Rzadko poruszany (w porównaniu z Wietnamem) temat konfliktu w Zatoce perskiej
ponownie zagościł na naszych ekranach. Przedtem mogliśmy "zwiedzić" pola naftowe
dzięki obrazowi "Szalona odwaga" z Meg Ryan i Denzelem Washingtonem. Jednak
wtedy, konflikt zbrojny był jedynie tłem do ukazania moralnych rozterek bohaterów
opowieści, a akcja równie dobrze mogła zostać osadzona w Wietnamie.

W "Złocie pustyni" również mamy do czynienia z wewnętrznym rozdarciem głównych
bohaterów, ale na płaszczyźnie; "własna korzyść, czy ofiara z siebie".
Wojna nie jest tu tylko tłem do właściwej akcji, lecz jej głównym
bohaterem.
Gdy kapitan Gates (George Clooney), wraz z trzema przyjaciółmi (m.in Mark Wahlberg
i Ice Cube) w poszukiwaniu złota natrafiają na wewnętrzny konflikt
między miejscową ludnością a "ludźmi Saddama", muszą wybierać;
uciekać jak tchórze z łatwo zdobytym złotem, czy zostać i pomóc
bezbronnym ludziom ryzykując życie...
"Złoto pustyni" to bez wątpienia dobrze zrobione kino akcji.
Sceny "strzelane" i "wybuchowe" to wyżyny dzisiejszych
możliwości filmowców z Hollywood. Wszystko na ekranie eksploduje
w piękny sposób, kule świszczą dookoła, a trup ściele się gęsto?
Właśnie! W tym miejscu dochodzimy do nieco zmodyfikowanego sposobu
przedstawiania scen śmierci kolejnych żołnierzy. W "Złocie pustyni"
(szczególnie podczas pierwszej strzelaniny) zafundowano nam
zupełnie nowatorskie podejście do kul wystrzelonych z
broni palnej... Widzimy tor lotu pocisku, ale nie widzimy (tylko słyszymy!)
jak trafia przeciwnika. Jeżeli zaś chodzi o pokazywanie ran, twórcy
raczą nas scenami organów wewnętrznych człowieka i tego, co się z nimi
dzieje podczas zetknięcia z kulą...


Aktorstwo w "Złocie pustyni" nie jest może na najwyższym poziomie,
ale co trzeba przyznać; chłopaki zagrali przyzwoicie. George Clooney
jak zwykle niezawodnie przystojny, Mark Wahlberg tradycyjnie nieco
szalony (wszak wytrzymuje zabawy z elektrowstrząsami)... i tylko
Ice Cube jakby trochę nie pasuje do zespołu "Trzech króli", nie mogąc
nijak przebić się na ekranie przez mur zrobiony z Clooneya i Wahlberga.


Oglądając film, wiedziałem że nadejdzie taka scena, w której będzie
wzniosła przemowa, na temat wspaniałości narodu amerykańskiego (a'la
Bill Pullman z "Independence Day"). Nie zawiodłem się i tym
razem. Jednak po pięknej "gadce" Clooneya i ekipy o tym, jakim
to wspaniałym prezydentem jest George Bush... reakcja słuchaczy
była dość nieoczekiwana. Ale to już musicie zobaczyć sami...

Nie oszukujmy się. "Three kings" daleko do "Złota dla zuchwałych"
z niezapomnianymi kreacjami Clinta Eastwooda, Donalda Sutherlanda
i Telly'ego Savalasa. Jednak dzięki sprawnie opowiedzianej historii,
ciekawemu (i nowatorskiemu) w wielu miejscach montażowi, oraz
odbiegającemu od Hollywoodzkich standardów zakończeniu, można
śmiało powiedzieć że "fajnie się to oglądało".

Tytuł oryginalny: Three Kings
Tytuł polski: Złoto pustyni
Produkcja: USA 1999
Reżyseria: David O. Russell
Scenariusz: David O. Russell
Obsada: George Clooney, Mark Wahlberg, Ice Cube, Spike Jonze, Nora Dunn
Czas trwania: 112 min.
AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX