|
|
|
Heri e Karfine
Sen
Elanor
Przyszedł w granatowym zmierzchu,
Tej nocy nie było księżyca,
Schodził z pagórka, na tle nieba,
Wyraźnie odcinał sie długi płaszcz.
Furtka skrzypnęła.
Kaptur zrzucił.
Wdychał zapach jabłoni.
I długo siedział na ganku podziwiając
własny, stary ogród, mówiąc, że już,
zdążył zapomnieć jak wygląda.
Śmiał się.
W sąsiednich podwórkach psy tylko
raz warknęły, jakby na obcego.
Nie zdziwił się, nie mogły go znać.
Minęło już, ile? czterdzieści pięć lat.
Pytał kto żyje, jak i gdzie, Targon ?
W potyczce w Ithilien. I stary
Faramir, też? Był młodszy, ode mnie.
Beregond, jego łódź zbłąkała się, na
Odnogach wielkiej rzeki. Wtedy,
w roku powstania w Dunlandzie.
Na drodze na wschód, mijał go wóz.
Podwiezli go, dwaj handlarze z
Żelaznych Wzgórz.
Dokąd spytali.
Do domu.
Dziwili się. Gdy wysiadał
Dziwili się, że nie podał im ręki.
Kryjąc ręce i twarz pod płaszczem.
Tyle pytań i po jednej i po drugiej stronie.
Czy ocean o tej porze roku jest spokojny.
Jak twoje dzieci, Elie.
Jak pachną łąki tam.
Czy król zbudował nowe mosty, w Osgiliath.
Nie budź ich, już trzeba iść, gdzie?
Na wschód do innych, a potem na zachód.
Będę jeszcze w tym kraju i przyjdę do niego
niedługo, ale jeszcze nie dzisiaj,
jeszcze nie.
W świetle jedynej latarni, tej nad
drzwiami, spytał, czy podoba ci się
twoje imie, które dla ciebie wybrałem.
Heri e Karfine
|
|