|
|
![]() |
|||||||
|
Marek Gumkowski Przybywajcie do Śródziemia! Wiadomość, że w zorganizowanym ostatnio plebiscycie 25 tysięcy brytyjskich czytelników uznało powieść J.R.R Tolkiena "Władca Pierścieni" za książkę XX stulecia, mogła być zaskoczeniem tylko dla tych, którzy nie zetknęli się dotychczas z fenomenem jej niezwykłej popularności. Dla rozsianych po całym świecie entuzjastów twórczości Tolkiena wyniki sondażu stanowiły jedynie potwierdzenie oczywistej prawdy, że baśniowa opowieść o heroicznej misji Froda Bagginsa, hobbita z Shire'u, oraz, o wielkiej Wojnie o Pierścień, którą stoczono z Sauronem, Władcą Ciemności, w schyłku Trzeciej Ery świata - jest największym dziełem całej nowożytnej literatury. Książka, która pojawia się we właściwym miejscu i w odpowiednim czasie, bezbłędnie trafiając w gusty czytelników, staje się bestsellerem. "Władca Pierścieni" niewątpliwie bestsellerem, ale jednocześnie czymś więcej. Liczba sprzedanych dotychczas egzemplarzy jest rzeczywiście imponująca. W 1991 r. obliczano ją na 15 milionów, w tym znaczna część przypadała na edycje w 26 językach, na jakie powieść przełożono. Obecnie, po kolejnych wydaniach i nowych tłumaczeniach (ostatnio m.in. na kataloński, portugalski i litewski) łączny nakład osiągnął prawdopodobnie 20 milionów woluminów. Co jednak najważniejsze, czterdzieści dwa lata, które upłynęły od ukazania się pierwszego tomu "Władcy Pierścieni", nie zatarły piętna oryginalności, którym ten utwór zawsze pociągał jednych, a odstraszał innych.
"Nowy Hobbit" Oksfordzki profesor filologii, specjalizujący się w języku i literaturze staroangielskiej, John Ronald Reuel Tolkien (1892-1973), opublikował w 1937 r. książkę dla dzieci zatytułowaną "Hobbit, czyli tam i z powrotem", która zyskała wielkie powodzenie u brytyjskich, a później także amerykańskich czytelników. Wszystkich zachwyciła zwłaszcza postać głównego bohatera, Bilba Bagginsa, przedstawiciela wymyślonego przez autora plemienie Hobbitów - mniejszych od ludzi istot o porośniętych gęstym włosem stopach i niezwykle sympatycznym usposobieniu. "Hobbit" zrodził się z historyjek, opowiadanym przez Tolkiena jego małym synom, spisanych następnie przez autora bez myśli o druku. Kiedy jednak książeczka trafiła do wydawnictwa i odniosła sukces, należało go wykorzystać, tworząc kontynuację. Tolkien zasiadł więc do pisania "Nowego Hobbita", jak roboczo, w korespondencji z wydawcą, określał planowaną powieść. Miała się ona opierać na identycznym pomyśle (wyprawy głównego bohatera po skarby) i być utrzymana w podobnie lekkiej, żartobliwej tonacji. Stało się jednak coś osobliwego. Fabuła powieści zaczęła się wikłać i komplikować; niektóre zwroty akcji były kompletnym zaskoczeniem dla samego autora. Tolkien zdał sobie sprawę, że do utworu w coraz większym stopniu przenikają elementy tworzonej przez niego od wielu lat (w postaci epickich narracji wierszem i prozą) baśniowej, lecz poważnej mitologii, częściowo wzorowanej na mitach ludów Europy Północnej. Podstawowy trzon owego legendarium dotyczył dziejów wielkiego kontynentu z pierwszych epok istnienia naszego świata, Śródziemia (odpowiednika "Midgardu" z nordyckich mitów), oraz zamieszkujących go plemion: elfów, krasnoludów i ludzi. Elfom przypisał Tolkien umiejętność posługiwania się jeżykami, z których najważniejszymi były quenya i sindarin. Cały ten mitologiczny świat, z jego liczącą kilka tysięcy lat historią oraz na półlegendarną prehistorią, z jego geografią, florą i fauną, z zasiedlającymi go ludami i plemionami, z rozbudowanymi językami wreszcie - stał się teraz swego rodzaju tematycznym i problemowym zapleczem tworzonego dzieła. Opowieść zyskał dzięki temu szerokie, zróżnicowane tło i znaczeniową głębię, ale dopasowanie jej szczegółów do wcześniejszej wizji (która np. nie przewidywała istnienia hobbitów) okazało się skomplikowane i czasochłonne. Prace nad "Władcą Pierścieni", jak ostatecznie brzmiał tytuł utworu, trwała z niewielkimi przerwami dwanaście lat, a cztery następne upłynęły, nim książka zaczęła ukazywać się drukiem. Przerażony jej rozmiarami (około 3300 stron maszynopisu tekstu głównego) wydawca wymógł na autorze podział na trzy opatrzone osobnymi tytułami tomy. Powieść wprawiła krytykę w zakłopotanie. Choć na ogół ją chwalono, zdarzały się też opinie zdecydowanie negatywne, jak sąd znanego amerykańskiego krytyka Edmunda Wilsona. Uznał on "Władcę Pierścieni" za utwór przeznaczony dla dzieci, który "wymknął się spod kontroli". Najbardziej charakterystycznym zjawiskiem była jednak interpretacyjna bezradność wielu recenzentów, którzy, pragnąc jakoś usytuować powieść we współczesnym kontekście, odczytywali ją jako alegorię bądź wręcz aluzję historyczno-polityczną. Mordor, królestwo Saurona, oraz państwo zaprzedanego złu czarodzieja Sarumana miały być odpowiednikami imperiów Stalina i Hitlera, Pierścień Władzy zaś - symbolem bomby atomowej. Interpretacje tego rodzaju były tak popularne, że być może one to opóźniły o kilkanaście lat publikacje pierwszych przekładów Tolkiena w ZSRR; istnieje też hipoteza, że nie wydawano go tam głównie z tego powodu, iż Kraina Mordor została umieszczona na wschodzie Śródziemia.
"Frodo żyje!" Gdy krytyka biedziła się nad znalezieniem interpretacyjnego klucza (lub wytrycha) do "Władcy Pierścieni", utwór zdobywał nowych czytelników. W Anglii i Stanach Zjednoczonych rozeszły się nakłady podstawowe i dodruki pierwszego wydania, pojawiły się też pierwsze przekłady: holenderski (1956-57), szwedzki (1959-60), polski (1961-63) i następne. Liczba zainteresowanych lub wręcz oczarowanych tą niezwykła baśnią powoli rosła, jednak prawdziwy przełom nastąpił w połowie lat sześćdziesiątych w USA, gdzie ukazały się niemal równocześnie dwie edycje "Władcy Pierścieni" w miękkiej oprawie (pierwsza z nich nie była autoryzowana), osiągając odpowiednio nakłady 100 tysięcy oraz miliona egzemplarzy! Młodych ludzi uznających się za członków społeczeństwa alternatywnego zachwyciła nakreślona przez Tolkiena wizja świata, w którym ani przyroda, ani stosunki międzyludzkie nie zostały zniszczone przez cywilizację przemysłową, a wartości materialne znalazły się na dalekim planie. Odrzucający instytucje socjalne i polityczne współczesnego państwa przedstawiciele kontrkultury z entuzjazmem przyjęli coś, co uznali za utopijny ideał harmonijnego społeczeństwa. Swoje przywiązanie do świata hobbitów deklarował na łamach prasy Timothy Leary, papież ruchu hippisowskiego. Pojawiły się przypinane do ubrania znaczki z napisami "Frodo żyje!", "Gandalf na prezydenta!", "Przybywajcie do Śródziemia!". Tolkien - konserwatysta w poglądach politycznych, głęboko wierzący, tradycjonalistyczny katolik (nigdy nie pogodził się z wprowadzeniem przez Vaticanum II języka narodowego do liturgii), w sprawach seksu typowy typowy produkt schyłku epoki wiktoriańskiej - paradoksalnie stał się, jako autor kultowego dzieła, idolem głosicieli haseł absolutnej wolności, życiowego hedonizmu i swobody seksualnej, najczęściej religijnie indyferentnych lub wyznających egzotyczne kulty.
Badacze Śródziemia Ruch entuzjastów twórczości Tolkiena być może ugrzązłby w marazmie, został sprowadzony do rodzaju infantylnej zabawy lub zaczął po prostu obumierać, gdyby nie ukazanie się w 1977 r., cztery lata po śmierci pisarza, opracowanego przez jego syna Christophera cyklu mitopodobnych legend, zebranych w książce pt. "Silmarillion". W ten sposób czytelnicy "Władcy Pierścieni" po raz pierwszy mieli okazję poznać poznań fragment - czy też wersję - legendarium, stanowiący niewidoczny fundament powieści. Tolkien rozwijał i doskonalił swoją mitologię przez blisko pół wieku (pierwsze jej szkoce pochodzą z 1917 r.), jednakże autorski perfekcjonizm sprawił, że cykl nigdy nie zyskał pełnego, ostatecznego kształtu. Z wybranych i zaopatrzonych w komentarze szkiców, wariantów tekstów i notatek z archiwum ojca Christopher Tolkien złożył kolejną książkę "Niedokończone opowieści Śródziemia i Numenoru", a następnie wydał dwanaście tomów "Historii Śródziemia". Materiał tam przedstawiony okazał się prawdziwą skarbnicą dla tych, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś więcej o kształtowaniu się mitów - a zwłaszcza języków - w wykreowanym przez Tolkiena świecie. Badacze-amatorzy zabrali się za wiele tych prac, do których nie kwapili się zawodowi krytycy i literaturoznawcy. Zaczęto prowadzić studia porównawcze nad różnymi wersjami legend, opracowywać encyklopedie postaci i nazw, układać słowniki języków elfickich i glosariusze, zestawiać bibliografie poświęconych temu pisarzowi publikacji... Inaczej było w Rosji, gdzie na początku lat dziewięćdziesiątych wyszedł nareszcie "Władca Pierścieni" (od tego czasu opublikowano tam co najmniej sześć różnych przekładów tego utworu). Wśród entuzjastów powieści prym wiodły dzieci i młodzież. W krótkim czasie powstała ponad setka tolkienowskich towarzystw i klubów, a lokalną specyfiką ruchu stało się organizowanie tzw. gier hobbickich, których uczestnicy, wcielając się w postaci z książek Tolkiena, przebrani w kostiumy rycerzy, czarodziejów, elfów, hobbitów, krasnoludów itp. rywalizowali ze sobą podczas toczących się w plenerze rozgrywek. Największe imprezy tego rodzaju gromadziły nawet po kilkaset osób; niestety, często zdarzało się, że prymitywna siła w połączeniu z podstępem odnosiły zwycięstwo, wbrew założeniom opartego na "Władcy Pierścieni" scenariusza. Obserwatorzy ze smutkiem stwierdzali, że niektórzy młodzi uczestnicy gier hobbickich zdradzają fascynację złem, chętniej wcielając się w postaci sług Czarnego Władcy niż w pozytywnych bohaterów... Na szczęście były to jedynie zjawiska marginesowe; ciekawszą niewątpliwie tendencją okazało się poszukiwanie odpowiedników Tolkienowskiej mitologii w pismach rosyjskiego myśliciela i poety Daniiła Andrejewa (1906-1959), którego poetycko-filozoficzny traktat "Róża Świata". pisany w stalinowskich więzieniach i wydany dopiero w 1991 r., zawiera ponoć idee, a nawet sformułowania identyczne z fragmentami "Silmarillionu".
W internacie i w Internecie W Polsce już pierwsza edycja "Władcy Pierścieni z lat 1961-1063 zdobyła Tolkienowi grono entuzjastów, reakcje krytyki były skąpe. Wartości tego pisarstwa przedstawiał w swych artykułach badacz literatury angielskiej (znający zresztą Tolkiena osobiście) Przemysław Mroczkowski. Interesujący, choć niewolny od błędów szkic o "Władcy Pierścieni" zamieścił we "Współczesności" Piotr Kuncewicz. Ukazanie się drugiego wydania przypadło na jesień 1981 r. - niebawem ogłoszono stan wojenny. Niespodziewane potwierdzenie zyskały słowa Tolkiena, który broniąc baśni przed zarzutem eskapizmu - i mając niewątpliwie na myśli pisaną wówczas swą wielką powieść - pytał w eseju "O baśniach": "Czemuż gardzić człowiekiem, który, zamknięty w więzieniu, próbuje się z niego wydostać i powrócić do domu albo - jeśli to niemożliwe - myśli i rozmawia o innych sprawach niż dozorcy i mury więzienne?" Trzy tomy "Władcy Pierścieni" znalazły się w obozie dla internowanych w Jaworzu, gdzie przechodziły z rąk do rąk, czytane z przyjemnością, zapewniając, zgodnie z pragnieniem jej autora wyrażonym w cytowanym eseju - "uzdrowienie, ucieczkę i pocieszenie". Od połowy lat 80. entuzjaści pisarstwa Tolkiena w Polsce zaczęli się organizować, tworząc sekcje, stowarzyszenia i kluby, m.in. w Katowicach i Warszawie (Parmedili" - Sekcja Tolkienowska Śląskiego Klubu Fantastyki), Gdańsku ("Angmar"), Sosnowcu ("Galathion"), Krakowie (dawna Loża Tolkienowska, obecnie Bractwo Uczonych Królewskiego Miasta Annuminas), Bydgoszczy (Klub Profesora Tolkiena, Bractwo "Zielony Smok"). Najnowszą organizacją jest Towarzystwo Hobbityczne, założone niedawno w Warszawie z inicjatywy Stanisława Remuszki, do którego akces - po informacji w miesięczniku "Fantastyka" i w "Magazynie Gazety Wyborczej" - zgłosiło przeszło trzysta osób z całej Polski. Część stowarzyszeń wydaje własne biuletyny, jednakże ten sposób komunikowania się wielu młodszych tolkienistów uważa za anachroniczny. Do nawiązywania kontaktów i wymiany poglądów służy przede wszystkim Internet, w którym można znaleźć kilkadziesiąt bodaj stron poświęconych Tolkienowi. Niedawno toczyła się tam zażarta dyskusja na temat wartości nowego przekładu "Władcy Pierścieni", później spierano się o pochodzenie potwornej pajęczycy Ungolianty, opisanej w "Silmarillionie". Ale gdziekolwiek los zetknie ich ze sobą, miłośnicy "Władca Pierścieni" i przyjaciele hobbitów pozdrawiają się słowami z języka elfów: "Elen sila lumenn' omentielvo!" - gwiazda błyszczy nad godziną naszego spotkania! Przybywajcie do Śródziemia!. "Polityka" 1997, 15 lutego; Marek Gumkowski |
|||||||
|
Strona główna |
Wprowadzenie |
Bibliografia |
Galeria |
Download Teksty | MERP | METW | Film | Linki | Chat | Banery | Księgarnia Cytaty | Forum |
||||||||
| Serwis zaprojektował i prowadzi: Michał Rossa - barahir@tolkien.art.pl |
| Patronem serwisu jest .: gate internet services |
| Serwisy sponsorowane: fronteria | impart | konferencja złd | moda i sztuka | rally.pl | wywrota |