Powrót do strony głównej

KĄCIK OSOBISTY

MÓJ KĄCIK


Wreszcie i ja, dzięki Michałowi Stachyrze, dorobiłem się swojej strony w Internecie, a na niej kącika, w którym mogę pisać "co mi w duszy gra". W tym miejscu zamierzam zatem przedstawić swoją "trudną drogę do literatury". Stopniowo, choć nie obiecuję, że regularnie, będę swój kącik uzupełniał. A zatem śmiało - było tak:


MŁODY TECHNIK
22.IX.1976


Drogi Kolego!


Spełniając prośbę Kolegi, zwracamy opowiadanie, nadesłane na konkurs na opowiadanie fantastyczno-naukowe, pt. "Drzewo Genealogiczne" - godło "OMEGA", zarejestrowane pod numerem 1554/Red./80.

Nie zamierzamy go wydrukować.

Łączymy pozdrowienia.

Z listu Stanisława Lema, z 26.01.1977 r.:

"[...] W gruncie rzeczy jeszcze najlepsze jest 'Drzewo Genealogiczne', jakkolwiek nie gustuję osobiście w humorze typu absurdalnego, w którym poza absurdalnością o nic więcej nie idzie. Mimo to daję temu tekstowi pierwszą lokatę, ponieważ okazał Pan w nim niejaką wynalazczość zarówno konceptualną, jak i językową /neologizmy/. Rzecz jest sama w sobie błahostką, ale gdyby mi Pan TYLKO tę jedną rzecz przysłał, byłbym lepszej nadziei o Pana pisarskim rokowaniu, niż po lekturze innych, później powstałych tekstów. [...] Nie wykluczam tego, że mógłby Pan opublikować 'Drzewo Genealogiczne', na przykład posyłając maszynopis do poznańskiego 'NURTU', który SF stosunkowo często publikuje. Polecić Pana tekstu nie mogę, ponieważ nie uważam go za dobry, co najwyżej za obiecujący na przyszłość."


Tak też się stało. Posłałem, wydrukowali.



Z recenzji wewnętrznej Sławomira Kędzierskiego dla wydawnictwa "ISKRY":

"...Niestety, nie można tego powiedzieć, o 'Drzewie Genealogicznym' - opowiadaniu z założenia humorystycznym. Nie wiem, może brak mi poczucia humoru, ale bardziej mnie ten utwór irytował, niż śmieszył. Poza tym pragnąłbym zadać autorowi jedno pytanie: co chciał wyrazić w tym opowiadaniu, jaka jest jego myśl przewodnia? Ja jej odnaleźć nie zdołałem..."


Miesięcznik Społeczno-Kulturalny NURT
Poznań, 11.01.1978


Szanowny Panie,

opowiadanie Pana opublikowaliśmy już w numerze styczniowym. Za kilka dni otrzyma Pan numer oraz honorarium.

Z poważaniem


Sekretarz Redakcji

HURRRA! Honorarium wyniosło, w 1978 roku, 1.083 złote [kwit do wglądu].


 


Z listu dziękczynnego do Stanisława Lema:


 

Szanowny Panie,

pozwalam sobie jeszcze raz, po roku czasu, zakłócić Pański spokój swoją skromną osobą. Ale niech mnie usprawiedliwi sam cel, w jakim do Pana piszę.

Mianowicie, chciałem Panu wyrazić swoje gorące podziękowania za udzielone mi rady. Konkretnie: idąc za nimi wysłałem w lutym ubiegłego roku to swoje "Drzewo Genealogiczne" do "NURT-u", i oto w styczniowym numerze tego miesięcznika zostało ono wydrukowane!

Jakkolwiek mam w pamięci Pana słowa, że pojedynczy druk niczego nie załatwia, ani nie przesądza, nie mogę się oprzeć zwykłej, ludzkiej radości, wynikającej z samego faktu debiutu! [...] Jakkolwiek nie znam Pana osobiście, to oprócz moich najbliższych, jest Pan jedyną osobą która rozumie moją pasję, i z którą pragnąłem się podzielić swoim małym sukcesem i radością...



Ach, młodzieńczy idealizm! Miałem wówczas 23 lata. Chciałem zostać artystą "multimedialnym", w wyniku czego otrzymałem taką oto lakoniczną odpowiedź:


SZPILKI
10.X.78


Szanowny Panie.


Z nadesłanych rysunków nie skorzystamy.

Łączymy pozdrowienia

Dział Graficzny


Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało!


MŁODY TECHNIK
Wwa, 12,XII.1978


Drogi Kolego!

Odpowiadamy z dużym opóźnieniem na list Kolegi, gdyż w zasadzie oceniliśmy pozytywnie sześć opowiadań Kolegi i zastanawialiśmy się nad ich opublikowaniem. Zdecydowaliśmy ich jeszcze nie umieszczać - zachęcamy do dalszej pracy.

Łączymy pozdrowienia.


 


Nie wiedzieli, co znaczy natchniony młody adept pisarstwa! Zachęcony tak "po koleżeńsku", napisałem:


Szanowna Redakcjo, otrzymałem Wasz list, w którym zachęcanie mnie do dalszej pracy, więc ulegając temu posyłam maszynopis opowiadania "NAUMACHIA".


I też załączyłem pozdrowienia! Mój idealizm został natychmiast skarcony:



MŁODY TECHNIK
9 lutego 1979


Drogi Kolego!


Z zainteresowaniem przeczytaliśmy opowiadanie Kolegi pt. "Naumachia". Pomysł literacki jest dobry i odbija wyraźnie od typowego, "międzyplanetarnego" schematu opowiadania fantastyczno-naukowego.

Gorzej jest, niestety, z formą "Naumachii". Monolog jest w tym wypadku rozwiązaniem dość niezręcznym. Czytelnik ma większe zaufanie do formy dialogowej, do bardziej złożonej sytuacji interosobowej i rozbudowanej strukturalnie fabuły. To, co mówi jeden człowiek i to na zasadzie nieomalże gawędy czy wspomnienia, nie ma tej siły przekonywania, którą dysponuje opis aktualnej sytuacji. Zabiegi, jakie podjął Kolega w zakończeniu opowiadania, nie są w stanie w pełni uzupełnić niedoskonałości całego utworu.

Radzimy zapoznać się nieco z teorią literatury i poetyką, co niewątpliwie będzie miało wpływ na dalszy rozwój talentu Kolegi, czego mu serdecznie życzymy.

Łączymy pozdrowienia.


Z "ISKIER" też nie było pomocy:


Państwowe Wydawnictwo "ISKRY"
3.X.1979.

Szanowny Panie!

Uprzejmie zawiadamiamy, że niestety nie skorzystamy z propozycji Pana wydania u nas nowel "Bóg Wojny" i "Sklep z płytami". Zwracamy z podziękowaniem maszynopisy i załączamy recenzje pp. St. Zielińskiego, Sławomira Kędzierskiego, Wiktora Bukato, z których opiniami solidaryzujemy się.

Jednocześnie zapewniamy, że jeśli Pan wytrwa w pisaniu sf. może liczyć na naszą życzliwość i pomoc w przyszłości.

Łączę wyrazy szacunku


Z-ca Redaktora Naczelnego

Roman H. Kamionka



Wytrwałem. Pomogli. Podpisaliśmy w sumie trzy umowy. Dziękuję.


 Opinie trzech recenzentów na temat opowiadania "Sklep z płytami", które znalazło w końcu swoje miejsce - podobnie jak "Drzewo genealogiczne" i "Naumachia" - w wydanym dużo później przez "ISKRY" tomie opowiadań "Czas Wodnika", różniły się. Pisze Wiktor Bukato:


"...Z kolei opowiadanie 'Sklep z płytami' reprezentuje dosyć rzadki w naszej literaturze gatunek powieści fantastyczno-baśniowej i już choćby ze względu na rzadkość rodzaju zasługuje na publikację."


Sławomir Kędzierski:

"...Nienowy bądź co bądź pomysł sklepu, który był-nie-był został przez autora zgrabnie zaadaptowany i opowiedziany. Widać, że całość była przemyślana i sprecyzowane zostały odpowiedzi na dwa pytania - co, i w jaki sposób chciał autor nam przekazać."

 

Natomiast Stanisław Zieliński był zdania, że:

"...Z pewnością nie są to utwory gorsze od tych, które uznajemy z ciężkim sercem za literaturę z prawem do wydania książkowego. [...] Autor z pewnością 'naczytany' literatury SF, ale to argument niewystarczający."


 


Na to moja druzgocząca riposta z 22,10.79, skierowana do "ISKIER":

Szanowny Panie Redaktorze,

przed kilkoma dniami otrzymałem zwrot moich tekstów z Waszego wydawnictwa, wraz z recenzjami, a ponieważ zastał mnie on [Kto? Chyba zwrot. Ech, pisało się kiedyś, pisało...] podczas kończenia mojej nowej powieści [nie przypominam sobie, żebym jakąś powieść napisał wcześniej], pt. "Kryptonim 'Psima'", posyłam ją Panom od razu, by nie dać Wam odetchnąć...


Były i drobne sukcesy. List do "PROBLEMÓW", w których działowi fantastyki patronował wówczas prof. Konrad Fiałkowski.

Szanowny Panie Redaktorze, dziękuję Panu serdecznie za zamieszczenie w czerwcowym numerze "PROBLEMÓW" mojego opowiadania pt. "Naumachia"...

 I od razu poszedłem za ciosem:

 ...pozwalam sobie jednocześnie nadesłać kolejny mój tekst ["Sklep z płytami", przyp. mój], z nieśmiałą nadzieją, że i on w Pańskich oczach spełni kryteria kwalifikujące go do druku.


 Nadzieja nie była "nieśmiała", tylko całkiem spora, ale tekst "nie poszedł". Natomiast o "Naumachii" Konrad Fiałkowski napisał tak w notce "Poscriptum" w "PROBLEMACH":

"Opowiadanie 'Naumachia' nie jest debiutem Mirosława Jabłońskiego i porusza ciekawy i niezbyt częsty w s-f problem rozumnego i nieznanego życia na naszym globie."


 Jako niepokorny młodzian, postanowiłem poznać opinię o opowiadaniu "Sklep z płytami" samego Stanisława Lema. Niestety, nie była zachęcająca.


Potem w moim segregatorze znajduje się kartka formatu A-5:


Państwowe WydawnictwoWarszawa, 25.10.79
"ISKRY" Nr rejestru "R" 325/79
Warszawa, ul Smolna 11/13


POTWIERDZENIE ZŁOŻENIA MASZYNOPISU BEZ UMOWY


Niniejszym stwierdzamy wpływ pracy
Obywatela (ki)
Mirosław P. Jabłoński
pod tytułem: Kryptonim Psima
Ilość stron: 157ilość egzemplarzy: 1
Załączniki: 1 taśma magnetofonowa

Przewidywany termin odpowiedzi: 3 miesiące [tutaj mój dopisek - tj. 25.01.80].

Kierownik Redakcji

Podpis nieczytelny

 

Stanąłem u bram "sławy". Z innej strony nadszedł cios w plecy:


Instytut Wydawniczy "NASZA KSIĘGARNIA"
2.5.1980

Szanowny Panie.

Uprzejmie informujemy, że nie skorzystamy z pańskiej propozycji wydania opowiadań "Bóg Wojny" i "Sklep z płytami" w serii "Stało się jutro".

Oba utwory mają pewne wady, które wydają się nam nie do poprawienia. Zasadnicze zastrzeżenia budzi to, co w literaturze fantastyczno-naukowej jest szczególnie ważne, to znaczy pomysł. Ta warstwa opowiadań jest zdecydowanie wtórna. Naturalnie o oryginalność w fantastyce jest dziś trudno, dlatego pisarz musi się ratować twórczym artystycznie opracowaniem powielanego wielokroć, zaproponować czytelnikowi nowe, ciekawe ujęcie. Niestety, oba utwory nie mają i tego waloru. Są rozwlekłe [...], mają zbyt wiele drobiazgowych opisów, które nie wnoszą nic do tekstu, wręcz przeciwnie - w natłoku szczegółów ginie zasadniczy wątek. [...] Nie znaczy to naturalnie, że powinien Pan w ogóle zrezygnować z twórczości literackiej. Konieczne byłoby jednak narzucenie sobie większej dyscypliny językowej, a przede wszystkim uświadomienie sobie faktu, że konstrukcja opowiadania rządzi się innymi prawami niż konstrukcja powieści.

Łączymy wyrazy szacunku


Redaktor

 

Młody autor jest niecierpliwy. Minął termin przewidywanej odpowiedzi z "ISKIER", zatem 16 kwietnia 1980 roku napisałem:

Szanowny Panie Redaktorze,


uprzejmie proszę o odpowiedź, dotyczącą losu złożonej przeze mnie w Waszym wydawnictwie powieści pt. "Kryptonim 'Psima'".

Z poważaniem...

 


W odpowiedzi otrzymałem dwie recenzje: Wiktora Bukato i Sławomira Kędzierskiego. Głos ma Wiktor Bukato:


"Muszę przyznać, że po przeczytaniu powieści "Kryptonim 'Psima'" owładnęły mną uczucia dość różne. Zważywszy, że jest to debiut powieściowy autora, trzeba powiedzieć, że jest to debiut udany, gdyż powieść w ogólnym zarysie napisana jest dobrze. [...] Są tu zapożyczenia trochę z Lema, trochę z Dicka, conieco z filmu "Koziorożec 1", [... ale] temat powieści jest mimo to jedną z ważniejszych jej zalet. [...] Natomiast ostanie już zupełnie fragmenty są znakomite, a w szczególności pomysł ze skierowaniem grawilotu ku burcie statku w celu sprawdzenia, czy to seans fantomatyczny, czy też jawa. Bardzo mi się podobało.

Reasumując więc, powieść naprawdę warta jest wydania, ale wymaga ona wyważenia stylistycznego między poszczególnymi częściami [...] I proponuję także nowy tytuł dla powieści. Kryptonim Psima nie brzmi zbyt atrakcyjnie; ja miałbym propozycje dla autora zresztą. "Miasto ze snu". Co?

[...] Powieść Mirosława Jabłońskiego, jak na debiut, jest wyjątkowo obiecująca. Jeśli moja opinia Autorowi się na coś przyda, to zachęcam do dalszych prób. Nie powinniśmy się zawieść".



Sławomir Kędzierski:

"[...] Powieść napisana przez pana Jabłońskiego była dla mnie sporym i bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Konstrukcja utworu, sposób prowadzenia narracji, dozowanie napięcia zaskakują nas swym dopracowaniem i wskazują na bardzo dużą i efektywną pracę włożoną w tzw. 'warsztat pisarski'.


Rank [to główny bohater 'Psimy'] ma w 90% bardzo dobrze wyważone proporcje między działaniem a myśleniem, jest ciekawą postacią, bo właśnie myśli, zastanawia się i przeżywa. Niech będzie takim do końca. Tym bardziej, że motywacja jego działania jest nieco polemiczna. Taranowanie 'Strzelca' jako forma przeprowadzenia dowodu, jest raczej dziwne. Przecież gdyby Rankowi udał się ten taran, co w jego mniemaniu wyjaśniałoby sprawę całkowicie - to przecież: po pierwsze nie mógłby nic zakomunikować, o niczym poinformować, a po drugie jego działanie mogłoby być nieobliczalne w skutkach dla całej ekspedycji. A poza tym, czy nieboszczyk byłby w stanie ocenić rezultaty swego działania? Jakie przyniosłoby ono konkretne korzyści, dane badawcze? No, wszakże ocalenie Rank uznałby za dowód 'manipulacji'. Trochę się więc w ostatnim akapicie całość wikła.

[...] Generalnie uważam, że powieść pana Mirosława P. Jabłońskiego "Kryptonim 'Psima'" spełnia warunki kwalifikujące ją do druku. Jest to utwór pomysłowo i sprawnie napisany, reprezentujący również pewne walory intelektualne. Autor chciał niepoddać się całkowicie konwencjom czysto przygodowej SF, pragnął pogłębić go, uatrakcyjnić warstwę intelektualną, psychologiczną, socjologiczną i w pewnym stopniu mu się to udało. [...] Gdyby pan Jabłoński zechciał przemyśleć pewne zmiany [...], to sądzę, że powieść "Kryptonim 'Psima'" możnaby włączyć do planu wydawniczego 'Iskier'."

 

Kartka formatu A-5, najdroższa memu sercu.

 

PAŃSTWOWE WYDAWNICTWO "ISKRY"
POLSKA SMOLNA 11/13 00-375 WARSZAWA
TELEGR. "ISKRY" TELEFON CENTRALI 27 60 01 - 03


Pan/i/ Mirosław Jabłoński Warszawa, 30.10.80.

ul. Kazimierza Wielkiego 82/2

30-074 Kraków


W załączeniu przesyłamy umowę literacką na prozę "Kryptonim 'Psima'" z prośbą o podpisanie i zwrot do Wydawnictwa wszystkich egzemplarzy.

Jednocześnie prosimy o podanie, w jaki sposób przekazać należne honorarium /odbiór w kasie, przesłać pocztą, czy na konto/.


SEKRETARZ WYDAWNICTWA


 

A więc stało się!!!

[Pisownia i interpunkcja wszystkich cytowanych listów zgodna z oryginałami.]

 

TO BE CONTINUED...

Mirosław Jabłoński

CIĄG DALSZY

Powrót do poprzedniej strony

copyright (c) by: Michał Stachyra aka Puszon
puszon@uci.agh.edu.pl lub puszon@ggff.rpg.pl