Rączki po sobie

- wywiad z Tylko Rock






Igor Stefanowicz- Smutna ta nowa płyta..
Lech Janerka- Smutna płyta mówisz... i to aż tak uderza, że smutna?
- Do płakania może nie zmusza ale hurraoptymizmu też nie ma.
- Za dużo powodów do radości raczej nie mam.
- No jak to, kontrakt w kieszeni, nowa wytwórnia.
- Specjalnej sensascji bym tu nie szukał. Poza tym, że jest to mój pierwszy poważny kontrakt. Dla mnie powodem do zachwytu zawsze było to, że nie mam kontraktu, a nie, że mam.
- Że niby utrata niezależności się kłania?
- Oni specjanlnie nie naciskają. Ja im trochę wybrzydzam, trochę im rozrabiam, a oni na razie to tolerują. Zobaczymy, jak będzie z promocją. W każdym razie pierwszy raz dostałem pieniądze za to, że nagrywam płytę. Do tej pory wytwórnie robiły łaskę, że się dla nich nagrywa. Jeszcze jak się nie miało dobrego porządnego menażera, to następowała porażka. Jak nagrywaliśmy ,, Klausa '', to zaprosiliśmy do grania Wojtka Konikiewicza na klawiszach. Wyobraź sobie, że on dostał więcej pieniędzy za ten gościnny udział niż ja za nagranie całej płyty, napisanie tekstów, zaaranżowania i tak dalej. Biorąc pod uwagę takie przygody, nasz, kontrakt z Kochem jest dla nas fajerwerkiem.
- Wynotowałem sobie tendencyjnie kilka fragmentów tekstów z nowej płyty: jestem niki, nie mam dnia, nie wierzę w nic, wszstko zawsze robię sam.
- Nigdy nie eksponowałem takich opini, takiej wizji świata - ale ona zawsze we mnie była.
- Czy taki obrazek jak we Wstaję, rzeczywiście często się powtarza?
- Ja nie lubię wstawać. Zasze był to dla mnie duży problem. Jak kiedyś pracowałem, to dobiero były boleści. Przychodziłem zwykle trochę spóźniony i mówiono mi, że powinienem zmienić swoje życie. Odpowiadałem, że to oni powinni zmienić swoje, bo co im po bezproduktywnym zawodnku. W końcu ja mogę siedzieć tych osiem godzin, byle w porach, kiedy jestem aktywny. Ma swoją biologię i ciężko mi z tym walczyć.
- No jasne, nieprzystosowanie do społeczeństwa.
- W sumie nie mam zamiaru się przystosowywać. Społeczeństwo trochę naciska, a ja się bronię póki co. No i trochę tam biadolę w tym Wstaję. Okropną rzeczą była dla mnie zmiana czasu. Nagle goście mówią:,, Nie, nie, nie, jesteś spóźniony o godzinę'', nagle wszystko jest inaczej. I tak to jest z tym spaniem. to nic nowego - byli już goście, co traktowali życie jako sen. Ze mną do końca tak nie jest. Ale czasem patrzę na wszystko i myślę - może to sen, cholera..
- Na nowej płycie jest sporo odniesienń do Klausa Mitffocha - w muzyce, w tekstach. Skąd ta nostalgia?
- Skąd klausiory? Wiesz, ja grałem w tej orkiestrze, zrobiłem ją i to ciągle we mnie siedzi.
- Ale przez ileś tam lat omijałeś ten rejon.
- Broniłem się przed tym. W tej chwili rzeczywiście może chodzić o nostalgię. Klaus był tak dziecinną orkiestrą. Dziecinną w tym sensie, że intencje były bardzo czyste. W późniejszych czasach ludzie grali ze mną z różnych powodów. A w Klausie graliśmy ze sobą, bo się lubiliśmy, choć nie wiele ze sobą się spotykaliśmy. Teraz robię to, co mi przychodzi najprościej - czyli klausiory
- Gdy mówisz o Klausie pada hasło ,, kosmicznie porozumienie międzyludzkie ''. Jak to się ma do obecnego składu twojego zespołu?
- To jest inna orkiestra. Klaus był bardzo ideowy - osobno przypatrywaliśmy się różnym rzeczom, a wnioski a wnioski wyciągaliśmy takie same. To się ładnie kleiło. Waglewski się ze mnie śmiał - to se ne wrati! No dobrze, wiem, że te se ne wrati. Ale wolno mi potęsknić. Czas leci. Rzeczy, które kiedyś były bardzo naturalne być przestają. Wiesz, ja się stawiam - zaśpiewałem taką piosenkę taki chwiej, że jest mnie mniej. Bo jest mnie mniej. Wyciszam się. Wrzeszczeć, wrzeszczeć, walczyć, walczyć, dowiadywać się nowych rzeczy, szukać...
- Nudzi cię to?
- Nie nudzi, bo określenie ,, nudzi '' zakłada olewkę. Nie ma olewki, jest pogodzenie się. Mój rocznik powoli traci rozum i kopa. No, może w odwrotnej kolejności.
- I nie dopuszczasz możliwości, żeby grac inaczej, niż się czujesz? Są ludzie, którym to przychodzi z łatwością.
- Wiem, ale ja do nich nie należę. Mnie to brzydzi. Sam fakt, że ktoś umie grać to jeszcze to nie powód żeby to robić do końca. W moim życiu ostatnimi czasy wydarzyło się parę nieprzyjemnych rzeczy i na nowej płycie chciałem je skomentować. Taki hołd, może nieczytelny. Ważne, że będe pamiętał, o co chodzi.
- Niby zagrzewsz Do boju, a mnie się zdaje, że czasem ogarnia cię poczucie beznadziei.
- Cała ta płyta to jest dialog ze sobą. Ja mówię do siebie - do boju, zawalcz. Trochę się podspidować, jednak się nie poawać - a może dostanę medal?
- Czy potrzebne ci są do są do tworzenia zewnętrzne presje z jakiegokolwiek kierunku?
- Mam wrażenie, że zatracam instynkt samozachowawczy. Kiedyś bym strasznie walczył, przebierał kończynami, żeby wypłynąć. A w tej chwili wiem, że mógłbym pomachać, nawet niewielkim kosztem, ale...
- Siedzisz pod wodą i rączki po sobie..
- I wiesz, toniemy - zabawne w ogóle. I nic nie robię.
- Mylisz, żeby wypłynąć, że już tak zostanie?
- Trudno powiedzieć. Kobieta zmienną jest. Na Urze zacząłem znajdować perwersyjną radość w pisaniu rzeczy stonowanych. Muzycznie może bardziej skomplikowanych, barwowo ciekawszych. I być może taki nurt ze mnie wypłynie. Ile lat w kółko można myślec o Klausie Mitffochu, o wrzeszczeniu, o walce?! W tej chwili są instytucje stworzone do walki. Ja trochę pokrzykiwałem na system, na dziwactwa tego systemu. Ale pokrzykiwałem w okresie kiedy sam byłem strasznie zwarty. Samemu sobie niewiele miałem do zarzucenia. Byłem bardzo dzielnym gościem. A w tej chwili mógłbym się poprzyczepiać tylko do siebie. inni niech się męczą sami - pouczanie innych zaczyna mi się wydawać na miejscu.
- Słuchając twoich tekstów można pomyśleć, że jesteś samotny. A gdzie tu samotność - żona, dzieci, zespół, kariera?
- Ciężko się porozumieć. Przychodzą do mnie dzieci i pytają: Po co żyć. Takie prościutkie pytanie rozpoznawcze. Poważny gość ma dać młodemu człowiekowi jakieś rady - to jest jakieś niedobre. Ja nie potrafię do końca uczciwie opwiedzieć. Sam musiałem mieć jakieś powody, bo żyję. Ciężko się porozumieć... Z Bożeną trzymamy się, lubimy się bardzo. A jednocześnie wytłumacz komuś, jak cię ucho boli. Nawet jeżeli jesteś z kimś bardzo blisko. Możliwości porozumiewania się z drugą osobą są ograniczone i ja to odczuwam. Ileś tam lat pracowałem nad tym, żeby jednak porozumiewać się za każdą cenę. Nawet za cenę błazenady, upokorzenia wynikającego z odkrycia się. Byłem zamkniętym gościem. Dochodzę do wniosku, że trzeba się otwierać.
- Otwierając się na scenie można źle się czuć.
- Strasznie źle się czułem. W Klausie to była tragedia. Że ja mam wyjść i zaśpiewać: rozwijać się i zmieniać chcę. Kurczę, ja tak myślę, taki jestem, ale kogo to obchodzi?! Ludzie z zespołu mówią: Nas to obchodzi. Nas to obchodzi, jak ty wyrażasz to, co myślimy. W Klausie w ogóle nie śpiewałem na próbach. Uważałem, że śmiesznie jest zbroić się przeciwko ludzkości. To by było niepoważne - do kolegów miałem wrzeszczeć?! Teksty były napisane, na próbach tylko graliśmy. Śpiewanie było na koncertach. Ze trzy materiały tak zrobiłem, że na próbach śpiewałem tylko w duchu.
- Tak z czysto technicznego punktu widzenia - nie było ci ciężko grać i równocześnie śpiewać bez przygotowywania?
- Jak ze trzy razy w duchu sobie powtórzyłem, to było OK. Wiesz, jakim jestem pieśniarzem, nie wygłupiaj się. Dawałem sobie radę, nie było wielkich wymagań mistrzowsko-wirtuozerskich, jeżeli chodzi o mój głos. Kiedy z początku dostaliśmy z Klausem propozycję nagrania dużej płyty, natychmiast zaczęliśmy szukać wokalisty. Znaleźliśmy gościa z głosem Jima Morrisona. Ale był mało dynamiczny, nie był histeryczny.
- Dopuszczałbyś taką możliwość, żeby ktoś na stałe w twoim zespole śpiewał twoje teksty?
- Wtedy zespół dopiero zaczynał funkcjonować. I wszyscy byli zgodni - na czele ze mną - co do tego, że mój głos to nie jest żaden głos. Było oczywiste, że musimy szukać wokalisty. Próbowałem z tym wrocławskim Jimem, ale goście z orkiestry stwierdzili, że to nie to. Natomiast publiczność znająca nas z występów w klubach studenckich powiedziała, że wręcz sobie nie życzy nowego wokalisty. I tak zostało, że jakoś tam śpiewałem.
- Czy łatwo wam się teraz robiło nową płytę?
- Nie było robienia. Nie było, że trzeba zrobić materiał na nową płytę.
- No jak to, a zobowiązania kontraktowe?
-Materiał był już gotowy, zanim podpisaliśmy kontrakt. Tak sobie graliśmy, graliśmy i nagle na dwóch kolejnych próbach zrobiliśmy ze trzy numery. I wszystko się jakoś skleiło. Przekonałem się, że w tym składzie jesteśmy w stanie nieźle popracować.
- Podobno w stosunku do ludzi z zespołu bywasz apodyktyczny, nawet trochę nieprzyjemny i muzycy nie mają nic do powiedzenia.
- W zespole się nie gada, w zespole się gra. Oczywiście, że mogą wypowiadać - muzycznie. A jeżeli ktoś chce wygłosić jakąś proklamację i proklamacja jest na poziomie, to z uwagą wysłucham.
- A nie było na przykład ujarzmiania gitarzysty?
- Ja mu jednak zostawiam dużą swobodę. Wezmę się za niego w tym roku - on ma takie zapędy, żeby podciągnąć strunę z flażoletem na końcu. Wiesz, Steve Vai, takie historie. Ale on sam już też z tym walczy. W tej chwili jest ciężko o muzyków, którzy potrafią się pośięcić jednej sprawie. On gra jazz jeszcze i tak dalej. Znowu wraca Klaus - ludzie z tego zespołu mieli propozycje od różnych kapel, ale dla nich było to obraźliwe. Tu jest idea, tu jest to co najważniejsze - graliśmy może słabo, ale znaliśmy swoją wartość. Wiadomo było czego się nie gra. Teraz jest różnie. Wytłumacz ludziom, że trzy dźwięki to jest gadulstwo muzyczne, że trzeba grać jednym dźwiękiem. Ciężko. Nasz gitarzysta na poprzedniej płycie grał solówki - na nowej ma tylko jedną, w Uraja. Solówkowe ciągoty realizuje sobie w formacji jazzowej. To jest taki gość, który wcześniej grał z wajchą dużo. Teraz wymontował wajchę i mówi - zero wajchy, zero solówek. Chwalić Pana.
- Tylko gitarzysta jest ,,zdrajcą'' w waszych szeregach?
- Zdrajcą? Teraz już nie patrzę na to tak ostro. Kiedyś jakby mi ktoś powiedział, że ma zamiar grać jeszcze z kimś, to bym powiedział: Pamelo żegnaj.
- Jak ładujesz akumulatory przed stworzeniem nowych rzeczy? Siedzisz sobie w domu, nastawiasz antenę, czy potrzebny jest ci jakiś ruch?
- Ja tak rzadko nagrywam płyty, że nawet nie zauważam, kiedy się te akumulatory ładują. W domu raczej siedzę, jestem domatorem.
- Ciągle szukasz czegoś nowego w muzyce. A w życiu?
- Zmiany w zyciu zaczynają się od wymienienia żony.
- Oj tam, od razu żony.
-No, poważnie, jest taka tendencja. A ja się dobrze z Bożeną czuję. Miejsce, gdzie mieszkam też akceptuję, przyzwyczaiłem się do niego jak kot. Wychodzę z takie założenia, że wszędzie jest tak samo. Że to my kreujemy świat, a nie świat nas. Jak bym mieszkał na Manhattanie, to bym pewnie też nie wychodził z domu. Nawet tym bardziej, bo tam wszystko jest na telefon.
- Może się zabawisz w takiego małego stwórcę, który siedzi sobie i ma wykonać miejsce dla siebie? Jakie pierwsze pomysły kreatywne?
- Potrzebuję ciszy. Tam, gdzie mieszkam, vis a vis jest zajezdnia tramwajowa, obok pogotowie, dalej międzynarodowa trasa na Zieloną Górę. Całodobowy hałas. Ściana jest taka, że jakbym dobrze pierdzielnął, to bym wybił dziurę. Problem hałasu rozwiązuję tak, że pracuję tylko w nocy. Gdzieś tak od jedenastej do czwartej rano. Zamierzam też wyburzyć ścianę i wstawić tam okno z potrójną szybą. Składam na te walory.
- Co jeszcze prócz ciszy?
- Muszę mieć dostęp do informacji. W tej chwili załatwiam to za pomocą telewizora, czytania i kontaktów z ludźmi, którzy też szperają - sieć wymiany. Cisza, informacje i faje. Muszą mieć mentolowe, inhalują. Generalnie nie polecam papierosów, bo to jest porażka. Parę razy próbowałem nie palić - pół roku, rok. Ale jakoś tak ciężko bez faj - przysypiam.
- To już się o krajon=braz nie pytam, skoro nie wymieniłeś go nawet na trzecim miejscu.
- Krajobraz nie ma większego znaczenia. Ja zamykam oczy i mam krajobrazy jakie chcę... Mieszkałem kiedyś naprawdę w totalnym mieście przez jakiś czas i nie miałem z tym żadnych problemów. Ludzie potrzebują krajobrazów... Mam taką przyjaciółkę, która przyjechała do Polski, bo tu dym był. Ją to kręciło. A ja nażyłem się w ciekwaszych czasach i napewno nie pchał bym się tam, gdzie trzeba chodzić z bronią. Siedzenie w domu z zamkniętymi oczami to niezłe wyjście.
- Jak właściwie nazywa się wasza nowa płyta?
- Roboczy tytuł brzmi ,,Dobranoc''. Płyta Klausa zaczynała się od ,,Śpij aniele mój'' i być może w końcu się doigrałem. To jest taka klamra. Na parę tematów już się wypowiedziałem, starałem się to robić bardziej zbornie. A bełkotać tylko dlatego, że mogę - to nie za bardzo mi się chcę. Nic na siłę. Nie zarzekam się, nie mówię, że to moja ostatnia płyta. Po prostu na razie mam dosyć.
- Brakowałoby jeszcze pożegnalnego koncertu na festiwalu w Sopocie...
- Nie lubię jubileuszy, nie lubię pożegnań. Aż taki słodki to ja nie jestem. Jestem ,,kjut'', ale nie aż tak. Ludzie sobie żyją, dają radę. Oni mogą robić co chcą i ja mogę robić co chcę. Nie przeżyłem nigdy jakiejś specjalnej fraternizacji z publicznością.
- Jak sobie wyobrażasz finał twojej muzycznej kariery?
- A kogo to obchodzi?
- Mnie to obchodzi i pewnie zaraz mi powiesz, że to mój problem.
-Myślisz, że jak ktoś przyjdzie i powie mi: ,,Stary, no pograjcie jeszcze trochę'', to się wzruszę?! Gra się, bo się chce i lubi, a nie dlatego, że ludzie naciskają. Może mam robić materiał dla pieniędzy?! Nie, no, bez jaj czy czegoś...
- Nie wmówisz mi, że nie myślałeś o tym, co będziesz robił, kiedy skończysz grać..
- Zaczynam pracować w radiu, zaczynam prowadzić audycje. Myślałem o pisaniu. Mogę wrócić do fototgrafii. Mogę się powiesić. Ja jestem osobowością złożoną i trudno mi przewidzieć, jak bym zareagował na taki drastyczny manewr, jak skończenie grania. Ale są pewne realia i konkrety. Chyba jestem na tyle twardy, że zrobienie sobie krzywdy na koniec, bo się wypaliłem, czy coś, uważam za histerię. Nie jestem lalusiem.
- Próbowałeś już coś pisać prozą?
- Jak dotąd dwa akapity. No i fajnie mi szło. Bo mam pomysły. Sądzę, że pisanie to bardziej sfera myśli niż ostatecznego zabiegu utrwalania. Myślę, myślę i może coś tam z tego będzie. Jeżeli przyjdzie naturalna potrzeba pisania, to się nim zajmę. Jeżeli nie, to znajdę coś innego do roboty. Jak nie mam co robić to modele sklejam. Zawsze muszę sobie czymś ręce zająć.
 

 

Rozmawiał: Igor Stefanowicz