| |
Polska muzyka filmowa, strony internetowe o
polskiej muzyce filmowej, fani muzyki filmowej...
Tekst ten stanowi fragment prywatnej korespondencji (mojej i
Darka z 9 września 2000), ale pomyślałem, że warto by było umieścić ten kawałek na stronie, i za pozwoleniem Dariusza zrobiłem to. [...] Stron na temat światowej muzyki filmowej jest ogrom... na temat polskiej... o ile wiem nic... Strona na temat
Preisnera nie była wznowiona chyba od dwóch lat...(!!!), a strona o
Kilarze, Tomasza Tyksińskiego jest bardziej informacyjna niż krytyczna... Chciałbym aby moja strona zajęła się bardziej krytyką. Płyty z polską muzyką filmową zawierające dużo piosenek będą oceniane bardzo nisko... :-). Płyty kompozytorów, których nie stać na oryginalność, i którzy "ściągają" z mistrzów, będą również bardzo krytykowane... Za lenistwo będę krytykował Pana
Lorenca, który w ostatnich kilku latach skomponował jeden oryginalny
soundtrack, do filmu
Prowokator, a potem jak to się mówi "zszedł na Psy" :-)...
Kilar, jest chyba w tej chwili jedynym polskim kompozytorem, piszącym do filmu, którego stać na napisanie uczciwie pięknej melodii bezbłędnie synchronizującej z obrazem filmu. Jest on chyba jedynym z bardzo niewielu kompozytorów filmowych, na świecie, który, jak wspaniałe wino, nie psuje się z wiekiem... Ale nie jest aż tak tragicznie.
Janusz Stokłosa zrobił ostatnio coś bardzo ciekawego. [...] miałem okazję usłyszeć jeden z najlepszych soundtracków tego roku, tj. muzykę do filmu pt.
"Wszyscy moi bliscy". Płyta ta ma wątek etniczny, ma melodię wpadającą w ucho, i co najważniejsze jest, wyprodukowana z wrażliwością; i dlatego słucha się jej z przyjemnością, bez względu na to czy widziało się film, czy nie. Co również ważne, "zachęca ona" do obejrzenia filmu, poprzez piękność kompozycji. Bez wątpienia uważam,
że Stokłosa jest na dzień dzisiejszy nadzieją ambitnego polskiego
soundtracku. Największym rozczarowaniem tego roku, jest absencja
Preisnera, oraz Satanowskiego w światku muzyki filmowej. Tak, wiem, że
Preisner zrobił dwie płyty, które stały się popularne
("Raquiem for my friend" oraz jeszcze jedną płytkę z
L. Mozdzierem na fortepianie. Lecz "ucieczka" tego kompozytora od świata soundtracku jest godnym pożałowania oświadczeniem, ze kompozytor ten dba jedynie o sztukę dla sztuki... i nie jest w stanie podporządkować się panującym realiom rynku muzycznego. Panie
Zbigniewie, niech się Pan obudzi, Kieślowski był jedynym w swoim rodzaju reżyserem, drugiego już nie będzie z tym trzeba się pogodzić. A palenie za sobą mostów; na myśli mam oficjalne oznajmienie
Preisnera, że nigdy nie będzie już pracował w
Hollywodzie; było błędem, który każdy będzie pamiętał do końca kariery tego kompozytora. Ciekawe tylko, czy pan
Zbigniew dotrzyma słowa?? Jakkolwiek, musimy szanować jego decyzję, no i trochę podziwiać, że jest tak w niej wytrwały... Ciekawą rzeczą dla mnie jest to, że muzyka
Preisnera była zawsze popularna w Europie DUŻO bardziej niż za Oceanem. Sam, nigdy nie przepadałem za jej monotonnością, ale to już oddzielny rozdział... Nieobecność natomiast
Jerzego Satanowskiego na rynku płytowym muzyki filmowej jest dla mnie największym zaskoczeniem, i rozczarowaniem. Muzyka do
Ekstradycji (pierwszy film) zajmuje bardzo wysoką pozycję na liście moich ulubionych soundtracków wszechczasów... i na myśli tutaj mam muzykę filmową... światowa, a nie jedynie polską. Jeszcze wyżej plasuje się ścieżka dźwiękowa skomponowana przez tego artystę do filmu
Jerzego Domagalika "Schodami w górę, schodami w dół". Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego ścieżka dźwiękowa do tego filmu nie ujrzała półki sklepowej??? Pomimo nagrody na jednym z najbardziej prestiżowych polskich festiwali filmowych, muzyka z tego filmu jest ignorowana przez wydawców... No, ale jak tu mówić o wydawaniu płyt z muzyką filmową, kiedy nikt nie ma okazji zobaczyć danego filmu? O ile się orientuję, kasety wideo z filmami polskimi są osiągalne jak na lekarstwo... Ponadto, poza kilkoma słynnymi reżyserami polskimi, jak
Wajda, czy Zanussi, większość polskich twórców filmowych idzie za uderzeniem Zachodu, produkując ścieżki dźwiękowe z piosenkami, których jakość, oraz wspólność z treścią filmu jest przynajmniej wątpliwa. Prawdę mówiąc, powinniśmy być szczęśliwi, że płyty z muzyką (nie piosenkami) filmową jeszcze się ukazują... Jestem optymistą, i myślę, że rynek płytowy zacznie interesować się wypuszczaniem muzyki ilustracyjnej do filmów w miarę, jak zacznie rosnąć grono miłośników tej muzyki. Z tego co widzę na Internecie, jest ich już wielu: a nie zapomnijmy, że w Polsce dostęp do Internetu ma jedynie około 10% społeczności... Dlatego podejrzewam, że miłośników tej muzyki jest dużo więcej niż nam się wydaje: Pytanie tylko, jak ich znaleźć i zjednoczyć:-)... Autor tego tekstu - Dariusz Janczewski - jest miłośnikiem muzyki filmowej, a w szczególności polskiej muzyki filmowej. Od kilkunastu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych. Obecnie w wolnych chwilach od pracy tworzy własną stronę internetową na temat polskiej muzyki filmowej i jej kompozytorach.
|
|