The X-Files
Odcinek 1DX01
FV 121
Created By Chris Carter
Written By Daniel Sadowski

Przystanek autobusowy
Akron, Ohio, czwartek godz.23:12


Dochodziła dwudziesta trzecia, a Jim Linner nadal czekał na autobus... Było bardzo zimno, lecz on czuł tylko gorąco...
-Uff... za moment nie wytrzymam - Pomyślał.
Nagle zobaczył oślepiające światła reflektorów. Nie był to autobus, lecz jakiś rozbity samochód... Zatrzymał się...
-Wsiada pan???
-Tak... - Odpowiedział Lent
Zamierzał otworzyć drzwi samochodu gdy nagle wrzasnął widząc swoją rękę w płomieniach.
-Co to jakiś żart??? - Odezwał się przestraszony kierowca.
Lecz w odpowiedzi nie usłyszał nic... Widział jak ogień "pożerał" Lenta!

Centrala FBI
Washington D.C, piątek godz.9:34

Mulder jak zwykle przesiadywał w swoim gabinecie przeglądając tony zdjęć, gdy nagle pojawiła się Scully.
-Witaj Mulder... Co tym razem? - Powiedziała
-Słyszałaś kiedyś o przypadkach samospalania?
-...
-Kiedy nagle człowiek zaczyna płonąć, a na jego miejscu pozostaje tylko proch?
-Mulder...
-Wczoraj facet spłonął żywcem przed przystankiem autobusowym, a świadkiem był niejaki Steven Becker... - Powiedział i wręczył jej kilka zdjęć.
-Boże! Co mogło coś takiego spowodować?
-Niedługo zobaczymy... Pakuj się! Jedziemy do Akron.
-Akron?
-Mam przeliterować?

Przystanek autobusowy
Akron, Ohio, piątek godz.13:40

Cztery godziny później Mulder i Scully przybyli na miejsce zdarzenia.
-Proszę odejść - powiedział policjant
-Nazywam się agent Mulder, a to agentka Scully, FBI.
Policjant pozwolił im przejść dalej.
-Co o tym sądzisz? - zapytał Mulder
Scully stała cicho i tylko oglądała pozostałości ofiary: lekko przypalone nogi.
-To mi wygląda na jakiś rodzaj podpalenia.
-Tak ale czy zwyczajny ogień zostawia nogi? - powiedział i podszedł do szczątek.
Scully przez chwile nic nie mówiła, gdy nagle...
-Scully zobacz.
Agentka podeszła.
-Co to?
-Jakiś płyn. Weź próbkę. Później oddamy ją do zbadania.
Chwile później zadzwoniła komórka Muldera.
-Mulder.
-Znaleźliśmy Beckera...
-Gdzie?
-W jego mieszkaniu.
-OK. Zaraz będziemy.
-Agencie Mulder?
-Tak?
-Chciałem tylko powiedzieć, że może mieć pan problem z jego przesłuchaniem... Po Beckerze zostały tylko nogi... i jakiś śluz.
Mulder wyłączył telefon.
-Scully?
-Co?
-Kolejna ofiara.

Mieszkanie państwa Becker
Akron, Ohio, piątek godz.14:23

Mieszkanie państwa Becker nie wyglądało najlepiej. Wszędzie panował okropny bałagan, jakby ktoś nagle wpadł w destruktywny szał. W salonie stało lekko przypalona kanapa, a na niej nogi Stevena.
-Agent Mulder i agentka Scully.
-Tędy proszę.
-Boże! Ale tu śmierdzi.
Mulder nie mówił nic przez chwilę.
-Pachnie jak benzyna.
-Nie mówiłam? - odrzekła Scully.
-Scully zawieź tą próbkę do Washingtonu. Niech ją zbadają, a ja się tu trochę rozejrzę.
-Tak jest!
Odeszła.
-Kiedy to się stało?
-Niech pan przepyta jego żonę. Podobno widziała jak zginął. - odparł policjant.
Mulder przeszedł do małego pokoiku, gdzie siedziała żona Beckera, Margareth Becker.
-Pani Becker? Agent Mulder, FBI. Chciałbym pani zadać kilka pytań.
Nie odpowiedziała.
-Kiedy to się stało?
-To? Czyli tak to teraz nazywacie... jedenasta... chyba...
-Chyba?
-Może dwunasta.
-Czy może mi pani powiedzieć co się z nim stało?
-Zrobił się cały czerwony... a później... zapalił się...
-Tak poprostu?
-Tak... poprostu się zapalił... a kilka sekund później już go nie było...

Droga do Washingtonu, piątek godz.15:00

Scully wracała do biura. Nie była w humorze. Od samego początku Mulder specjalnie ją wkurza... Ma tego dość... Jednak jedzie dalej. Musi oddać tą próbkę. Cokolwiek by to było może być niebezpieczne!

Laboratorium
Akron, Ohio, piątek godz.15:33

Laboratorium było puste. Pozostałości po eksperymentach są niszczone przez kilku ludzi w białych kombinezonach.
W kącie stało dwóch przesłuchiwanych mężczyzn.
-Powiedzcie. Co to jest - powiedział tajemniczy mężczyzna i wyjął małą próbkę zawierającą czarny płyn.
-Ostrożnie!!! To jest bardzo niebezpieczny materiał biologiczny, coś jak wirus ale przenosi się jedynie podczas spalania!
-Naprawdę? - powiedział i wylał trochę płynu na buty jednego z przesłuchiwanych.
-Co zrobiłeś??? To nas zabije!!! - wrzasnął i zaczął strząsać płyn z nogi.
-Bardzo ciekawe...
Nagle do laboratorium wbiegł jeszcze jeden mężczyzna ubrany w kombinezon.
-Wynosimy się stąd! - powiedział.
Chwilę później w pomieszczeniu została tylko dwójka naukowców. Jeden z nich czuł się coraz gorzej.
-Zaczyna się - powiedział - Musisz uciekać!
-Nie uda mi się. Popatrz widzisz tu jakieś wyjście? - chwilę milczał - Okien nie ma, a drzwi są zamknięte od zewnątrz! - powiedział i podbiegł do drzwi. Były zamknięte.
-Pete? Coś mi tu nie pasuje!
-Co ci nie pasuje???
-Prowadziłeś dalsze badania! Reakcja spalania nie powinna tak szybko zachodzić! Poza tym przy zwykłym dotyku nic się nie powinno dziać!
Peter zaczął czerwienieć.
-Zapłon następuje teraz za pięć minut, a nie jak na początku dwanaście godzin!
-Ok! Zmieniłem skład! Chciałem to spr...
Nie dokończył...
-Nieeeeeeeeeeeeee!!! - wrzeszczał widząc jak Pete płonie.

Centrala FBI
Washington D.C., piątek godz.18:00

Scully ciągle zdenerwowana weszła do laboratorium.
Zastała tam Agenta Kreutza.
-Hej Dana! - krzyknął.
-Hej Bill...
-Coś dla mnie? - spytał wskazując na próbkę, którą trzymała w ręku.
-Tak... nowa sprawa i mamy już tyle...
-Postaram się to zbadać jeszcze dziś. A tak wogóle... - nie dokończył gdyż rozległ się dzwonek komórki Scully.
-Chwilkę... Scully.
-Hej Scully! To ja!
-Gdzie jesteś? - Zapytała słysząc głos Muldera.
-Jadę właśnie do jakiegoś laboratorium...
-Po co?
-Mamy kolejną żywą pochodnie...
-Pocho... nie ważne. Jak tam wywiad z żoną Beckera?
-Podobno widziała śmierć męża...
-Widziała?
-Tak...
-I co powiedziała?
-Że najpierw zrobił się czerwony...
-I buch? Zaczął płonąć?
-Dokładnie...
-Eee... Dana? - przerwał Kreutz.
-Mulder poczekaj chwilę... - powiedziała i odwróciła się do Kreutza. - Co?
-Zobacz.
-Moment. Mulder zaraz do ciebie oddzwonię.
-Ok... - Odłożyła słuchawkę i podeszła do mikroskopu.
Chwilę oglądała próbkę śluzu.
-Czy to jest zaraźliwe?
-Nie wiem... Ale musimy przyjąć, że wszyscy, którzy mieli kontakt z tym wirusem... Mogą być zarażeni.
Scully wyjęła komórkę.
-Czego? - usłyszała w słuchawce.
-Mulder... to ja... posłuchaj...
-Nie! To ty mnie posłuchaj... Jestem już w laboratorium...
-I?
-I zastałem tu jedynie nogi sześciu ludzi! Dwóch naukowców i czterech detektywów!
-Mulder... Wyjdź stamtąd natychmiast! Ten płyn to wirus! Nie wiadomo jeszcze jak się rozprzestrzenia. Kreutz nad tym pracuje.
-Poczekaj chwilę... Wezmę tego próbkę.
-Nie!!! Mulder trzymaj się od tego z daleka! Jeżeli ci detektywi żyli kilka minut temu, to ten rodzaj wirusa atakuje szybciej!
-Ok... więc co mam z tym zrobić?
-Każ to miejsce zabezpieczyć...
W Odpowiedzi nie usłyszała nic.
-Mulder? Odpowiedz mi!!! Mulder!!!
Cisza.

Laboratorium
Akron, Ohio, piątek godz.18:17

Do pomieszczenia wbiegło kilka osób w białych kombinezonach. Mulder patrzył z przerażeniem. Nie wiedział czy go zabiją czy zostawią w spokoju. Nagle krzyknął:
-Co to za wirus??? Kto to im zrobił. - nikt mu nie odpowiedział - Opdowiedzcie mi!
Nagle podszedł do niego jedna z osób.
-Agent Mulder.
Od razu poznał ten głos. Był to głos znienawidzonego palacza.
-To twoja wina! Ty za tym wszystkim stoisz!
-Sami tego chcieli...
-Co to za wirus.
-To? To coś sprowadzili oni.
-Oni?
-Tak dwójka naukowców... - Odpowiedział spokojnie palacz.
-Co to jest?
-Przecież wiesz. To jest wirus. - powiedział i odszedł.
Chwilę później pomieszczenie było pozbawione wszelkich śladów śluzu, zabrali także pozostałości ofiar... Mulder długo rozglądał się szukając czegokolwiek co mogło by mu pomóc rozwiązać tą sprawę. Podszedł do kosza na śmieci. Na jego szczycie leżały pozostałości jakiegoś dokumentu.
-FV 121 - odczytał.
Jeszcze chwilę siedział w bezruchu. Schował kartkę do kieszeni i wyszedł.

Mieszkanie państwa Becker
Akron, Ohio, sobota 3:00

Margareth Becker nie mogła zasnąć. Pomimo, że w mieszkaniu pootwierane były wszystkie okna było jej gorąco. Miała sucho w gardle. Wstała i poszła do kuchni. Nalała szklankę wody. Chwilę później poczuła silny ból żołądka. Spojrzała na swoją rękę. Była cała czerwona. Próbowała krzyczeć, jednak nie mogła. Nagle stanęła w płomieniach, a chwilę później pozostały tylko nogi po których ściekał czarny, jeszcze gorący śluz.

Mieszkanie Dana’y Scully
Washington, sobota 9:03

Scully spała. Po wczorajszym dniu była bardzo zmęczona. Nic nie mogło ją wyrwać ze snu... Chyba, że walenie do drzwi jej mieszkania. Wstała prawie nieprzytomna. Otworzyła drzwi. Stał w nich Mulder.
-Dzień dobry Scully.
-Dzień dobry... Mulder. Czy mogę się dowiedzieć co cię tu sprowadza?
-Żona Beckera nie żyje... Nikt tam się nie zaraził więcej, więc...
-Koniec sprawy?
-Tak... prawie... Zobacz co znalazłem w laboratorium w Akron.
Podał jej sprawek papieru. Scully obejrzała go i odczytała.
-FV 121.
-Czytaj dalej.
-Na początku środek powoduje szybkie oczyszczenie organizmu, jednak gdy oczyszczanie się zakończy rozpoczyna się proc... - Zatrzymała się - Dalej nic nie ma...
Chwilę później rozległ się dzownek telefonu Scully. Agenta podniosła słuchawkę.
-Scully.
-Agentko Scully, chodzi o agenta Kreutza.
-Co z nim?
-Cóż... jak twierdzi jedna z lekarek spalił się.

Centrala FBI
Washington D.C., sobota 9:43

Agenci Mulder i Scully wbiegli do laboratorium Kreutza. Zastali tam jego nogi i zszokowaną lekarkę. Nagle podszedł do nich Skinner.
-To jest Katherine Dallor. Była świadkiem tego... ekhem... zapłonu. - powiedział Skinner.
Scully podeszła do niej zaczęła ją o wszystko wypytywać. Wtedy Skinner zwrócił się do Muldera.
-Agencie Mulder. Byłbym bardzo wdzięczny gdyby mi pan powiedział, co się dzieje z tymi ludźmi...
-Tymi co płoną?
Skinner kiwnął głową.
-Prawdopodobnie zostali zarażeni jakimś wirusem wynalezionym w Akron.
Scully podeszła do Muldera.
-Mulder. Była jeszcze jedna lekarka! Podobno wybiegła przed chwilą.
-Dlaczego?
-Źle się czuła.
Scully podała Mulderowi kartkę z adresem Agentki Geller.

Mieszkanie agentki Geller
Washington D.C.,sobota 10:21

W mieszkanie agentki Geller panował nieporządek. Ona sama zaś leżała na kanapie w salonie. Było jej niedobrze. Bardzo niedobrze. Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Próbowała wstać, lecz nie mogła. Wtedy drziw zostały wywarzone. Do mieszkania wbiegł Mulder.
-Agentka Geller?? - krzyknął.
W odpowiedzi usłyszał ciche błagania o pomoc. Szybko wbiegł do salonu, gdzie zastał Geller.
-Co się ze mną dzieje?? - pytała.
Rozległ się dzownek komóeki Muldera.
-Mulder.
Dzwoniła do niego Scully.
-Mulder to ja!
-Nie mogę teraz rozmawiać musze jej pomóc!
-Mulder! Musisz mnie wysłuchać...
-Ale.
-Mulder!!! Musisz stamtąd uciekać.
Geller zaczeła się robić czerwona.
-Ten wirus - Scully mówiła dalej - przenosi się drogą powietrzną!
-Co?
-Posłuchaj! Linner zaraził Beckera, a on swoją żonę! To samo stało się z Kreutzem i Geller!
Geller zrobiła się cała czerwona.
-Scully jej jest potrzebna pomoc medyczna.
-Jej już nic nie pomoże!!! To przenosi się podczas spalania!!! Jeśli stamtąd nie wyjdziesz zaginiesz jak ona!!! - zakończyła Scully.
Mulder nic nie mówił. Chwilę później jednak zaczął uciekać. Zdążył w ostatniej chwili. Geller zaczęłą płonąć.

Centrala FBI
Washington D.C., sobota 11:00

Mulder siedział w archiwum. Pisał raport dotyczący tej sprawy. Nagle do biura weszła Scully.
-Mulder. Mam dobrą wiadomość! Na szczęście w porę uciekłeś stamtąd... Nie jesteś zarażony...
Mulder nie odpowiadał. Ciągle jeszcze myślał na temat tego wirusa. Scully postanowiła wyjść. Mulder został sam. Czytał ostatnie wyrazy raportu:
“Całe zajście było spowodowane wyjściem poza mury laboratorium w Arkon wirusa, który powodował w przeciągu kilku-kilkunastu godzin szybkie niszczenie organizmu, którego kończem był proces samospalenia. W wyniku tego zginęli dwaj agenci FBI: Kreutz i Geller.”
Doczytał i zamknął teczkę ze sprawą X-19486102. Włożył ją do szafy i wyszedł.