|
Walkę rybaków z rozszalałym
żywiołem sfilmował Wolfgang Petersen na podstawie książki
Sebastiana Jungera “Sztorm doskonały”.
Aktorzy przyznali, że bardzo źle znosili pracę na
planie. Gdy zgodzili się na udział w produkcji, podobno
nie wiedzieli, co ich czeka. Najbardziej ucierpiał
przystojny Clooney, który nawet w wannie dostaje choroby
morskiej. Zaprawiony w bojach był jedynie sam Petersen.
Pochodzi ze Wschodniej Fryzji i szalejące morze to dla
niego, jak bułka z masłem. Aby wiarygodnie przedstawić
brutalny sztorm, zainwestowano 140 mln dolarów. Film poświęcony
jest ciężko pracującym rybakom, którzy wyrywają
morzu, to co można spieniężyć. Często przy tym
ryzykują życiem.
Żywioł nie zna granic
Dwa statki wpływają do portu Gloucester. Spokojnie
suną po wodzie, niebo jest błękitno niebieskie. Nic nie
wskazuje na to, że wkrótce rozegra się tutaj dramat.
Miasteczko pulsuje życiem. Rybacy sprzedają ryby, a
wieczorem wychylają po jednym głębszym. Ci, którym
mieczniki brały, z radości, pozostali na pocieszenie.
Czyli tak jak to zwykle bywa w życiu. Nikt niczego nie
przeczuwa. Może jedynie widzowie za sprawą muzyki Jamesa
Hornera, odgadują, że coś wisi w powietrzu. Załoga
kutra “Andrea Gail” wyrusza na połów. Nie
trudno przekonać chłopaków, aby ruszyli w morze, bo każdy
potrzebuje pieniędzy. Bobby Shatford (Mark Wahlberg) musi
opłacić rozwód, aby związać się z nową narzeczoną.
Dale Murphy (John C. Reilly) wspiera finansowo byłą żonę
i dziecko. Alfred Pierre (Allen Payne) kocha wino, kobiety
i śpiew. Bugsy (John Hawkes) marzy o kobiecie, która
czekałaby na niego w domu. Przybrzeżne akcje na nic się
nie zdają. Ryby nie mają zamiaru brać. Kapitan Tyne
(George Clooney) decyduje się popłynąć do dalekiego łowiska
Flemish Bay. Okazuje się, że tym razem miał nosa. Ładownia
zapełnia się po brzegi. Ale urządzenie chłodzące
przestaje działać. Muszą teraz szybko powrócić do
portu, bo towar długo nie wytrzyma. Obierając najkrótszą
drogę trafiają w samo epicentrum żywiołu i walczą z
trzydziesto metrowymi falami. “Andrea Gail” kołysze
się na wodzie jak łupinka orzecha.
Sztuczne ryby i biedni
rybacy
Mieczniki wyglądają łudząco prawdziwie. Ogromne
ryby stworzone zostały z tworzyw sztucznych z powodów
ekologicznych. Jak wiadomo Amerykanie prawie wszystko mają
ekologiczne, w przeciwieństwie do nas. W “Gniewie
Oceanu” - jak zwykle w książkowym filmie
katastroficznym - poznajemy najpierw bohaterów i
zaczynamy ich lubić. Aby potem gdy znajdą się w
niebezpieczeństwie mocniej trzymać za nich kciuki.
Lakoniczne i proste dialogi osadzone w romantycznym
klimacie morza, odpowiadają wyobrażeniom o życiu rybaków.
Swoją drogą nawet w Ameryce nie wiedzie im się
najlepiej. Prawdziwą gwiazdą filmu jest jednak sztorm.
Kombinowane ujęcia były
tańsze
Twórcy filmu korzystali z możliwości sprzętu firmy
Industrial Light and Magic, aby rozpędzić sztorm
stulecia. Petersen łączył się satelitarne z oddalonym
o 800 kilometrów ILM w San Fransisco i wysyłał zdjęcia
zrobione w basenie wytwórni na tle blue boxu. Tamtejsi
graficy naklejali cyfrowo poszczególne elementy: falę,
pianę oraz niebo. I synchronizowali swój produkt ze zdjęciami
rzeczywistymi. Film powstał więc z ujęć kręconych w
studiu i tych wygenerowanych przez komputer. Kombinowane
ujęcia kosztują około 60 000 dolarów i są tańsze niż
czyste produkty komputera SGI. Petersen sprawnie połączył
fikcję z faktami, podłączając się do gatunku faction.
Historia kutra pachnie morzem i rybami. Reżyser trochę
za mocno wczuł się w położenie rybaków i przesadził
z patosem. Ale ten jeden mały grzech można mu chyba
wybaczyć. Film zrobiony jest bardzo dobrze i na pewno
warto się na niego wybrać.
[Wioletta Maszczyk Berlin]
“Gniew
Oceanu” - (“The Perfect Storm”)
USA 200, 130 min,
Reż. Wolfgang Petersen,
Prod. Paula Weinstein, Wolfgang Petersen, Gail Katz,
Scen.Bill Wittliff według książki “Sztorm doskonały”
Sabastiana Jungera,
Obs. George Clooney, Mark Wahlberg, Diane Lane, William
Fichtner, Karen Allen, Allen Payne, Muz. James Horner
premiera: 25 sierpień
|