 |

|
 |
"Ten film mógł być znacznie
lepszy" Kumpel
do bicia
"Kumpel
do bicia" to kolejny "sportowy" film Rona Sheltona.
Artysta w swoich obrazach opisywał już baseball ("Bull
Durham"), koszykówkę ("Biali nie potrafią skakać")
i golf ("Tin Cup") a teraz postanowił zająć się jedną z
najbardziej kontrowersyjnych dyscyplin sportowych czyli
boksem.
Współczesne kino zna wiele filmów, których
głównymi bohaterami byli pięściarze a najsłynniejsze z nich to
"Wściekły
byk" Martina Scorsese oraz seria "Rocky". Film
Rona Sheltona mimo, iż traktuje również o boksie to różni się
od obu wymienionych tytułów w znaczący
sposób.
Bohaterowie "Kumpla
do bicia" to sportowcy, którzy najlepsze lata mają już
za sobą. Obaj dostali kiedyś swoją szansę walki ze sławnymi
pięściarzami, ale ich nie wykorzystali. Obecnie dalej trenują
boks w jednym z lokalnych klubów Kalifornii i marzą o tym, że
kiedyś będą mieli okazję stoczyć jeszcze jedną, mistrzowską
walkę. Okazja trafia się, kiedy Caesar i Vince zostają
poproszeni o stoczenie walki poprzedzającej pojedynek samego
Mike'a Tysona. Pięściarze oczywiście zgadzają się, ale jako
warunek stawiają możliwość walki o tytuł mistrzowski dla
zwycięzcy meczu. Tym samym widz wie już, że pojedynek pomiędzy
bokserami będzie nie tylko sportową rywalizacją, ale również
walką o spełnienie własnych marzeń.
Obaj pięściarze
wraz z Grace, byłą dziewczyną Vince'a a obecnie partnerką
Caesara, wsiadają do samochodu i wyruszają do Las Vegas, gdzie
w jednym z hoteli ma odbyć się ich pojedynek.
"Kumpel
do bicia" to film specyficzny, ponieważ łączy w sobie
elementy charakterystyczne zarówno dla filmu drogi jak i filmu
sportowego. Akcja obrazu nie koncentruje się tylko i wyłącznie
na walce wieczoru i przygotowaniach do niej, ale w głównej
mierze opowiada o podróży bohaterów, podczas której widz
lepiej poznaje ich losy i dowiaduje się, że Vince i Ceasar są
nie tylko kumplami z ringu, ale również najlepszymi
przyjaciółmi, których łączy silna więź emocjonalna. Dzięki
temu finałowa walka nabiera o wiele większego znaczenia. Nie
jest jedynie pojedynkiem anonimowych pięściarzy, ale walką
dwóch przyjaciół, z których każdy chce być zwycięzcą i walczyć
o tytuł mistrza.
Niestety, wszystkie te elementy nie
składają się na doskonały film. "Kumpel
do bicia" jest obrazem bardzo nierównym, w którym obok
scen bardzo dobrych pojawiają się elementy słabe lub wręcz
niepotrzebne. Jednym z nich jest postać grana przez Lucy Liu.
Na dobrą sprawę nie wnosi ona nic do treści filmu a jej
pojawienie jest jedynie pretekstem do kilku dialogów,
niekoniecznie zresztą najlepszych. Podobnie rzecz się ma z
Chrystusem, którego od czasu do czasu widzi Vince. Również i
ten wątek nie wnosi nic do opowiadanej historii. Sheltonowi,
który jest również scenarzystą obrazu, nie wykorzystał w ogóle
potencjału płynącego z opisu podróży dwóch bokserów do Vegas.
Wiadomo, że jadą oni tam stoczyć najważniejszą walkę swojego
życia, każdy chce ją wygrać, ale nie chce też stracić
przyjaciela. Sytuacja taka daje ogromne możliwości to
napisania ciekawych i oryginalnych dialogów. Niestety, Shelton
nie miał chyba na nie pomysłu, ponieważ oprócz kilku naprawdę
zabawnych momentów podróż bohaterów po prostu się dłuży.
Natomiast już scena finałowej walki Vince'a i Caesara jest
zrobiona wręcz perfekcyjnie (oprócz faktu, że z niewiadomych
przyczyn Vince widzi na ringu gołych mężczyzn i kobiety).
Sheltonowi udało się pokazać zarówno okrucieństwo boksu jak i
determinację pięściarzy, którzy do końca meczu "dają z siebie
wszystko". Wszyscy fani boksu oglądając tą walkę nie będą
zawiedzeni, ponieważ Harrelson i Banderas przed rozpoczęciem
zdjęć do filmu trenowali boks i ich pojedynek wygląda naprawdę
autentycznie. Wrażenie to potęguje olbrzymia liczba znanych
osób, które obserwują walkę, a są wśród nich takie sławy jak
Kevin Costner, czy James Woods. Dzięki ich obecności widz ma
wrażenie jakby oglądał relacje z prawdziwego meczu
poprzedzającego pojedynek Tysona.
W tym miejscu
należałoby kilka słów powiedzieć również o aktorstwie, które
niestety podobnie jak cały film jest bardzo przeciętne. Role
Harrelsona
i Banderasa
są zagrane nieźle, ale nie na miarę możliwości aktorskich obu
artystów. Najlepiej ze wszystkich wypada Lolita Davidovich,
która w roli przedsiębiorczej i inteligentnej Grace jest
bardzo przekonywująca.
"Kumpel
do bicia" to nie jest film zły, ale nie jest to też
film bardzo dobry. Mimo zatrudnienia popularnych aktorów oraz
postawienia za kamerą specjalisty od obrazów sportowych widz
otrzymał zaledwie produkt przeciętny, który z powodzeniem
można obejrzeć nie w kinie, ale na wideo.
Marcin Kamiński
Filmweb
|
|
   
|
|
|