Legends of the Fall

Autor recenzji: Sławek Połowniak

 

Faktem jest że James Horner pisze wspaniałe partytury. W sumie nie muszę tego mówić, gdyż każdy szanujący się soundtrack'owiec zdaje sobie z tego sprawę i doskonale o tym wie. Opisując partyturę "Legends of the Fall" słowo "wspaniała", nie jest tak do końca odpowiednim słowem jakie mógłbym użyć. Potrzebna mi jest cała lawina tzw. "wazeliniarskich" określeń, które całkowicie mogłyby wyrazić moje zdanie.

Na płytę składa się 13 naprawdę nieziemskich melodyjek, które na każdym zrobią potężne "o mocy 1000 Kiloton" wrażenie. Już sam projekt okładki przyciąga oczy swoją estetyką, elegancją oraz krajobrazem zamieszczonym u dołu.

Spośród wszystkich 13 utworów najbardziej kocham ósmy, tj. "The Changing Seasons, Wild Horses, Tristan's Return" , w którym to Tristan powraca na koniu do swojej rodziny. Wrażenia podczas słuchania tego ogromnie patetycznego kawałku są nie do opisania.
Bardzo wzbudzający emocje jest także ostatni utwór pt. "Alfred, Tristan, The Colonel, The Legend..." składający się z wielu nieziemsko cudownych melodyjek. Na pochwałę zasługuje również pierwszy utwór zatytułowany "Legends fo the Fall" oraz dziewiąty "The Wedding".

Wszystkie wymienione przeze mnie utwory uważam za najlepsze kawałki z tej płyty. Pozostałe utwory należy także wychwalić.

Słuchając tego soundtrack'u stawiam przed sobą podstawowe pytanie, które zawsze przychodzi mi do głowy słuchając tej, oraz innych partytur Jamesa Hornera. Ile serca i zaangażowania musiał włożyć w tą pracę ten utalentowany człowiek? Nie potrafię sobie tego wyobrazić, ani odpowiedzieć na to dyskusyjne pytanie. Może wy mi odpowiecie...?

Sławek Połowniak