Hubert Urbanski

Hubert Urbanski Hubert Urbanski

HUBERT URBAŃSKI O SOBIE...
RODZINA:
Żona: Urszula,
dzieci: Marianna, Krystyna,
w domu jest też suka Toffi (labrador) i mysz Trocina (pies jest wszystkich, a mysz Krysi)
ŻYCIOWY SUKCES: Rodzina.
PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ: Przyjmuję życie takim, jakie jest. Każdy z nas doznaje przykrości, popełnia błędy, przeżywa rozczarowania. Każde doznanie jest rzeczą względną i można ją rozpatrywać zarówno pod dobrym, jak i pod złym kątem. W każdej rzeczy, która pozornie wydaje się nam zła, można odnaleźć pierwiastek pozytywny. Dlatego właśnie słowa "porażka" nie ma w moim życiu.
ŻYCIOWE CREDO: Creda są dla głupków. Nie mam.
WZÓR I AUTORYTET: Wzór leży pod Paryżem, a to drugie to na pewno nie Andrzej Szczypiorski.
IDEAŁ KOBIETY: Wzór leży pod Paryżem
IDEAŁ MĘŻCZYZNY: Może Steve McQuinn. Ale lubię też Holoubka.
SYMPATIE POLITYCZNE: Polityka nie ma nic wspólnego z sympatią. Powoduje u mnie mdłości. Nie wnikam.
ANTYPATIE POLITYCZNE: O, tak brzmi dużo lepiej. Polityka jako taka jest antypatyczna.
NAJWYBITNIEJSZY POLITYK OSTATNIEGO WIEKU: Holoubek, kiedy był posłem.
ULUBIONY PISARZ LUB KSIĄŻKA: Myśliwski “Kamień na kamieniu”, Wharton, ale tylko “Tato”, Irving “Świat według Garpa”, Arturo Perez Reverte “Klub Dumas”, Murakami Haruki “Koniec świata”i “Przygoda z owcą”, Nabokov “Lolita”, Hrabal “Obsługiwałem angielskiego króla”
ULUBIONY REŻYSER (FILM, SZTUKA): Kino jest wielkie. Lubię całą masę filmów. Mógłbym chodzić po wypożyczalni kaset i wymieniać z półek jak leci. Bardzo, ale to bardzo lubię chodzić do kina. Ostatnio np. widziałem genialny “Festen” Vintenberga, trochę tylko gorszy “Idioci” von Tier, “Cienka czerwona linia” Terrenca Malika, a w telewizji :Służącego” Loseya. Zresztą co chwila można obejrzeć w powtórkach w telewizji coś świetnego - wolę co prawda w kinie, ale to nic nie szkodzi. Do teatru praktycznie wcale nie chodzę. Myślę, że na to, co można zobaczyć w Warszawie, w ogóle nie warto tracić czasu.
ULUBIONA AKTORKA / PIOSENKARZ: Aktorzy z filmów, które już wymieniłem. Na przykład Dirk Bogard i James Fox w “Służącym”, Nick Nolte w “Cienkiej czerwonej linii”, Steve McQuinn w “Bullit”, Michałkow w “Spaleni słońcem”, Holoubek w “Prawo i pięść”, Robert Mitchum w “Wielki sen”, Bob Hoskins w “Mona Lisa”, cała czwórka w “Trainspotting”, Redford i Hoffman w “Wszyscy ludzie prezydenta”, Jane Fonda i Donald Sutherland w “Klute”, Sutherland w “MASH”, John Goodman w “Roscanne” i w “Big Lebowski”, Tym i Bareji, Gajos w “Opowieściach lasku wiedeńskiego” Kutza - tam zresztą cała obsada była genialna, Zdzisław Kozień jako Zubek w “07 zgłoś się” no i tak dalej. Z piosenkarzy też lubię bardzo wielu. Na pierwszy strzał przychodzi mi do głowy np. Edyta Bartosiewicz, Bob Dylan, Kayah, ale bez Bregovica, Laurie Anderson, Mick Jagger, Sojka itd.
SPOSÓB SPĘDZANIA WOLNEGO CZASU: Dobrze jest być z dziećmi, ale tak, aby nic innego nie przeszkadzało. Lubię chodzić do kina, wyjeżdżać za granicę. Lubię oglądać TV, chyba sobie kupię satelitę.
HOBBY: Chyba nie mam.
SPORT: Kiedyś przez rok na studiach uprawiałem judo. Teraz czasami chodzę na siłownię.
UPODOBANIA KULINARNE: Jedzenie włoskie, chińskie, arabskie. Mogę w kółko jeść na zmianę spaghetti, dania chińskie i kebab.
POSIADANY SAMOCHÓD: Toyota
KIM CHCIAŁBYM BYĆ, GDYBY... Hollywoodzkim aktorem przed wojną albo duńskim studentem współcześnie.

Wywiad z Hubertem Urbanskim

Studiowałeś filologię indyjską, uczyłeś się hindi i sanskrytu. Skąd ta zmiana zainteresowań, od sanskrytu do telewizji?
Hubert: Jedno z drugim nie miało nic wspólnego. Jak studiowałem filologię indyjską to myślałem tylko o tym. Potem okazało się, że to nie jest to, co tak naprawdę mnie interesuje i zdecydowałem się na szkołę aktorską.
Wróćmy jeszcze na moment do czasów Twoich studiów na filologii indyjskiej. Miałeś zajęcia z adhyayany, czyli nauki wersów Bhagavad Gity na pamięć...
Nauka wersów Bhagavad Gity ćwiczy pamięć. Ta kultura w ogóle oparta jest na przekazie ustnym. Nie liczy się fakt, że to jest spisane w księdze i leży na jakiejś półce w klasztorze. Setki wersów zapamiętują z pokolenia na pokolenie. To rzeczywiście ćwiczy pamięć i uczy pokory.
Czy powracasz czasami do Bhagavad Gity?
Nie, teraz nie. Wtedy to był obowiązek, trzeba było się nauczyć kilkudziesięciu wersów tygodniowo. Wyglądało to bardzo malowniczo, zajęcia odbywały się na dywanie, a stoły były przysunięte pod ściany. Gdy mojemu profesorowi wypadła z rąk książka, podnosił ją zachowując rytuał, przykładał ją do ust i czoła. Zresztą dziekana Byrskiego, przemiłego Pana , mojego profesora, potem ambasadora polskiego w Delhi, spotkałem wiele lat później w Radiu TOK FM. Zadzwoniłem do niego w tygodniu, chcąc zaprosić go do weekendowego programu. Profesor nie bardzo przypominał sobie mnie jako swojego studenta, ale kiedy zacytowałem mu początkowy fragment Bhagavad Gity, bardzo się wzruszył, że to pamiętam i przyjął zaproszenie.
Filologia indyjska to krótki epizod w Twoim życiu, potem studiowałeś na wydziale aktorskim w Warszawie, a potem było Radio Zet. Skąd ten wybór?
Zaraz po szkole teatralnej zgłosiłem się na oficjalny nabór do Radia Zet. Wszedłem do studia, siedzieli tam: Dorota Zawadowska, Krzysztof Skowroński, Andrzej Wojciechowski zajrzał na chwilę, musiałem coś głośno i wesoło powiedzieć jak na szkolnej akademii. To było gorsze niż egzamin do szkoły teatralnej, ale trwało krótko. Oni siedzieli, zastanawiali się, a potem usłyszałem to, co zawsze słyszy się na castingu: "don't call us we call you". Z tym, że oni akurat oddzwonili. Najpierw prowadziłem tam wywiady w programie dziennym, potem był "Konkurs Historyczny" Radia Zet. Później się okazało, że mogę prowadzić Klub Radia Zet, codzienny program na żywo, który trwał różnie, w porywach od godziny do dwóch. Przychodzili tam ludzie z szeroko pojętego świata pop-kultury, opowiadali o tym czym się zajmują, rozmawiali ze sobą, zupełnie jak w kawiarni. Tam byłem około roku.
Lubiłeś to zajęcie?
Tak. To było ciekawe, nic się nie powtarzało , schemat ten sam, ale ludzie przychodzili zawsze z czymś nowym. Zdarzały się rożne śmieszne historie. To miało swój urok. Sporo osób tego słuchało.
Potem było Radio Kolor...
Po kilku miesiącach przerwy trafiłem do Radia Kolor. Tam zacząłem prowadzić, prawie od samego początku, poranny program od 6.00 do 10.00. To była rewelacja. Nabrałem wielkiego szacunku, jednocześnie współczucia dla tych którzy muszą wstawać rano. To są miliony osób w Polsce. Muszą wstawać czwarta, piąta i to nie jest żaden heroizm . Nikt o nich książek nie pisze, a to nie są godziny dla ludzi. Zaczynałem program o 6.00 i byłem takim regularnym D J. Wszystko robiłem sam - żadnych realizatorów, żadnych wydawców. Potem pomyślałem, że już dosyć tego. Zrozumiałem, że będzie lepiej i ciekawiej jak będę to robił w duecie. Razem z Michałem Karpińskim przez prawie rok poprowadziliśmy program na żywo, "Stan Wyjątkowy". To już był program z prawdziwego zdarzenia. Strasznie miło to wspominam, chociaż nienawidziłem rano wstawać.
A później?
A później okazało się, że powstaje takie Radio , które wtedy nazywało się Inforadio. Gdy się o tym dowiedziałem, to poczułem, że trzy lata wstawania o świcie to już wystarczy. Zrobiłem program, z którego byłem zadowolony. Było mi tam bardzo przyjemnie przez jakiś czas, ale zrozumiałem, że już przyjemniej nie będzie i wtedy pojawiła się stacja pionierska w Polsce. W poprzednim programie grałem na okrągło, a tu miałem nic nie grać. W Stanach radia w tym formacie "talk", czyli gadanym powstawały tak, że prezenterzy muzyczni zaczęli mieć dużo do powiedzenia. Nagle się okazywało, że ludzie wolą słuchać ich niż muzyki, którą grają. Strasznie chciałem tego spróbować. Przyszedłem na rozmowę wstępną. Okazało się, że się mogę przydać. Teraz to się nazywa TOK FM. Ja byłem tam od stycznia 1998 roku.
W trakcie pracy jeszcze w Radiu Kolor wystąpiłeś w Polsacie jako prowadzący teleturniej "Piramida". Skąd ten pomysł ?
Znowu casting, znowu oddzwonili. Do wygrania w teleturnieju było pięć tysięcy złotych, co było sumą wystarczająco paraliżującą dla zawodników. Wyobrażam sobie co będzie się działo, gdy stawką będzie milion. Ja rozumiem te emocje, bo mnie samego czasami wbijało w ziemię. To było naprawdę miłe spotykać się z tymi ludźmi.
Sam wspomniałeś, że w "Milionerach" stawka jest nieporównywalnie wyższa, a uczestników "dopadną" ogromne emocje. Jak widzisz rolę prowadzącego w tym programie, czyli swoją rolę?
Najlepiej chyba porównać to do roli przewodnika w górach. Nie mogę wygrać pieniędzy za zawodnika, ale mogę go przeprowadzić przez krętą drogę do miliona. Na pewno będę z nim, a nie przeciwko niemu.
Korzystny dla zawodników jest fakt, że praktycznie przegrywają tylko w momencie, kiedy nie odpowiedzą prawidłowo na pierwszych pięć pytań. Potem już nigdy nie odchodzą bez pieniędzy , nawet jeśli nie uda im się trafnie odpowiedzieć i tak otrzymują pewne ustalone kwoty, tysiąc złotych do pytania numer dziesięć i trzydzieści dwa tysiące powyżej tego pytania. To również wyróżnia ten teleturniej od pozostałych.
Tak to prawda, to są naprawdę niezłe pieniądze.
Co ty byś zrobił z wygranym milionem złotych?
...myślę, że jak się zaczyna myśleć o takiej kwocie, to powstaje cała lista rzeczy.
Ale pierwsze skojarzenie.
Podróż. Zmiana miejsca zamieszkania, może Australia albo Japonia. Jest cała masa miejsc, gdzie mnie jeszcze nie było.
Czy miałeś już wakacje w tym roku?
Tak, wyjeżdżałem na wakacje parę razy. Byłem w Niemczech, Danii. Najwspanialsze były wakacje z córkami spędzone w Hamburgu i Berlinie. Mógłbym być teraz ekspertem od niemieckich ogrodów zoologicznych, są rewelacyjne.
A w jakim wieku masz dzieci?
Cztery i dziesięć lat. Place zabaw też są kapitalne w Niemczech. Przychodzą tam dorośli i dzieci, wszyscy się razem bawią.
Czy masz hobby? Jak lubisz spędzać swój wolny czas?
Hobby, to jest trudne pytanie. Już samo to słowo mnie śmieszy, chyba go nie mam. Ale z rzeczy, które lubię robić, to na pewno bardzo lubię spędzać czas ze swoimi dziećmi, bo moje mnie nigdy nie irytują. Fajnie jest mieć dla nich czas. Jak się jest tylko z nimi, to wchodzi się w ich rytm. Bardzo lubię też chodzić do kina, lubię samą procedurę chodzenia, wyszukiwanie filmów w gazecie. Kino strasznie lubię i mógłbym mówić o nim bez końca. Ale jak mam przytoczyć nagle tytuł mojego ulubionego filmu, to mam pustkę w głowie. Jakbym wszedł do wypożyczalni kaset i chodziłbym wzdłuż półek, czytał tytuły filmów, to mógłbym opowiadać. Jest cała masa, setki filmów, które lubię.
Czy lubisz ryzyko? Podam przykład: bierzesz udział w teleturnieju " Milionerzy" i doszedłeś bardzo wysoko, grasz o dużą stawkę; jeśli zrezygnujesz weźmiesz dotychczas osiągniętą kwotę, jeśli odpowiesz poprawnie wygrasz dwa razy tyle. Ryzykujesz czy pas?
Oglądałem wcześniej dwie wersje: angielską i australijską, to są naprawdę niewiarygodne wybory. Jeżeli zawodnik ma sześćdziesiąt cztery tysiące funtów na koncie, dostaje następne pytanie, ale wykorzystał już wszystkie trzy podpowiedzi i stoi przed takim wyborem, że może się wycofać zabierając pieniądze albo zaryzykować odpowiedź i podwoić tę sumę, wielką sumę, to naprawdę robi się dramatyczne. Bardzo mi imponowały takie racjonalne wybory, kiedy na przykład pewna kobieta grając właśnie o wysoką stawkę w ciągu dwóch sekund przeanalizowała swoją sytuację: "wykorzystałam wszystko, na żadną podpowiedź nie mogę już liczyć, nie jestem wystarczająco pewna odpowiedzi, nie dam rady". I powiedziała pas.
Zawodnicy mają na odpowiedź dowolny czas, to ważny element tego teleturnieju.
Tak, tu jest czasu do woli. Jeżeli ktoś nie wygra pieniędzy dzisiaj, może jutro kontynuować grę. Nie ma żadnego pośpiechu. A ja jestem cały czas z tym człowiekiem.
Co odróżnia "Milionerów" od innych teleturniejów?
Dramaturgia. Sposób realizacji: muzyka i publiczność, ci ludzie, którzy tam wstrzymują w napięciu oddech i czekają, a jest na co czekać. To genialna dramaturgia, jeśli chodzi o zasady. Do pewnego momentu możesz dotrzeć, ale potem idziesz jeszcze dalej i to ryzyko się potęguje. Robi się wtedy gorąco.
Jakie cechy Twojego charakteru spowodowały, że wygrałeś w castingu do "Milionerów"?
Może pomogło w tym to, że ja od wielu lat codziennie rozmawiam z ludźmi pracując w radiu. Lubię to, sprawdziłem, zweryfikowałem, cały czas to robię. Jestem trochę zaskoczony, bo spośród prowadzących w tych wersjach, które widziałem, jestem najmłodszy. Jak widać data w metryce to nie wszystko, na pewno dam sobie radę.
Dziękujemy za rozmowę.

Wywiad dla gazety VIVA!

Co by Pan zrobil z milionem?
H.U.:Drugi milion.
W jaki sposob?
Zainwestowalbym go w intratne przedsiewziecie.
Co jest teraz intratna inwestycja?
Slyszalem, ze bardzo oplaca sie handel urzadzeniami sanitarnymi. Moze wiec muszle klozetowe i bidety? Podobno najwiecej mozna tu wyciagnac z kazdego wlozonego tysiaca zlotych.
Handlowiec sanitarny. Ktory to bylby Pana zawod?
Wlasciwie nie zawod, a zajecie. Szoste czy siodme. Juz przestalem liczyc.
W ankietach wpisuje Pan: aktor?
Nie, bo jestem aktorem niedorobionym. Skonczylem szkole aktorska, ale nie mam dyplomu. Zreszta staje sie on dla mnie coraz mniej istotny. Juz od aktorstwa odszedlem bardzo daleko.
A mnie sie wydaje, ze wcale Pan nie odszedl. Chyba w ogole Pan siebie nie oglada?
Ogladam, ogladam. Az do znudzenia. Czasami mam juz siebie calkiem dosyc. Golic sie ciezko, bo trzeba znowu patrzec na siebie w lustrze.
To chyba szalenie trudne po raz tysieczny zagrac radosc, gdy ktos odpowie dobrze na pytanie?
Gdybym mial naprzeciwko siebie aktora, moglibysmy grac razem etiude pt. "Udzial w teleturnieju". Ale ja mam przed soba zawodnika, ktory to autentycznie przezywa. Wiec i ja z nim przezywam.
Dzieki "Milionerom" spadla na Pana nagle wielka popularnosc. Wychodzac na ulice zaklada Pan ciemne okulary?
Gdybym rozwalil jakies ministerstwo albo zmalwersowal kilka milionow zlotych na niekorzysc podatnika, to moze bym sie ukrywal za ciemnymi okularami. Poniewaz jednak prowadze tylko program cieszacy sie powodzeniem i rozdaje mase pieniedzy, to nie czuje ujemnych skutkow popularnosci. Nie spodziewam sie, zebym musial zatrudnic ochroniarzy dla siebie i dla rodziny.
Ma Pan zone i dzieci?
Jedna zone Urszule i dwie coreczki: dziesiecio- i czternastoletna. I to wszystko, co moge powiedziec o swojej rodzinie.
Dlaczego?
Bo chce miec dom w domu, a prace w pracy.
Zaklada Pan w domu cieple kapcie i leniuchuje?
Staram sie, ale glownie ogladam telewizje.
"Milionerow"?
Takze. Mimo ze program widzialem na montazu pietnascie razy, jeszcze nie moge sobie odmowic rzutu okiem na efekt koncowy.
I podoba sie Pan sobie?
Nie patrze na siebie ze wstretem. W kazdym razie nie mam ochoty rzucic butem w telewizor. Praca nad programem trwa na tyle dlugo, by nie bylo w nim niedorobek.
Lubi Pan siebie tak na codzien?
Coraz bardziej.
Kiedys bylo gorzej?
Nigdy nie popadalem w megalomanie. Przeciwnie, traktuje siebie z dystansem i sceptycyzmem. Tle tylko, ze kiedy dazylem do idealu. Teraz z wiekiem - mam 33 lata - coraz wiecej spraw sobie odpuszczam.
Czego Pan chcial od zycia?
Ukladow idealnych.
Co to znaczy?
Zeby wszystko bylo zapiete na ostatni guzik, z precyzja zaplanowana i wykonane. I w pracy, i w zyciu prywatnym. Dbalem o tak zwane idealne relacje miedzyludzkie.
Nie rozumiem.
No, uklady z kolegami, z kobietami... Musialo minac duzo czasu, bym doszedl do wniosku, ze zycie nie jest idealem.
Co Pan sobie odpuscil na przyklad w ukladach z kobietami? Wiernosc?
Jesli pani pyta o to, czy zdradzam zone, to jestem staly w uczuciu. Odpuszczam sobie wszelkie odgorne zalozenia typu: jesli przyjazn, to dlugoletnia. Odpuscilem sobie na przyklad wybudowanie domu z ogrodem. Mialem taka idee przez dlugie lata. Bardzo byla meczaca dla mnie i dla najblizszych. Wszyscy juz mieli dosc moich rozmow na temat niezagospodarowanych polskich prowincji. Jezdzilem, ogladalem niezliczone dzialki w okolicach Warszawy. Regularnie czytalem "Muratora". Podczas zagranicznych wyjazdow lazilem glownie po osiedlach mieszkaniowych, a nie muzeach.
Mieszka Pan w bloku?
W starej kamienicy. Trudno nazwac ja blokiem. Przeprowadzilem wielki remont i teraz zastanawiam sie, czy to taka radosc miec wolno stojacy dom. Poki co zawieszam swoje mazenia na kolku.
Jako nastolatek byl Pan idealista?
Gdy mialem kilkanascie lat, balem sie wszystkiego dookola. Przemykalem przez szkole, przez zycie i o zadnych idealach nie myslalem. Chorowalem na niesmialosc.
Pochodzi Pan z Warszawy?
Tak. Do szkoly chodzilem na Pradze i z nikim sie po drodze nie zaprzyjaznilem. Niczym sie nie wyroznialem. Chcialem tylko, zeby mi dano swiety spokoj.
Dlaczego chcial Pan zostac aktorem?
Bo wolalem zostac aktorem niz weterynarzem, jak podpowiadal mi ojciec. A ze troche recytowalem to zlozylem papiery na PWST. No i... nie zdalem. Robilem pozniej rozne inne rzeczy. Zdalem do policealnego studium budowlanego. Nie zagrzalem tam dlugo miejsca. Potem przez rok studiowalem filologie indyjska. Znudzilo mi sie, wiec zrezygnowalem.
Strasznie Pan byl niecierpliwy.
Ciagnelo mnie do tego, zeby sprawdzic sie w roznych dziedzinach. Czas mijal. Kiedy wiec przestraszylem sie, ze bede juz za stary na studiowanie w PWST, podszedlem jeszcze raz do egzaminow. Tam obowizuje limit wiekowy. Przyjeto mnie warunkowo, jak wielu innych. Caly czas powtarzano, ze jestesmy przyjeci z laski.
Jest Pan msciwy?
Gdybym byl, opisalbym Pani dokladnie, co sie tam dzialo. Slabsi cierpieli na rozstroj nerwowy, wiec mowiono im, ze to bardzo dobrze, bo aktorstwo jest stresujacym zawodem.
A Pan byl z tych slabszych czy mocniejszych?
Ja przede wszystkim bylem od nich starszy. Pod koniec mialem juz zone, dziecko. Zylem wiec troche innymi sprawami. No i wiedzialem, ze nie tylko aktorstwo istnieje na swiecie, ze mozna pracowac w tylu innych zawodach.
Ma Pan swoja dewizje zyciowa?
Staram sie zyc bez definicji. Coraz bardziej chociazby lubie ludzi. Kiedys za nimi nie przepadalem.
Jakies kompleksy z zycia plodowego?
Rodzilem sie przez cesarskie ciecie i nigdy potem nie lezalem na kozetce u psychoanalityka. Raczej wiec moze z poprzednich wcielen. Na filologi indyjskiej bliski bylem tym klimatom.
Zycie dalo Panu w kosc, ale z uporem idzie Pan do przodu. Jest jakas recepta na niepowodzenia?
Jesli cos nie wyjdzie, to trzeba zabrac sie za cos innego. Nie biore sobie tak do serca porazek jak dawniej, bo nigdy nie zajmuje sie w zyciu tylko jedna sprawa.
Tak? To co Pan robi poza prowadzeniem "Milionerow"?
Chodze do kina, jadam japonskie jedzenie, ktore wspaniale przyrzadza moj kolega. Jestem z dziecmi i zona. Siadamy razem do obiadu. Jezdze po corki do szkoly i przedszkola. Robie pranie. Spotykam sie ze znajomymi. Czasami wieczorem wychodzimy z zona. Czesto wyjezdzam za granice. Jezdze na wies. Chyba wystarczy?
Czy myslal Pan juz o tym, co bedzie, gdy sie Panu znudza "Milionerzy"?
Nie zastanawialem sie nad tym, bo na razie ciagle mnie fascynuja. Kazdy program jest inny, jak ludzie, ktorzy biora w nim udzial. Jednych lubie bardziej, innych mniej. Mnie tez ogarniaja emocje. Chcialbym pomoc, podpowiedziec, jesli znam odpowiedz, ale musze sie gryzc w jezyk. Jesli dobrze ktos odpowie, czuje sie tak, jakbym to ja z nim wygral.
Jak Pan cieszy sie prywatnie? Bo jak sluzbowo, to wszyscy wiedza.
Prywatnie to ja sie ciesze skrycie, bo jestem zamknietym w sobie zodiakalnym Baranem. Tam jednak, w telewizji, nie sposob nie ulec atmosferze ogolnej radosci.
Ulega Pan wplywom?
Dobrym - niewatpliwie.
rozmawiala Krystyna Pytlakowska

Powrot do strony glownej