"Masz może minutkę?"
Co robić, kiedy młodszy brat wpada po uszy w kłopoty, a ty
zostajesz w "delikatny" sposób poproszony o skradzenie
pięćdziesięciu luksusowych aut w ciągu 72 godzin? Nie
pozostaje nic innego, jak na jakiś czas wrócić na
"ciemną stronę mocy", zwołać starą
ekipę wspólników i bez zbędnego szemrania wykonać
"zlecenie". Nie będzie to jednak proste,
a przekona się
o tym Randall "Memphis" Raines (Nicolas Cage), jego brat
Kip, oraz nieco stuknięty "Sphinks", zaprzyjaźniony
mechanik samochodowy (Robert Duvall) i blond piękność "Sway"
(Angelina Jolie). Bohaterom,
w wykonaniu zadania, początkowo przeszkadza
konkurencyjna grupa złodziei samochodów, a najbardziej
daje im się we znaki duet zawziętych policjantów
i sam zleceniodawca. W trzasku tłuczonych szyb, w huku
eksplozji i ryku potężnych silników, Nicolas Cage z przyjaciółmi
zaczyna wyścig z czasem...

Jerry Bruckheimer przyzwyczaił nas już do pewnego standardu
filmów przez siebie produkowanych. Nie inaczej jest również
tym razem. Doniosła muzyka, sceny pościgów kręcone "drgającą"
kamerą i niesamowite postacie głównych bohaterów. Po raz trzeci
u Bruckheimera pojawia się również Nicolas Cage (wcześniej w
rewelacyjnej "Twierdzy" i mniej udanym "Con Air"). Cage ma tym
razem włosy ufarbowane na rudy-blond i wygląda nieco
pogodniej niż w swoich ostatnich filmach ("8mm", "Ciemna strona
miasta", "Con Air"). Drugą z kolei "najciekawszą" postacią
w filmie, jest małomówny "Sphinks", który je kanapki podczas
pracy w kostnicy i nieoczekiwanie wygłasza ambitny tekst
o sensie życia. Robert Duvall natomiast, zagrał prawdopodobnie
najmniej ciekawą rolę w swojej aktorskiej karierze. Była to
"odgrzana" postać z filmu "Days of thunder" gdzie u boku
Toma Cruise'a zagrał... mechanika samochodowego, a film
wyprodukował również Jerry Bruckheimer (wtedy jeszcze
z Donem Simpsonem). Co się zaś tyczy Anjeliny Jolie, to
poza tym, że przesadziła z ilością silikonu w ustach,
została w filmie upchnięta na siłę... gdyż jakaś białogłowa
u boku Cage'a być musiała.

Tytuł filmu; "60 sekund" tłumaczy się, jako czas,
którego potrzebuje "Memphis" na otwarcie każdego
wozu. W samym filmie nie mówi się jednak o tym
ani słowa. Żadna z kradzieży nie jest pokazywana
pod kątem szybkości jej wykonania.
Z drugiej strony,
czas sześćdziesięciu sekund nie jest czymś wyjątkowym;
wypada tu wspomnieć Jarka Jakimowicza (Młode wilki), który
otwierał auta w ciągu 2-3 sekund, czy Bogusława Lindę
(Psy 2 - Ostatnia krew) i jego sztuczkę
z otwieraniem
drzwi za pomocą piłki tenisowej, nie mówiąc już o wyczynach
"naszych" rodzimych złodziei, którym do otwarcia samochodu
wystarcza przysłowiowy "moment". Czyżbyśmy jednak byli
w czymś lepsi od sąsiadów zza Oceanu?

Reasumując; jeżeli potrzebujesz nieskomplikowanej i niewymagającej myślenia, taniej rozrywki, możesz chodzić
na filmy Jerry'ego Bruckheimera bez namysłu. "60 sekund"
nie jest w tym przypadku wyjątkiem; oferuje sporą dawkę adrenaliny, świetną
muzykę, popisowe sceny pościgów i jako całość spełnia
pokładane w nim oczekiwania. Ale nic ponadto...

TOUCHSTONE PICTURES Przedstawia:
Tytuł oryginalny: Gone in 60 second
Tytuł polski: 60 sekund
Rok produkcji: 2000
Obsada: Nicolas Cage, Angelina Jolie, Robert Duvall
Reżyseria: Dominic Sena
Scenariusz: Scott Rosenberg
Dystrybucja w Polsce: SYRENA
AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX