"Maski które nosimy"

   Amerykańskie społeczeństwo uchodzi (a przynajmniej próbuje) za bardzo szczęśliwe, pozbawione problemów i żyjące w idealnym - ustalonym porządku. Amerykańscy prezydenci, są przedstawiani w filmach jako wzniośli bohaterowie bez skazy (Bill Pullman w "Dniu niepodległości" lub Harrison Ford w "Air Force One" - oba filmy wyreżyserowane przez cudzoziemców!). Niestety, w prawdziwym świecie bywa tak, że to, co
z wierzchu wygląda na zdrowe i piękne, od środka niszczone jest zaraźliwą chorobą. Nie inaczej jest z rodziną Lestera Burnhama (Kevin Spacey), który będąc życiowym nieudacznikiem, już dawno stracił kontakt z żoną
i córką. Gdy na przyjęciu żona Lestera (w tej roli świetna Annette Bening) prosi go; "Uśmiechaj się, żeby wszyscy widzieli jacy jesteśmy szczęśliwi" - fałsz prawie wylewa się z ekranu wprost na widza. W równie fałszywym celu, Lester z żoną jedzie na występy córki. Jednak z pozoru nudna i zbędna wyprawa (wszak Lester może przegapić Bonda w Telewizji) daje początek wielkim przemianom jakie zachodzą w jego duszy
i umyśle. Zakochuje się bowiem w przyjaciółce własnej córki. Właśnie dla niej zaczyna ćwiczyć, biegać, palić skręty (zakupione u syna sąsiadów - amatorskiego filmowca terroryzowanego przez "przykładnie porządnego" ojca), kupuje extra samochód i zaczyna słuchać odjazdowej muzyki. Lester nie mogąc znieść dłużej życia
w milczeniu i zakłamaniu, podczas jednego ze sztucznie eleganckich obiadów ciska talerzem ze szparagami
o ścianę, rozpoczynając tym samym lawinę wydarzeń, które prowadzą do tragicznego finału.

   Nie bez powodu w tytule recenzji znalazły się słowa z filmu "Maska" z Jimem Carreyem. Jak mówił znawca masek; "Każdy z nas przybiera postawę bardziej akceptowaną przez społeczeństwo". Tak dzieje się właśnie
z postaciami z filmu "American beauty" - gdzie nikt nie jest tym za kogo uchodzi. W nowych sytuacjach, każdy z bohaterów odnajduje w sobie nowe cechy, o których dotąd nie miał pojęcia. I tylko dwóch gejów z którymi biega Lester, nie kryją swojego prawdziwego "Ja", przedstawiając się wszem i wobec jako "Partnerzy".

Lester Burnham na ścieżce zdrowia ;)  Jedna z fantazji Lestera

   "American beauty" (nominacja do Oscara 99 dla najlepszego filmu) to popisowa gra Kevina Spacey (nominacja do Oscara 99 dla najlepszego aktora). Spacey zagrał swoją postać z wyczuciem i zrozumieniem. Równie dobrze partnerowała mu Annette Bening (nominacja do Oscara 99 za najlepszą rolę żeńską) - jako małżonka odkrywająca na nowo znaczenie słowa miłość (niekoniecznie małżeńska). Doskonale wyważoną kreacje aktorską stworzył również Wes Bentley, jako trochę dziwaczny sąsiad Państwa Burnham, oraz Chris Cooper w roli jego tajemniczego ojca. Cała historia jest sprawnie opowiedziana, momentami śmieszy, chwilami zasmuca, a co najważniejsze; często zmusza do przemyśleń nad naszym własnym życiem...
Całość przypomina konwencją takie tytuły jak "Świat według Garpa" czy "Forrest Gump", filmy opowiadające o zwykłych ludziach rzuconych na szerokie wody oceanu życia.

Co wyniknie z tego spotkania?

   Gdy bohater Kevina Spacey, słyszy od pewnego biznesmena, że ten go nie pamięta z poprzedniego ich spotkania, wypowiada słowa: "Nie szkodzi, sam bym siebie nie zapamiętał". Ale Kevina Spacey w "American beauty" zapamięta każdy, kto film obejrzy...a powiem tylko, że warto.

Czy to jest właśnie American Beauty?


Tytuł oryginalny: American beauty
Produkcja: USA 1999
Reżyseria: Sam Mendes
Obsada: Kevin Spacey, Annette Bening, Thora Birch, Wes Bentley, Mena Suvari
Producent: Dan Jinks, Bruce Cohen
Zdjęcia: Conrad L. Hall
Muzyka: Thomas Newman
Dystrybucja: UIP-ITI
Czas: 121 min.

AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX
      dux@warka.pl