hippies


Dzieci-kwiaty już dawno zwiędły fizycznie, jednak ich dusze przeniknęły do śmiertelnych ciał ówczesnego pokolenia. Ich dążenia i cele życiowe zostały stopione jak lód przez opętaną politykę "dobrych ludzi". Niezrozumiane, odepchnięte nie miały przyszłości, a drzwi, jakie chciały otworzyć, aby przedostać się na drugą stronę, były zbyt mocne. W tajemniczych scenariuszach ich życia była prawda, jakiej ludzie nie chcieli odkryć, bo ich przerastała.

Ania Tęcza


Bodaj najsłynniejszą w świecie subkulturą młodzieżową był ruch dzieci-kwiatów, zrodzony na początku lat sześćdziesiątych. Potocznie nazywano ich hippisami. W Stanach Zjednoczonych, jak grzyby po deszczu, powstały hippisowskie komuny ze swoim pogodnym nastawieniem do świata i ludzi.

Po dziś dzień ruch ten ma na świecie wielu zwolenników. Wprawdzie prawdziwych hippisów jest już niewielu, jednak nadal wśród nas żyją ci, którym bliskie są idee dzieci-kwiatów. Wielu dorosłych, statecznych ludzi nadal w głębi serca czuje się hippisami. Oni długo jeszcze pamiętać będą hasła, które przyświecały podkulturze: Make Love not War (Czyńmy miłość, nie wojnę), Fuck Hate (W wolnym tłumaczeniu - odrzuć nienawiść), czy wreszcie All People are One (Wszyscy ludzie są jednością). Określenie hippis wywodzi się z angielskiego "to be hip" - czyli żyć na bieżąco, dniem dzisiejszym.

Bezpośrednimi spadkobiercami hippisów są dzisiejsi squotersi, zakładający komuny, podobnie jak przed trzydziestu laty młodzi Amerykanie skupieni w ruchu "dzieci-kwiaty". Do Polski ruch hippisowski przywędrował w latach siedemdziesiątych. Gazety pisały wtedy o wzmożonych ucieczkach dzieci z domów, wakacyjnych ekscesach... oraz wzroście zachorowań na choroby weneryczne wśród młodego pokolenia. Hippisem nazywano każdego, kto nosił długie włosy, kolorowe zwiewne szatki i wiedział, czym są narkotyki. Jednak tak naprawdę niewielu było w Polsce prawdziwych hippisów. Olbrzymia większość sympatyzowała z ruchem jedynie podczas dwóch wakacyjnych miesięcy, dołączając do quasi-komun. Ponieważ hippisi gloryfikowali używanie środków odurzających, przez wiele lat nad Wisłą hippis był synonimem narkomana. Trochę niesłusznie. Znaczna część pospolitych narkomanów do połowy lat osiemdziesiątych chętnie dopisywała ideologię dzieci-kwiatów do brania środków odurzających.

Szczyt rozwoju subkultury hippisowskiej w Polsce przypada na połowę lat siedemdziesiątych jednak dopiero kilka lat później ruch ten ujawnił swoje drugie oblicze - walkę o pokój. W Stanach Zjednoczonych pacyfizm był jednym z podstawowych filarów ideologii hippisów. To oni organizowali największe demonstracje pokojowe przeciwko wojnie w Wietnamie i zbrojenio atomowym. W Polsce największy happening pokojowy hippisi urządzili w 1981 roku. Odbył się pod hasłem: "Człowiek nie może jednocześnie planować wojny i pokoju". Wkrótce potem ruch zaczął obumierać, a ponoć ostatnich hippisów widziano na pierwszych rockowych festiwalach w Jarocinie.

tekst zaczerpnięty z "Detektywa" - Wydanie Specjalne 4/97.
Specjalne podziękowania dla Jelow'a.