Bitwa pod Cieciowem Brenerskim

      Natarcie ruszyło na całej lini. Czołgi przeciwpodwodne śmiało szarżowały tyłem w bok. Spadachronowe kuchnie polowe desantowały się na sam środek jeziora, demaskując pułk szambonurków. Lecz prawdziwy pogrom zaczął się w chwili gdy specjalnie komando Strażackiej Orkiestry Świątecznej Przemocy szturmem zdobyło latryny wrogich dewizji. Wtedy do akcji wkroczyła bateria Chlewików Zmotoryzowanych i nastąpiła masakra. Pośród kwiku atakujących prosiaków, świstu latającego gówna i wrzasków faulowanych w wyjątkowo drastyczny sposób przeciwników, radośnie pacyfikowano co się dało. Spokój tego przedsięwzięcia zburzyli co prawdaSaperzy Przeciwlotniczej, którzy wycofali się na widok 4 plutonów pędzących na nich grilli sztabowych, jednak dzięki wsparciu eskadry Latających Naczyń Kuchennych udało się odeprzeć atak. Zawdzięczamy to bohaterstwu dowódcy Bruchatych Piwoszy, który zachował zimną krew i ze strachu zaczął wymiotować uszami. Na ten widok reszta Piwoszy popękała ze śmiechu inicjując wybuch termojądrowy, który annihilował Grille. Widząc to marszałek wroga Jamamoto Tymasztamto rzucił się sam jeden ze spóźnioną odsieczą na wroga wymachując swym straszliwym Pluszowym Misiaczkiem. Niestety poślizgnął się na resztkach czyjejś laksy i zniknął lecąc głową do przodu w kałuże rzygowin dowódcy Piwoszy. Dioagnoza: zaginiony w akcji.
      Kiedy wreszcie głównodowodzący wroga, generał Napulchneon Bonaprawdę 18 i siedem trzydziestych dziewiątych wytrzeźwiał na tyle, by zauważyć iż sytuacja jego armii jest raczej mocno tragiczna zażądał od sędziego (aktualnie zajętego jedzeniem pączków, piciem kawy i czytaniem gazety) przerwy i próbował się wymknąć w przebraniu różowego króliczka przez okno w kiblu. Jednak pod okiem czekała na niego brygada Wesołych Drwali na Mikserach Pontonowych. Tak więc - kolejne wspaniałe zwycięstwo!

ZvH`99 (Blaszak)