T.Love:\Artykuły\Strasznie długi artykuł z XL

Strona główna
Historia
Dyskografia
Teksty
Skład
Galeria
Multimedia
Koncerty
Artykuły
Lista przebojów
"Gandża"
IRC
Kontakt
Księga gości
Historia serwisu




http://wp.pl

magazyn.pl

MOTYW 
"Best.love", jak zapewnia Muniek, to nie chęć zarobienia łatwych pieniędzy. Przy żadnej naszej płycie nie myśleliśmy o finansach. Żaden nasz album nie przekroczył magicznej granicy 100 tys. sprzedanych egzemplarzy. Płyta "Chłopaki nie płaczą" sprzedała się w nakładzie 85 tys. Jeśli chodzi o finanse, zespół zarobił dużo kasy na ostatniej trasie koncertowej. Wszędzie na świecie koncerty służą promocji płyty, której sprzedaż przynosi właściwe zyski. U nas ciągle pieniądze pochodzące z działalności koncertowej stanowią trzon dochodów muzyka rockowego. Ja mam trochę inną sytuację, bo mam więcej tantiemów, chociażby ze Szwagierkolaski, a przede wszystkim za teksty, które w całości są mojego autorstwa. Jednak przez ostatnie dwa, trzy lata, koncerty przynosiły nam zdecydowanie największe zyski. Byłem ciekaw, na jakiej zasadzie dzielone są wpływy. Pamiętam, że w początkowej fazie działalności T.Love przy rozdzielaniu dochodów stosowano zasadę egalitaryzmu. Za koncert dzielimy się po równo, a za płyty ja dostaję pięcioprocentowy dodatek za szesnastoletni staż pracy ? żartuje Muniek. 

NIECHCIANY HIT 
Co zatem sprawiło, że grupa zdecydowała się ulepić krążek ze swoich największych przebojów? Zasadniczo powody były dwa. Po pierwsze, zespół potrzebuje trochę więcej czasu na dopracowanie nowych pomysłów. Powód drugi zawiera w sobie pierwiastek edukacyjny. Trwająca w nieskończoność ostatnia trasa uświadomiła muzykom, że są ludzie, dla których T.Love zaczęło się w chwili wejścia na listy piosenki "Chłopaki nie płaczą". Ogromny sukces tego utworu był dla zespołu sporym zaskoczeniem. Piosenka uzupełniona zabawnym teledyskiem przypadła do gustu ludziom, którzy wcześniej nie mieli pojęcia o tym, że taki zespół jak T.Love istnieje. Na koncertach zaczęli pojawiać się osobnicy z zupełnie innego podwórka. Czasami patrzyłem na tych ludzi i klnąc pod nosem, kręciłem z niedowierzaniem głową. Oni przyszli tutaj na jeden kawałek. Może połowa z nich nie wie w ogóle, że wcześniej nagraliśmy jakieś płyty. Lubię ten numer, uważam, że jest OK, ale nie mówmy, kurwa, że jest on definicją T.Love. To kawałek zrobiony programowo w glamrockowym stylu Slade?ów. Stary, masz doła, podnieś się i idź do przodu. Oczywiście, jest to napisane celowo w sposób prosty, bo w takiej piosence nie ma czasu na filozofię. Ale czułem się dosyć dziwnie, mając na uwadze podwórko, z którego wyszedłem, kiedy po kilkunastu latach grania okazuje się, że liczy się tylko jeden kawałek. Może zawsze jest tak przy okazji wielkiego przeboju. Tak naprawdę korzenie T.Love tkwią zupełnie gdzie indziej i na ostatniej płycie słychać to doskonale w kilku piosenkach. Nikt jednak tego nie zauważył, bo sukces pierwszego singla zepchnął na dalszy plan pozostałe utwory. Mimo tego całego zamieszania muzycy T.Love nie stracili zdrowego podejścia do rzeczywistości. My jesteśmy na to odporni, nie jesteśmy już dzieciakami, żeby się nagle osrać z powodu, że mamy hita, takich przebojów mieliśmy już kilka. Najważniejsze to nie stracić swojego "ja" oraz motywacji do grania rock?n?rolla. Kiedy czujesz, że zaczynasz być nieszczery, należy się stąd zrywać, ja jestem na to wyczulony. Myślałem sobie, że nie jestem jakimś pieprzonym entertainerem, ale widzę, że oni chcą, bym ich zabawiał jako frontman i to mnie zaczęło denerwować. 

BEST-LIVE 
Podczas pracy nad tego typu składanką pojawia się zawsze problem związany z doborem utworów. "Best.love" składa się z największych przebojów T.Love ułożonych w takiej kolejności, w jakiej zwykle zespół odgrywa je na koncertach, łącznie z kończącym od kilku lat ich występy "Wychowaniem". Myśleliśmy o tym, jak ułożyć kolejność. Nagle Perkoz czy ktoś inny rzucił: jak to jak, tak jak na koncercie. Nazim mówi: nie, może lepiej chronologicznie, zacznijmy od "Karuzeli", a skończmy na "Chłopakach". Były różne koncepcje. W sumie nic się nie zmieniło. T.Love zawsze był i będzie zespołem koncertowym. Niezależnie od tego, czy graliśmy dla 300 osób w "Remoncie", czy dla kilkudziesięciu tysięcy. T.Love podchodzi do tej płyty z ciepłym dystansem, nie uznając jej za specjalne wydarzenie w życiu grupy. Pomimo że na krążku znalazło się dziewiętnaście utworów, Muniek ma świadomość, że płyta nie zadowoli wszystkich. On chętnie zrobiłby album dwupłytowy, ale taki pomysł ograniczają względy marketingowe. Ja bym tam zamieścił jeszcze: "Motorniczego", "Kapeloland", "Wakacje", "Pocisk miłości", "Berlin-Paryż-Londyn", utwory, które prywatnie bardzo lubię i czasami sobie puszczam. Tego typu płyty są czymś w rodzaju koncertu życzeń. Zespół, grając dziesiątki koncertów, bardzo dobrze poznał preferencje publiczności. Oni krzyczą "Stany", a ja wcale nie lubię tego numeru. Ale dla kogo się gra? Dla ludzi, a oni chcą go usłyszeć. Mają odjazd i mimo że są najbardziej alternatywni, najbardziej punkowi, to srają w portki przy "I Love You" albo przy "Chłopakach". 

PRZEDSMAK PRZYSZŁOŚCI 
Jakiś czas temu Muniek zadeklarował, że grupa jest już znudzona pastiszową stylistyką i chciałaby odrobinę poeksperymentować na poważnie. Taka sposobność nadarzyła się w związku z nagraniem dwóch premierowych kompozycji ("Ewa", "Zero"), które zostały umieszczone na płycie "Best.love". Zespół jest bardzo z nich zadowolony. Tego entuzjazmu nie podzielają ? niestety ? pracownicy firmy płytowej. Zaproszeni przez Pomaton DJ?e stwierdzili, że te kawałki są zupełnie niekomercyjne. Wszyscy przyzwyczaili się do tego, że T.Love nagrywa ładne piosenki. Tak naprawdę T.Love zaczęło się szesnaście lat temu w Częstochowie i ja wcale o tym nie zapomniałem. Naprawdę, możemy zagrać wszystko. Jeśli będziemy mieli ochotę, zrobimy płytę w klimacie Joy Division. Dwa premierowe utwory zostały zarejestrowane w Wiśle z pomocą Adama Toczki. Było to pierwsze spotkanie T.Love z tym realizatorem, powszechnie uważanym za "speca od brudnego brzmienia". Przez ostatnie lata zespół pracował z Leszkiem Kamińskim. Leszek nauczył mnie nie fałszować tak bardzo, jak bym mógł i jestem mu za to dozgonnie wdzięczny. Starał się nie przepuszczać żadnych naszych błędów. Wydaje mi się, że w przypadku T.Love odrobina muzycznego brudu może mieć swój urok, dlatego postanowiliśmy spróbować z Adasiem. Zespół eksperymentował odrobinę z komputerem, czego efektem jest urozmaicone brzmienie bębnów w "Ewie". Nie znaczy to, że piosenka ociera się o techno, jest to jak najbardziej gitarowy kawałek, możemy zatem spać spokojnie. W "Zero" wszystko szło prosto z pieców. Za klawiszami pojawił się Andrzej Smolik. Wybrane na singla promującego całą płytę "Zero" zwraca na siebie uwagę transowym rytmem oraz przygnębiającym tekstem, będącym swoistym wyznaniem cynika-dekadenta. Jest to osobista refleksja Muńka na temat paranoi, w jakiej znalazła się ludzkość u progu nowego tysiąclecia. Nie wiedziałem, jak zatytułować tę piosenkę. Zero, tak naprawdę w muzyce i również w innych dziedzinach nie dzieje się nic kreatywnego. Trudno być interesującym w czterech akordach, które stanowią archetyp rock?n?rolla. Z drugiej strony, mamy do czynienia z jakimś barokowym koktajlem różnych stylów. Rock?n?roll umarł. Uważam, że musi się napompować nowy balon, musi przyjść nowa energia. Oglądasz filmy, cały czas są jakieś remake?i, zespoły nagrywają mnóstwo coverów. Wszystko się zapętla i zjada swój własny ogon. Kiedy patrzę na cztery akordy gitarowe, "You Really Got Me" czy "Satisfaction", które kiedyś były w stanie zmienić świat, to tylko taki tekst mogę napisać. Po tegorocznym koncercie Stonesów w Berlinie zastanawiałem się, co może się śnić Mickowi Jaggerowi, człowiekowi, który właściwie wszystkiego już zasmakował, i doprawdy, nie mam pojęcia. Rock jest w tym momencie martwy, co nie znaczy, że nie może się podnieść. Świat jest przesiąknięty atmosferą coveru. Ja mam w domu ponad 400 kompaktów i 250 płyt analogowych, a kaset to już sam nie wiem, ile. Trzymam je w pudłach i będę chyba rozdawał znajomym. Mogę powiedzieć, że kumam muzę. Kiedy słucham jakiegoś utworu, to wiem doskonale, z czego jest zerżnięty. Pomimo że ? jak sam twierdzi ? jest współcześnie kilka fajnych zespołów, które go kręcą, lider T.Love coraz częściej wraca do takich wykonawców jak chociażby The Clash. Muniek ma nadzieję, że ludzie w końcu udławią się śpiewającymi panienkami. Choć Homo Twist czy Kury to za mało, żeby w rockowego zwierza tchnąć nową energię. 
"Zero" (Perkowski, Staszczyk) "Best.love", 1998 
Ta piosenka jest pomostem między tym, co T.Love grało do tej pory, a nowymi obszarami muzycznymi, na które wkroczymy prawdopodobnie przy okazji kolejnego albumu. Jest to utwór, który transportuje nas w przyszłość. Interesuje nas krąg szeroko pojętej muzyki alternatywnej. Ten numer ma jednostajny, transowy rytm, który przypomina mi "Heroes" Bowie?ego oraz "Beetlebum" Blur. 
"Jak żądło" (Nazimek-Polak, Staszczyk) "Al Capone", 1996 
Uważam, że jest to bardzo zmysłowy utwór, zainspirowany muzyką disco w wydaniu Boney M. Siedzieliśmy w kanciapie i Nazim z Polakiem zagrali ten charakterystyczny rytm. Nagle Majcher krzyknął: Muniek, zaśpiewaj falsetem. Najpierw zacząłem wyśpiewywać coś zupełnie z czapy, tekst powstał dopiero później. Jest to swoista definicja miłości w latach 90. Baliśmy się, że ta piosenka może być przyjęta jako żart, ale na szczęście, tak się nie stało. 

"Potrzebuję wczoraj"(Nazimek, Staszczyk) "Prymityw", 1994 
To jest kwintesencja płyty "Prymityw" i rock?n?rolla w ogóle. Proste, energetyczne riffy. Moim zdaniem utwór ten mógłby brzmieć jeszcze surowiej. Tekst powstał w okresie, kiedy miałem minimalne problemy z narkotykami. Pamiętam, miałem bilety na koncert Aerosmith z zaproszeniem na późniejszy bankiet, ale dzień wcześniej trochę przesadziłem, dlatego stwierdziłem: dość rock?n?rollowej jazdy. Poszliśmy z synem na Agrykolę obejrzeć występ Buzu Squat. Bilet dałem jakiejś przygodnej dziewczynie. Tekst napisałem zaraz po powrocie. To "wczoraj" było z jednej strony złe, a drugiej pociągające... 

"Garaż" (Zeńczewski-Śliwczyński, Staszczyk) "Dzieci rewolucji", 1992 
Zagraliśmy go po raz pierwszy w Częstochowie na "czerwonej" imprezie 1 maja 1984 roku. Była to z naszej strony happeningowa manifestacja. Ubraliśmy się w krawaty, dziwne koszule, wyglądaliśmy jak ubodzy krewni Leningrad Cowboys. Ten utwór był protestem przeciwko polityce, która próbowała z rocka zrobić wentyl bezpieczeństwa: Nie rzucajcie kamieniami w zomowców, lepiej słuchajcie rocka. Cyniczny tekst połączony z kiczowatą, knajpianą muzyką. To estetyka, po którą sięgnęły później na przykład Piersi czy Big Cyc. Teraz ? oczywiście ? go nie gramy, bo sformułowanie my schodzimy do garażu w naszym przypadku brzmi mało autentycznie 

"Chłopaki nie płaczą" (Majchrzak, Staszczyk) "Chłopaki nie płaczą", 1997 
Co tu dużo mówić, masowy przebój. Kilka razy zdarzyło mi się usłyszeć od taksówkarza: Proszę pana, ten pana ostatni utwór to jest naprawdę coś dobrego, zrobił pan piosenkę w stylu Slade?ów. 

"Dzikość serca" (Benedek, Staszczyk) "King", 1993 
Pierwotnie utwór ten miał się nazywać "Jarmusch i Lynch", ale Janek stwierdził, że brzmi to zbyt pretensjonalnie. Jest to jedna z moich pierwszych dorosłych prób tekstowych. To tekst egzystencjalny. Muzycznie pomiędzy Chrisem Izaakiem a Doorsami, takie psychodeliczne rockabilly. Utwór powstał w trakcie jamu. Za kanwę posłużyła nam stara, niewykorzystana wersja piosenki "Sarah". 

"King" (Benedek, Staszczyk) "King", 1993 
Po piosence "Warszawa" chciałem napisać utwór o moim rodzinnym mieście. To miała być taka ballada w stylu Boba Dylana, którego jestem wielkim fanem. Historia jest zmyślona tylko w połowie, opowieść dotyczy człowieka obracającego się w półświatku, jest to taki hołd złożony Częstochowie. Normalne, proste akordy grane na pudle to jest to, o co chodzi. Na koncertach, bez gitary akustycznej nie brzmi to tak rewelacyjnie. 

"Warszawa" (Benedek, Staszczyk) "Pocisk miłości", 1991 
Kiedy rozpadł się pierwszy skład T.Love wyjechałem do Londynu. Dzięki temu utworowi zacząłem, po długiej przerwie, ponownie myśleć o graniu w zespole. Oprócz tekstu napisałem również wstępny szkic muzyczny tego utworu, który następnie został obrobiony przez Janka. Myślę, że jest to jeden z naszych klasyków. Nie urodziłem się w Warszawie, ale mam wrażenie, że się tu zadomowiłem. Jest to piosenka o Żoliborzu oraz o Grochowie, gdzie w akademiku przy Kickiego spędziłem pięć lat życia. Wiele osób zrozumiało opacznie słowo "pieprzony", dlatego zdecydowałem, że na koncertach będę śpiewał "kochany". Dla mnie znaczy to zupełnie to samo. 

"Ewa" (Perkowski, Staszczyk) "Best.love", 1998 
Druga premierowa kompozycja, stary T.Love opakowany na nowo. Piosenka mogłaby się znaleźć na jakiejś płycie z lat 80. Słyszałem już taką opinię, że jest to najbardziej nowoczesny polski utwór rockowy. Mam przyjaciółkę, która pracuje w ośrodku dla nieletnich prostytutek. Tekst opowiada historię, która mogła wydarzyć się naprawdę. Ginie trzynastoletnia dziewczyna. Nie wiadomo, co się z nią stało. Może została zgwałcona, a może chciała zasmakować innego życia, pojechała do dużego miasta i pracuje w agencji towarzyskiej. Takie czasy...
"Karuzella a capella" (muz. oprac. T.Love, Płocharski-Staszczyk) "I Love You", 1994 
Są takie stare utwory T.Love, za którymi Janek Benedek szczególnie nie przepadał, ta piosenka do nich należy. Kiedyś powiedział mi, że jak koniecznie chcę wykonywać ten utwór na koncertach, to żebym śpiewał go sam. Któregoś dnia wyszedłem na bis i zaśpiewałem go a capella. Stało się to teraz pewną naszą koncertową tradycją. 
"I Love You" (Perkowski, Staszczyk) "I Love You", 1994 
W zespole nikt nie kwestionuje tego, że Marley był wielkim artystą. Nie potrafimy zagrać tak jak on, dlatego nasze reggae jest bliższe temu, co kiedyś grała grupa The Clash. Utwór ten powstał w momencie przełomowym dla zespołu, tuż po rozstaniu z Benedkiem. Dzierżył on kompozytorski monopol i obawialiśmy się trochę, że nie uda nam się wypełnić tej pustki. Pomyślałem sobie kiedyś, że ludzie mają na co dzień tyle różnych problemów, dlatego postanowiłem napisać tekst z pozytywnym przesłaniem. Takie przyjazne "kocham cię" skierowane do wszystkich ludzi. 

"Stany" (Benedek, Staszczyk) "King", 1993 
To nie jest wcale tekst o Stanach, tylko o Polsce i o kompleksie Ameryki, jaki w tamtych czasach nam towarzyszył. Został on zainspirowany jakąś rozmową zasłyszaną w tramwaju czy autobusie. Ktoś opowiadał, jakie luksusy widział, będąc w Ameryce. To był czas, kiedy do Polski wchodziły restauracje McDonalda będące symbolem amerykańskiego konsumpcjonizmu. Teraz nie musieliśmy już jeździć na Zachód, mieliśmy to wszystko u siebie. Do tego są dołożone czyste, wręcz wieśniackie riffy, w klimacie The Rolling Stones i Springsteena, i sekcja dęta. 

"1996" (Majchrzak, Staszczyk) "Al Capone", 1996 
Wszystko wskazuje na to, że ten utwór zapoczątkował w Polsce modę na lata 70. Z perspektywy czasu wydaje nam się, że on się muzycznie odrobinę zestarzał. Tekst jest reakcją na zalewającą nasz kraj przemoc. 

"Na bruku" (Benedek, Staszczyk) "Pocisk miłości", 1991 
To jest jeden z pierwszych utworów, które zrobiliśmy wspólnie z Jankiem. Rok 1990, wiosna, pierwszy niekomunistyczny rząd Mazowieckiego, wielkie nadzieje, nieprawdopodobna zmiana. Z jednej strony, wielka euforia, a z drugiej, problemy typu bezrobocie. Takie rzeczy jak zasiłek przestały być nagle odległą abstrakcją, a stały się częścią naszej codzienności. Kochanie, nie mogę ci kupić pierścionka, bo nie mam kasy... 

"Bóg" (Nazimek, Staszczyk) "Prymityw", 1994 
Kolejny flirt z widzianą po naszemu muzyką reggae. Utwór miał mnóstwo aranżacji, miał nawet rapowaną linię wokalną. Miałem straszne problemy z tekstem. Nazim kiedyś zasugerował, żebym napisał o Bogu. Jestem wierzący i ten tekst jest czymś w rodzaju modlitwy. Trudno w dzisiejszych czasach mówić o sprawach wiary w sposób patetyczny. Ten tekst powstał już w studiu, niemalże w ostatniej chwili, dzięki czemu ten kawałek wszedł na płytę. Mistyka. 

"Dzień" (Nazimek, Staszczyk) "Al Capone", 1996 
To jest świetny neopunkowy kawałek. T.Love wywodzi się właściwie z nurtu punkowego, a tak naprawdę nigdy nie miał numeru w takim klimacie. Poprosiłem Pawła, żeby zrobił jakiś numer w takiej punkowej stylistyce. Tekst jest w klimacie lat 60., a refren ociera się nawet o kicz. Zero filozofii, czysta rock?n?rollowa witalność. 

"Autobusy i tramwaje" (Zeńczewski-Kowalski-Śliwczyński, Staszczyk) "Dzieci rewolucji", 1992 
Kolejny nasz klasyk. Początek znajomości z moją żoną Martą, dwanaście lat temu. Mieszkaliśmy razem i pamiętam, że ona każdego ranka musiała wstawać do pracy. Strasznie mnie to przygnębiało i miałem nawet z tego powodu wyrzuty. Ja leżę sobie w łóżku, a ona musi wstawać. Napisałem to podczas jakichś zajęć na polonistyce. 

"IV L.O." (Zeńczewski-Staszczyk, Staszczyk) "Best.love", 1998 
Czasami jest mi głupio, kiedy wykonuję ten utwór. Nie zamierzam w żadnym wypadku pozować na nastolatka. Piosenka została napisana zaraz po maturze, kiedy poczułem, że skończył się pewien etap życia. Przez długi okres czasu był to nasz sztandarowy utwór i dlatego zdecydowaliśmy się umieścić go na tej płycie. Teraz zupełnie nie identyfikuję się z tym tekstem. Na tej składance znalazła się lekko zmieniona, koncertowa wersja tego utworu, zarejestrowana w tym roku w Trójkowym studiu im. Agnieszki Osieckiej. 

"To wychowanie" (Zeńczewski, Staszczyk) "Wychowanie", 1989 
Toruński poeta, pan Włodzimierz Antkowiak zarzucił mi plagiat. Nigdy nie czytałem jego wiersza i zupełnie przez przypadek w naszych utworach znalazły się słowa: Ojczyznę kochać trzeba i szanować. Żeby uniknąć żałosnego ciągania się po sądach, doszliśmy do ugody i wpisaliśmy pana Włodzimierza na tantiemy za współautorstwo tego tekstu. Nawet jeśli miał odrobinę racji, to jak na mój gust, zareagował na to z dość dużym opóźnieniem. Jest to nasz najważniejszy utwór. Tekst dotyczy izolacji, niemożności porozumienia się. Ograniczają nas zasady wyniesione z domu, ze szkoły, które chciałoby się jakoś przełamać, ale jest to bardzo trudne. Napisałem go w wieku 19 lat, ale gdy patrzę wstecz, to wydaje mi się, że jest to jeden z moich lepszych tekstów. 

 / Strona główna / Historia / Dyskografia / Teksty / Skład / Galeria / Multimedia / Koncerty / Artykuły / Lista przebojów / "Gandża" / IRC / Kontakt / Księga gości / Historia serwisu /