|
Aliens Autor recenzji: Łukasz Lizoń |
||
|
Richard Kraft - producent wykonawczy płyty "Aliens". Seria "Aliens" straszy nas już od ładnych kilkunastu lat. Dzięki temu filmowi Sigourney Weaver stała się sławna. Właściwie ugruntowała swoją pozycję w branży aktorskiej. Na sukces "Obcego" złożyło się niewątpliwie kilka czynników. Doskonała scenografia, świetne efekty specjalne, no i muzyka. W każdej części miała ona jedno zadanie: spotęgować strach. Tak więc James Horner podejmując to wyzwanie miał niezły orzech do zgryzienia. No bo jak tu wystraszyć kogoś muzyką. Jak? Posłuchajcie płyty to się dowiecie. Wszystko zaczyna się od "Main Title". W pierwszych sekundach nie słychać niż oprócz ciągłego buczenia i werbli. Klimat grozy narasta z minuty na minutę. Atmosfera jest tak ciężka, że niemal nie do zniesienia. Strach, który zaczyna rodzić się w podświadomości zaczyna zapanowywać nad nami. Niepewność, że TO gdzieś tam się czai przyprawia gęsiej skórki. "Going After Newt" wspaniale ukazuje wykorzystanie werbli, które podkręcają szaleńcze tempo. Moim zdaniem jest to jeden, z najlepszych przykładów współpracy werbli z resztą instrumentów. Horner co chwilę zmienia nastrój soundtracka. Po dzikim "Going After Newt" serwuje nam "Sub - Level 3". Z pozoru monotonny, co chwilę zakłócany jakimiś tajemniczymi odgłosami, kawałek utwierdza nas w przekonaniu o nieuchronnym spotkaniu z Obcym. "Ripley`s Rescue" utrzymany jest w podobnym klimacie, co "Going After Newt". Główne zalety: niesamowite werble i ciekawa, główna linia melodyczna. Mroczny "Atmosphere Station" stłamsza wszelkie pozytywne odczucia na temat tego soundtracka. Nagłe cięcia skrzypiec i stukot, który roznosi się echem w głośnikach wytrąci z równowagi niejednego. Jeśli jeszcze siedzicie spokojnie to przygotujcie się na dłuższy utwór "Futile Escape". Gdzieś w trzeciej minucie serce zabije wam mocniej, kiedy to zostaniecie zalani falą dźwięków. Od tej pory znów przyśpieszamy. Aż trudno nadążyć... Horner powtórzył tu temat z "Ripley`s Rescue". Trzymacie się, a może obgryzacie paznokcie ze zdenerwowania. Jeśli nie to prawdziwi z was twardziele. "Dark Discovery" to znowu wolny i ślamazarny kawałek, gdzie główną rolę odegrał motyw z "Main Title". "Bishop`s Countdown" to rzeczywiście prawdziwe odliczanie, gdyż z sekundy na sekundę Horner przyspiesza, rozpędza całą orkiestrę, aby gdzieś w połowie urwać nagle potok dźwięków i zakończyć stonowanym motywem. "Resolution And Hyperspace" jest spokojnym kawałkiem, choć z początku takim się nie wydaje. Po gwałtownym otwarciu Horner prowadzi nas miłą dla ucha melodią. Jednak abyśmy nie czuli się zbyt odprężeni skrzypce zaczynają znowu budzić uśpiony lęk i niepokój. Wyciągają go z najciemniejszych zakamarków umysłu. Stawiają pytanie: czy koszmar na pewno się skończył? Czy TO zginęło? Miejcie się na baczności, bo nigdy nic nie wiadomo... Po przesłuchaniu płyty, w pierwszej chwili, muzyka wydała mi się chaotyczna i nie poukładana. Lecz za drugim razem z tego chaosu udało mi się wyłuskać mądrą i przemyślaną partyturę, która doskonale integruje się z filmem. Słuchając "Aliens" po raz pierwszy można naprawdę się przestraszyć, dlatego że Horner w najmniej spodziewanym momencie bombarduje nas głośnym strumieniem dźwięków. W każdej recenzji staram się wyróżnić kilka najlepszych utworów, lecz teraz nie chciałbym któregoś faworyzować, gdyż wszystkie stoją na najwyższym poziomie. Biorąc pod uwagę cały soundtrack, to nie znalazłem jakichś znaczących mankamentów, więc dziwię się co jeszcze robicie przed monitorem zamiast pędzić do najbliższego sklepu muzycznego celem zakupu "Aliens". |
||