...czyli odgrzewanie kotleta

   Remake to zjawisko całkiem powszechne we współczesnym kinie. W pewien sposób spokrewnione z innym, równie popularnym - sequelami. Remake jest niczym innym jak powtórką, ponowną realizacją, nierzadko klasycznego filmu.    Co skłania twórców do realizacji takich projektów? Odpowiedź jest prosta. Pieniądze, gotówka, szmal, mamona, kasa, money, diengi czy jak je tam jeszcze można nazwać. Ale żeby nie ograniczać tego do tak brutalnej prawdy, wymienię jeszcze kilka powodów.

   Przede wszystkim niemoc twórcza scenarzystów, lecz także - tutaj bardziej ambitna przyczyna - chęć pokazania widzowi problemu w sposób bardziej współczesny. Potrzeba uwypuklenia innych zagadnień poruszanych w scenariuszu, bliższych twórcy nowej wersji. Prostymi słowy może to być nazwane "nową wizją autora". :) Oczywiście owe próby nie zawsze wychodzą wszystkim na dobre. Tak ukochane przez widownię powtórki, zarabiają "na siebie", co jednocześnie wywołuje uśmiech na twarzy producentów. Cierpi jednak bardzo często reputacja utalentowanych reżyserów, ganionych przez "wszystkowiedzących" krytyków.

   Do rzeczy jednak...

   W 1935 roku powstał świetny film "Mutiny On The Bounty" (Bunt Na Bounty), o przygodach kapitana Bligh'a i buncie jego załogi. 27 lat później reżyser Lewis Milestone zrealizował na nowo tę historię w roli głównej obsadzając Marlona Brando. Film przyjęto raczej chłodno. Minęły 22 lata i w 1984 roku Roger Donaldson ponownie "wziął na warsztat" losy kapitana Bligh'a (w tej roli znakomity Anthony Hopkins).

   Swój wkład w tworzenie remake'ów ma bardzo dobra amerykańska aktorka Jessica Lange. Jej debiutem na dużym ekranie była rola w "King Kongu" z 1976 roku. Partnerowała jej... oczywiście gigantyczna małpa. Jednak mimo ogromnych kosztów produkcji, świetnych (jak na owe czasy) efektów specjalnych, film nie dorównał pierwotnej, legendarnej już, wersji z 1933 r. Po raz kolejny okazało się, że nowoczesna technika to nie wszystko. Przekonał się o tym również Jan De Bont - reżyser arcydzieła gatunku kina akcji "Speed" realizując w 1998 roku remake horroru "The Haunting" (Nawiedzony Dom) z 1962 r. Mimo całej masy efektów wizualnych i dźwiękowych, zaangażowaniu gwiazd; Liama Neesona i Catherine Zety-Jones, film stracił na tajemniczości i klimacie, czyli tym, co było siłą napędową oryginału.

Nawiedzony dom Jana De Bonta   Mumia

   Wielkie tryumfy święciła ostatnio w kinach na całym świecie "The Mummy" (Mumia). Film, który był nową wersją znanej produkcji z 1932 roku z Borisem Karloffem w roli głównej. Warto zaznaczyć, że wypadł całkiem nieźle, i jest odzwierciedleniem naszych czasów - doby komputerów... Planowany jest sequel i prequel. W 1959 r. legendarna wytwórnia Hammer również przywróciła do życia mumię. W filmie grali Peter Cushing i Christopher Lee.    To, że są wyjątki od reguł każdy wie. Okazuje się bowiem, że odgrzewany kotlet nie zawsze musi być gorszy od świeżego, a czasem bywa lepszy...    Klasę pokazał Martin Scorsese reżyserując film "Cape Fear" (Przylądek Strachu), gdzie niezapomnianą kreację stworzył (a jakże by inaczej) sam Robert De Niro, grający psychopatę osaczającego rodzinę swego adwokata. Mi osobiście, film podobał się bardziej niż oryginał. Ciekawostką był epizodyczny występ w 1991 roku Gregory'ego Pecka, który w wersji z 1962 r. kreował główną rolę.     Podobnie rzecz się miała w 1999 r., kiedy Faye Dunaway dostała propozycję zagrania małej rólki i to towarzysząc Pierce'owi Brosnanowi i Rene Russo w filmie "The Thomas Crown Affair" (Afera Thomasa Crowna). Wcześniej wystapiła u boku samego Steve'a McQueena w oryginalnej wersji Normana Jewisona z 1968 roku (w Polsce tłumaczonej jako "Sprawa Thomasa Crowna"). Tam grała rolę główną. Ach ten bezlitosny upływ czasu... Skoro mowa o Steve McQueenie, to grał on też w rewelacyjnym filmie Sama Peckinpaha "The Getaway" (Ucieczka Gangstera), którego remake nakręciła w 1993 roku para małżeńska Kim Basinger i Alec Baldwin.

   Rzesze fanów wśród widzów, a także producentów, ma Alfred Hitchcock. Zatem nie wydają się dziwne próby zmierzenia się z geniuszem mistrza. W latach 90-tych wielokrotnie sięgano po jego filmy robiąc nowe, jak można się było spodziewać już nie tak zajmujące i fascynujące. I tak - tym razem, telewizja Hallmark sfilmowała na nowo "Rear Window" (Okno Na Podwórze) z niepełnosprawnym Christopherem Reeve i Daryl Hannah. Warner Bros wypuścił całkiem niezłe "A Perfect Murder" (Morderstwo Doskonałe) z Michaelem Douglasem i Gwyneth Paltrow, posiadające nawet (w wersji DVD) dwa zakończenia. Ale największe kontrowersje wzbudził remake - moim zdaniem największego dzieła Hitchcocka - "Psycho" (Psychoza). Film wyświetlano w Polsce pod tytułem "Psychol". Reżyser Gus Van Sant będąc wielbicielem twórczości pana H., oddał mu - jak sam powiedział - cześć, kręcąc dokładną kopię filmu z Anthonym Perkinsem. Identyczne sceny, identyczne ustawienia kamer i świateł, oraz (novum?) kolor, dały efekt... mizerny. Film poniósł porażkę. Psioczyli krytycy, zgodni tym razem z widzami. Co za dużo to nie zdrowo...

Stara, dobra PSYCHOZA   Nowy, słaby PSYCHOL...

   Zajmującym zjawiskiem w kinematografii są remaki filmów francuskich. Co chwila premierę ma obraz mający swe korzenie w krainie Galów. Powstała nowa wersja "Nikity" Luca Bessona z Bridget Fondą i Harveyem Keitelem, "Jungle 2 Jungle" (Z Dżungli Do Dżungli) z Timem Allenem (remake "Indianina W Paryżu"), "Intersection" z Sharon Stone i Richardem Gere, "The Birdcage" (Klatka Dla Ptaków) z Robinem Williamsem i wiele innych. Filmy jakie były, takie były, ale niepokoją mnie trochę ostatnie doniesienia ze świata show-businessu, głoszące, iż reżyser świetnej komedii "Les Visiteurs..." (Goście, Goście...) i ich sequela z Jeanem Reno i Christianem Clavier, pragnie nakręcić remake w Stanach Zjednoczonych z tymi samymi aktorami. Ja się pytam po co?

   Niewątpliwą nobilitacją dla kina polskiego była sprzedaż praw do ponownej realizacji "Kilera" Juliusza Machulskiego, wielkiego przeboju z Cezarym Pazurą. Na razie na owej sprzedaży się skończyło. Krążyły plotki, iż reżyserem wersji amerykańskiej miał być Barry Sonnenfeld, a tytułową rolę odgrywać miał Will Smith. Co z tego wyniknie/wynikło to zobaczymy/zobaczyliśmy...

   A jeżeli już "zahaczyłem" o kino polskie, to swoistym wydarzeniem będzie zapewne obraz Jerzego Stuhra, planowany nie jako remake, ani nie jako sequel, choć mający z obydwoma pojęciami coś wspólnego - "Amator". Czyli powrót do znakomitego filmu Krzysztofa Kieślowskiego.

   Z wyraźnym impetem trwają prace nad - uwaga! - dwoma remake'ami "Krzyżaków". Absurd absolutny. Zachłanność ludzi - w tym wypadku Polaków - nie zna granic. Pieniądze przesłoniły zdrowy rozsądek i niedługo na ekranie wersje Jarosława Żamojdy i Bogusława Lindy. Ktoś mógłby się przyczepić, że to nie remaki, a jedynie ekranizacje powieści Henryka Sienkiewicza. Może i miałby rację?

   Optymizmem napawa projekt Tima Burtona "Planeta Małp". Reżyser znany ze swej niekonwencjonalności może rzeczywiście wnieść coś nowego do tego klasycznego obrazu science-fiction Franklina Schaffnera. Miejmy nadzieję. Swoją drogą, ciekaw jestem czy w epizodzie pojawi się Charlton Heston?

AUTOR TEKSTU:
Tomek Urbański - TOMASHEC
      tomashec@poczta.wp.pl