Jeszcze nie weszła w życie ostatnia nowelizacja prawa autorskiego - stanie to się 22 lipca - a posłowie przystąpili do pracy nad kolejnymi zmianami, które można nazwać drugim etapem reformy. Można się także spodziewać za jakiś czas rozpoczęcia prac nad etapem trzecim

Jednym z najważniejszych problemów z jakim muszą uporać się twórcy nowelizacji prawa autorskiego jest dopasowanie polskich rozwiązań do przepisów wspólnotowych. Rozpatrywany przez sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu projekt uzyskał co prawda pozytywną opinię Biura Studiów i Ekspertyz w sprawie zgodności z prawem europejskim, jednak dalej otwartą pozostaje kwestia na ile nowelizacje realizują wymóg dostosowania naszego prawa do norm Unii Europejskiej.

Z pięciu dyrektyw dotyczących zagadnień prawa autorskiego pełnej implementacji doczekały się tylko dwie. Nie spełnione wymogi określone w dyrektywach: w sprawie koordynacji określonych przepisów prawa autorskiego oraz praw pokrewnych w odniesieniu do przekazu satelitarnego i rozpowszechniania kablowego; w sprawie ujednolicenia czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych. W całości nie jest uwzględniona dyrektywa o prawnej ochronie baz danych.

Biorąc to pod uwagę można zadać pytanie czy nie byłoby więc celowe dopracowanie projektu poselskiego (chyba, że posłowie po raz kolejny wychodzą z założenie, że ich niedoróbki zostaną poprawione w Senacie więc nie ma się co martwić), a być może nawet złożenie nowego projektu rządowego, uwzględniającego w pełni standardy prawa europejskiego ? Pytanie to jest dodatkowo uzasadnione, gdyż dobiegają końca prace nad dyrektywą dotyczącą niektórych zagadnień prawa autorskiego w społeczeństwie informacyjnym. Jej uchwalenie spowoduje konieczność wprowadzenia nowej regulacji przepisów dotyczących treści prawa autorskiego i dozwolonego użytku. Pominięcie w tej chwili tych zmian zmusi w najbliższym czasie do przeprowadzenia kolejnej, trzeciej nowelizacji prawa autorskiego.

Zasadniczą zmianą przewidzianą w drugim etapie nowelizacji jest nowe ujęcie tworzenia i funkcjonowania organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi oraz Komisji Prawa Autorskiego, które wywoływały w środowisku twórczym wiele kontrowersji.

Podstawowy zarzut stawiany nowym proponowanym rozwiązaniom sprowadza się do stwierdzenia, że nowelizacja wzmacnia - i tak silniejszą niż za granicą - pozycję polskich organizacji zbiorowego zarządzania. Umożliwiono im w praktyce nieskrępowane narzucanie stawek za korzystanie (np. przez radio, telewizję, organizatorów imprez) z repertuaru będącego w zarządzie organizacji. Trudno przy tym wyjaśnić, dlaczego zrezygnowano z powszechnego standardu kontroli tabel wynagrodzeń za korzystanie z repertuaru w zakresie objętym zbiorowym zarządzaniem i poprzestano na stwierdzeniu, iż organizacje są "uprawnione" do przedłożenia tabel do zatwierdzenia ministrowi właściwemu do spraw kultury. Kontrowersyjne jest także osłabienie pozycji Komisji Prawa Autorskiego przez nadanie jej wyłącznie opiniodawczego charakteru. Takie rozwiązanie w połączeniu z monopolistyczną pozycję organizacji zbiorowego zarządzania oraz zrozumiałe sprzyjanie przez ministra twórcom i artystom wykonawcom może doprowadzić do nieprzewidzianych sytuacji. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby zrezygnowanie w ogóle z systemu zatwierdzania wspomnianych tabel i funkcjonowania Komisji, i poddanie sporów dotyczących tabel (w tym zawartych w nich stawek) oraz zawierania umów w sferze zbiorowego zarządzania niezależnemu organowi, jakim jest Sąd Antymonopolowy. Przyjęcie takiego rozwiązania z jednej strony zapewniałoby faktyczny brak administracyjnego skrępowania organizacji w realizowaniu zbiorowego zarządu, z drugiej zaś służyłoby ograniczeniu nadużywania przez nie monopolistycznej pozycji.

Obserwacja prac nad pierwszym etapem nowelizacji prowadzi jednak do wniosku, że i w tej sferze zostanie utrzymany proponowany kształt przepisów, a głównym przedmiotem dyskusji będzie jedynie bardzo kontrowersyjne (także w płaszczyźnie ochrony praw nabytych) postanowienie, przewidujące wygaśnięcie wszystkich wydanych od 1994 r. zezwoleń (koncesji) na wykonywanie zbiorowego zarządu prawami autorskimi i pokrewnymi, a także wszystkich wydanych orzeczeń (decyzji) Komisji. Można przypuszczać, że przepis ten jest skierowany przeciwko tym organizacjom, które nie rozpoczęły dotychczas działalności, a także tym, które nie dokonują repartycji uzyskanych środków bezpośrednio na rzecz twórców. Skutków opisanego postanowienia mogą obawiać się także organizacje, które nie mają monopolu na danym polu eksploatacji. Wreszcie, z całą pewnością, uchwalenie tego przepisu uniemożliwi wydanie ponownego zezwolenia na działalność w dotychczasowym kształcie Stowarzyszeniu Filmowców Polskich, a to ze względu na przewidziany w projekcie zakaz zrzeszania w jednej organizacji twórców i producentów (a taką możliwość przewiduje jego statut).

W polu zainteresowania charakteryzowanej nowelizacji pozostają nie tylko autorzy, ale także artyści wykonawcy. Tym ostatnim przyznane mają być - tak jak twórcom - nie tylko prawa majątkowe, ale i osobiste. Będą mogli domagać się: wymienienia nazwiska przy prezentacji wykonania (z wyłączeniem sytuacji, gdy pominięcie jest zwyczajowo przyjęte), decydowania o sposobie oznaczenia wykonawcy (w tym zachowania anonimowości lub posłużenia się pseudonimem), zachowania integralności wykonania (wstrzymania się od jakichkolwiek zmian, przeinaczeń w wykonaniu, które mogłoby naruszać dobre imię artysty). Wyliczenie to ma charakter przykładowy, toteż od sądów zależeć będzie ewentualne rozszerzenie zakresu pozamajątkowych interesów poddanych ochronie.

W nowelizacji - zgodnie z dyrektywami Unii - przewidziano nadto uzupełnienie treści praw majątkowych, jakie służą nadawcom oraz artystom wykonawcom. W gestii wykonawców (analogicznie jak autorów) pozostawać ma decyzja o "zapewnieniu dostępu publiczności do artystycznych wykonań w miejscu i czasie indywidualnie wybranym". Chodzi tu o wykorzystywanie nagrań w sieciach komputerowych. Zauważmy, że dla uzyskania zgodności prawa polskiego z traktatem WIPO o artystycznych wykonaniach i fonogramach (do którego Polska chce przystąpić) niezbędne jest jeszcze przyznanie identycznego uprawnienia producentom fonogramów.

Pozornie nowelizacja utrzymuje system ochrony praw autorskich i praw pokrewnych w kształcie ustalonym przez ustawę z 1994 r. oraz jej nowelizację z 9 czerwca 2000 r. Poziom ochrony można w niektórych punktach uznać za zbyt wysoki. Dotyczy to w szczególności zasad odpowiedzialności wobec naruszenia prawa autorskiego dokonanego bez winy lub z winy nieumyślnej. Obecnie, jeżeli dojdzie do ingerencji w cudze prawa autorskie przez osobę, która nawet w najmniejszym stopniu nie ponosi winy za to naruszenie (np. została wprowadzana w błąd, a przed dokonaniem zarzucanego czynu dokonała wszystkich możliwych czynności sprawdzających), to i tak zobowiązana będzie m.in. zapłacić: - w podwójnej wysokości stosowne wynagrodzenie, a nadto - w razie żądania podmiotu prawa autorskiego - - na rzecz Funduszu Promocji Twórczości kwotę nie niższą niż dwukrotna wysokość uprawdopodobnionych korzyści odniesionych przez sprawcę z dokonanego naruszenia. Projekt nowelizacji, zamiast ograniczyć odpowiedzialność w wypadku naruszeń prawa autorskiego dokonanych z winy nieumyślnej lub dokonanych bez winy sprawcy, rozciąga opisane niezwykle surowe zasady na dochodzenie prawa do wynagrodzenia, a więc na sytuacje, gdy nie doszło do wkroczenia w bezwzględne autorskie prawa majątkowe, np. w razie korzystania z utworu w granicach licencji ustawowej.

W nowelizacji postuluje się dokonanie istotnych zmian w przepisach dotyczących umów autorskich. W większości polegają one na uwzględnieniu sugestii zgłaszanych w doktrynie prawniczej i orzecznictwie. Dotyczy to np. bardziej przemyślanej regulacji w sprawie możliwości odstąpienia przez twórcę od umowy ze względu na jego interesy twórcze czy też nowego określenia pól eksploatacji utworu. Racjonalne wydaje się również wzmocnienie pozycji twórcy przez rozciągnięcie zasady konieczności uzyskania jego zgody na przeniesienie przez licencjobiorcę uzyskanych praw na osobę trzecią. Nadto przewiduje się w odniesieniu do dzieł muzycznych odstępstwo od zakazu zawierania umów dotyczących wszystkich utworów tego samego twórcy mających powstać w przyszłości. Warunek, by w takich sytuacjach został zagwarantowany w umowie udział twórcy na poziomie "co najmniej połowy wpływów", przesądzi jednak zapewne o małym znaczeniu tej modernizacji przepisu.

Rozważenia wymaga wprowadzenie nowej redakcji art. 41, który obecnie stanowi, iż umowa licencyjna lub o przeniesienie praw autorskich "obejmuje pola eksploatacyjne wyraźnie w niej wymienione". Przepis ten, w założeniu chroniący interesy twórcy z reguły mniej doświadczonego od kontrahenta w zawieraniu umów, niekiedy obraca się przeciw niemu. Chodzi o to, że brak wyraźnego wymienienia pól eksploatacji może prowadzić do uznania umowy za nieważną lub nieskuteczną nawet wówczas, gdy zakres udzielonego upoważnienia jest miedzy stronami bezsporny, gdyż wynika w sposób oczywisty z kontekstu umowy lub okoliczności, w których została zawarta. W praktyce powstaje wtedy konieczność zawarcia nowej lub dokonania konwersji obciążonej wadą umowy na ważną umowę licencyjną niewyłączną, zawartą w formie ustnej (przy założeniu, że w uprzednich ustnych ustaleniach pola eksploatacji zostały "wyraźnie wymienione).

Do ustawy z 1994 r. wprowadzona została instytucja tzw. domaine public payant (art. 40). Mamy tu do czynienia w istocie ze swoistym podatkiem pobieranym od producentów lub wydawców egzemplarzy takich utworów, które nie korzystają już z ochrony autorskiej. Ten quasi-podatek przeznaczony jest na cele popierania twórczości i kultury. Wspomniany przepis ma być przeredagowany w ten sposób, aby obejmował wszystkie utwory, niezależnie od tego, czy kiedykolwiek podlegały ochronie z tytułu prawa autorskiego (chodzi tu - nieco upraszczając - o całą twórczość, od zarania dziejów do XIX w.). Dojdzie w ten sposób do znacznego poszerzenia zakresu stosowania tego przepisu, a zatem zwiększenia obciążeń wydawców, chyba że zdecydują się na publikację poza terytorium Polski. Wydaje się bowiem (choć ustawa tego wyraźnie nie przesądza), iż hipotezą omawianej normy nie są objęte sytuacje (a więc nie mamy do czynienia z publikacją na terenie Polski), gdy zwielokrotnienie utworu następuje za granicą, a w Polsce ma miejsce tylko udostępnienie (sprzedaż) egzemplarzy. Co do samej idei domaine public payant powstaje generalna wątpliwość, czy celowe jest utrzymywanie jej w systemie prawnym. Zastrzeżenia oparte są na różnych argumentach. Pierwszy to przedłużenie czasu trwania ochrony autorskiej w Polsce (za jedną z głównych racji przemawiających na rzecz dyskutowanej instytucji uznawano przez lata niedostateczny czas ochrony praw autorskich w naszym kraju). Po drugie - brak analogicznych rozwiązań w innych krajach, co - poza wszystkim - może spowodować "emigrację" polskich wydawców w celu uniknięcia tego rodzaju płatności. Wreszcie - jak wspomnieliśmy - regulacja ta może skłaniać do przenoszenia samego procesu druku za granicę.

Na podstawie: J. Barta, R. Markiewicz “Do trzech razy sztuka” Rzeczpospolita 18 lipca 2000

Krzysztof Grzybowski
   

  

Kolejne zmiany 
w prawie
 autorskim

Szkoły wracają
na garnuszek państwa.

Senat
poprawia
prawo autorskie

Na co może
liczyć 
twórca filmowy

Minister 
Ujazdowski
o swoich planach

Pan minister
kręci

10 punktów
ministra

Amerykanie
nam grożą

Zmiany 
w prawie
autorskim

Prawo ciągle
chore

Wajda
o prawie 
autorskim

Prawo autorskie
w Niemczech

  


pliki do pobrania:
  

Prawo autorskie
(txt - 16kB)

 

  
 
                             

[ o firmie | reklama na naszych stronach | kontakt | napisz do nas ]

    
www.infofilm.pl
- www.infofilm.com.pl - www.infofilm.zobacz.to
  

Copyright (c) 2000, InterInfo sp. z o.o.

Wszystkie nazwy firm i produktów użyte na stronach tego serwisu mogą być zastrzeżonymi znakami firmowymi
lub towarowymi ich właścicieli. Użyte zostały jedynie w celach identyfikacyjnych.

projekt, wykonanie i hosting serwisu: icon Polska
uwagi techniczne: webmaster@icon.pl