|
Na takie dictum odpowiedziałem niezwłocznie: Kraków, 13.11.1980 Szanowny Panie Redaktorze, niniejszym odsyłam podpisane trzy egzemplarze umowy autorskiej, których podpisanie było dla mnie szczególnie radosnym momentem. [...] Honorarium proszę mi przesłać pocztą. Z poważaniem
To wtedy była forsa!!
Warszawa 15.I.1981 Pan
Przesyłam po zredagowaniu maszynopis pańskiej powieści pt.: "Kryptonim Psima". Wniesione poprawki wydają mi się niezbędne. Są to przede wszystkim retusze stylistyczne. Myślę, że je pan zaakceptuje. Jeśli będzie Pan miał ochotę przyjechać do naszego Wydawnictwa, proszę nas o tym wcześniej zawiadomić. Łączę pozdrowienia
Siedzi dziewcze z literatem,
Kraków, 2.03.81. Szanowny Panie Redaktorze, w trakcie formalizowania spraw z wydaniem mojej debiutanckiej powieści pt. "Kryptonim Psima" napisałem następną rzecz, którą pragnąłbym poddać ocenie. Trudno mi bardzo opiniować samemu na jej temat, ale pragnąłbym, by okazała się ona w Pańskich oczach równie dobrą i godną druku, co pierwsza. Tytuł nowej powieści brzmi "Idem". Proszę więc o jej wnikliwą krytykę i rychłą odpowiedź.
Kraków, 6.III.81. Szanowny Panie Redaktorze, pozwalam sobie nadesłać na Pana ręce maszynopis mojej powieści z gatunku SF pt. "Idem", z prośbą, by zechciał Pan dokonać jej oceny. Byłbym oczywiście szczęśliwy, gdyby owa ocena wypadła na tyle pomyślnie, iż mój tekst nadałby się do druku i do zaprezentowania go w formie książki. Ponieważ jestem do tej pory zupełnie nieznany, chciałbym powiedzieć o sobie kilka słów. Mam 25 lat i fantastykę usiłuję pisać już od lat ponad dziesięciu. Do tej pory mój dorobek literacki jest jeszcze nad wyraz skromny. Doczekałem się druku dwóch opowiadań; jednego w poznańskim NURCIE, i jednego w PROBLEMACH, a także oczekuję na ukazanie się w tym roku mojej pierwszej książki, na którą podpisałem umowę z ISKRAMI. "Idem" jest moją drugą powieścią i ją właśnie polecam Pańskiej uwadze.
Kraków 11.1.81 STANISŁAW LEM
dziękuję za życzliwe słowa Pana listu i zarazem gratuluję Panu w związku z umową zawartą na książkę. Co się tyczy członkostwa w ZLP, tryb był taki, że należało przedłożyć Komisji Kwalifikacyjnej przy Zarządzie Głównym dwie /conajmniej/ wydane książki; komisja uznawała je za podstawę udzielenia członkostwa /albo nie/. Obecnie mają nastąpić zmiany, idące w kierunku zaostrzenia kryteriów - przyjmowania nowych członków, bo mówią, że się "zamulił" ludźmi, którzy w ogóle z literaturą nic wspólnego nie mają - np. jako dziennikarze z ambicjami. Bliższych wyjaśnień będzie Panu mógł udzielić Oddział Krakowski ZLP /Kanonicza 7/ Z pozdrowieniami Stanisław Lem
Państwowe Wydawnictwo Warszawa, dnia 5.03.1981 "ISKRY" Nr rejestru "R" 65/81 Warszawa, ul. Smolna 11/13 Ldz 551/81
POTWIERDZENIE ZŁOŻENIA MASZYNOPISU BEZ UMOWY
Niniejszym potwierdzam wpływ pracy: Obywatela/ki/ Mirosław P. Jabłoński
/podpis nieczytelny/ /podpis nieczytelny/
CZYTELNIK był nieco bardziej opieszały.
ul. Wiejska 12a
W związku z listem Pana z dn. 15.04. br. komunikujemy uprzejmie, że otrzymaliśmy maszynopis powieści Pana. Po uzyskaniu opinii recenzentów zawiadomimy Pana o naszej decyzji. Z poważaniem
Batalia o wydanie powieści "Idem" /później "Schron"/
rozpoczęła się.
Kraków, 1.06.1981 Szanowny Panie Redaktorze, pozwalam sobie nadesłać na Pana ręce kilka /dokładnie 11/ opowiadań z gatunku SF z prośbą o fachowe ocenienie ich. Chciałbym, by w Pańskich oczach wydały się na tyle dobre, by zasłużyły na ich wydrukowanie. Ponieważ moje nazwisko jest jeszcze zupełnie nie znane, chciałbym kilka słów powiedzieć o sobie. Mam 26 lat i fantastykę usiłuję pisać od lat, bez mała, dziesięciu z różnym zresztą skutkiem. Do chwili obecnej doczekałem się druku dwóch opowiadań i podpisałem umowę na druk powieści z Iskrami. A więc dorobek raczej skromny. Teraz o opowiadaniach, które posyłam. Stanowią plon kilku lat i działalności w wielu kierunkach - od humorystycznych po sensacyjną SF. Dwa z nich - Sen i Podróż - są to fragmenty mojej powieści, dwa inne - Naumachia i Drzewo Genealogiczne - były prezentowane na łamach Problemów i NURT-u. Krótki żart pod tytułem Cud był prezentowany słuchaczom w magazynie satyrycznym "60 minut na godzinę". A resztę proszę samemu ocenić, gdyż ja nie podejmuję się przemówić w ich obronie. Czekam więc na Pańską odpowiedź, dotyczącą w/w tekstów. Łączę wyrazy szacunku...
Kraków, 17.08.1981 Szanowny Panie Redaktorze, pozwalam sobie nadesłać na Pańskie ręce maszynopis mojej powieści fantastyczno-naukowej pt. "Kryptonim Psima", z nadzieją, iż być może zechce ją Pan spożytkować na antenie Polskiego Radia. Odwagą do takiego postępku natchnął mnie fakt, iż słyszałem kiedyś w programie trzecim czytany w odcinkach "Kontakt" Gabrieli Górskiej i pomyślałem nieskromnie, że może i dla mojej twórczości znalazłoby się tam miejsce. [...] SF usiłuję pisać od kilku lat, a "Psima" jest jak na razie moją pierwszą pozycją, która ukaże się jako debiut nakładem "Iskier". Jednak z powodu znanych trudności naszej poligrafii nie może nastąpić to szybko. Nie orientuję się zupełnie w sprawach proceduralnych i nie wiem, czy Radio prezentuje takie teksty, które jeszcze nie ukazały się drukiem, ale postanowiłem zaryzykować i pozostawić Pańskiej ocenie to, ile moja powieść jest warta. W wypadku, gdyby nie wzbudziła Pańskiego zainteresowania, proszę o zwrot maszynopisu. Na razie pozostaję z nadzieją, że tekst ten jest warty przedstawienia radiowej publiczności.
Pan
przeczytaliśmy w redakcji Pańską nową powieść pt. "Idem", uzyskaliśmy także opinie pp. Godlewskiego i Sł. Kędzierskiego, M. Jentys i niestety musimy zwrócić ją Panu. W obecnej wersji nie możemy zakwalifikować jej do publikacji. W załączeniu przesyłamy recenzje. Łączymy wyrazy poważania i pozdrowienia
Maria Jentys
Jednym z elementów, który pozwala się spodziewać, że pan Jabłoński ma szansę stać się bardzo ciekawym pisarzem-fantastą jest jego wyobraźnia - bogata, operująca ciekawymi skojarzeniami, paradoksami itp. A przecież w SF doprawdy trudno jest zadziwić czymś nowym. Oczywiście motyw "świat po nuklearnym katakliźmie" i "schron" nie są odkryte przez p. Jabłońskiego, można tu odnaleźć pewne odległe reminiscencje "Non-stop", Strugackich ale należy obiektywnie stwierdzić, że wszystkim tym wędrownym motywom autor nadał nowy, ciekawy kształt. Pan Jabłoński posiada również duże wyczucie dramaturgii, umiejętność konstruowania dobrych opisów i trochę szkoda, że nie wystarcza mu... cierpliwości, by pisać swój utwór może wolniej, ale za to nieco staranniej. Ale należy operować konkretami. Ciekawym i obiecującym jest pomysł związania fabuły z osobą Waelkego. Według kryteriów oceny jego społeczności, która uległa daleko idącym mutacjom, Waelke, będąc normalnym człowiekiem jest potworem, jest inny. Ta inność popycha go do działań, które początkują lawinowy bieg wydarzeń, podjęcie przez Waelkego podróży do ruin miasta i w efekcie wstąpienie (a raczej zstąpienie) do "Raju", podziemnego schronu, w którym mieszkają ocaleni z nuklearnej zagłady. Jednakże ten Raj pełen jest sprzeczności, walki, intryg, do których Waelke ma być użyty jako broń ostateczna. Waelke ginie, a jego śmierć staje się początkiem odrodzenia Ziemi. Koniec utworu jest dobry, ale na szczegółowym wykonaniu zaciążył pośpiech. Ciekawiej chyba byłoby wykorzystać motyw zainteresowania Waelkego otaczającym go światem, jego wędrówki po opustoszałym, zniszczonym mieście ze śladami dawnej cywilizacji (może dałoby się znaleźć kogoś w charakterze mentora-przewodnika po tym obcym mu świecie). Byłby to proces samodzielnego budzenia się intelektu, pamięci genetycznej itp. W tym ujęciu fragment ze schronem zaczyna funkcjonować na zasadzie paradoksu - na powierzchni świat zatruty, przekształcony, biedny i tragiczny, ale w jakiś sposób uczciwy w swojej walce o byt. Schron - "raj" jest w gruncie rzeczy piekłem, gniazdem skorpionów, w którym niewiele jest sprawiedliwości, wielu złych i milcząca, bezwładna reszta. Chyba tych mieszkańców Schronu należałoby może lepiej zróżnicować, określić, bowiem mimo wszystko są oni dosyć zunifikowani. Mam też poważne wątpliwości jak chodzi o zakończenie utworu. Odnosi się wrażenie, że śmierć Waelke działa na zasadzie Deux ex machina, że nie ma na dobrą sprawę żadnego związku przyczynowego między śmiercią bohatera, a rozpoczynającymi się wydarzeniami. Trudno przecież przypuszczać, że tylko zgon bohatera jest "zapalnikiem" procesu oczyszczenia. Czy nie lepiej koniec uczynić mniej metafizyczny, np. Waelke może coś odkryć, co może przywrócić życie na Ziemi, zginąć w trakcie walki, uruchamiania urządzeń czy coś w tym rodzaju. Poza tym mam wrażenie, że należałoby wyraźnie określić jacy ludzie "wyszli" w końcu na powierzchnię - czy ci sami manipulatorscy wodzowie, czy ci ludzie ciężko doświadczeni przez los, którzy będą się starali inaczej kontynuować historię ludzkości. Utwór kończy się sytuacją "Zaczynamy wszystko od początku" - i nie muszę chyba tłumaczyć, że hasło to ma dość dwuznaczną wymowę. Oczywiście, to co napisałem ma charakter luźnej refleksji, sugestii dalszych, czy też innych możliwości rozwinięcia tekstu. Takich wariantów jest wiele i tylko od pana Jabłońskiego zależy wybór rozwiązania. Mam też kilka zastrzeżeń co do pewnych szczegółów. I tak np. małpoludy w ruinach miasta są chyba nienajlepszym pomysłem. Małpolud w tej sytuacji to przejaw genetycznego regresu, cofania się na drabinie ewolucji. Wydaje mi się, że w tej sytuacji mogły zachodzić mutacje, przemiany jakościowe, ale nie klasyczne wręcz uwstecznienie biologiczne. Druga sprawa, to sprawa owych widzeń Waelke - ich mechanizm nie został wyjaśniony, podobnie jak nie wyjaśniono, na ile przyjście na świat Waelke było zaprogramowane. Trzecia - czy nie jest przesadą owa zamiana tlenu w chlor? A potem w jaki sposób zaszła natychmiast odwrotna reakcja. Po co te nadmierne komplikacje, przecież kombinezony, hełmyitp. mogą być wywołane obawą przed infekcją, radiacją, mogą stanowić pewien rytuał czy coś w tym rodzaju. No i na koniec - jakim cudem w piątym dniu stworzenia znalazły się lasy? Dwie następne wątpliwości są innego rodzaju. Co ma oznaczać tytuł "Idem" - po łacinie ten sam, tenże? Związek z treścią wydaje mi się dość luźny. Sprawa następna - to czy te negatywne postacie nie są zbyt przejaskrawione. Taki schemat "czarno-białe" już dość się przeżył i możnaby się pokusić na jakieś głębsze portrety tych ludzi. Tym bardziej, że w niektórych przypadkach, pragnąc pobudzić niechęć do opisywanych postaci, autor stara się nam je zohydzić poprzez opis ich czysto zewnętrznych cech czy działań. A chodziłoby o coś innego, o pokazanie, że mają oni przede wszystkim brudne ręce, złe myśli, o wyjaśnienie skąd i dlaczego takimi się stali, niż kazać im chorować na nerwową biegunkę. Warstwa stylistyczna utworu pozostawia niestety sporo do życzenia - tu szybkość pisania może najbardziej dała się we znaki. Autor musi jeszcze bardzo dokładnie przeanalizować tekst pod tym kątem - wiarygodność słów i myśli poszczególnych postaci, styl ich wypowiedzi, odcienie wyrazowe itp. Trzeba na to bardzo zwracać uwagę, bowiem sytuacje, w których Waelke zaczyna operować skojarzeniami, które muszą być obce jego psychice, zasobie słów, mentalności - to cały efekt bierze w łeb. Zdecydowanie nie podobały mi się Inferno i Paradiso (w ogóle takie łacińskie tytuły i głębokie motta robią dość pretensjonalne wrażenie). Muszę wyznać, że po pierwszych stronach byłem przerażony - dała tu bowiem (i w epilogu) o sobie znać jakaś nieprawdopodobna maniera pisarska - barokowość opisu, połączona z licznymi mitologicznymi wstawkami (nb. jak się pisze o Zeusie to nie należy używać postaci Wulkana, gdyż jest on z mitologii rzymskiej, ale Hefajstosa). Sprawiało to wrażenie, jakby autor postanowił napisać parę stron "ładnie i bogato", popisać się erudycją - i zupełnie niesłusznie, bo wstrzemięźliwy, beznamiętny opis robi większe wrażenie od rozbuchanego stylistycznie i naturalistycznego tekstu. Powieść pana Jabłońskiego można uznać za bardzo ciekawy i obiecujący utwór. Jednakże o jego przyjęciu można będzie rozmawiać dopiero wtedy, kiedy autor ustosunkuje się do sprawy poprawek i uzupełnień fabularnych, a przede wszystkim sprawdzi, przemyśli i poprawi stylistykę. Biorąc pod uwagę "Kryptonim Psima" jestem przekonany, że pan Jabłoński potrafi zrobić z tej powieści utwór wartościowy, z głębszym przesłaniem i dobrze napisany. Sławomir Kędzierski
Rec. Grzegorz Godlewski Mirosław P. Jabłoński "IDEM" Jest to powieść science-fiction i w obrębie norm tego gatunku należy ją oceniać. A ocena - można to powiedzieć od razu - wypada zdecydowanie niekorzystnie. Główny zarzut to wtórność i banalność. Już sam ogólny pomysł fabularny razi brakiem oryginalności: katastrofa atomowa Ziemi - plemię pozostałe na powierzchni: ulegające regresowi ewolucyjnemu i kulturalnemu - społeczność żyjąca od wieków w Schronie /ach, te wielkie litery.../: rozbita walkami o władzę - kontakt między obu światami - Ziemia zbawiona przez ofiarę miłości i pierwotnej czystości. W części pierwszej - pełnej pretensjonalnego wielosłowia, egzaltacji i patosu - opis bytowania zdegenerowanego plemienia: popłuczyny po staroświeckiej trylogii Żuławskiego /ogołoconej z tak w niej interesującego zaplecza filozoficznego i historiozoficznego/ przerastające chwilami w opisy etnograficzne, żywcem przenoszone z antropologicznej dokumentacji ludów prymitywnych. Wizyjność apokaliptyczna, tonacja biblijna, fabuła - jak z bohaterskiego eposu /wszystkie rozdzialiki opatrzone mottami - oczywiście Biblia i Boska komedia/. Cały bagaż "myślowych" rekwizytów s-f/w rodzaju: Chaos uległ entropii/, nieporadności stylistyczne, pełne sztanc i kliszy, jak i jawnych modernizacji w warstwie narracyjnej, odblaski jakichś lektur itd. Druga część przynosi zupełnie odmienną poetykę: obcujemy z całkiem współczesną zbiorowością, ogarniętą wewnętrznymi walkami /partyzantka, terroryzm/, jest tu miejsce i na mistycyzm, i romans, i obyczajowy koloryt. Tu wtórność ma inny obiekt: przebitki z Orwella i z Vonneguta, przedziwny melanż mitów: Chrystus /mesjanizm/, Pigmalion i Golem. Wszystko, oczywiście, kończy się szczęśliwie, ale autor po drodze nie potrafi sobie odmówić sterty banalnych aforyzmów i drętwego, ckliwego moralizatorstwa. Wszystko to razem - zmieszanie stereotypów i kliszy, nagromadzenie w jednym miejscu tłumu mitów i toposów - daje efekt - przykro mi to stwierdzić - kiczu. Jedynie niektóre fragmenty drugiej części, w których autor porzuca na krótkie chwile namaszczoną powagę i wierność patetycznemu posłaniu swego utworu, by dać upust instynktowi parodii, wydają się wiarygodne estetycznie. Stylistyczny dystans do tematu, rozbijanie stereotypów i dość szczególnego rodzaju poczucie humoru - to strona utworu najbardziej autentyczna i najbardziej warta rozwijania. Ale to tylko skrawki stylu... Ogólnie rzecz znajduje się sporo poniżej progu druku. Grzegorz Godlewski.
Mirosław Jabłoński
copyright (c) by: Michał Stachyra aka Puszon |