Warszawa, 18 marca 2001r.

Ten dzień przejdzie do historii, przynajmniej mojej.

Od kilku dni organizowaliśmy wyjazd do Warszwy, aby zobaczyć Roxette. Idea była prosta: oni są w Warszawie, to my też, tam ich jakoś na pewno złapiemy.
Wyjazd z Bydgoszczy 8:30 rano. Jechaliśmy z Cypkiem w dwójkę. Po drodze kilka telefonów od przyjaznych ludzi. W Warszawie byliśmy o 12:25. Na dworcu spotkaliśmy Rafała i Krystiana. Dalej podróżowaliśmy już w czwórkę. To znaczy niezbyt daleko, bo po krótkim przystanku na posiłek dołączyła do nas Agnieszka z najnowszymi informacjami z internetu. Tak uzbrojeni ruszyliśmy śladem idoli. Zawędrowaliśmy więc pod Hotel Bristol, gdzie mieszkali, pod restaurację Fukier, gdzie poprzedniego dnia jedli kolację, a jak przypuszczaliśmy dzisiaj jedli obiad (była akurat ta pora). Nasze przypuszczenia rozwiała pani z telewizji robiąca wywiady z przypadkowo spotkanymi ludźmi, od której to wyciągneliśmy informację, że Roxette będą o 15 na próbie w Sali Kongresowej. Udaliśmy się więc tam sprawdzając po drodze czy aby nie ma ich w hotelu. Pod Pałacem Kultury zastanawialiśmy się jak skutecznie obstawić wszystkie wjazdy i wejścia, bo była nas w końcu tylko piątka. przed próbą w S. Kongres. Rozdzieliliśmy się. Łażąc w kółko znaleźliśmy w końcu wejście od tyłu, które wydało nam się bardzo interesujące ze względu na bliskość sceny. Weszliśmy. Akurat trwała próba Brathanków. Wkrótce nas wywalili, a wejście zamknęli na trzy spusty. Słowem klapa. Czekaliśmy jeszcze "trochę" zmarznięci zobaczyliśmy wreszcie samochód z Roxette. Nie wiem która to była godzina, ale na pewno nie 15:00. Wysiedli i udali się do wejścia. Po drodze ich złapaliśmy i wyciągnęliśmy kilka autografów. Uśmiech zagościł na naszych twarzach. Zapomnieliśmy też o zimnie. Wymęczyliśmy od ich kierowcy kiedy mniej więcej wyjdą, kiedy też przyjadą na właściwy występ. Wykombinowaliśmy kwiaty dlaarie i czekaliśmy n koniec próby. W między czasie dojechało jeszcze kilku członków zespołu. Nagle pojawiła się postać kolesia, który zapytał się nas na kogo czekamy. Na wieść, że na Roxette zasypała nas miejscami w Warszawie, gdzie był z zespołem w sobiotę i niedzielę, pokazał też wejściówkę na koncert w telewizji. Roxette na Fryderykach Kix (bo o nim mowa) stwierdził także, że jest ich więcej i ściągnął kilka swoich koleżanek. Później doszedł Karol i Marcin. W szerszym już gronie czekaliśmy aż wyjdą. Wreszcie wyszli, wręczyliśmy kwiaty i ponownie wyciągneliśmy kilka autografów. Gdy Roxette odjechali poszliśmy wypić coś ciepłego, staliśmy w końcu w zimnie kilka godzin. Większość z osób, która tam była poszła do "Donkin Donuts" (to proszę o kontakt osoby, które z nami nie poszły). Tam przy herbacie zacieśniliśmy kontakty i wymieniliśmy adresy. Spotkanie Wkrótce jednak się rozdzieliliśmy, bo Agnieszka, Krystian, Alicja, Kix i dziewczyny mieli zalatwione, bądź kupione u koników wejściówki na Fryderyki, więc oni wyszli wcześniej, m. in. żeby się przebrać. Reszta wyszła nieco później. My równeż podążyliśmy w kierunku Pałacu. Tam okazało się, że jest możliwośćdostania sięna Galę. Tu jestem winien duuuże piwo Marcinowi, który po prostu przeszedł sam siebie (Marcin - wszyscy wiemy o czym mówię) Dostaliśmy się na Fryderyki. Tam również się rozdzieliliśmy. Cypek i ja poszliśmy w prawo, reszta w lewo. Z początku żałowaliśmy z Cypkiem, że nie będziemy widzieć tele-beamu. Przystanęliśmy, by rozejrzeć się po sali i doznaliśmy szoku: Kix i dziewczyny sadowili sięwłaśnie na swoje "konikowe" miejsca ...w pierwszym rzędzie. To był szok! Ale genialny Cypek wypowiedział sakramentalne "idziemy do nich?" No i poszliśmy. Usiedliśmy sobie grzecznie w rządku jakiś metr od sceny. Długo kazano nam czekać na występ Roxette (do końca gali). Wreszcie wyszli na scenę. Gdy zobaczyli Kixa i ferajnę po raz już trzeci to nawet im pokiwali. (Kix, Alicja,... - macie mistrza)
Po gali w zasadzie musieliśmy już uciekać. Nawet nie widzieliśmy Roxette opuszczających Salę Kongresową, chcieliśmy jeszcze trochę pobyć z ludźmi, których poznaliśmy. Pociąg był za kilkadziesiąt minut. Wyruszyliśmy więc na dworzec zabierając ze sobą do Bydgoszczy Karola, któremu godzinę prędzej uciekł ostatni pociąg do Wrocławia, jemu przyjdzie przjechać jeszcze 600 km do domu. Zmęczeni i szczęśliwi wróciliśmy do domów i pomyśleć, że wahaliśmy się czy jechać.

Roxette na scenie - w czwórkę...

  ___________

Copyright Sobiek, 2001
powrót