"- Dla niewiast, tak? - szarpnęła głową, ostrym ruchem odrzuciła z ramienia wciąż mokre włosy. - Toś chciał powiedzieć? Galant się znalazł! Zakarbuj sobie, że choć do sikania kucać muszę, moja kapota wilkiem, nie zającem podszyta! Tchórza mi nie zadawaj, bo mnie nie znasz."
Chrzest ognia str. 16
"- Co to za cholerne wrzaski, Ori? Co się tam dzieje na placu?
- Żacy obrzucają kamieniami rezydencję nilfgardzkiego posła. Zapłaciliśmy im za to, hrm, hrm, jak mi się zdaje.
- Aha. Dobrze. Zamknij okno. Jutro niech żacy pójdą obrzucać filię banku krasnoluda Giancardiego. Odmówił mi ujawnienia kont.
- Giancardi, hem, hem, przekazał znaczną sumę na fundusz wojenny.
- Ha. Niech więc obrzucają te banki, które nie przekazały.
- Wszystkie przekazały.
- Ach, nudny jesteś, Ori. Pisz, powiadam.
Chrzest ognia str. 20
"Milva zbliżyła się, po drodze wyrywając strzałę z zabitego.
- Dziękuję ci - rzekł wiedźmin. - Jaskier, podziękuj. To jest milva Barring. Dzięki niej żyjemy.
Milva wyrwała strzałę z drugiego trupa, obejrzała zakrwawiony grot. Jaskier zamamrotał niewyraźnie, schylił się w dwornym, acz nieco rozdygotanym ukłonie, po czym upadł na kolana i zwymiotował.
- Kto on zacz? - łuczniczka wytarła grot o mokre liście, wsadziła strzałe do kołczana. - Druh twój, wiedźminie?
- Tak. Nazywa się Jaskier. Jest poetą.
- Poeta - Milva popatrzyła na suchymi już torsjami trubadura, potem podniosła wzrok. - Kiedy tak, tedy pojmuję. Jeśli czego nie pojmuję, to czemu on tu rzyga, miast gdzie w cichości rymy pisać. Nie moja zresztą rzecz."
Chrzest ognia str. 58
"Czego rechoczesz? Ty jesteś poeta, nie wiesz, co to strategia.
- Zaskoczę cię. Wiem.
- A ja ci powiadam, że nie rozpoznałbyś strategii nawet wtedy, gdyby wyskoczyła z krzaków i kopnęła cię w dupe.
- W rzeczy samej, tekiej bym nie rozpoznał. Strategie wyskakujące z krzaków zostawiam krasnoludom. Wiszące na dębach również."
Chrzest ognia str. 106
"- Na moim sihillu - warknął Zoltan, obnażając miecz - wyryte jest starodawnymi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość kligi, popamięta mnie. O, popatrzcie.
- Ha - zciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. - Więc to są słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis?
- "Na pohybel skurwysynom!"
Chrzest ognia str. 116
"- Wyłaź - powtórzył Geralt. - Niczego ci nie zrobimy.
- Włos ci z głowy nie spadnie - zapewnił słodko Zoltan, wznosząc nad dziurą sihill i groźnie przewracając oczami. - Wychodź śmiało!"
Chrzest ognia str. 118
"- Od wyruszenia z Brokilonu minęło dwanaście dni, w czasie których przebyłem jakieś sześćdziesiąt mil. Ciri, jak głosi plotka, jest w Nilfgaardzie, stolicy cesarstwa, mieście, od którego dzieli mnie, wdług ostrożnych rachunków, coś około dwóch i pół tysiąca mil. Z prostej kalkulacji wynika, że w tym tempie dotrę tam za rok i cztery miesiące. Co ty na to?
- Nic - Milva wzruszyła ramionami, chrząknęła znowu. - Nie umiem rachować tak dobrze, jak ty. Czytać ni pisać w ogóle nie umiem rachować tak dobrze, jak ty. Czytać ni pisać w ogóle nie umiem. Jestem głupia, prosta dziewucha ze wsi. Żadna dla ciebie kompania. Ni druh do gadki.
- Nie mów tak.
- Wżdy to prawda - odwróciła się gwałtownie. - Po coś mi te dni i te mile wyliczył? Bym ci co poradziła? Otuchy dodała? Lęk twój odpędziła, stłumiła żal, co targa tobą gorzej niźli ból w połamanym kulasie? Nie umiem! Tobie kogo innego trza. Tamtej, o krórej Jaskier gadał. Mądrej, uczonej. Ukochanej.
- Jaskier jest papla.
- Jużci. Ale czasem z głową paple. Wracajmy, chcę się jeszcze napić.
- Milva?
- Czego?
- Nigdy mi nie powiedziałaś, dlaczego zdecydowałaś się jechać ze mną.
- Nigdyś nie pytał.
- Teraz pytam.
- Teraz za późno. Teraz już sama nie wiem."
Chrzest ognia str. 129
" Dogoniła ich piegowata dziewczynka z warkoczykami. Była zdyszana, w ręku dzierżyła zaś spory bukiecik polnych kwiatów.
- Dziękuję wam - zapiszczała - żeście się opiekowali mną i braciszkiem, i mamą. Że byliście dla nas dobrzy i w ogóle. Nazrywałam dla was kwiatków.
- Dziękujemy - powiedział Zoltan Chyvay.
- Jesteście dobrzy - dodała dziewuszka, wkładając do buzi koniec warkocza. - Ja
wcale nie wierzę w to, co mówiła stryjna. Wy wcale a wcale nie jesteście plugawe podziemne karzełki. Ty nie jesteś siwy odmieniec z piekła rodem, a ty, wujku Jaskrze, wcale nie jesteś wrzaskliwy indor. Nieprawdę mówiła stryjna. A ty, ciociu Mario, nie jesteś żadna gamratka z łukiem, tylko Ciocia Maria, i ja ciebie lubię. Dla ciebie nazrywałam najładniejszych kwiatków.
- Dziękuję - powiedziała Milva lekko zmienionym głosem.
- Wszyscy dziękujemy - powtórzył Zoltan. - Hej, Percival, plugawy podziemny karzełku, dajże na dziecku na pożegnanie jakiego gościńca. Coś na pamiątkę. Nie masz w której kieszeni jakiego zbędnego kamienia?
- Mam. Trzymaj panieneczko. To jest glinokrzemian berylu, popularnie zwany...
- Szmaragdem - dokończył krasnolud. - Nie mąć dziecku w głowie, i tak nie spamięta.
- Ależ śliczny! Zieloniutki! Dziękuję bardzo, bardzo!
- Baw się na zdrowie.
- I nie zgub - mruknął Jaskier. - Bo kamyczek wart jest tyle, co mały folwark."
Chrzest ognia str. 150
"- Czy wyjaśnienie zadowala cię droga Milvo?
- Nijak - luczniczka odrzuciła strzałę. - Ale chyba pojęłam. Uczę się. Umna będę. Socjolocja, aktywocja, srututucja, wilkołacja. W szkołach, powiadają, rózgą biją. Z wami uczyć się przyjemniej. Głowa boli krztynę, ale rzyć cała."
Chrzest ognia str. 290
"- Aha - kiwnął głową trabadur. - Aha. Geralt zrozumiał w lot, Cahir sądzi, że rozumie. Ja w oczywisty sposób wymagam oświecenia, ale najpierw rozkazuje mi sie milczeć, potem słyszę, że nie ma potrzeby, bym rozumiał. Dziękuję. Dwadzieścia lat w służbie poezji, dostatecznie długo, by wiedzieć, że są rzeczy, które albo rozumie się w lot, nawet bez słów, albo nigdy się ich nie zrozumie,
Wampir się uśmiechnął.
- Nie znam nikogo - powiedział - kto potrafiłby piękniej to ująć."
Chrzest ognia str. 311
"- Jeden dotarł do łachy! - wskazał Jaskier. - Szykuje łuk do strzału! Kryjmy się!
- Nie trafi - oceniła zimno Milva.
Strzała plusnęła w wode dwa sążnie od dziobu promu.
- Znów napina! - wrzasnął nagle trubadur, zerkając zza burty. - Uwaga!
- Nie trafi - powtórzyła Milva, poprawiając ochraniacz na lewym przedramieniu. - Łuk ma dobry, ale łucznik z niego jak z koziej rzyci waltornia. Gorączkuje się. Po strzale dryga i trzęsie się jak baba, której ślimak wpełz między półdupki. Dzierżcie konie, by mnie który nie trącił.
Tym razem Nilfgaardczyk zgórował, strzałą świsnęła nad promem. Milva uniosła łuk, stanęła w rozkroku, szybko naciągnęła cięciwę do policzka i spuściła ją delikatnie, nawet na ułamek cala nie zmieniając pozycji. Nilgaardczyk runął w wodę jakby rażony piorunem, zaczął spływać z prądem. Jego czarny płaszcz wydął się jak balon.
- Tak się to robi - Milva opuściła łuk. - Ale jemu późno już na naukę."
  |