|
|
|
Krzysztof Sokołowski
Jack
Jack - tak nazywali go
przyjaciele: Owen Barfield, Charlse Williams, John Ronald
Reuel Tolkien. Pod tym imieniem był znany w całym
angielskim środowisku akademickim. Studiując na
uniwersytecie oksfordzkim (którego później został wykładowcą)
w latach 1917-1923, ukończył z najwyższym odznaczeniem
(First Class) aż trzy specjalności, mimo udziału w I
wojnie światowej (był ranny pod Arras). W 1954 r.
wybrano go profesorem na uniwersytecie w Cambridge.
Odszedł na emeryturę w 1963 r. Zmarł 22 listopada 1963
r., mając 64 lata.
Jego błyskotliwą karierę naukową uzupełniła druga
lista publikacji: od prac poświęconych poezji średniowiecznej
("Allegory of Love: A Study of Medieval
Tradition", 1936), przez studia nad Miltonem
("A Preface to Paradise Lost", 1942), do tekstów
krytycznych dotyczących współczesnej literatury
angielskiej.
Już to wystarczyłoby do zapewnienia C. S. Lewisowi
poczesnego miejsca w panteonie współczesnych
uczonych-humanistów. Lecz to nie teksty naukowe i
krytyczne stały się podstawą jego popularności. Jack
znany był za życia przede wszystkim jako pisarz
religijny, jako apologeta chrześcijaństwa. Książki
takie jak "The Pilgrim Regress: An Alegorical
Apology for Christianity, Reason and Romanticism"
(1933), a przede wszystkim znakomite "The Screwtape
Letters" (1942) są tym w jego dorobku, czym były
dla Tolkiena "Hobbit' i "Władca Pierścieni"
- fundamentem sławy. Pozostają do dziś dnia
najpopularniejszymi z jego utworów.
Wymienianie łącznie nazwisk Tolkiena i Lewisa nie jest
ani błędem, ani przypadkiem. Poznali się w 1926 r.
jako młodzi wykładowcy na Oksfordzie, wspólnie
zaplanowali i dokonali reformy programu studiów na
wydziale anglistyki (English Faculty), brali czynny udział
w intrygach, w które obfitowało akademickie życie.
Przy tej okazji Tolkien otrzymał, zresztą od Jacka,
przydomek "Lord of the Strings" (przez analogię
do tytułu "Władcy Pierścieni" - "Lord
of the Rings") - "mistrz sznurków", za które
umiał pociągać wystarczająco zręcznie, by uzyskać
pożądane efekty. Tolkien wprowadził Lewisa w działalność
naukowa-dyskusyjno-literackiej grupy Coalbiters, polegającą
na czytaniu, tłumaczeniu i komentowaniu fascynującej
ich obu literatury staronorweskiej, przede wszystkim
Volsungasaga i Edd. Obaj uczestniczyli w dyskusjach grupy
literackiej "The Inklings", która dzięki nim
właśnie stała się stawna w historii literatury
angielskiej. Powodzenie "Władcy Pierścieni"
byto oparte na solidnym fundamencie krytyk Lewisa, który
praktycznie wprowadził tę książkę na rynek.
Pozostaje zagadką, jak przy takim dorobku, wzbogaconym
jeszcze o pozycje fantastyczno-naukowe (bardziej zresztą
fantastyczne niż naukowo-techniczne) i literaturę
uchodzącą (niezbyt słusznie) za dziecięcą, może on
pozostawać w Polsce nieznany.
Kilkakrotnie pojawiła się szansa, by zmienić tę
niewesołą sytuację. Kilka książek Lewisa ukazało się
u nas i zniknęło bez większego rozgłosu. Ten sam los
grozi teraz dwóm częściom siedmioodcinkowego cycyklu
znanego jako "Kroniki Narnii" ("Lew,
czarownica i stara szafa" oraz "Książę
Kaspian"), opublikowanym przez PAX. Byłoby to
szczególnie przykre nieporozumienie, cykl ten bowiem
jest niezwykle interesujący i wbrew pozorom, wcale nie
łatwy w lekturze.
Według świadectwa samego autora, bezpośrednim bodźcem
do napisania "Lwa, czarownicy i starej szafy"
była seria nawiedzających go nocnych koszmarów, w których
główną rolę grał wielki lew. W opowieść tę można
wierzyć lub nie, być może koszmary senne wywołała
lektura powieści trzeciego spośród słynnych Inklingsów,
Charlesa Williamsa "The Place of the Lion"
(Miejsce Lwa). Opisuje ona perturbacje związane z
pojawieniem się na Ziemi platońskich archetypów , między
innymi archetypu potężnego Iwa. Książka ta wywarła
na Lewisie ogromne wrażenie, zaprzyjaźnił się z jej
autorem, któremu - zgadnie ze swym zwyczajem -
kilkakrotnie później pomagał, m.in. ofiarowując mu
miejsce wśród Inlingsów i umożliwiając prowadzenie
wykładów w Oksfordzie w czasie II wojny światowej.
W ten sposób można określić bezpośrednie bodźce
działające na niezwykle ruchliwą, choć równie
"chaotyczną" wyobraźnię Lewisa. Najważniejsza
jednak wydaje się oryginalna idea, przyświecająca
Jackowi podczas pisania całości "Kronik". Są
one próbą odpowiedzi na pytanie: jak może wyglądać
religia chrześcijańska w innym niż nasz, baśniowym świecie?
Próbą niezwykle interesującą, podjętą w kreacji i
opisie historii tego świata, od jego stworzenia poprzez
"Sąd Ostateczny". Jednak wyraźnie chrześcijański
rodowód tego cyklu rzuca się w oczy dopiero po
przeczytaniu całości. Trudno w ogóle nazwać go
apologią, nawet "apologią dziecięcą".
Bowiem, wbrew powszechnemu przekonaniu, nie tylko dzieci
są jego adresatami. "Kroniki Narnii" nie trącą
katechizmem, nie mają w sobie nic z dewocji. Przy całym
swym dyskretnym (może z wyjątkiem "Ostatniej
bitwy") dydaktyzmie nie tylko uczą, lecz i bawią.
Z pewnością mogą być doskonałą lekturą także dla
ateistów. "Czytają się" znacznie lepiej, niż
wyżej od nich ceniona "trylogia Ransomowska"
(opis kosmicznych przygód filologa Ransoma), z której
"Perelandra" wydana została w języku polskim
w 1971 r. Wydaje mi się, że nie ma przesady w
twierdzeniu krytyków głoszących, że "Kroniki
Narnii" jako całość są porównywalne z
"Hobbitem" (a może nawet. "Władcą Pierścieni")
Tolkiena.
On sam jednak zdecydowanie "Kronik" nie lubił.
Łatwo jest zrozumieć przyczyny tej niechęci. Wynikała
ona głównie z diametralnej różnicy pomiędzy
technikami pisarskimi obu autorów. Tolkien nie umiał
poprawiać własnych tekstów. Przyjaciele z kręgu
Inklingsów szybko zorientowali się, że zazwyczaj nie
uwzględnia on ich krytyk, a jeśli już na nie reaguje,
pisze całą partię tekstu od nowa. Lewis postępował
odwrotnie. Pisał bardzo szybko, na ogół nie zaglądał
do tekstu przed odesłaniem go wydawcy, zmiany wprowadzał
niechętnie, bardzo rzadko, z reguły tylko w późniejszych
wydaniach. Efektem tego typu zabiegów jest swego rodzaju
niechlujstwo wyobraźni" widoczne w pierwszych częściach
"Kronik" (właśnie we "Lwie..." i
"Księciu Kaspianie"), całkowita
heterogeniczność elementów składowych mitologii.
Oczywiście zniechęcało to da lektury pedantycznego, do
przesady dokładnego Tolkiena i spowodowało, że po
przeczytaniu "Lwa, czarownicy i starej szafy"
odmawiał dalszej lektury cyklu.
Spór o wartość "Kronik Narnii" zachwiał
przyjaźnią Tolkiena i Lewisa. Ich autor nie mógł
jednak zignorować kompetentnej krytyki o niepodważalnej
słuszności. Potraktował więc pierwsze książki w
sposób analogiczny do tego, w jaki wykorzystywał
Tolkien "Silmarilliona" przy pisaniu "Władcy
Pierścieni": jako swego rodzaju "podstawę do
budowy mitologii". Korzystając z tego fundamentu
przemieszał cykl, dopisując do Narnii akt kreacji
(nawiasem mówiąc bardzo podobny do stworzenia świata w
"Silmarillionie"). Pojawili się przodkowie
niektórych zamieszkujących ją ras (między innymi
dumnych centuarów). Do pewnego stopnia zatarta została
rażąca do tej pory różnica między baśniową krainą
mówiących zwierząt a światem ludzi, z których
pochodzą jej władcy. Całość "Kronik" stała
się w ten sposób znacznie bardziej spójna, znacznie
lepsza i ciekawsza i od pewnego czasu wszędzie wydaje się
je w kolejności lektury.
Wszędzie, ale nie w Polsce. PAX, mający już nieco
dwuznaczne zasługi w publikacji fantastyki naukowej
(wydał między innymi słynne "Spotkanie z Ramą"
A.C. Clarke'a w najgorszym z możliwych tłumaczeniu) i
Lewisa (wspomniana "Perelandra" jest środkową
częścią trylogii opowiadającej o podróżach Ransoma)
zdecydował się mimo wszystko zachować kolejność
publikacji z pierwszego wydania. Mniejsza o to, że jest
to sprzeczne z najprostszą logiką "Kronik"
(trafiamy do Narnii nim została stworzona) - gorzej, że
czytamy książki w kolejności od najgorszych do
najlepszych! Reakcję czytelników łatwo byto przewidzieć:
"Książę Kaspian" dziś jeszcze zalega księgarnie
i ma szanse "awansować" do roli kolejnej
"cegły". Lada chwila pojawi się jako nagroda
pocieszenia na loterii! Niewyobrażalne? A jednak się
zdarzyło.
Pozostaje tylko liczyć ma niezwykły instynkt czytelników,
którzy sięgną do obu książek Lewisa. Tym, którzy do
tej pory nie dali się zniechęcić podaję w ł a ś c i
w ą kolejność "Kronik Narnii":
"Siostrzeniec czarodzieja", "Lew,
czarownica i stara szafa", "Koń i jego chłopiec",
"Książę Kaspian", "Podróż Wędrowca
do Switu", "Srebrne Krzesło" i
"Ostatnia Bitwa". Teraz tylko trzeba będzie
poczekać parę lat, skompletować całość cyklu i...
Przyjemnej lektury!
Krzysztof
Sokołowski
Jack.
"Fantastyka" 1986, nr 4; Krzysztof Sokołowski
|
|