było czystą mrzonką, wokalista wołał Jerry'ego, swojego osobistego ochroniarza, i komunikował się używając przycisków telefonu. Następnie jechał swoją limuzyną na lotnisko, zatrzymując się en route w McDonald's by zjeść jedyny posiłek dnia. Podczas lotu, nadchodził czas na Valium i… zjaaazd…
Gdy przyjeżdżał na koncert, służba lekarska DM tournée podawała mu steroidy na gardło i środki przeciwbólowe na całą resztę. "Czułem się jak kosz na śmieci" - wspomina ponuro.
  Do czasu, gdy wychodził na scenę, koktajl chemikaliów, podrasowany gigantyczną dawką adrenaliny, zwykle tworzył equllibrium, tak, że czuł się zadziwiająco dobrze, chodząc dumnie i wykrzykując jakby nigdy nic. Po wszystkim, jednak, chował się w swoim pokoju hotelowym, ani razu nawet nie zamieniając słowa z którymś z członków zespołu, i spędzał resztę nocy wstrzykując heroinę. I jeszcze jeden raz aż do następnego zjazdu.
  Pod koniec 14to-miesięcznego tournée Depeche Mode- 158 termin koncertów Songs Of Faith And Devotion - Dave Gahan ważył tylko 100 funtów [46kg - przyp.tł.], wyglądał tak blado i 'cienko' jak kreska narysowana kredą.
   Zadziwiające, ale prawdziwe, następne dwa lata były jeszcze gorsze, jako lekcja pokazowa z tematu: Dlaczego Heroina To Zła Rzecz. Pomiędzy nieudanymi chwilami spędzonymi na odwyku, życie Gahan'a kruszyło się w zastraszającym tempie - jego druga żona opuściła go, jego pierwsza zabroniła mu widywać się z synem, Jackiem, a jego dom w Los Angeles został splądrowany przez włamywaczy. Ponad to, zwykł był finiszować w pogotowiu szpitalnym tak często, że zyskał tam pieszczotliwy przydomek 'Kocur'. Pewnego razu, połknął wino wraz z Valium i pociął nadgarstki próbując popełnić samobójstwo. Notorycznie przedawkowywał kokainę i amfetaminę w swoim pokoju w Sunset Marquis, przeszedł zatrzymanie akcji serca i technicznie rzecz biorąc był martwy przez dwie minuty.
   Ekscesy Gahan'a mogłyby być najbardziej spektakularne, ale nie był on jedynym w Depeche Mode, który miał problemy. Podczas tego samego tournée, świeżo-wyglądający autor piosenek Martin Gore wypijał przynajmniej dwie butelki wina przed każdym show, przekonany, że gdyby spróbował wyjść na scenę na trzeźwo, zapomniałby jak ma grać. Właściciel keyboardu Andy "Fletch" Fletcher nie dotrwał nawet to tych ostatnich koncertów po Stanach, wyłączając się z gry na Hawajach po tym jak przeszedł załamanie nerwowe. Magik studyjny Alan Wilder był na tym etapie bezpowrotnie odseparowany od zespołu i w ciągu roku odszedł na dobre.
  "Nie należy mieć wrażenia, że tylko jedna osoba miała problemy powodując tym samym zatonięcie całego statku", nalega Andy Fletcher z zadziwiająco dumną miną. "W łodzi było wiele dziur".
W takim razie, miej się na baczności Depeche Mode!! - grupo, która nie wie kiedy i jak przestać!!!!!

  Depeche Mode wydało swój pierwszy singiel, Dreaming of Me, w lutym 1981 roku, i fakt, że wciąż żyją zdrowo i wesoło dwadzieścia lat później mając dziesiąty album studyjny, Exciter, gotowy, to niewielki cud. Ta elektroniczna grupa z Wysp Brytyjskich, mająca hedonistyczne zapędy amerykańskich rockowych wieprzy, zaczęła balować na początku lat 80tych bardziej niż porządnie, i kontynuowała imprezy tak długo, że aż dziw bierze, iż dopiero w roku 1994 znalazła się na skraju upadku.
  W momencie, kiedy problemy Dave Gahan'a zostały upublicznione, długo utrzymujący się image grupy jako lekko absurdalnej, niby skazanej na pop, mającej upodobanie do czarnej skóry, legł w gruzach. Możliwe, że właśnie przez te udziwnione ubiory przez lata i celebrowanie syntezatora (a nie gitary), Wielka Brytania miała zawsze spory dylemat czy brać Depeche Mode na serio.
  Na szczęście, oni nigdy o to nie dbali. Są najdłużej utrzymującą się i sławną na całym świecie grupą swojej 'ery'. Poprzez śmierć, narkotyki, załamania nerwowe, i odchodzących członków zespołu, zawsze mieli ucho w kierunku dobrego dźwięku i nowatorstwa, i żaden z ich albumów nie okazał się klapą. W Stanach są uważani za szczyt anglofilskiego hipu - zespół rozmyślający o śmierci, potrafiący się znaleźć i na stadionach i podczas imprez na parkiecie. Smashing Pumpkins, Nine Inch Nails, Slipknot, Korn, Deftones, DJ Shadow i producenci muzyki techno z Detroit, wszyscy uchylają czoła właśnie Depeche Mode.
  "Czytałem raz Prozac Nation i myślę, że to nas i 'The Smiths' autorka (Elizabeth Wurtzel) oskarża o bycie miserable chic [marnie szykowny - przyp. tł.]", śmieje się Gore - jedna z niewielu osób, których śmiech brzmi dokładnie "ha ha ha". "Lecz my chcieliśmy jedynie wnieść odrobinę realności do muzyki pop".
  Obecnie, DM ma swoją rezydencję w londyńskim Home House, ich prywatnym ekstrawaganckim, luksusowym klubie gdzie jedynymi nie-antycznymi rekwizytami w każdym pokoju są telefony. Zbliżają się do 40tki, lecz - jak nalega sam Martin... z miną - nie 'dorośli', nie widać po nich wieku. Gore, na sportowo w narciarskiej czapeczce i dziwnie wydzierganym skórzanym płaszczu, wygląda wesoło, po chłopięcemu, podczas gdy rozsądnie ubrany i zaokularniony Fletcher wciąż sprawia wrażenie najmniej wiarygodnej gwiazdy rocka. To, że mogą wynajmować pokoje w miejscach ociekających pieniędzmi i pomimo tego robią mniej pożytecznych rzeczy niż gwiazda East Endersów - Tamzin Outhwaite, rezydujący tuż obok, mówi bardzo dużo. Są najprawdopodobniej największą kultową grupą na świecie.
  Sam, w pokoju na końcu korytarza, siedzi Dave Gahan. Pierwszą rzeczą, którą mówi na przywitanie to: No podejdź tu. Nie będę gryźć...pomimo tego co słyszałeś na mój temat. Wilczy uśmiech widniejący na twarzy maluję ją zadbana i znowu zdrową. Nawet fryzura sięga późnych lat 80tych. Ubrany w szykowną czerń od stóp do głów... no, może poza blado niebieskimi skarpetkami wystającymi spod skórzanych nogawek. W dłoniach tli się jego cigarillo, odwieczna wizytówka. Tylko tatuaże i blizny na bladych rękach wytyczają kontur mrocznych czasów. Zdarza się, ze odpływa w połowie zdania, ale przez większość czasu jest cholernie błyskotliwy, otwarty, i niezwykle zaangażowany opisując niejednokrotnie krętą ścieżkę sławy Depeche Mode z ostatnich dwudziestu lat.
  "Przeciwstawiają się prawom grawitacji", stwierdza Daniel Miller (założyciel Mute, z którym podpisali kontakt i który służył im jako mentor przez wiele lat) - "Nie, oni redefiniują prawa grawitacji!"

  JEŚLI JEST JEDNA rzecz, którą wszyscy wiedzą o DM, to będzie to miejsce skąd pochodzą, - Basildon, utarte jako miasto-gryps; chociaż wspomnienia członków zespołu wiążą się jedynie z miastem-bezrobociem i metropolią wyrzutków. Nie było to przytulne miejsce dla 4rech młodych z klasy robotniczej, szczególnie w latach 70tych.
Podczas gdy Gore, Fletcher, i ich przyjaciel Vince Clarke byli wiernymi uczęszczającymi na msze św. (nawet, jeśli Gore temu zaprzecza), Dave Gahan odwiedził już sąd dla nieletnich w wieku 14tu lat za wandalizm i kradzież samochodów. Kiedy przeniósł się na amfetaminowy punk i 'klubowanie' w Londynie stał się idealnym, charyzmatycznym liderem, w sam raz dla ich synth-grupy, Composition of Sound. "Kiedy po raz pierwszy spotkałem tych gości, odniosłem wrażenie, że żyją jak w kokonie - bezpiecznie, bez problemów" przyznaje Gahan z nadal pewnym tonem rodem z Essex.
  Zabawne, momentami minimalistyczne hity Clarke'a oraz beznadziejnie jednolity wygląd grupy ukazuje później 'przebierzmowanych' członków Depeche Mode (nazwa, którą Gahan wyskubał z okładki francuskiego magazynu mody) jako nastoletnich pop naiwniaków, image, który ciągnął się za nimi przez jakiś czas. Gdy Clarke odszedł (po to, by założyć Yazoo a później Erasure) po wydaniu debiutanckiego Speak And Spell w roku 1981, samozwańczy pesymista, M.L. Gore zabrał się za pisanie tekstów piosenek. Alan Wilder, młody londyńczyk z klasy średniej został zatrudniony jako zastępstwo w studiu. Gore był święcie przekonany, że istniała miedzy nimi pewnego rodzaju przyjaźń (" Może to sztuczna prywatność, gdy wszystko dokoła kręci się wokół imprez, lecz sądzę, iż Alan musiałby przyznać, że bawił się dobrze w naszym towarzystwie."), ale nawet wtedy Gore z Fletch'em stanowili jedna bandę a Wilder i Gahan drugą.
  Wiecznie powracające spięcia jednak nie narobiły aż tyle zniszczeń. Fakt, iż odrzucili keyboardy i przeciwstawiali się samplowaniu melodii z innych krążków uczynił z nich unikat pośród pozostałych elektronicznych zespołów. Trzeci album, Construction Time Again (1983) wkroczył w klimat industrialnego samplingu oraz socializmu rodem z placu zabaw, zaprawionego dodatkowo biciem w rury; natomiast lata nastepne, Some Great Reward, wraz z ich hitem People Are People, wprowadził perv-pop i cyniczną błyskotliwośc. "Nagle staliśmy się zespołem z prawdziwego zdarzenia", mówi Gahan. "Moim zdaniem, totalnie przez przypadek." Obydwa albumy były częściowo nagrywane w Berlinie, gdzie Gore przeprowadził się po zerwaniu ze swoją 'arcychrześcijańską' dziewczyną. Jako nieśmiały nastolatek, zatracił się w scenie klubowej - fani łomotu bizarre-rocka będą z rozrzewnieniem wspominać jego skórzane spódniczki i podwiązki. Przez dłuższy czas potem, jego wersy dawały upust hedonizmowi jako broni przeciwko nudzie i rozczarowaniu codziennością. Jak pisał z resztą w tekście do Strangelove, "I give in to sin/Because you have to make life livable" (Ulegam grzechowi…ponieważ musisz uczynić to życie znośniejszym). Gdyby nie jego włoski á la wata cukrowa i zadziorny uśmieszek to może uwierzono by jemu wcześniej.
  Gahan, w międzyczasie, ustatkował się mając u boku swoją przyszłą żonę Joanne. Lecz w Berlinie, gdzie bary otwarte są 24h na dobę a Depeche Mode gwiazdami muzyki, pokusa kwitła. "Już przeszedłem swoje dzikie lata i sądzę, iż odczuwałem gdzieś głęboko tęsknotę za normalnością w moim życiu na poziomie osobistym. Ale, mówiąc szczerze, tylko się oszukiwałem."
Z ciągotami w kierunku ekscesów brakowało im tylko funduszy i okazji. Ale nie na długo. Dzięki mrocznemu, wręcz klaustrofobicznemu Black Celebration (1986) oraz podniosłemu Music For The Masses, który ukazał się w latach następnych, zespół zrobił gigantyczny skok w karierze udowadniając swoją kreatywnością, iż muzyka elektroniczna mogła brzmieć ekspansywnie i mocno na tyle, aby można było 'wyjść' z nią na stadiony. W tym samym czasie, holenderski fotograf Anton Corbijn stał się ich długodystansowym projektantem i reżyserem video, stapiając czterech zasadniczo odmiennych artystów w jedną, spójną, pełną stylu grupę. Nadając nazwę albumowi MFTM, Martin Gore naigrywał się z faktu, iż można odnieść globalny sukces bez właściwego wchodzenia na szczyty. Jak się później okazało, to wcale nie był żart.

  Jest taka ciekawa scena w ich filmie z trasy koncertowej 101 (1989). To jedna z triumfalnych nocy tournée MFTM, kiedy Dave Gahan przechadza się po prze- bieralni w Pasadena Rosebowl, zadręczając siebie (i innych) rozterką typu: czy krzyknąć "Hello Pasadena!", czy może "Hello Rosebowl!". Gdy manager tournée sugeruje powitanie w stylu: "Dobry wieczór, witamy wszystkich na koncercie dla mas", Gahan to ripostuje mówiąc: "Wiesz, nie jestem pieprzonym poetą!"
  Fakt, iż Dave mógł wykrzyczeć owego wieczoru absolutnie co tylko chciał do, bagatela, 60,000 tysięcznej amerykańskiej publiki wydawało się zadziwiające dla brytyjskich telewidzów. Ale oglądając go drepczącego po scenie, zadzierającego nosa i krzyczącego "Hey!" przy każdej okazji podczas gdy pozostała trójka szturchała swoje keyboardy, stawało się jasnym, że Depeche Mode to niebywale ekscytująca propozycja koncertowa: Kraftwerk prowadzony przez Rod'a Stewarta.
  "Po tym jak ukazał się film, nagle uznano nas za 'stadionowy' zespół, co wcale nie było prawdą - graliśmy dokładnie na jednym stadionie, - ale perspektywy uległy zmianie", mówi Gahan. "Zaczęliśmy stawać się więksi niż kiedykolwiek sobie wyobrażałem."
  Po 101, wszystko było już przygotowane tak, aby DM mogło wydać kolejny album, tak się też stało. Z producentem Markiem Ellisem, znanym również jako Flood, zespół dał drapaka do Włoch (Mediolan), gdzie ich klubowe wyprawy pomogły w narodzeniu się obskurnego, ale również i migoczącego brzmienia LP Violator, płytki, która zawierała jedne z najlepszych piosenek Gore'a. Kiedy ogłoszony daty rozpoczęcia tournée the World Violation, każdy jeden bilet został sprzedany z dużym wyprzedzeniem, a samo tournée stało się wielkim pasmem sukcesów napędzanym kokainą i ecstasy.
  "Podczas tournee Violator'a, dotarliśmy do punktu gdzie wszystko szło po prostu wspaniale", wspomina Gahan. "Lecz sądzę, iż nawet wtedy przedobrzyłem sprawę. Każdego wieczoru, po zejściu ze sceny, wszyscy braliśmy po jednym i szliśmy się zabawić...
Gdybyście mogli sobie wyobrazić jazdę z tournée przez półtora roku jako istny objazd cyrku po świecie a potem raptem koniec tego dobrego i powrót do szarej rzeczywistości. Im dłużej trwały trasy tym bardziej rozczarowywało mnie 'normalne' życie. Dla mnie to było ostatni raz, kiedy imprezowanie było zabawą."
  Radiohead 'flirtowało' z szaleństwem podczas trasy OK Computer, Oasis miało problemy ze spędzeniem większej ilości czasu w rozjazdach bez bójek, ale właściwie większość innych nowszych zespołów brytyjskich nie miała tak na prawdę okazji zobaczyć, co takiego wyjazdy miesiąc po miesiącu z koncertami mogą uczynić z człowieka, który nie jest na to w ogóle przygotowany. Możliwe, że gdyby członkowie DM nie mieli aż takich trudności z porozumiewaniem się ze sobą, zrozumieliby, że stąpają po cienkim lodzie. Bądź tez, gdyby któreś z ich swawoli wpłyneły na pracę, ktoś z pewnością by to zauważył. Lecz, tak czy owak, nie było wyraźnego powodu, aby zaprzestać imprezowania, wiec nie przestawali.
  Jedną z blizn pozostałych w spadku po tournée World Violation była nowa przygoda miłosna Gahan'a z ich kalifornijską dziewczyną z public relations, Teresą Conway, i jednoczesny rozpad jego dawno 'schorowanego' małżeństwa z Joanne. "To nie miało nic wspólnego z moją pierwszą żoną", utrzymuje Dave. "Zdaje się, iż zatęskniłem znowu za przygodą."
  W międzyczasie, Gore i Fletch stawali się po raz pierwszy tatusiami, a Wilder właśnie ożenił się ze swoją długoletnią dziewczyną. Entuzjazm Gahan'a odnośnie imprezowania razem z grupą i tak już zanikał, więc zdecydował się przenieść wraz z Conway do Hollywood. (Nie mieszka w Brytanii od tamtego czasu, ale nadal ma w nawyku korygowanie swoich amerykanizmów typu zmiana z ass na arse.) [przyp.tł.: różnica w wymowie zasadza się z grubsza na długości brzmienia samogłosek - Am. krótka, Br. długa] Po spędzeniu czasu jak na gwiazdę rocka przystało, Gahan zapragnął wyglądać jako takowa, aczkolwiek z odrobiną komizmu. Z kibicującą mu u boku Conway, Dave zapuścił sobie włosy, sprawił tatuaże, i zaczął chodzić na koncerty rockowe - podobno nawet pobrali się w Las Vegas biorąc za świadka sobowtóra Elvisa Presley'a.
  "Dużo mówiono o tym wizerunku, ale chciałbym również nadmienić, iż mój image z okresu lat 80tych to też nie byłem ja", zwraca uwagę Gahan. "Czułem, że nie muszę już więcej kłamać i udawać cool faceta, kiedy nawet w tych latach 80tych piliśmy i gwizdaliśmy na wszystko tak jak każdy w tamtym okresie. Ba! Momentami zdawało mi się, że żyje porządniej od innych. Nie zdawałem sobie sprawy z tego mętliku, ponieważ żyłem tak z dnia na dzień. Nie musiałem być gwiazdą lub kimś podobnym, chodziło jedynie o ten cały dramat zlewający się z moim życiem w Los Angeles."
  Częścią ów dramatu, mimo, iż Gahan nigdy nie nazwie tego po imieniu, była heroina. Lecz gdy mówi o pierwszych miesiącach swojego pobytu w LA, to raczej ze szczerym rozbawieniem niż ze skruchą i ubolewaniem. Bogaty (w pełnym tego słowa znaczeniu) u zarania sukcesów Violator'a, doświadczając drugą młodość u boku kochającej 'żony' i ludzi, którzy go podziwiali, Gahan szczerze cieszył się życiem, no..przynajmniej przez jakiś czas.

  
Gdzieś w połowie roku 1992ego, zebrane w Madrycie Depeche Mode zaczęło pra- cować nad nowym albumen, zdając sobie tym samym sprawę, że przez te 18 mie- sięcy przerwy wszystko uległo zmianie. " Byłem bardzo entuzjastycznie nastawiony i ` chciałem niezmiernie aby ta euforia pojawiła się wśród nas na nowo, lecz ku mojemu zaskoczeniu, z chwilą gdy przestąpiłem próg studia, zrozumiałem, że nikt po za mną nie jest na tym samym etapie", wspomina Gahan. "Sadzę, że trochę przerażałem resztę. Zachowywałem się rzeczywiście nie 'po mojemu'."
  "Nie wydaję mi się, iż spodziewaliśmy się czegoś takiego", przyznaje Gore. "To był prawdziwy szok ujrzeć Gahan'a w długich włosach, całego w tatuażach, nawet ubranego w 'inne' rzeczy. Po tym jak zebraliśmy się w Madrycie stało się oczywistym, iż nie ma już poczucia wspólnoty w zespole".
  Flood, ich producent, miał 'przebłysk', aby zespół mieszkał razem podczas nagrywania, ale to nie pomogło. Może sprowadzało się to do angielskiego chłodu, lecz zamiast radzić sobie z problemami woleli je unikać. Mówiąc o tym teraz, niewymierny 'omijacz konfrontacji' M. L. Gore wydaje się być pełen skruchy.
  " Nie wydaje mi się abym zdawał sobie z tego sprawę na tyle ile powinienem był", przyznaje. "Pamiętam, że nie podobał mi się kierunek, w którym podążała cześć piosenek, co sprawiało, iż zamykałem się w sobie na parę dni, i to najprawdopodobniej powodowało napięcia. Dave nie miał z tym aż tyle wspólnego, co w okresie jego miesiąca miodowego z heroiną. Mając sypialnie drzwi w drzwi, zwykł był znikać na trzy, może cztery dni bez słowa."
  To tylko i wyłącznie zasługa Gore'a i Fletcha że nie winią Gahan'a bądź też wiecznie zdegustowanego Wilder'a, który czuł się niedoceniany. Ta wątła międzyosobowa atmosfera, która trzymała ich razem zaczęła się rozpadać, i nikogo z zainteresowanych nie było stać na to, aby to podtrzymać. Fletcher walczył z depresją tak, że koniec nagrań w Hamburgu zaliczył w szpitalu: "Byłem zbyt zajęty martwieniem się o siebie, żeby troszczyć się o Dave'a. Fakt, to była lekka hipokryzja z naszej strony biorąc pod uwagę to, iż każdy z nas zajmował się swoimi projektami."
  Gore, w miedzy czasie, 'klubował' większość wieczorów pijąc ponad umiar. "Nie sadziłem wtedy, że to aż taki problem", mówi, zachwycając się jednocześnie zapasem zdolności samo-oszukiwania się. "Po prostu piłem za dużo. Przeszedłem parę napadów a lekarze oznajmili mi, że to stan, kiedy ciało 'dziękuje za uwagę'. Tak, więc zdarzało mi się budzić po ciężkiej nocy w ataku paniki, i następną rzeczą, którą myślałem było: Jeśli pójdę do pubu i wychylę co nie co to wszystko będzie OK." Gore nie miał nawet bladego pojęcia, że Gahan bierze heroinę aż do momentu, gdy wszyscy spotkali się u Alana powracając do Brytanii: "Jeśli mam być szczery, byłem prawdziwym ignorantem, lecz kiedy tylko części układanki zostały ułożone, wszystko stało się jasne."
  Gdyby nie to, iż SoFaD miało tak okropną atmosferę podczas całego procesu twórczego, następujące po nim tournée nie byłoby tak ohydnie długie. Na przekór wszystkiemu, jednak, to tournée było jednym z najlepszych, najbardziej śmiałym ze wszystkich (i wciąż pozostaje ulubionym w/g Gahan'a). I tak, dnia 19tego maja '93 zagrali swój pierwszy wyznaczony termin w Lille, Francja. Nikt nie próbował idealnie przejść przez cały ten okres, chociaż Gahan zadziwiająco pogodził swoją żonglerkę z heroiną i ćwiczenia łączone z jogą każdego dnia.
" Poczynając od sukcesu Violator'a wydawało się nam, że jesteśmy praktycznie niezniszczalni." rozmyśla Fletch. "Byliśmy baaaardzo naiwni."
  " Pomimo tego udało się nam dobrze bawić" nalega Gore. "To nie miało końca" Fletch wnioskuje, że byli chyba pierwszym zespołem, który zabrał w trasę psychiatrę i drug-dealera - ten pierwszy został wylany, ale 'opychacz dragów' pozostał. "Im dłuższe staje się tournée tym łatwiej jest się zabawić" twierdzi szef firmy płytowej Miller. "To swoista bańka mydlana, tam wszystko może się zdarzyć o ile jest się w stanie występować na scenie. Pojechałem z nimi w trasę i nie mogłem tego znieść. Pamiętam jak przedstawiono mi oficjalnego sprzedawcę narkotyków, na tym etapie pomyślałem, że, kurcze, już nic nie da się zrobić."
Dodanie drugiej części tournée po Ameryce stanowiło główną kość niezgody, lecz Wilder z Gahan'em upierali się przy swoim, twierdząc, iż przy zminimalizowanych kosztach produkcji zarobią miliony, więc trasa kręciła się dalej ciągnąc za sobą członków zespołu, którzy już w owym czasie podróżowali w osobnych samochodach nie mówiąc o braku porozumienia. Decyzja Gahan'a o podłączeniu supportu również nie wypaliła: "Pieprzony Primal Scream," cytując Miller'a. Rezultaty okazały się być conajmniej makabryczne. W LA Gore przeszedł atak padaczki wywołany alkoholem i nadmiernym stresem, podczas gdy Gahan przedawkował po zakończeniu koncertu w New Orleans. Nie mniej jednak, show must go on a sam Dave nie wyrażał chęci na przystopowanie czy to na scenie czy też poza nią. " Teraz dopiero zdaje sobie sprawę jak się ze mną obchodzą, jak o mnie dbają" rozmyśla Gahan tonem wielokrotnie nawróconego nałogowca.
"Czasem trudno jest pojąć, w jaki sposób udało nam się przez to przejść. Już wszystko zostało powiedziane na temat szaleństw tournee SoFaD, lecz tak naprawdę było. To nawet mało powiedziane."
Wilder oficjalnie odszedł z zespołu rok później. Daniel Miller jest święcie przekonany, że gdyby Alan nie opuścił grupy, Depeche Mode przestałoby istnieć. "To było oczywiste, że tych czworo ludzi nie było w stanie nagrać jeszcze jednego albumu razem."
Fletch odnosi się mniej miłosiernie do motywów Wilder'a: "Myślę, iż on czuł od dawna rozpad zespołu mając na uwadze to, w jakim stanie był Dave. Chciał być chyba pierwszym, który opuści tonący statek."
ULTRA, 9ty album DM, został, więc nagrany w trzech częściach z producentem Timem Simenon'em dźwigającym na barkach większość obowiązków. W maju 96tego, w połowie nagrań, Gahan przedawkował, ale nawet wtedy musiał interweniować jego przyjaciel Jonathan Kessler (początkowo księgowy w zespole, później manager) by ten przekonał Dave'a do kuracji odwykowej w Exodus Recovery Centre. Został poniekąd zmuszony sądownie do spędzenia czasu razem z innymi odzyskującymi siły narkomanami (" to najbliżsi przyjaciele, jakich kiedykolwiek miałem"), następnie przeniósł się do Nowego Yorku z nową dziewczyną, Jennifer. Od tamtej pory nie wziął nic mocniejszego od papierosa.

  GDY DAVE GAHAN wspomina o tym, co zostało nazwane "całym tym gównem", zmienia niewygodną prawdę na jeszcze mniej przyjemne pauzy, być może zdając sobie tym samym sprawę z tego, iż muzyczna jakość albumu ULTRA została przyćmiona jego szczerymi aż do bólu wyznaniami dla prasy. Jako nieporadne szczęście w nieszczęściu, nawet cynicy przyznają racje, że było to i jest nadal krztyną prawdy w powracających lirycznych obsesjach Gore pełnych obsesji ekstremami, grzechem, i rozgrzeszeniem, mimo tego, że sam Martin jak zawsze utrzymuje: "Nigdy nie myślę o Davie, kiedy piszę teksty piosenek"
  "Nie wydaje mi się, aby był do końca szczery pod tym względem" sprzeciwia się Gahan. "Myślę, iż ma jakiś ukryty zmysł i wie, że niektóre piosenki opisują dokładnie to, co dzieje się wokół nas. Właśnie w ten sposób czuję się z nim związany. Nie rozmawiamy często."
  Depeche Mode wystawiło na próbę swój powrót do zdrowia promując ich drugą kolekcję hitów Singles 86>98. W normalny dzień zwiedzali miasta, na które mieli kiedyś okazje zerknąć tylko przez szyby samochodów bądź też przez papierosowy dym. Tam gdzie kiedyś spał ich etatowy drug-dealer wyleguje się masażysta, a dwie butelki wina Gore'a wypijane przed każdym LIVE zamieniły się w dwa małe kieliszki.
  Rezultatem ich 'odmłodzenia' jest Exciter, nagrywany przez rok 2000 z producentem Markiem Bell'em (LFO, Bjőrk) w Londynie, Nowym Yorku, i Santa Barbara, gdzie Fletch, Gahan i Gore (w/g wymienionej kolejności) mieszkają. "Budzę się każdego dnia, widzę blask słońca, wspaniałe widoki na góry i czuję się trochę tak jakbym rozmawiał z Bogiem, czymkolwiek On jest," uśmiecha się promiennie autor piosenek.
Możecie zwalić winę na słońce albo ułożone życie z żonami i dziećmi u boku, ale Exciter wydaje się najbardziej optymistycznym albumem, jaki zespół nagrał w ciągu tych 20tu lat. Znajdzie się tam bez wątpienia ciemne dźwiękowe barwy i perwersyjne implikacje, ale są tam również miłosne piosenki, Freelove i Goodnight Lovers, już bez skruchy, z ciepłym, serdecznym głosem Gahan'a. Jednak dystans pomiędzy Dave'em a resztą zespołu pozostaje. Teraz, kiedy nastawił całą swoją energię na tworzenie muzyki a nie, jak było wcześniej, na narkotyki, Gahan odczuwa mrowienie spowodowane brakiem zgodności pomiędzy perfekcjonizmem Gore'a a jego luźniejszymi, bardziej organicznymi gustami, oraz planami odnośnie wydania solowej płyty w roku obecnym, w takim właśnie a nie innym nastroju.
  "Odnoszę wrażenie, iż Martin szanuje mnie tak jak ja jego, lecz nie umie tego okazać," przyznaje Gahan ze zmarszczonymi brwiami. "Martin nie jest typem osoby, która obchodzi wszystkich i klepie po ramieniu mówiąc: To świetne! Jeśli mam być szczery, nie wiedziałbym jak się w takim momencie zachować."
  Depeche Mode nie są bez wątpienia ostatnim zespołem muzycznym na tej kuli ziemskiej, i nikt z nich nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego wciąż są razem. Daniel Miller ma swoją teorię. "Większość spięć, która miedzy nimi istnieje nie różnią się od tych sprzed 20tu lat. Fletch i Martin zawsze byli dobrymi kumplami, ale Alan to typowy outsider, a sam Dave nie dorastał razem z nimi. Gdyby przyjaźnili się na początku a potem rozeszli, stałoby się zapewne inaczej, tym czasem relacje miedzy nimi nie uległy zmianie. Kto wie? Jeśli zaczniesz dociekać problemu, definiować go, doprowadzi to do zguby."
  Gahan chyba ze względu na to nie chciałby nawet próbować. Znosił takie masochistyczne horrory, że los Depeche Mode nie jest obecnie dla niego sprawą najwyższej wagi.
Wywiad nareszcie dobiegł końca. Gahan nagle wydaje się być zmęczony i zaczyna mówić o tym jak to tęskni za Jennifer, obecnie jego trzecią żoną, i ich córeczką Stellą. "Naprawdę żyję w pełni" rozmyśla. "Mam swoje życie całkowicie poza Depeche Mode. Zdarza mi się to po raz pierwszy od lat i jestem zdeterminowany, aby to utrzymać. Wciąż popełniam błędy, ale jestem w stanie stawić temu czoło. Już nie uciekam. Jestem tu."
I tu Dave Gahan uśmiechnął się na myśl o tych 20tu latach 'cudów'...



artykuł: Dorian Lynskey, tłumaczenie: Iza 'Ranska'

CREDITS: podziękowania dla wszystkich