Bracia Peter i Bobby Farrelly przyzwyczaili już nas do tego, że robią filmy dla ludzi gustujących w rubasznym i mało wyszukanym poczuciu humoru. Ich poprzednie produkcje; "Głupi i głupszy", "Kręglogłowi" czy ostatni przebój "Sposób na blondynkę" były bardzo śmieszne, jednak nie dla całej kinowej publiczności. Komedie braci są przez niektórych uwielbiane, by być przez innych "omijane dużym łukiem". Ja należę do pierwszego grona, więc musiałem udać się bezzwłocznie na premierę ich najnowszego filmu pt. "Ja, Irena i Ja".
   Jest to historia policjanta, który cierpi na rozdwojenie jaźni i z tego powodu ma ze sobą bardzo duże problemy. Z uczynnego i przemiłego policjanta Charliego, zamienia się w bezwstydnego i szydzącego ze wszystkiego - zawadiakę Hanka. Za wszystkie wyczyny zwariowanego Hanka, Charlie musi ponosić konsekwencje. Jak w większości filmów, tak i w tym wypadku nie może zabraknąć pięknej kobiety, która oczywiście musi mieć kłopoty. Pojawia się ona i ponieważ jest ścigana przez policję, Charlie oraz Hank (zależnie od okoliczności) pomagają jej zmagać się z przeciwnościami losu. Jest też wątek romansowy wzbogacony szczyptą bardzo ostrego humoru.

 

   W rolę pięknej pani, która przynosi problemy wcieliła się Renee Zellweger, która stała się znana po występie u boku Toma Cruisa w filmie "Jerry Maguire", a ostatnio mieliśmy okazję oglądać ją na naszych ekranach w komedii romantycznej pt. "Kawaler". Jednak królem filmu jest bez wątpienia Jim Carrey odgrywający rolę policjanta z rozdwojeniem jaźni. Aktor ten rozpoczynał swoją karierę filmową od komedii i dzięki nim zdobył rozgłos, oraz miano "największego błazna Hollywood". Filmy z jego udziałem nie były wielkimi osiągnięciami artystycznymi, jednak odnosiły sukcesy kasowe ze względu na prześmieszne kreacje Carreya. Pierwszym filmem, w którym pokazał że nie boi się eksperymentować, był "Ace Ventura - Psi detektyw." Później była "Maska", "Głupi i głupszy" oraz "Ace Ventura - zew natury". Wszystkie te filmy były zdominowane kreacjami Carreya i oglądając go w akcji nasuwał się wniosek "co za wariat!". Jednak Carrey potrafi zagrać też postać dramatyczną, czego najlepszym dowodem są świetne role w "Truman show" i "Człowieku z księżyca". W "Ja, Irena i Ja" Carrey jest naprawdę niesamowity i trudno sobie wyobrazić kogoś lepszego w tej roli. Jako Hank zachowuje się w prześmieszny wręcz i niemożliwy do naśladowania sposób, a scena walki z samym sobą jest naprawdę majstersztykiem w jego wykonaniu.

   Aby zachęcić zwolenników humoru braci Farrelly do wybrania się do kina przytoczę autentyczny dialog z sali kinowej. Wokół mnie siedziały same dzieci w wieku około 11-12 lat (film jest wyświetlany w kinach od 15, więc kto te dzieciaki tam wpuścił?!). W scenie z wibratorem (prześmiesznej według starszych widzów) jedno z dzieci (miało najwyżej 8 lat) zapytało "Co to jest?", na co usłyszało odpowiedź starszej siostry (około 12 lat) "Nie mogę Ci powiedzieć, bo byłam u spowiedzi".
Jak widać humor jest dość specyficzny i na pewno nie przeznaczony dla dzieci. Ci, którym podobała się wcześniejsza twórczość słynnych braci nie zawiodą się, choć film jest słabszy od "Sposobu na blondynkę". Ludzie zaś, którzy wolą kino ambitniejsze, niech nie idą do kina, bo srodze się zawiodą...

Tytuł oryginalny: "Me, Myself & Irene"
Tytuł polski: "Ja, Irena i Ja"
Produkcja: USA 2000
Reżyseria: Bobby i Peter Farrelly
Scenariusz: Bobby Farrelly, Peter Farrelly, Mike Cerrone
Obsada: Jim Carrey, Renee Zellweger, Anthony Anderson
Zdjęcia: Mark Irwin
Muzyka: Peter Yorn, Lee Scott
Dystrybucja w Polsce: Syrena
Scenografia: Sidney J. Barthomolew Jr.


AUTOR RECENZJI:
Marcin Marchlik - ZAMIATACZ
      murphy@gdansk.sky.pl