CHOOSEN
N - Wybrańcy losu |
||
by Jeremy - dla X-Klubu |
Jeremy wstał od klawiatury i naciągnął
się z głośnym jękiem. Bolały go plecy, ręce, a nade
wszystko głowa.
"Chyba znowu musiałem zasnąć przy biurku. Nie nadaję
się do takiej roboty..."
Zerknął na ekran przed sobą. FrontPage dumnie prezentował
swoją listę ikonek ozdabiając text nad którym Jeremy
pracował całą noc. "Wybrańcy Losu, część 5" -
ostatni odcinek wieńczący epopeję klubową. Odkrycie
wszystkich tajemnic, poznanie prawdy, wielka bitwa i ostateczne
pogrążenie wyśmiewanego przez ostatnie 100 kb prezesa i przy
okazji kilku innych osób... Nie raz wyobrażał tak sobie
zakończenie The X-Files przez Chrisa Cartera (bez tego prezesa
rzecz jasna). Poczuł się bogiem...
Pukanie do drzwi przerwało sielankę.
"Wrr... Kto śmiał???"
Złorzecząc pod nosem dowlókł się do drzwi i otworzył się.
Za nimi stali mężczyzna w garniturze i kobieta z długimi
rudymi włosami.
- Witaj Jeremy, możemy wejść?
- ??? - odpowiedź nie należała do szczególnie błyskotliwych.
- Thanks - dziwna para weszła i rozsiadła się w pokoju.
- Kim jesteście?
Odpowiedź była zupełnie inna niż Jeremy się spodziewał.
- Wiesz Jeremy, masz tupet. Ujawniasz na Internecie tajemnice
państwowe, zniekształcasz je, a potem jeszcze rżniesz głupa.
- Co?!?
- Naprawdę nie przypominasz sobie? - ruda piękność nachyliła
się nad Jeremym - A kto napisał o nas te 200 kb klamstw?
- Wy jesteście...
...
- ...suń się trochę Lis, tu trzeba mocniejszych środków. JEREMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Co, gdzie, kiedy?
- No, wreszcie...
- Co wreszce? Wy tutaj? Czy ja śnie?
- Chciałbyś, co? Takiego wała, jesteś przytomny jak student
po amfetaminie. - kobieta wyraźnie chciała go pognębić.
- Lis Malda i Danka Skała?...
- Tylko nie Danka, nie piliśmy jeszcze...
- Khm, khm... Nie przyszliśmy tu się kłócić. - wtrącił
się mężczyzna - Tak, to my.
- Ale... Wy nie istniejecie.
- No co ty nie powiesz... - Danka nachyliła się ponownie nad
Jeremym i przy okazji pochwaliła się zawartością swojego
niedopiętego żakietu. Jeremy'emu jakoś udało się nie
zemdleć ponownie. Przez chwilę patrzyła się zaskoczona na
jego wyraz twarzy, gdy nagle pojęłą przyczynę.
- Świnia! - walnęła go w pysk, aż zadźwięczały szyby w
pokoju. Lis patrzył na to wszystko z wyrazem współczucia na
twarzy.
- Może przejdziemy do rzeczy?
- Proszę bardzo... - Jeremy pocierał obolałą szczękę -
Może wreszcie się dowiem, czego ode mnie chcecie.
- No więc chcemy usłyszeć jak się dowiedziałeś o nas i
dlaczego wypisujesz takie bzdury.
- Jakie bzdury? Wybrańcy to czysta fantazja, do dzisiaj nie
miałem pojęcia że wogóle istniejecie.
- Więc twierdzisz że obudziłeś się pewnego ranka i miałeś
pomysł na opowiadanie?!? - nad głową Jeremy'ego ponownie
zawisła groźna, ruda chmura.
- D...dokładnie. - przestraszony chłopak miał kłopoty z
wymową. Lis odciągnął Dankę na bok i zaczął do niej
szeptać zerkając co chwila na Jeremy'ego.
- Słuchaj, to całkiem możliwe. Znane są
przypadki telepatii podczas snu.
- Przestań Malda, to cholerne s/f i dobrze o tym wiesz. Pomyśl
jak się z nas nabijali w wydziale gdy znaleźli ten szmatławiec
na Sieci. Masz zamiar to tak zostawić?
- A co proponujesz?
- Wyskocz na dwie minuty na papierosa, a ja wyciągnę z niego co
trzeba. W ten czy inny sposób.
- Wiesz że nie mogę tego zrobić. Pamiętasz jak to się
skończyło ostatnim razem? Facet pozwał nas do sądu.
- Skąd mogłam wiedzieć że był jakimś ewangelickim
świętoszkiem? Poza tym nie miałam na myśli takiego sposobu.
- Może najpierw spróbujemy go trochę postraszyć?
- Skoro ci tak zależy... - wzruszyła ramionami i odwróciła
się w stronę Jeremy'ego który gapił się na nich próbując
coś zrozumieć.
- No więc może nam powiesz, co ci strzeliło
do głowy żeby wymyślić akurat takie nazwiska, co?!?
- To miała być aluzja do bohaterów serialu "Z archiwum
X". Skąd mogłem wiedzieć że ktoś taki istnieje
naprawdę...
Lis zrobił strasznie głupią minę. Przypomiały mu się
godziny spędzone na oglądaniu The X-Files na kanale polskim,
niemieckim, szwedzkim i jakim mu się tam jeszcze udało
znaleźć na satelicie, nagrywanie wszystko na kasety wideo i w
końcu wizyta w urzędzie miejskim w celu zmiany nazwiska.
Wydawało mu się to wtedy takie wspaniałe... Potem jeszcze
udało mu się namówić Dankę, co nie było takie trudne, gdy
obiekt ma tak rude włosy i nazwisko Marchew... Ech, gdyby
wiedział czym to się skończy...
- ...i jeszcze zrobiłeś z tej swojej bandy zdechlaków
bohaterów narodowych! - Danka zdawała się nie zwracać uwagi
ani na Lisa, ani na tłumaczenia Jeremy'ego. - Też mi
komandosi... Kant, który świata poza piwem Siecią i haszem nie
widzi. Winet której największym marzeniem jest skończyć
studia nie odwalając przy okazji kity ze zmęczenia. Albo
Kompan, który nawet do kościoła nosi ze sobą puste kasety, bo
a nuż będzie miał okazję przegrać sobie kolejną japońską
bajeczkę... tobie zresztą też niewiele brakuje. A reszta?
Jeeezu... Jeszcze gorzej. I niby oni mają ratować świat? Gimme
a break...
Jeremy ze zwieszoną głową słuchał tych wrzasków. Nie
wiedząc dlaczego czuł się jak dzieciak przyłapany na
oglądaniu pornoli. Nagle zdał sobie sprawę z faktu, że
wrzaski Danki umilkły. Podniósł głowę i zobaczył Dankę
odwróconą do niego tyłem i wpatrującą się w ekran monitora.
Na ten widok oblał go gorący pot (wspomniałem że żakiet był
baaardzo krótki? Nie? No to wspominam...), który natychmiast
zmienił się w lodową skorupę gdy Jeremy przypomniał sobie co
jest na ekranie... PIĄTA CZĘŚĆ "WYBRAŃCÓW
LOSU"!!!
"UCIEKAĆ!!!" wrzasnęły wszystkie instynkty przerażonego chłopaka.
Wypięty zadek przed jego oczami wyprostował się nagle i dał się słyszeć dziwny dźwięk przypominający kruszone kości. Danuta Skała odwróciła się i Jeremy zobaczył jej twarz. Nie chciał na to patrzeć, nie mógł na to patrzeć. Przeniósł wzrok niżej, na jej zaciśnięte pięści które właśnie się otwierały i przyjmowały pozycję wymarzoną do zrywania jabłek z drzewa. Albo wyrywania wnętrzności żywcem. Paznokcie niegdyć bardzo długie były teraz połamane i postrzępione od nieludzkiego zaciśnięcia pięści chwilę wcześniej.
- Jeremy... Chodź tutaj...
Nie mógł już nic zrobić. Zamknął oczy.
[ L O G O U T ]