Oliver Stone jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych amerykańskich reżyserów i jego dzieła przez jednych są uwielbiane, przez innych potępiane. Ja należę do pierwszej grupy widzów i cenię Stone'a za wszystkie produkcje. Jego filmy znane są z tego że są brutalne, ale zawsze prawdziwe. To mocne kino, które nie każdemu się podoba. Tym razem Oliver Stone "wziął na warsztat" futbol amerykański i postanowił pokazać całą otoczkę, która towarzyszy temu sportowi.
Futbol amerykański to gra, którą Amerykanie kochają, zaś większość Europejczyków ma do niej bardziej sceptyczne podejście. Jednak Stone nie skupia się na zasadach gry, a stara się nam przedstawić rządzące nią mechanizmy.
I tu widzimy rozbieżność interesów. Bo każdemu zależy zupełnie na czym innym i ciężko jest dojść do kompromisu. Najważniejszą postacią w drużynie powinien być trener. Ale w zespole "Miami Sharks" jest tak tylko teoretycznie. Trener (kolejna świetna rola Ala Pacino) jest podporządkowany właścicielce klubu (Cameron Diaz), która ma decydujący głos we wszystkich sprawach. Po raz kolejny widać, że kto ma pieniądze, ten ma władzę. Również zawodnicy nie mogą dojść do porozumienia, ponieważ doświadczony rozgrywający (Dennis Quaid) jest kontuzjowany, a nowy zawodnik (Jamie Foxx) ma zupełnie inne spojrzenie na grę niż cała reszta. Tak więc drużyna to skupisko wszystkich możliwych problemów. Należy dodać kontuzje, którymi zajmuje się lekarz (James Woods), a jest ich w zespole dużo i przeważnie są bardzo groźne. Niestety grać trzeba, bo sezon zbliża się ku końcowi , a oczekiwania kibiców są ogromne. Od tego jak drużyna poradzi sobie w play-off zależą losy bardzo wielu osób.
Film ma gwiazdorską obsadę i każdy z aktorów należycie wywiązuje się ze swojej roli. Al Pacino jako trener głęboko wierzący w ideę czystej gry, wypada naprawdę przekonywująco. Nie bez powodu jest nazywany jednym z najwybitniejszych aktorów na świecie, bo każda jego rola zasługuje na uznanie. Nie inaczej jest tym razem - desperacja, głęboka wiara, bezkompromisowość i oddanie grze - to wszystko pokazuje Al Pacino w mistrzowskim wykonaniu. Jednak największym zaskoczeniem dla mnie, była kreacja Cameron Diaz. Do tej pory obsadzana jako śliczna blondynka, była jedynie dodatkiem do akcji. A w "Męskiej grze" jest zupełnie inaczej. Jako pazerna, bezwzględna i nastawiona tylko na zysk właścicielka drużyny, pokazuje się z zupełnie innej strony. Udowadnia że jest dobrą aktorką, a śliczna buzia nie jest jej jedynym atutem.
W rolach futbolistów wystąpili m.in. Dennis Quaid, Jamie Foxx, LL Cool J. Panowie pokazują, że granie w futbol amerykański to ciężki kawałek chleba i bardzo łatwo stracić status gwiazdy, ponieważ konkurencja jest zdeterminowana i silna.
James Woods jako klubowy lekarz po raz kolejny udowadnia, że role bezwzględnych i nie zawsze uczciwych facetów to jego specjalność. W epizodach występują też Charlton Heston, Elizabeth Berkley i sam Oliver Stone.
W "Męskiej grze" mecze futbolu są pokazywane szybko i dynamicznie, czasem aż nazbyt, ponieważ widz nie ma szans zorientować się w sytuacji panującej na boisku. Spotkaniom zawsze towarzyszy świetnie dobrana muzyka - zarówno łatwo wpadające w ucho nagrania Fatboy Slim'a, jak i czarna muzyka rap.
Pomimo tego, że film jest dość długi, gorąco polecam, bo jest to przykład sprawnie zrealizowanego kina i wielbiciele Olivera Stone'a na pewno się nie zawiodą.
Tytuł oryginalny: "Any Given Sunday"
Tytuł polski: "Męska gra"
Produkcja: USA, 1999
Reżyseria: Oliver Stone
Scenariusz: John Logan, Oliver Stone, Daniel Pyne
Obsada: Al Pacino, Cameron Diaz, Dennis Quaid, Jamie Foxx, James Woods, LL Cool J
Zdjęcia: Salvatore Totino
Muzyka: Richard Horowitz, Michael A. Reagan, Robbie Robertson
Scenografia: Victor Kempster
Dystrybucja w Polsce: Warner Bros.
Czas trwania: 162 min.
AUTOR RECENZJI:
Marcin Marchlik - ZAMIATACZ