157 występów... |
4 MILIONY ludzi... |
52 ciężarówki... |
36 telebimów... |
1,200 ton wyposażenia... |
3 mile kabla... |
1 MILION watów... |
wystarczająca moc dla 2000 domów |
Jak powszechnie wiadomo U2 na koncertach zawsze wypada doskonale. Ich występy wzbudzają olbrzymie emocje i wyzwalają masę entuzjazmu. Począwszy od wczesny lat 80-tych (a nawet późnych 70-tych) irlandzka grupa zawsze, niezależnie od miejsca i czasu dawała z siebie absolutnie wszystko. Ich ostatnia światowa trasa - PopMart potwierdza ta tezę. Mimo, iż stworzona z wielkim rozmachem nie wzbudziła już jednak takich emocji jak "poprzedniczka"- światowe tournee promujące płytę "Achtung Baby" - ZooTV 1993-94.
Rok 1993 rozpoczął koncertowy turniej gigantów. Spośród gwiazd, które zapowiedziały swoje występy (Prince, Genesis, Michael Jackson) czwórka Irlandczyków wystartowała jako pierwsza. ZooTV jak się okazało, zupełnie zmieniło obraz koncertów rockowych. Odmienność, okazała się strzałem w dziesiątkę ponieważ już na początku trasy, grupa ustanowiła nowy rekord sprzedaży: na pierwszy z 31 zaplanowanych występów (obejmujących USA) w Lakelend na Florydzie, 6000 wejściówek sprzedanych zostało w dosłownie kilka minut! Agencje, które telefonicznie sprzedawały bilety nie były w stanie wywiązać się z zobowiązań. Na każdym występie stadiony pękały w szwach.
Widzowie byli oczarowani. Pewien przypadkowo zapytany mężczyzna szeptał: "Jeśli zrobisz głęboki wdech, może uda ci się pochwycić choć kilka cząsteczek powietrza, w którym przebywał Bono"... Jednym słowem: ZooTV wstrząsnęło całym światem.
Główną przyczyną takiej popularności była scena, przypominająca swoim wyglądem studio telewizyjne. Składała się z olbrzymich rusztowań oświetlanych przez wiszące trabanty! W rożnych miejscach tej rozległej konstrukcji umieszczone zostały tzw. telebimy, które nie miały jednak pasywnie uczestniczyć w widowisku. Były integralna częścią wielkiego show, U2 uczynili z nich cześć scenografii.
Najczęściej ukazywane były na nich specjalnie spreparowane filmy (np. płonące krzyże podczas "Bullet The Blue Sky" czy eksplodujące pociski zapowiadające "Until The End Of The World"), często sam Bono dostarczał wielu interesujących ujęć. Oprócz tego, ZooTV posiadało własną antenę satelitarna, dzięki czemu na żywo można było oglądać to, co aktualnie nadawały stacje telewizyjne. "Mamy nasz własny program - rock`n`rolla" - chwalili się muzycy. Wspaniały efekt osiągnięto podczas "Satellite Of Love" z repertuaru Lou Reeda, kiedy to U2 rozpoczynało utwór, by pozwolić skończyć autorowi. Naturalnie Lou nie śpiewał na żywo, nagranie odtwarzane było z taśmy, udało się jednak na chwile zmylić publiczność.
W odróżnieniu od poprzednich tras Bono nie wygłaszał ze sceny żadnych politycznych przemówień, nie musiał, robiło to za niego olbrzymie medium - telewizja. Cały show przesycony był ironia, muzycy wyśmiewali ludzi uzależnionych od telewizji, okpili świat, w którym każdy wykonuje kilka czynności naraz, co w konsekwencji prowadzi do tego, iż niczego nie można objąć w całości (migające w oszałamiającym tempie, niemożliwe do przeczytania napisy podczas "The Fly").
By podnieść wartość ironii prezentowanej na ekranie, Bono podczas każdego występu wcielał się w kilka postaci. Pierwsza był The Fly - typowa "gwiazda rocka" ubrana w czarną, połyskującą skórę i ciemne okulary. Jego ekscesy i zachowania na scenie (m.in. pozowanie do kamery), przynosiły publiczności rozrywkę, tak naprawdę jednak, Bono wyśmiewał muzyków, którzy coraz bardziej popadają w żądzę pieniądza i sławy. Drugą był The Mirrorball Man (na zdjęciu wyżej) - kaznodzieja w błyszczącym setkami lusterek garniturze. Jest to osoba, dla której najważniejsze są pieniądze. Wszystko jest godne uwagi dopóty, dopóki jest opłacalne. Kaznodzieja ukazany był podczas występów w Ameryce, jego europejskim odpowiednikiem był
Mr. MacPhisto - podobnie jak Mirrorball, ubrany w złocisty garnitur z rogami na głowie uważał, że świat należy do niego.
Mimo iż koncerty można było uznać za "typowe" show, cześć muzyczna nie "pozostawała" w tyle, odgrywała największą role, cale otoczenie było tylko dodatkiem do wspaniałego koncertu. By ukazać iż nie media i technika są najważniejsze, grupa zdecydowała się na wykonanie kilku utworów w wersji akustycznej (co wykorzystane zostało, później, podczas PoPMart-u). Wykonanie to okazało się naprawdę doskonale i mimo iż bez wsparcia kilkudziesięciu reflektorów i telewizji, publiczność była oczarowana ...całość kończył wspaniały bis z trabantami i latajacymi dollarami w roli głównej.
Pomimo, wykorzystania najnowszych osiągnięć techniki, grupa nie zgubiła "gdzieś pomiędzy telebimami", piękna prawdziwego rock`n`rolla.
Warto dodać, iż w czasie trwania ZooTV, muzycy pracowali nad matariałem na maxi-singiel. Zrobili jednak coś więcej, udało im się zebrać dość utworów by stworzyć longplay`a. Nagrali więc album Zooropa, toteż trasa ostatecznie promowala również i tą płytę.