|
W opublikowanej niedawno w Waszyngtonie dorocznej
analizie Białego Domu o przestrzeganiu prawa
autorskiego na świecie Polska ponownie znalazła się wśród
kilkunastu krajów, w którym prawo to nie jest -
zdaniem USA - wystarczająco chronione.
Obok m.in. Czech, Włoch, Izraela i Rosji nasz kraj
znalazł się na tzw. liście obserwacyjnej. Krajom na
niej wymienionym grozi rozpoczęcie procesu arbitrażowego
przed WTO (Światową Organizacją Handlu) lub sankcje
gospodarcze ze strony USA. Na pocieszenie można dodać,
że w przypadku Polski amerykański rząd stwierdził, iż
jeśli szybko wejdzie w życie znowelizowane prawo
autorskie, Polska może zostać zdjęta z "listy
obserwacyjnej".
- Polska
prokuratura i sądownictwo również dość niemrawo
chronią własność intelektualną - ostrzega
przedstawiciel prezydenta USA w swym raporcie dla
amerykańskiego Kongresu, co jego zdaniem jest jedną z
przyczyn zalewania polskiego rynku przez filmowe oraz
muzyczne pirackie kopie. Amerykanie zauważają także,
że polskie prawo autorskie nie spełnia kilku
podstawowych wymogów porozumień WTO, którego Polska
jest członkiem. Amerykańskich obserwatorów martwi
przede wszystkim nadal obowiązująca ochrona praw do
nagrań muzycznych od zaledwie 1974 roku, podczas gdy
porozumienia WTO wymagają ochrony przynajmniej
50-letniej.
Amerykański rząd jest stale naciskany przez wpływowe
lobby, głównie reprezentujące przemysł
fonograficzny, by skuteczniej zajął się zwalczaniem
piractwa w Europie Środkowej. Gra idzie o potężne
pieniądze. Tylko producenci nagrań muzycznych obliczają
swe roczne straty w tej części świata na 250 mln
dolarów. Z tego samego powodu kilka miesięcy temu
procesem przed sądem WTO Polsce zagroziła już Międzynarodowa
Federacja Przemysłu Muzycznego.
Krzysztof
Grzybowski
|