O tym filmie bez wątpienia można powiedzieć, że jest najlepszym filmem ostatnich lat naszej rodzimej kinematografii. Gdyby w Polsce powstawały filmy tego pokroju co "Dług" sądzę, że zdobywałyby one laury na wszystkich europejskich i międzynarodowych festiwalach filmowych.
Autorem filmu jest Krzysztof Krauze, który wcześniej otrzymał nagrodę na FPFF w Gdyni ze debiut reżyserski za film pt. "Gry uliczne". Ogniwem spajającym oba filmy jest fakt, że scenariusze obu powstały na kanwie autentycznych wydarzeń. Dowodzi to tego, że Krzysztof Krauze lubi opowiadać widzom prawdziwe historie i robi to nad wyraz sprawnie.
"Dług" jest historią dwóch młodych mężczyzn, którzy zostają uwikłani w spłatę nieistniejącego i zarazem niemożliwego do spłacenia długu. Sprawa zaczyna się dość prozaicznie - młodzi przedsiębiorcy poszukują poręczeń dla banku, aby uzyskać kredyt na produkcję skuterów w Polsce. Marzy im się poważne przedsięwzięcie, z którego mogliby czerpać zyski i zapewnić byt swoim rodzinom. Do szczęścia brakuje jedynie gwarancji dla banku. I nagle pojawia się okazja na pozór nie do odrzucenia. Jeden z bohaterów spotyka dawno niewidzianego kolegę z dziecięcych lat, który proponuje załatwienie gwarancji finansowych. Umowa jednak nie zostaje sfinalizowana, ale znajomy żąda od mężczyzn spłaty długu za, jak to sam określa "poniesione koszty". Przyjaciele na początku lekceważą groźby pod swoim adresem, ale wkrótce przekonują się jak niebezpiecznym człowiekiem jest żądający spłaty pieniędzy mężczyzna. Zaczynają tracić kontrolę nad biegiem wydarzeń i w finale dochodzi do tragedii...
Wszystko w tym filmie dopracowane jest do perfekcji - poczynając od ról aktorskich, znakomitego scenariusza, poprzez doskonałe zdjęcia i niesamowitą muzykę.
Krzysztof Krauze powierzył główne role dość mało wówczas znanym aktorom. Dwóch przyjaciół - Adama i Stefana zagrali Robert Gonera, który już wcześniej grał w "Grach ulicznych" oraz Jacek Borcuch. Obaj znakomicie wywiązali się z zadań, które powierzył im reżyser. Doskonale oddali uczucia, które targały ludźmi osaczonymi i uwikłanymi w niebezpieczną pułapkę. Widać, że te role wymagały od nich wiele wysiłku, ale opłaciło się, bo są to kreacje znakomite. Jednak prawdziwym majstersztykiem gry aktorskiej popisał się Andrzej Chyra, który zagrał Gerarda - egzekutora długów. Patrząc na niego nie można było oderwać oczu od ekranu, po prostu paraliżował widza i sprawiał, że każdego ogarniał wszechobecny strach. Myślę, że gdybym po wyjściu z kina zobaczył tego człowieka, uciekałbym jak najdalej.
Zdjęcia w wykonaniu Bartka Prokopowicza doskonale oddają mroczny klimat filmu. Nie ma żadnych przekolorowań, po prostu polska, mroczna rzeczywistość. Muzyka Michała Urbaniaka była tak niesamowita, że zawsze po usłyszeniu głównego tematu przechodzą mnie ciarki. Po prostu wszystkie perfekcyjne elementy dały niesamowite dzieło filmowe.
Nic dziwnego, że na ten film posypała się istna lawina nagród.
Zaczęło się od wyróżnień na FPFF w Gdyni. Złote Lwy Gdańskie dla najlepszego filmu. Nagroda dla aktora Andrzeja Chyry oraz operatora Bartka Prokopowicza. Później nagroda Złotego Orła dla najlepszych aktorów oraz filmu. Co ważne, wtedy "Dług" wygrał nawet z "Panem Tadeuszem". Swoją drogą nie wiem czemu do Oscara nie zgłoszono właśnie "Długu"? Czyżby liczyli na to, że skoro Andrzej Wajda dostanie honorowego Oscara, to docenią i jego najnowszy film? Chcieli chyba upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i nic z tego nie wyszło. Dla mnie "Dług" jest dużo lepszy od "Pana Tadeusza", ale niestety "Długu" było tylko 15 kopii na całą Polskę, a "Pana Tadeusza" 104. Dystrybutorzy decydują za widzów, ale cóż, może ta sytuacja wkrótce się zmieni. Miejmy nadzieję, że powstanie więcej filmów takiej jakości jak "Dług", bo taki obraz to prawdziwa uczta dla widza.
Po tym filmie człowiek zaczyna zastanawiać się nad sensem życia i stawia sobie jedno zasadnicze pytanie - "Gdzie jest sprawiedliwość w dzisiejszym świecie?"...
AUTOR RECENZJI:
Marcin Marchlik - ZAMIATACZ