|
The Spitfire Grill Autor recenzji: Łukasz Wudarski |
||||||||||||||||||||||||||||||
|
Często staramy się przeniknąć jutrzejszy dzień, przedrzeć się przez powłokę niepoznania. Nigdy się to nam nie udaje. Zawsze pozostajemy tu i teraz, a przyszłość kroczy przed nami po lodowych stopniach abstrakcji. Jest blisko, na wyciągnięcie ręki, zawsze ją poznamy ale nigdy nie uda się nam jej wyprzedzić. Grający płynnym szronem fortepian wprowadza nas w nastrój. Harfa, flet, gitara, łagodne skrzypce rozrzucone są po firmamencie utworu jak ogniste perełki gwiazd na nieboskłonie w letnią noc. Tu Wielka Niedźwiedzica, Strzelec, Orion. Przyszłość jest zapisana w świecących gwiazdach.
Pierwsze spotkanie. Znowu skrzypce, gitara. W lekkich pozbawionych patosu tematach wyczuwa się atmosferę małego miasteczka, zapadłej prowincji, gdzie restauracja jest siedliskiem plotek, które szybko obrastają mitami, przesądami. Nie jest to muzyka tzw. "gwałtownego tematu". Piękne stonowane dźwięki ukryte są za woalka fletów, skrzypiec które kląskają śpiewem słowików.
Stara pani upada. Miasteczko - siedlisko plotek szybko dopisuje historię - Pani Hannah została zepchnięta. Muzyka trzyma nas w niepewności. Nastrój ulatnia się pod koniec utworu. Wiemy, że wszystko skończy się dobrze.
Ktoś kiedyś powiedział, że noc to najpiękniejsza pora dnia. Rozpościera swe skrzydła przyjmując pod swą szatę pątnika mroku. Skrzypce potrafią utkać z nicości poświatę niepoznania, aksamitny kwef zadumy.
Restauracja otwarta. Kuchciki, kelnerki przemykają się między gośćmi serwując dymiące ciepłym zapachem potrawy. Fortepian (w tle "syntezatorowe" chóry) w którego puchaty dźwięk wkracza klasyczna gitara i przepiękny skrzypcowy podkład. Ta witalność nowej restauracji jest wspaniale wizualizowana przez tą muzykę. Moim zdanie jest to jeden z najlepszych tematów jakie Horner kiedykolwiek napisał.
Chwila zadumy, błądzenia po zakrzepłych arteriach pałacu pamięci. Na każdy smutek przychodzi radość i ukojenie jedwabistych skrzypiec.
Ten utwór jest moim ulubionym. Gdy w prastarym lesie podnosimy głowę patrząc na skryte w nieboskłonach korony drzew, czujemy swą małość. Pośród listowia przemykają się kląskające ptaki (symbolizowane przez flety), a światło fortepianu wpada przez złotolistne witraże do naszych zmęczonych ciągłym zabieganiem źrenic, regenerując zmęczone życiem członki. Ilekroć słucham tego utworu błądzę wśród miodowych żywic i bladych pajęczyn, oddycham piersią lasu.
Znów las. Szemrzące oparami runa leśnego listowie kołysze w ramionach nasze bezładne ciałka. Wszystko jest takie nienamacalne, spirytualne, mistyczne. Zupełnie jak światło gotyckich katedr, wypełnionych promykami lux mundi.
Głowni bohaterowie filmu (właścicielka restauracji) rozpisali konkurs. Jego zasady były proste. Wystarczy napisać list i wypracowanie i włożyć do koperty 100 $. Czyje wypracowanie okaże się najlepsze ten zdobędzie główną nagrodę - restauracje na własność. Przyszły worki listów, które trzeba było... przeczytać. Muzyka Hornera sprawia, że cieszymy się wraz z bohaterami ich wielkim szczęściem.
Wybitny rosyjski poeta Sergiusz Jesienin napisał kiedyś:
To najlepsze, poetyckie opisanie uczuć które panują po wysłuchaniu tej impresji muzycznej.
Skrzypce i gitara wtłaczają w nas worki optymizmu, nadziei, świetlanego jutra. Utwór który ładuje moje życiowe baterie. Taka muzyka skutecznie osusza jeziora nostalgii i smutku.
Najgorsza w ludziach jest nietolerancja. Niesłuszne oskarżenia potrafią zaprowadzić człowieka do zamku totalnej depresji. Muzyka Jamesa Hornera potrafi zilustrować takie nastroje. Nie stanowi ona zwykłej kompozytorskiej sztuczki, która sprawia, że czujemy się tylko bezwolnymi pionkami grze zwanej prawdziwym życiem. Tą muzykę można poczuć i mieć pewność, że nie jest się tylko ofiarą manipulacji twórcy. Bo ta muzyka ma moc, moc ducha.
Jedyny utwór na płycie, który przypomina, że kompozytorem tej ścieżki jest James Horner, autor monumentalnych partytur w rodzaju Willow, Apollo 13 czy Bravehearta. Po raz pierwszy wyraźnie słychać sekcję instrumentów dętych (chociaż i tak forma ich jest stosunkowo zbalansowana). W końcowej fazie utworu charakterystyczne "piłujące" smyczki. Gdy główna bohaterka ginie w falach potoku skrzypce Hornera unoszą jej duszę w miejsce gdzie nigdy nie będzie już sama.
Napisy końcowe umożliwiają kompozytorowi pokazać całe spektrum możliwości. Ludzie duchowo pokrzepieni filmem wychodzą w świat prawdy, zdradzieckiej rzeczywistości. W kinie zostaję już tylko ja, łapczywie łykając dźwięki hornerowskiej partytury. Muzyka do filmu Spitfire Grill (nazwa restauracji) to muzyka samotności, mistyki, melancholii, muzyka nadziei. Partytura nietypowa w dorobku Hornera, partytura która najlepiej wizualizuje te wszystkie nastroje. W tak oto prosty sposób muzyka która sączy się z czarnej skrzynki CD daje nadzieję na lepsze jutro. Wszystkie prawa do muzyki z "The Spitfire Grill" zawartej w klipach dźwiękowych należą do Sony Classical. Na tej stronie została ona użyta jedynie w celach informacyjnych i nie powinna być rozpowszechniana bez pozwolenia. |
||||||||||||||||||||||||||||||