|
On sprawia że tło śpiewa
Artykuł opublikowany w L.A. Times, 13 lutego 1995
*Filmy: James Horner pisał muzykę do największych hollywoodzkich filmów, od Aliens do Legends of the Fall, a teraz do
Casper.
Steven Smith, specjalnie dla Times.
Przezroczysty obraz Kacpra - przyjacielskiego duszka - unosi się na filmowym ekranie w tle, ale dzisiejsza atmosfera na scenie gdzie nagrywana jest muzyka nie jest taka lekka. Filmowy kompozytor
James Horner, wyglądający dekadę młodziej niż na swoje 41 lat, próbuje trzeci raz z kolei poprowadzić olbrzymią orkiestrę oraz tuzin śpiewaczek przez szybko zmieniającą się 10-cio minutową sekwencję, wypełnioną muzycznymi skokami, które
muszą być dopasowane do obrazu co do sekundy.
Horner jest w żartobliwym nastroju choć czasami potrafi być surowy, szczególnie gdy członkowie orkiestry zaczynają rozmawiać między sobą.
"Nie sądzę aby oni robili to kiedy są z Johnem
Williamsem" mówi Horner o niesfornej orkiestrze,
"ale oni robią to kiedy są ze mną. Podejrzewam że jest to wynikiem mojego wieku - mam tyle samo lat co niektórzy z nich, albo nawet młodszy od niektórych, poza tym
Johna darzą większym zaufaniem. Lubię pracować z młodymi ludźmi ponieważ w większości są osobami wrażliwymi i ich nawyki nie zostały jeszcze
uformowane".
Pomimo młodego wieku Hornera, jego osoba w świecie kompozytorów muzyki filmowej nie jest obca.
Od 1981 roku, zrobił muzykę do wielu popularnych filmów ostatnich dwóch dekad, włącznie z
"An American Tail", "Field of Dreams",
"Aliens", "Cocoon", "Glory",
"The Land Before Time", "Star Trek II",
"Star Trek III", "Honey I Shrunk the Kids", " oraz ostatnio
"Legneds of the Fall". Po produkcji Stevena Spielberga
"Casper", Horner zabierze się za muzykę do filmu
Mela Gibsona - Braveheart, oraz Rona Howarda -
Apollo 13.
"Myślę że ludzie wynajmują mnie ze względu na to, że mam trochę inny punkt widzenia na to co robię", mówi
Horner swym łagodnym brytyjsko brzmiącym głosem. "Częścią tego triku jest trzymanie się prostoty; musisz stworzyć wrażenie lekko rzucającej się w uszy muzyki, podczas gdy tak naprawdę jest jej bardzo dużo".
Urodzony w Los Angeles, kształcony w Anglii kompozytor, mówi że starał się unikać świata muzyki filmowej podczas nauki na akademii muzycznej. Zdecydował się na ten krok dopiero w 1970 roku, kiedy to po raz pierwszy zgodził się napisać muzykę dla studenckiego filmu.
"To było jak olśnienie" mówi.
"Od razu zdałem sobie sprawę że mogę być tak ekspresywny jak tylko tego chciałem. Każdy film był kompletnie
inny".
Jednym z jego największych ostatnich wyzwań, było stworzenie emocji dla wielkiego dramatu pt.
Legends of the fall.
"To bardzo ciężka historia, aby można było ją wiarygodnie przedstawić" mówi.
"Chciałem aby muzyka powiązała wszystko to co było do powiązania, ale tak aby nie powstał z tego melodramat. Utwory
są bardzo proste, czyste i harmonijne, z dużą ilością prostych melodii i chóru".
"Wtedy mogę manipulować publicznością poprzez stworzenie niektórych kawałków zapierających dech w piersiach - bez potrzeby tworzenia czegoś błyskotliwego, słodkiego i
przesadzonego".
Pomimo że Horner uznaje stosunki z reżyserem -
"Legends of the fall", "Glory" -
Ed Zwickiem jako model współpracy reżysera z kompozytorem, to on jednak ma własne podejście do muzyki, które może być obce dla wielu filmowców.
"Przykładowo, będę pracować nad filmem, i reżyser nie ma żadnej koncepcji na muzykę. Coś łapie go za serce kiedy słyszy
Dylana śpiewającego piosenkę, ale ja pozostaje wtedy w ogóle nieporuszony. On patrzy na mnie jak na dziwaka! Ja próbuje go wtedy przekonać abym zrobił to na klasycznych instrumentach. To jest moja praca, aby doprowadzić ich
moją muzyką do takiego poruszenia i wzruszenia jakiego doznali słuchając tej
piosenki".
Mimo jego nominacji do trzech Oskarów oraz otrzymaniu trzech nagród Grammy,
Hornerowi nie brakuje przeciwników w przemyśle muzyczno-filmowym. On jest świadomy, że niektórzy kompozytorzy i ludzie z branży oskarżają go - zazwyczaj w listach do takich magazynów jak
Film Score Monthly - o zbyt częste kopiowanie i zapożyczanie pomysłów z istniejącej muzyki koncertowej. Na te zarzuty
Horner reaguje spokojnie.
"W erze Mozarta, Mozart był na czele całej stawki, ale jeśli weźmiesz pod uwagę 15 innych kompozytorów, zauważysz że ich muzyka była identyczna z
muzyką Mozarta. Jeśli słuchasz Michael'a Hayden'a lub jego ojca, możesz zauważyć że oni mówili tym samym językiem
muzyki".
"Muzyka filmowa, jest niesamowitą i demoniczną rzeczą, gdzie każda partytura powinna być absolutnie niepowtarzalna w porównaniu do pozostałych. Lecz jeśli jesteś artystą, dokonanie tego jest niemożliwe. Jest ograniczona liczba sposobów na wykonanie czegoś, i jeśli teraz patrzysz na
"Casper" lub jakiś inny film przygodowy jaki ja
zrobiłem lub John Williams zrobił - patrząc na to z pewnej perspektywy, one wszystkie brzmią tak
samo".
"Ja odkryłem muzykę klasyczną - muzykę poważną - wspaniały świat, i ja z tego
korzystam".
Horner przyznał, że we wczesnych latach jego kariery, uwagi pod jego osobą - i pozycja w przemyśle - sprawiły że stał się aktywnym graczem w Hollywood.
"Teraz staram się nie zwracać uwagi na to co ludzie o mnie myślą. Jeśli wykonałem pracę która wywołuje łzy u reżysera - łzy w pozytywnym znaczeniu oczywiście! - to wtedy wiem że dopiąłem
swego".
Teraz, Horner zajęty jest pracą nad dwoma filmami
Braveheart i Apollo 13. Ten drugi to kronika kosmicznego lotu
z 1970 roku, który stawia szczególne wyzwanie:
"Jeśli zaczniesz robić wielką partyturę, ona sprawi że publika poczuje się jakby oglądała kolejny film sci-fi, tyle że ten ma być dokumentacją; wiesz jak to się skończy".
"To co staram się wydobyć z tej historii to idealizm, wszystko to co było wspaniałe w chłopakach z Kontroli Misji i tych z kapsuły, najlepsze rzeczy o NASA. I to jest bardzo trudne do wytworzenia przy pomocy fletów, ale to jest to co chciałem zrobić - idealizm, pokazany i inny sposób. Jeśli robię coś czego nikt się wcale nie spodziewa, będzie to coś
magicznego".
Oczywiście, jest tu jeszcze jedno wyzwanie: wykonanie tego wszystkiego w określonym czasie, którego nie można przekroczyć. Dotyczy to także premiery
Apollo 13 która musiała być przesunięta z listopada na 4 lipca.
"To typowa historia", mówi kompozytor. "To co miałem normalnie zrobić w ciągu 10 tygodni, muszę wykonać w ciągu
czterech".
O swoim rzemiośle mówi, "Filmy nad którymi pracuję są bardzo rożne. Ja nie mam jakichś wysokich
ambicji aby wygrać 35 nagród Akademii. Próbuję jedynie być
najlepszym w tym co robię, i pracować nad najlepszymi filmami
nad jakimi mogę, i nie pogrążać się w codziennych
drobnostkach tego zawodu, co jest trudną rzeczą samą w sobie".
Jego cichy głos zmienił się w śmiech. "Jestem
po prostu radosny na zewnątrz!"
|