- home
- news
- wywiady
- recenzje
- biografie
- zdjęcia
- liryki
- mp3
- flyers
- księga gości
- linki
- o nas
- e-mail
- kontakt
|
|
Nie ukrywam, że zespół ATROPOS jest mnie szczególnie bliski, a to z tego powodu, że mam przyjemność być jego menadżerem. Z tego też powodu byłbym nierzetelnym gdybym pominął ich w tym numerze MULTUM IN PARVO. Chcą jednak zachować choć odrobiną obiektywizmu nie mogłem pozwolić sobie na samodzielne przepytywania Artura i poprosiłem o to Grzegorza Freligi, który całkiem dobrze wywiązał się ze swej roli. Aż za dobrze chciałoby się powiedzieć, hehe...
- Witaj Arturze, strasznie się cieszę, że to mnie, debiutantowi w tej roli, przypadł w udziale wywiad z Tobą dla Multum In Parvo. Chyba nie mógłbym sobie wymarzyć lepszego rozmówcy.
- He he.. To mi bardzo miło, ze mogę być w tym momencie na tym miejscu, nie tylko ze względu na możliwość powiedzenia kilku słów na temat ATROPOS, ale również bycia tą pierwszą "wywiadowaną" przez Ciebie osobą.
- jednak przejdę do spraw związanych z ATROPOS, chciałbym Cię zapytać, kiedy zaczęła się Twoja przygoda z muzyką (nie tylko) metalową, jakie byly Twoje pierwsze fascynacje oraz początki twego muzykowania?
- Wszystko zaczęło się od momentu, kiedy będąc kompletnym szczeniakiem po raz pierwszy usłyszałem (bodajże w muzyce młodych) pierwsze metalowe utwory. Potem z biegiem wielu lat, kiedy zaczynałem zgłębiać tą muzykę, poznawać ją pojawiła się chęć współtworzenia jej. Jak chyba każdy trochę obijałem się w różnych zupełnie garażowych kapelkach, o których nawet nie warto już teraz wspominać, aż przyszedł dzień, kiedy Marcin i Waldek zaproponowali mi ciepłą posadkę wioślarza w ATROPOS. Od tego momentu nie wyobrażam już sobie innego zespołu ani tez innego składu, w którym mógłbym pracować. Co do moich fascynacji... zaczynałem słuchać tej muzyki od Kata i Helloween, ale nie mogę powiedzieć by były to moje numero uno w tej muzyce. Obecnie słucham wszystkiego co przedstawia sobą dla mnie coś interesującego, nowego etc etc. Głównie są to oczywiście zespoły w ten czy inny sposób grające metal, ale znajdziesz też tutaj takie projekty jak In Slaughter Natives, Deutsch Nepal i, z drugiej strony, The 3rd And The Mortal, nowy Gathering.... Słucham bardzo różnorodnej muzyki, nie ograniczam się jedynie do ogólnie pojętego metalu. Często też w pieleszach domowych znajduję czas na muzykę klasyczną (Beethoven, Schubert, Chopin) i ambitna muzykę elektroniczna. Nie gardzę dobrym jazzem...
- Teraz nieco banalne, ale zarazem fundamentalne pytanie, czym dla Ciebie jest muzyka?
- Znowu trudne pytanie na które nie mogę odpowiedzieć jednym słowem. Na pewno nie jest to dla mnie wypełniacz powietrza - muzyka ma dla mnie podłoże bardzo emocjonalne. Praktycznie jest tak, że zawsze w jakiś sposób mnie otacza, jest ze mną w każdym momencie. Generalnie staram się nie dzielić jej na gatunki, rodzaje.. Kiedyś usłyszałem takie zdanie, które wywołało u mnie wiele kontrowersji, lecz po pewnym czasie zgodziłem się z nim - "Jeżeli naprawdę kocha się muzykę, nie krytykuje się jej, nie dzieli się na gatunki.. co najwyżej mówi się, że się jej nie rozumie". To porównanie jest dość adekwatne do innego stwierdzenia, z którym również się zgadzam - "z muzyką jest jak z kobietą - nie trzeba jej rozumieć by ja kochać". Muzyka jest dla mnie nadal środkiem do własnego rozwoju, nadal mnie fascynuje i zaskakuje. Z punktu widzenia gitarzysty jest ona dla mnie bardzo podatnym i żyznym gruntem do zaszczepiania wspomnień, emocji, przemyśleń. Trudno mi teraz podać wszystkie synonimy, w jakie mogę ubrać to słowo. Z pewnością jest dla mnie jakąś bardzo ważną treścią życia, jedną z wielu, choć z pewnością tą najważniejszą.
- OK. Przejdźmy więc do meritum tego wywiadu, czyli kapeli w której masz przyjemność grać. Z czyjej inicjatywy powstał ATROPOS, kiedy to było i jakie były początki?
- ATROPOS swoje początki datuje na 1994 r kiedy to Waldek wtedy jeszcze z zupełnie innym składem rozpoczął granie pod ta nazwą. Przez kilka kolejnych lat w wyniku bardzo wielu roszad personalnych (w tym czasie przewinęły się przez skład basistka, skrzypaczka, growlująca wokalistka etc.) ustabilizował się skład do którego dołączyłem. Końcem tego dość burzliwego okresu był moment kiedy na miejsce Pająka przyszła do nas Kamilla. Od tego momentu zespól rozpoczął swoją działalność w podziemiu i tak naprawdę zaczął funkcjonować już jako zdrowy w pełni funkcjonalny organizm.
- Były może jakieś zmiany personalne w zespole na przestrzeni tych lat? A może jakieś wzloty i upadki, bądź co bądź istniejecie już cztery lata.
- Oj dużo.. Jak już wcześniej mówiłem przewinęło się przez ATROPOS szczególnie wiele kobiet. Jakoś tak wyszło, że od początku mieliśmy szczęście do grającej płci pięknej. Podczas nagrania "Silent Touch" wspomogliśmy się dwoma głosami kobiecymi (jasnym i ciemnym), jednak od tego momentu skład ATROPOS pozostaje niezmieniony. Co do wzlotów i upadków.. Chyba najgorzej wspominam zerwanie rozmów z HARDGOTHIC i w konsekwencji brak oficjalnego wydania "Silent Touch". Wzloty, hehe... tez można by wiele znaleźć. Na pewno kilka koncertów, propozycja zagrania przed Paradise Lost, wiele bardzo dobrych opinii o "Silent Touch" w radiu, prasie od osób działających na scenie... Nie notujemy wszystkich wzlotów i upadków w oddzielnym dzienniku. W dziedzinie satysfakcji wystarcza nam sam fakt grania i samorealizacji.
- Wspomniałeś o głosach kobiecych, jasnym i ciemnym. Nie bardzo to rozumię, mógłbys mi wyjaśnić, czego dokładnie dotyczą te określenia?
- Oczywiście. Głos jasny charakteryzuje się inna emisja niż glos ciemny. Najprościej wyjaśnić to na przykladzie - glos ciemny posiada np. Justyna Steczkowska, glos jasny natomiast Anneke z Gathering czy już bardziej z polskiego podwórka, Anita Lipnicka (której osobiście wręcz nie znoszę). U nas potrzeba zastosowania tych dwóch głosów zrodziła się w wyniku perturbacji w składzie jakie miały miejsce na pól roku przed nagraniem "Silent Touch". W tej chwili nie korzystamy już z pomocy kobiecych wokaliz. Zarówno wymaga tego od nas nowy materiał, jak i sami tez zniechęciliśmy się do tego typu eksperymentów. Zapewne szokiem dla wielu osób które usłyszały "Silent Touch" będzie to co zmieni się w warstwie wokalnej na nowym materiale, ale na razie pozostawmy to jednak w tajemnicy.
- Niestety nie znam pierwszych dwóch materiałów zarejestrowanych przez Was. Chętnie usłyszałbym coś więcej na temat kompozycji pochodzących z tamtego okresu. Jak przebiega wasza ewolucja muzyczna?
- (Dokładnie to był jeden materiał) Promo '96 było dla nas z początku jedynie polem do eksperymentu. Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na nagranie, lecz jakość jaką zaserwowało nam Studio MACH, nie była dla nas zadowalająca. Głównym zadaniem tego materiału było zaobserwowanie przez nas rzeczy, które powinniśmy poprawić, przed poważnym nagraniem. Stało się jednak tak, że w krótkim dość czasie kaseta ta pozwoliła nam zaistnieć w warszawskim podziemiu. Dzięki niej zagraliśmy pierwszy koncert... Muzycznie nieznacznie odbiegała od tego co nagraliśmy na "Silent Touch", choć była to produkcja zdecydowanie bardziej undergroundowa, w otoczce "estetyki brudu" i wielu niedociągnięć z naszej strony. Najśmieszniejsze jest chyba to, że rozprowadziliśmy kilkaset kopii tego materiału.
- Jak dotąd Waszym ostatnim materiałem jest nagrany dwa lata temu "Silent Touch". Jest to, jakby nie było, "pełnometrażowy" album, bo ma chyba aż 53 minuty. Jak z perspektywy dwóch lat oceniasz to co udało się zarejestrować w studiu? Czy są rzeczy które chciałbyś teraz zmienić?
- I tak i nie. Z jednej strony dwa lata dla takiego zespołu jak my to szmat czasu, masa nowych doświadczeń i nieco inne spojrzenie na muzykę. Z drugiej strony "Silent Touch" to materiał dla każdego z nas bardzo ważny - nie tylko ze względu na to, że jest on pierwszym dużym materiałem przez nas nagranym. Myślę, że nie powinno się nagrywać jeszcze raz płyt (jak to miało miejsce w przypadku SIRRAH). Płyta zawiera zapis chwili, ekspresję, emocje... to rzeczy, których nie można powtórzyć. Niewątpliwie gdybyśmy dziś nagrywali te utwory, "Silent Touch" zabrzmiał by inaczej. Zmieniają się ludzie, zmieniają się też owoce ich pracy.. Różnice chyba najwyraźniej słychać na naszych koncertach. Tam utwory z naszego pierwszego dużego materiału brzmią już bardziej agresywnie.
- Może to nieco glupie pytanie, ale czy jest jakaś szufladka do której Twoim zdaniem pasowałaby muzyka z "Silent Touch"? Jak byś sam zdefiniował to co gracie?
- Ha ha.. Wybacz, ze się śmieje, ale tyle niedorzecznych określeń usłyszałem dla "naszej szufladki", że nawet nie pamiętam już wszystkich. Nie wiem.. Dla nas to przede wszystkim metal. Znajdą się tu elementy death, doom, black, dark, muzyki klasycznej... Nigdy nie zależało nam na graniu po "amerykańsku", "norwesku", "chińsku" czy "mongolsku". Zawsze staraliśmy się szukać jakichś własnych rozwiązań i grać przede wszystkim to co czujemy najlepiej. To, że teraz słysząc to pytanie zazwyczaj zacinam się i nie bardzo wiem co powiedzieć świadczy tylko o tym, że w naszym pojęciu udało się nam zrobić cos na czym nam bardzo zależało. Zapewne wypadkowa tego co łączymy w muzyce ATROPOS oscyluje gdzieś w okolicach death/black/doom, choć to w moim pojęciu duże uogólnienie. Nie mam zamiaru przypisywać nam kolejnej nic nie mówiącej nazwy gatunku wykonywanego przez ATROPOS (na co od dość długiego czasu jest moda) . Myślę, że zainteresowani naszą muzyką sami znajdą nam jakąś szufladkę, he he...
- Ja przyznam, że "Silent Touch" zrobił na mnie kolosalne wrażenie, po prostu nie dowierzałem własnym uszom, że taka wyjątkowa płyta powstała u nas w kraju, a nie ukazała się na srebrnym dysku, ba nawet chyba nie miała wersji kasetowej. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Jak to więc jest, kto tu zawinił, ze o "Silent Touch" słyszeli tylko nieliczni wybrańcy? Czy to Wy coś zaniedbaliście?
- Po pierwsze bardzo dziękuję Ci za tak ciepłe słowa. Ciężko nam ocenić to co zrobiliśmy, gdyż nasze zdanie w tym temacie zawsze będzie miało zabarwienie subiektywne. Nie mniej jednak tak ciepłe słowa są dla nas bardzo motywujące do tworzenia kolejnych utworów i dalszej pracy. (liczę na to!!! - GF). Pytasz o oficjalne wydanie "Silent Touch"... Na to, że materiał ten nie znalazł się w oficjalnym obiegu złożyło się kilka rzeczy. Z jednej strony zaważył fakt, że jako młody zespół mieliśmy bardzo mętne widzenie realiów polskiej sceny. Rzadko bywa tak, że zespól nagrywający niezły materiał jest w stanie znaleźć wydawcę. Oficjalna scena w Polsce, jak w każdym innym kraju rządzona jest przez pieniądze i kumoterstwo. To właśnie pieniądze są głównym motorem do jej napędzania. Z drugiej strony w naszym kraju (zapewne podobnie jak za granicą) jest mnóstwo wytwórni typu "krzak". Długie rozmowy, gruszki na wierzbie, słowa ..słowa ..słowa... Tak wyglądały nasze rozmowy z HARDGOTHIC Prod. Po grubo ponad pół roku bujania się z nimi podziękowaliśmy im za propozycję wydania - jak się okazało było to bardzo słuszne posunięcie, bo płyty innych zespołów, z którymi prowadzili rozmowy również nie ujrzały światła dziennego. Jedynie Season i Ysigim (projekty "szefów" tej wytwórni) ponoć są w sprzedaży w... Stanach. Nie bardzo rozumiem, po co niektórzy biorą się za coś, czego nie potrafią, w szczególności, kiedy bierze się na siebie odpowiedzialność, za cudze owoce pracy... Po blisko półtorarocznej obsuwie w wydaniu i dystrybucji (na czas rozmów musieliśmy wstrzymać dystrybucje) "Silent Touch" zaczęliśmy rozprowadzać jako demo. Nadal traktujemy je jako nasze pierworodne dziecię, choć nie przykładamy już tak dużej wagi do tego, czy pojawi się ono nakładem jakiejś wytwórni. (a szkoda... - GF)
- A czy jest realna szansa na wydanie tego albumu jeszcze w tym stuleciu? No i czy probowaliście zainteresować tym materiałem także zachodnie firmy fonograficzne? Pytam o to, bo moim zdaniem "Silent Touch" naprawdę prezentuje światowy poziom.
- Ponownie dziękuję za miłe słowa. Oczywiście - materiał rozsyłaliśmy materiał do kilku firm, ze czysto finansowych względów nie byliśmy w stanie rozesłać tego materiału do wszystkich interesujących nas wytwórni. "Silent Touch" odwiedził jednak Szwecje (dzięki uprzejmości Johnego Hagela/ ex Tiamat) i kilka innych państw (Niemcy, Anglia etc etc). "Silent Touch" obiegł głównie polskie wytwórnie. Otrzymaliśmy wiele bardzo ciepłych opinii o naszym debiutanckim materiale, jednak najwyraźniej trafiliśmy na moment, w którym kryzys przeżywały wszystkie podziemne wytwórnie. Później ze względu na pojawienie się HARDGOTHIC, zaprzestaliśmy poszukiwania alternatyw, co w efekcie okazało się błędem z naszej strony. Na dzień dzisiejszy przygotowujemy się wraz z naszym managerem do wytłoczenia "Silent Touch" na CD. Wersja kompaktowa będzie zawierała kolorowa okładkę, oficjalna stronę Atropos i wszystkie (bądź cześć utworów, tego jeszcze nie ustalilismy) w formacie mp3. Na dołączonej stronie będzie trochę interesujących fotek z naszych koncertów, studia.. Zaletą tego materiału będzie nieco "dumpingowa cena" - z naszych wyliczeń wnioskujemy ze nie będzie ona przekraczać 16 pln. Równolegle z CD (bądź z małym opóźnieniem) pojawi się kaseta, choć nie będzie ona już tak atrakcyjna chociażby z powodu braku takich dodatków jak mp3, stronka etc. etc. (co jest chyba zresztą dla wszystkich zrozumiałe). Zapomniałem dodać, ze wersja CD będzie zawierała mała niespodziankę. Kiedy już wykonamy matryce tego CD będę już o tym otwarcie mówić. Na razie nie chce zapeszać.
- Nie bardzo rozumię, to nie będzie normalne CD, ktore w każdym odtwarzaczu można odpalić? To będzie płytka tylko do komputera? Nie uważasz, że to nieco zawęży krąg potencjalnych odbiorców?
- Nie! Oczywiście ze będzie to płyta do słuchania w normalnym odtwarzaczu!! Jakiż byłby sens wydawania tego CD tylko dla osób posiadających komputer? Będzie to najzwyklejsza płyta CD z ta różnica, ze prócz ścieżek audio będzie tez jedna ścieżka dla komputera z .. aj! Prawie bym się wygadał! Hehe...
- Na "Silent Touch" pojawia się w pewnym momencie trochę kobiecych wokali. Nie przypuszczam, żeby to była sprawka Kamilli, Waszej perkusistki. Kim więc jest osoba za nie odpowiedzialna?
- Nie. Kamilla nie "popełniła" żadnych kobiecych wokali na tej taśmie. Przy nagraniu współpracowaliśmy z dwoma wokalistkami - Justyna Brzozowską (ciemny głos) i Martą Skwirowską (głos jasny). Ponieważ jednak nowy materiał wymaga od nas nieco innej interpretacji w studio zapewne już nie wspomożemy się głosem kobiecym. Niewykluczone, ze Kamilla przy nagraniu następcy "Silent Touch" kilkukrotnie ujawni się ze swoim głosem, choć nie będą to wokalizy tego typu co na poprzednim materiale i na razie wolałbym pozostawić to w tajemnicy.
- Nie dane mi było poznać bliżej tekstów na "Silent Touch", mógłbyś w paru słowach przybliżyć mi ich sens? Czy tworzą one razem jakiś koncept?
- Nie, "Silent Touch" nie jest koncept albumem, prawdę mówiąc nigdy nie mieliśmy zamiaru nagrywać tego typu produkcji. Większość tekstów napisała nasza była wokalistka - Marta Skwirowska i myślę ze to ona powinna się o nich wypowiedzieć. Co do liryków moich i Marcina to są to teksty dla nas bardzo osobiste i myślę, ze tłumaczenie ich dokładnej tematyki teraz byłoby nietrafione. To w gruncie rzeczy nasze przemyślenia, emocje zamknięte w kilku słowach - nie propagujemy w nich na pewno żadnych idei religijnych, politycznych.. (od tego są kapele blackowe i hardcorowe) Bardziej zależy nam na uwypukleniu w nich tego co czuliśmy gdy powstawały. Wszystkie teksty na "Silent Touch" odnoszą się do jednostki, jej wewnętrznych sprzeczności, supremacji i jednocześnie alienacji. Myślę, że to właśnie łączy nasze teksty w jakiś koncept, choć na pewno nie może być tu mowy o koncept albumie (nawet od strony lirycznej).
- A jak przebiega proces tworzenia materiału w zespole? Czy zespół ma jednego lidera, czy raczej jest to coś w rodzaju burzy mózgów? Co powstaje najpierw, teksty czy muzyka?
- Materiał tworzymy razem (w szczególności widać po nowych utworach, ich konstrukcji i współpracy sekcji rytmicznej) wspólnie ustalając co według nas powinno się w nim znaleźć. Potem gdy jest już muzyka dopasowujemy tekst, tak by podkreślał to co ona przekazuje. Czasami bywa tak, ze do danego tekstu nie pasuje muzyka i wtedy następuje sprzężenie zwrotne. Utwory piszemy razem, nie ma u nas miejsca dla "lyderuff" - osiągnęliśmy kompromis w tym co robimy i to nam w zupełności wystarcza.
- Większość muzyków ATROPOS to prawdziwi maniacy Samaela. Czy ma to jakiś wpływ na Waszą twórczość?
- U nas to funkcjonuje pod pojęciem samaelityzmu, haha.. Nie, nie wydaje mi się, byśmy jakoś wzorowali się na Samaelu (jedynie o Marcinie można powiedzieć, że w pewien sposób próbuje doścignąć wokalny ideał, jakim jest dla niego Vorph). Owszem, przyznaje, ze ta fascynacja w jakiś sposób musi się wręcz odbijać na tym co gramy, ale są to znikome ilości. Myślę, że gdyby nawet dziś okazało się, ze ktoś nam proponuje granie w Samael, nie zdecydowalibyśmy się na to - najlepiej czujemy się w tym co robimy w Atropos i przede wszystkim zależy nam na wykonywaniu muzyki takiej jaką gramy. Na pewno za to nie tworzymy i nie będziemy tworzyć jak Samael, oni są niepowtarzalni haha...
- Słyszałem, że powstaje juz następca "Silent Touch". Czy będzie to kontynuacja drogi obranej na tym albumie, czy będzie to coś zupełnie nowego, co nas kompletnie zaskoczy?
- Zdecydowanie będzie to materiał różniący się od w pewien sposób od "Silent Touch", poniekąd zaskakujący, choć nie można mówić o drastycznej zmianie stylu.. Materiał z pewnością będzie znacznie brutalniejszy, bardziej bezkompromisowy i jeszcze bardziej przesycony melodyką. Trudno mi powiedzieć jak wyjdzie efekt końcowy, ale już teraz jestem pewien, że przebije "Silent Touch" w moich oczach dziesięciokrotnie. Przede wszystkim od "Silent Touch" dzielą nas dwa lata. Zdążyliśmy się wiele przez ten czas nauczyć, nabrać ochoty na masę nowych eksperymentów i z pewnością nie będziemy się w tej dziedzinie ograniczać. W chwili obecnej dopieszczamy już nowe utwory i przygotowujemy się do nagrania. Nie mogę się wręcz tego doczekać...
- Kiedy więc i gdzie zostanie on zarejestrowany, no i co zadecydowało o takim właśnie wyborze? Czy lubisz pracę w studiu?
- Na miejsce narodzin nowego materiału wybraliśmy SERAKOS Studio w W-wie - praktycznie nieznane. Dotychczas powstawały tam jedynie produkcje Annalist, album Tarot, ostatnio także reaktywowanego Domain. Pod względem sprzętu to jedno z najodpowiedniejszych miejsc dla nas, poza tym ludzie którzy zbudowali to studio to nasi dobrzy znajomi, wiec praca zapewne będzie odbywać się dla nas w komfortowych warunkach psychicznych. To dla nas bardzo ważne. Nie umielibyśmy nagrywać z "przysłowiowym batem" nad głową. Co do pracy w studio.. hmm.. To na pewno zupełnie cos innego niż np. koncert. W studio mam czas na dopracowanie każdego dźwięku, koncert to głównie ekspresja. Zdecydowanie lubię prace w studio z dwóch powodów. Po pierwsze zawsze w przypadku Atropos nagranie to proces twórczy, który ma dla mnie ogromne znaczenie. Kocham tą atmosferę, burzę mózgów i granie prawie do upadłego. Kiedy nagrywaliśmy "Silent Touch" były chwile, kiedy pot lał się z nas ciurkiem i chwile kiedy z pełnym luzem dogrywaliśmy kolejne partie. Wiele elementów pojawiło się dopiero w trakcie nagrania i po dziś dzień nie żałujemy tych posunięć. Po drugie.. to chyba najpiękniejszy moment, kiedy widzisz, ze owoc twojej pracy zaczyna nabierać realnych kształtów. W studio widać to bardzo wyraźnie. Tak, zdecydowanie kocham prace w studio.
- Wiem, że bardzo lubicie grać koncerty, choć w waszej historii nie było ich zapewne tyle, ile sami byście chcieli. Jak często zdarza się wam występować przed publicznością? Czy macie na swoim koncie koncerty poza Warszawą? Czy udało się Wam zagrać z kimś naprawdę wielkim? Podtekstem do tego pytania jest informacja pochodząca z Waszej biografii o zaproszeniu do udziału w koncercie z Paradise Lost. Czy wogóle do niego doszło?
- Niestety nie gramy koncertów tak często jak byśmy tego chcieli. Wynika to nie tylko z faktu zagubienia się gdzieś na scenie tego materiału, ale również tego, że polski metalowy underground cierpi na brak koncertów. Dotychczas zagraliśmy kilka fajnych sztuk, między innymi u boku takich kapel jak Demise, Sacriversum, Trauma, Neolith, Odium, Immemorial, Epitome, Faust i wieloma innymi. Dotychczas zagraliśmy jeden koncert poza Warszawą (własnie z Immemorial, Mortis Dei, Faust i jeszcze paroma innymi). Wspominamy go raczej niemilo (głównie ze względu na nagłosnienie - nic nie było słychać na scenie, gary stały schowane w kącie, gdzie jedyne dźwięki, które się pojawiały były hałasem, lub opóźnionym odbiciem z drugiego końca sali). Sama impreza była jednak bardzo sympatyczna (w szczególności impreza po koncercie.. po prostu popijawa w baaaaaardzo sympatycznym gronie). Z chęcią byśmy to jeszcze raz powtórzyli. Co do rozpędzania Paradise Lost... niestety propozycja, swoja droga bardzo dla nas kusząca, trafiła do nas w zupełnie nieodpowiednim momencie. Pomijając wszelkiego rodzaju kolokwia, które się wtedy na nas zwaliły, kłopoty z uzyskaniem urlopu w pracy istniał jeszcze jeden dość poważny problem. W tym dniu złamałem nogę i byłem delikatnie mówiąc kompletnie unieruchomiony. Niestety, z wielkim bólem musieliśmy zrezygnować, choć pozostała nam satysfakcja, że propozycja ta wyszła od strony brytyjskiego organizatora trasy.
- Warszawiakom zapewne jesteście najbardziej znani z organizowania cyklicznych koncertów pod nazwą Dark Underground Festival. Kto z Was wpadł na ten genialny pomysł? A z drugiej strony, czy nie jest to tak, że te festiwale to jedyny sposób dla Was na granie koncertów w stolicy?
- Czy bardziej znani? Haha... może się ktoś tu domyślił, że to nasza sprawka. Pomysł pojawił się nam już jakiś czas temu, nazwę wymyślił Marcin, a imprezę organizowaliśmy w kolektywnym gronie Atropos jeszcze kilkorga znajomych (w zależności od edycji). Co do naszego grania... Wiesz, z pewnością gdybyśmy nie organizowali Dark Underground odpadły by nam trzy koncerty z biografii, hehe. Ale były też mile momenty, kiedy ktoś zapraszał nas na koncert jak to miało miejsce w Parku (prócz nas Unnamed i Gortal), Paradise (jeszcze Odium). Z pewnością w Wawie jest niedostatek koncertów, choć i tak lepiej jest z tym u nas niż np. w Czestochowie, w której o metalowym koncercie prawdopodobnie czarna brać może tylko marzyć. Marzy mi się knajpa, gdzie co tydzień byłby organizowany koncert (niekoniecznie podziemny). Myślę, ze w każdym zakątku naszego kraju znalazłoby się grono chętnych ludzi przychodzących na takie imprezy. W końcu 98% z nas w ten np. piątek po całym tygodniu pracy bądź nauki wychodzi napić się piwa. Czemu nie miało by się to łączyć z konsumpcją muzyki? (oj tak, masz rację - GF)
- Cieszy mnie bardzo to, że jesteście także animatorami warszawskiej sceny. Wiele wybitnych zespołów gościło dzieki tym festiwalom w stolicy, jak choćby na tym ostatnim, a trzecim z kolei, kiedy to zawojował wszystkich sanocki Neolith. Jednak moje myśli wybiegają już ku czwartej edycji D.U.F. Kiedy to będzie i jakich wykonawców możemy się spodziewać? Czy będa także goście z zagranicy???
- Oj... trudno to teraz jeszcze powiedzieć. Z pewnością będzie nam zależało na tej czwartej edycji, ale wszystko zależy od znalezienia miejsca i niestety... pieniędzy. Co do zespołów pewność mamy jedynie co do kilku kapel.
- Można wiedzieć jakich?
- Na razie nie chce nic mówić. Dopóki nie ustalę wszystkiego z zespołami, nie upewnię się w możliwościach zarówno moich jak i zespołów nie mogę się o tym wypowiadać z pełną swobodą . Póki co to trochę tak jak bym obiecywał gruszki na wierzbie... Na pewno kiedy będzie mi już wszystko wiadomo trąbić będziemy o tym we wszystkich możliwych zinach, radiu, internecie.. Gdzie się tylko da!! Wracając do twojego pytania o Dark Underground. Najprawdopodobniej koncert nie odbędzie się już w Kotłach (mamy przynajmniej taka nadzieję). Na razie staramy się wszystko sobie poukładać i jak najlepiej się przygotować do tej kolejnej edycji. Dark Underground Fest ma charakter cykliczny więc jego kolejna edycja jeżeli się odbędzie to nastąpi to w końcu listopada lub na początku grudnia. Na pewno kiedy już wszystko będzie przygotowane będziemy w miarę możliwości mocno reklamowali tą edycję (jak każda poprzednia) . W końcu to świetna promocja dla zespołów, a po to przecież powstał ten festiwal.
- No, to powoli zbliżamy się do końca naszej rozmowy. Powiedz mi jeszcze co oznacza słowo ATROPOS?
- Atropos to jedna z trzech Mojr greckich. Jako najstarsza z nich przecinała nić życia, którą jej siostry (Lachesis i Kloto) przędły. To w mitologii greckiej bóstwa nadrzędne, stojące ponad bogami Olimpu i kształtujące nie tylko ich los, ale również wszystkich ludzi. Szczątkowe elementy kultu Mojr przetrwały po dziś dzień na terenie obecnej Grecji, wiele z nich wkradło się w kulturę europejską. To nie tylko symbol losu (Fato), ale również personifikacja śmierci. Jesteśmy bardzo związani z tą nazwą, ma ona dla nas wydźwięk nie tylko symboliczny, ale również znaczenie emocjonalne.
- Czy są takie kapele poza Samaelem, które określiłbyś jako wyjątkowe, takie które w dziejach metalu mają swoje niezaprzeczalne miejsce? Przypuszczam, że w Twoim Panteonie są także Grecy.
- Zespołów takich jest tak wiele, że trudno było by mi teraz wszystkie tutaj pomieścić. Na pewno muszę wymienić Septic Flesh, Samael, At The Gates, Morbid Angel, Unholy.. tych kapel są dziesiątki. Przez kilka lat starałem się wyrobić sobie zdanie w tym temacie i teraz już niestety wiem, że nie mogę zawęzić odpowiedzi na to pytanie do jednej kapeli czy nawet grupy kapel. Scena metalowa przeżywa tak duże transformacje, że nie sposób wręcz właściwie określić, która kapela, najbardziej się zasłużyła dla gatunku, o samej muzyce nie wspominając. Co do sceny greckiej, to trafiłeś w sedno. Jestem wręcz maniakiem greckiej sceny, która potrafiła wykształcić bardzo oryginalny styl grania, kompletnie inny pod każdym względem. Wielbię Septic Flesh, Nightfall, Necromantie, Varathron.. trudno mi znaleźć na tej scenie kapele, o których mógłbym powiedzieć, że nagrywa złe płyty. No, może mogę się powściekać trochę na Nightfall, że aż tak się zeuropeizował, ale i tak twierdzę że to zespół z klasą (co widać najlepiej po EP "Electronegative"). Zdecydowanie uważam, że to jedyna scena, na której nie pojawiły się elementy komercyjnego chłamu i powielania. Zdecydowanie, pomimo pozornego marazmu powstają tam płyty wybitne (vide Septic Flesh "A Fallen Temple") podkreślające jedynie kultowy charakter tejże bardzo niezależnej, niemożliwej w żaden sposób do skopiowania sceny.
- A co sądzisz o naszym podziemiu, jak ono wypada na tle sceny europejskiej, czy szerzej światowej? W tym pytaniu chodzi mi nie tylko o muzykę i kapele, ale także o prasę, ziny, firmy fonograficzne, dystrybucje, koncerty etc.
- Zdecydowanie w Polsce jest bardzo dobra i przede wszystkim oryginalna scena. Jest cała masa kapel, prezentujących bardzo wysoki kunszt techniczny i jakość wykonywanej muzyki. Polska jest zagłębiem najlepszych kapel deathowych (Trauma, Yattering, Demise), mamy swoją specyficzną scenę black, "nasze i tylko nasze" klimaty doomowe... Myślę, że nie docenienie polskiej sceny w Europie wynika z braku rzetelnie promujących swe zespoły wytwórni. Bardzo prężny underground, wiele czarnych motyli (zinów), które choć żyją krótko wbrew pozorom docierają do bardzo wielu osób.. Jestem pewien, że pewnego dnia polska scena zacznie przezywać swój wielki dzień, tak jak miało to miejsce chociażby w przypadku sceny norweskiej, czy amerykańskiej. By to jednak nastąpiło, ktoś musi tu złamać pewne reguły rządzące tym rynkiem. Jedyne, acz poważne wady polskiej sceny to brak profesjonalizmu i kumoterstwo. To chyba wewnętrzny rak, który najwięcej psuje...
- Jak oceniłbyś Olsztyński Thrash'em All Festival? Czy od strony muzycznej było coś co zrobiło na Tobie wrażenie, bądź przeciwnie bardzo Cię rozczarowało? Czy hasło tego festiwalu "Najlepsze polskie zespoły metalowe na jednej scenie!" znalazło swe odzwierciedlenie w tym, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy w Olsztynie? Kogo z tych wielkich zabrakło?
- Z jednej strony to dobrze, że taki koncert się odbył. Byłem naprawdę pod dużym wrażeniem organizacji koncertu (naprawdę pod wieloma względami TEA Fest. okazał się imprezą wzorcową). Z drugiej strony byłem rozczarowany, wręcz zniesmaczony hasłem "Najlepsze ...". To czysta farsa, gdyż wszystkie zespoły które tam wystąpiły należą do stajni Kmiołka (od strony managerskiej) bądź do stajni Dziuby (od strony wytwórni). Na scenie powstał duet, który może doprowadzić do sytuacji w której pozostanie nam jedna metalowa wytwórnia i jedna takaż właśnie gazeta. Mam nadzieje, że to tylko moje czarnowidzenie. Na TEA Fest. zabrakło wielu kapel. Nieobecni, a na pewno pod tym szyldem niezbędni to NEOLITH, ATHROPHIA RED SUN i DAR SEMAI. Demise, które bardzo lubię i o którym uważam, że prezentuje światowy poziom miało możliwość zagrania trzech utworów dla prawie pustej sali.. Zabrakło DEVILYN, INSOMNII, HERESY i wielu innych.. Myślę, że pod tym względem organizator wykazał się kiepskim poczuciem humoru. Pomijając całą moją pretensję, uważam, że dobrze się stało, że TEA Fest. odbył się. To naprawdę bardzo ważne, by w dobie nagonki na metalowe koncerty znalazł się właśnie taki festival. Był to chyba najspokojniejszy koncert na którym byłem.
- A czy pokazała się ostatnio taka płyta, która zrobiła na Tobie jakieś szczególne wrażenie, bądź czymś cię całkowicie zaskoczyła?
- Z pewnością ostatnia produkcja Septic Flesh "The Fallen Temple" i nowy Samael "Eternal". Oba te zespoły pokazały, że pomimo i tak już bardzo dużego swojego wkładu do metalowej szuflady nadal potrafią dołożyć jeszcze wiele interesujących elementów. Ugruntowanie pozycji i według mnie dwa lepsze albumy, które zdobyłem w tym roku. Chyba najbardziej zaskoczyła mnie nowa Anathema. Ciężko mówić tu już o metalu, choć na pewno to wyjątkowy i niespotykany album. Z tej płyty wręcz ociekają łzy.. Z polskiego podziemia największy szok to Septic, który niespodziewanie wdarł się na mój podziemny panteon i Neolith z ubiegłorocznym materiałem "I.N.R.I". Wierzę głęboko w to, że kolejny materiał Neolith tylko ugruntuje moje zdanie o wyjątkowości tego zespołu.
- Hmm.... może sam zechcesz na zakończenie coś jeszcze od siebie dodać?
- Bardzo Dziękuję Ci Grzegorz za ten bardzo sympatyczny i długachny wywiad (chyba jeszcze nigdy się tak nie rozgadałem!) Pozdrowienia dla wszystkich czytelników Multum In Parvo! Pozostańcie wyzwoleni! Hail!
- Serdeczne dzięki za tę rozmowę. Myślę, że spotkamy się przy okazji następnego Dark Underground. Życzę Wam więcej szczęścia, bo bez tego i najlepsi niewiele mogą osiągnąć. Cześć!!!
Kontakt z zespołem:
Artur Morawski
Solec 20a/19
00-410 Warszawa
Grzegorz Freliga (scutum)
Copyright © 1999 Mariusz Stelągowski
|