Bicentennial Man

Autor recenzji: Łukasz Lizoń

 

Bicentennial ManUmysł Jamesa Hornera to studnia pomysłów bez dna. Co jakiś czas raczy nas doskonałymi soundtrackami, a każdy z nich stoi na wysokim poziomie. Nie inaczej było ze ścieżką dźwiękową z "Bicentennial Man". Jak zawsze kompozytor odpowiadał za dyrygenturę i produkcję płyty. Organizacją nagrania , jak i mnóstwem innych rzeczy zajęli się ci sami ludzie, z którymi Horner współpracuje od kilku lat.

W "Bicentennial Man" wyróżnia się, na tle innych instrumentów, fortepian, który działa kojąco na słuchacza. Utwory są spokojne i stonowane. Nie ma w nich gwałtowności, do jakiej Horner zdążył nas już przyzwyczaić. Wyjątkiem jest tutaj "The Machine Age" - kompozycja bardziej dynamiczna, stanowiąca doskonałe preludium do dalszej części płyty. Łagodny charakter soundtracka ma swoje źródło w samym filmie. Nie jest on jakimś dramatem czy też obrazem katastroficznym, lecz zabawną, momentami wzruszającą opowieścią o robocie, który chciał stać się człowiekiem. Więc nie dziwmy się, że James w taki, a nie inny sposób przedstawił ilustrację muzyczną "Bicentennial Man".

Godne podziwu jest to, iż Horner przy użyciu stosunkowo niewielkiej ilości instrumentów potrafił stworzyć muzykę niezwykle subtelną i oryginalną. Na bazie kilku motywów muzycznych Horner skomponował 17 utworów brzmiących czasem prostolinijnie, a czasem tajemniczo. Nastrój tajemniczości potęgują świetnie wpasowane chórki. Mimo braków wszędobylskich werbli płyta nie traci na wartości, a być może nawet zyskuje, bo zważywszy na klimat i ogólną budowę utworów za bardzo by one (werble) nie pasowały.

Szczególną uwagę chciałbym zwrócić na trzy tytuły: "The Machine Age", "Special Delivery" i "Transformed" ze względu na ich wyjątkową urokliwość. Myślę, iż są to najlepsze kawałki na płycie.

Jeszcze raz do współpracy James Horner zaprosił Celine Dion. Kompozycja, którą zaśpiewała wokalistka pt. "Then You Look At Me" stanowi popis zmysłu muzycznego Hornera. Oczywiście nie pomniejszam wkładu Celine Dion, która ponownie potwierdziła, że jest jedną z najlepszych piosenkarek na świecie.

Ta płyta zmusza naprawdę do refleksji, i to nie koniecznie związanych z samą muzyką czy też z filmem. Próbuje nam przekazać, żebyśmy czasem zwolnili w tej pogoni za sławą, pieniędzmi i zastanowili się nad naszym życiem i postępowaniem. Świetnie nadaje się jako czynnik relaksujący po ciężkim dniu w pracy lub w szkole. Powoduje, że na ponad 60 minut zapominamy o całym świecie, o troskach, kłopotach. Sprawy przyziemne przestają być ważne. Przenosimy się w świat marzeń, które w życiu codziennym wydają się być odległe, a w tej krótkiej chwili stają się tak bliskie, niemalże namacalne. Gdy ostatnie takty muzyki milkną w głośnikach z żalem wracamy do szarej rzeczywistości, lecz mając w pamięci hornerowską melodię łatwiej nam iść przez życie i pokonywać przeszkody.

Łukasz Lizoń

PS.
Mój e-mail: gombo1@poczta.onet.pl
Zapraszam do korespondencji fanów muzyki filmowej.