Energoświadomość |
||
by Albert - dla X-Klubu |
- Hej, Max ! – krzyknęła za nim szefowa.
- Tak, moja piękna – to “moja piękna” jak zwykle dodał na tyle cicho, aby nie
była w stanie wyraźnie usłyszeć.
Odwrócił się i ponownie wszedł do gabinetu redaktora naczelnego.
- Jakiś farmer twierdzi, że mu na polu wylądowali kosmici. – powiedziała trochę
spokojniej. – podobno narobili niezłego bałaganu.
Otworzyła szufladę biurka, przerzuciła kilka razy ręką jej zawartość i po chwili
podała mu niewielką kartkę.
- Tu masz jego adres i trochę danych osobowych. – na pięknej buzi pojawił się grymas
sierżanta wydającego rozkazy młodym rekrutom – Do roboty !
- A więc znów mam udowodnić, że to bujda. – ironia, była jego ulubioną formą
dowcipnej odpowiedzi. – No bo jakim kosmitom chciałoby się w taką pogodę latać nad
polami jakiegoś farmera ?
- Masz zrobić wywiad środowiskowy, ciekawe zdjęcia i wykombinować z tego niezły
materiał. – znowu głośniej mówiła – I bez żadnych wygłupów, każda sprawa jest
ważna i na początku sto procent autentyczna. Zrozumiano ?
- Tak jest szefowo, już lecę, będę tam w pięć minut. – wiedział, że nie
znosiła, gdy się tak odzywał – Chociaż, pewnie samochód zamarzł całkowicie i
ruszenie go zajmie z pół godziny.
Nie odpowiedziała, zresztą nie oczekiwał tego. Odwrócił się na pięcie i równym
krokiem opuścił “jaskinię lwa”. Poszedł do swojego pokoju. Z szuflad w biurku
wyjął dwa notatniki, dwa długopisy, dwa ołówki i dwa aparaty fotograficzne już dużo
wcześniej przygotowane do pracy i uzbrojone w najlepsze na rynku klisze.
Z przyzwyczajenia zabierał po dwie sztuki z każdych potrzebnych mu do pracy atrybutów.
Doświadczenie nauczyło go, że gdy brał po jednym to zawsze coś nawalało i musiał
improwizować w terenie, czego nie lubił i co nie zawsze się udawało.
- No, a teraz do roboty. – powiedział do siebie – Złapać ufola za dupę.
* * *
Zimno i ślisko.
* * *
Po chwili znowu światło, jasność, dźwięki. Naturalne i prawdziwe.
Wszystko z powrotem zaczynało nabierać rzeczywistych kształtów. Kiedy mógł już
rozróżniać poszczególne przedmioty, znowu było pełno krwistej czerwieni. Widział
jakieś twarze, wszędzie podniesione głosy. Spojrzał na siebie.
Nie, Nieeee.
Nie chcę tu być, - myśli w jego głowie krzyczały tak, aż sam się ich
przeraził – chcę spokoju, chcę być daleko stąd, daleko.
Znowu obrazy rozmazały się i zaczęły przelatywać z ogromną prędkością. Po chwili
zatrzymały się i ostrość widzenia poprawiła się.
Do tej pory nie sądził, że życzenia tak łatwo się spełniają. Coś czuł, coś
czego nie czuje nikt żywy.
* * *
Piękny, biały śnieg pokrywał grubą warstwą trawniki i gałęzie
drzew w parku. Przed chwila wzeszło słońce rozświetlając świat ciepłymi,
pomarańczowymi promieniami. Wiał lekki wiaterek, zapowiadał się piękny zimowy dzień.
Chodzący po chodnikach ludzie opatuleni w ciepłe ubrania chowali nosy przed szczypiącym
mrozem. Po ulicy jechały samochody. Oblodzona nawierzchnia drogi zmuszała kierowców do
ostrożności i wolnej jazdy. Nad tym wszystkim, przyglądając się tej sielskiej krainie
z niewiadomej mu przyczyny właśnie unosił się w powietrzu jakieś dziesięć metrów
nad przejeżdżającymi pod nim samochodami. Nie wiedział gdzie się dokładnie znajduje,
po prostu chciał zobaczyć takie miejsce i zobaczył. Czuł jakby jego dziecięce
marzenie właśnie spełniało się.
Chwilę przyglądał się przechodzącym pod nim ludziom. Zapragnął z kimś
porozmawiać, zapytać o coś. Kiedy tylko pomyślał o wylądowaniu na ziemi, natychmiast
zaczął lecieć w dół. Powoli wyhamował i stanął na chodniku. Przechodnie nie
zwracali na niego żadnej uwagi. Zobaczył, że ma na sobie tylko spodnie i koszulę.
Stał bosymi stopami na śniegu i nie odczuwał zimna, jednak nie dziwiło go to ani nie
przerażało. Zupełnie jakby stał się bezdusznym robotem obserwującym rzeczywistość
i zapamiętującym wszystkie szczegóły, aby móc później wykorzystać zdobyte
doświadczenia.
W tym momencie jakiś mężczyzna wszedł na niego. Po prostu przeszedł przez niego jakby
był powietrzem. W czasie tego osobliwego kontaktu Max zauważył jakieś obrazy
przedstawiające nieznanych mu ludzi i jednocześnie dokładnie obserwował wewnętrzną
budowę biologiczną głowy przechodzącego przez niego faceta. Tamten zrobił jeszcze
kilka kroków, zatrzymał się i odwrócił głowę w kierunku Maxa. Zupełnie jakby
starał się coś dostrzec, ale ponieważ nic szczególnego nie zauważył odwrócił się
i podążył dalej w swoją stronę.
* * *
Był wewnątrz kawiarenki. Stało tu siedem stolików, przy każdym
cztery krzesła a pod ścianą naprzeciw drzwi był bar. Za nim krzątała się młoda i
ładna kelnerka przygotowując kawę. Ogólnie miejsce było przytulne. Wszędzie
królowały odcienie niebieskiego i szarego nadając wystrojowi wnętrza spokojny
nastrój.
Tylko jedno miejsce w kawiarence było zajęte. Około czterdziestoletni mężczyzna
siedział przy jednym ze stolików i przyglądał się kelnerce. Max pomyślał że to
pewnie dla niego ma być kawa i ustach poczuł smak tego napoju, przypomniał sobie jego
zbawienne działanie.
Usiadł przy stoliku obok mężczyzny. Zgodnie z przewidywaniami Maxa tamten nie
zareagował na jego obecność.
Do stolika podeszła kelnerka z kawą i postawiła ją przed mężczyzną.
- Proszę, smacznego.
- Dziękuję – odpowiedział mężczyzna uśmiechając się.
Gdy odeszła, zaczął powoli pić ciepły, parujący napój. Wtedy drzwi kawiarenki
otworzyły się. Do środka weszła ubrana w niebieską kurtkę kobieta. Zdjęła z głowy
czapkę, rozpięła zamek kurtki i podeszła do stolika przy którym siedział Max i
nieznajomy mężczyzna, który na jej widok podniósł się z krzesła. Uśmiechnęła
się do niego, Max oszacował, że ma około trzydziestki.
- Cześć Frank
- Cześć – odpowiedział – napijesz się kawy ?
- Z chęcią – odpowiedziała zdejmując kurtkę i wieszając ją na oparciu krzesła
Maxa.
- Poproszę jeszcze jedną kawę – mężczyzna zwrócił się do czekającej na
zamówienie kelnerki.
Wtedy kobieta, która przed chwilą weszła do lokalu zrobiła coś co Max przewidział, i
choć miał uczucie, że to się stanie, wyczekiwał do ostatniej chwili. Kobieta
najzwyczajniej w świecie chciała usiąść na nim, a raczej w nim. Nie uznał, aby takie
przeżycie było mu koniecznie potrzebne.
Nie siadaj.
Nagle jakby rozmyśliła się i wyprostowała. Max wstał, ale podnosząc się machną
prawą ręką. Dłonią trafił w filiżankę kawy, którą właśnie niosła kelnerka.
Mimo iż jego ciało przechodziło przez wszystkie przedmioty jak przez powietrze to tym
razem stało się coś niezwykłego. Filiżanka bez powodu popękała i rozbiła się na
kawałki, kawa rozlała się na wszystkie strony . Dziewczyna krzyknęła. Oblana gorącym
płynem ręka już zaczęła czerwienieć.
Przepraszam, zaraz przestanie boleć.
I przestało. Kelnerka była tym co najmniej bardzo zdziwiona, ale Max spokojne wyszedł z
kawiarenki. Najdziwniejsze było to, że jakby nie był sobą, jakby w jego osobowości
powstała jakaś wyrwa. Zupełnie jakby stracił zdolność do odczuwania emocji i uczuć.
Dlaczego ?
* * *
Wisiał w powietrzu tuż przed wysokim, szklanym budynkiem. Zaglądał
do środka pilnie śledząc pracujących wewnątrz ludzi. Takie obserwacje wydawały mu
się bardzo ciekawe. Pracownicy jakiegoś biura w pośpiechu przechodzili pomiędzy
biurkami trzymając w rękach różne rzeczy od wielkich stosów kartek, segregatorów do
kubków z kawą. Siedzący przy komputerach wpisywali jakieś dane.
Max obserwując ich nagle zaczął zdawać sobie sprawę, że każdy z obserwowanych ludzi
jest odrębną jednostką, ma swoje własne doświadczenia, wspomnienia, wartości i
przekonania. Zaintrygowany tym dosyć oczywistym odkryciem przeleciał przez szyby i
stanął obok młodej kobiety zapalczywie sortującej jakieś papiery. Zapragnął
dowiedzieć się kim jest ta dziewczyna. Jego wzrok nabrał nagle możliwości
prześwietlania obserwowanych obiektów. Zauważył w szufladzie biurka organizer. Sam nie
wiedząc w jaki sposób to robił, ale był w stanie odczytać jego zawartość. Na
pierwszej stronie były dane osobowe właścicielki. Dowiedział się ze ma na imię Sara,
adres czy nazwisko nie wydały się mu się na tyle interesującą informacją aby
zaprzątać sobie nimi pamięć. Dalej był kalendarz z opisanymi ważniejszymi datami z
jej życia. Z zapisanych informacji wywnioskował, że przyjęto ją do pracy zaledwie
miesiąc temu. Max lekko uśmiechnął się teraz rozumiejąc powód sumiennej i
energicznej pracy Sary, która pod tym względem trochę przewyższała resztę
pracowników tego biura.
Po chwili zamyślenia kontynuował przeglądanie organizera. Dowiedział się że co dwa,
trzy dni spotyka się z jakimś Joelem. Z pewnością był to wyjątkowy człowiek w jej
życiu bo za każdym razem przy jego imieniu rysowała jedno lub kilka serduszek. Oprócz
tego zaznaczone były spotkania z innymi ludźmi, ale dużo bardziej sporadyczne. Kilka
terminów wizyt u lekarza, kosmetyczki i fryzjera.
Sara skończyła sortowanie kartek, wstała z krzesła i poszła pomiędzy biurkami w
kierunku drzwi. Max przerwał lekturę, obserwował odchodzącą dziewczynę.
Nagle jakaś siła szarpnęła nim do góry, zaczął się mimo swej woli lecieć w górę
bez przeszkód przelatując przez kolejne poziomy budynku.
Nie chcę.
Nic nie pomogło więc się nie sprzeciwiał dalej, po prostu czekał na to co się
wydarzy. Zresztą było mu to obojętne. Unosił się pionowo w górę. Przeleciał przez
ostatnie piętro budynku i znalazł się na dachu, gdzie delikatnie wylądował.
Witam.
* * *
- Kim jestem ?
- Energoświadomością, niematerialną formą życia. Jesteś czystą energią
pozbawioną cielesnej powłoki i wreszcie mogącą w pełni wykorzystać wszystkie swoje
zdolności.
- Kim jesteś ?
- Jesteśmy prawie tacy sami, z tą jednak różnicą, że twoje ciało wygląda z
pewnością inaczej niż moje i pochodzimy z różnych miejsc czasoprzestrzeni.
- Rozumiem, co mam robić ?
- Czekaj.
- Na co ?
- Na nową materialną powłokę, lub powrót do starej, jeżeli oczywiście zajdzie taka
potrzeba.
- Dobrze.
- Pamiętaj, twoje materialne życie jest najlepszym okresem, bo tylko podczas niego
możesz zdobywać dane dla wiecznej energii, którą wy Ziemianie nazwaliście
nadświadomością, przeczuciem, intuicją i innymi podobnymi zwrotami.
- Więc sensem życia jest zdobywanie danych ?
- Nie, sensem istnienia jest istnienie samo w sobie i ciągły rozwój. Życie bez rozwoju
nie ma sensu. Pamiętaj o tym.
- Będę pamiętał.
- Muszę wracać, zresztą ty chyba też. Żegnaj.
- Tak, czuję to. Żegn.....
* * *
Rzeczywistość, realizm, życie.
Znowu jakieś niewyraźne twarze. Ostre światło skierowane prosto w oczy. Odrętwienie.
Nie mogę się ruszyć.
Podniesione głosy, ludzkie głosy.
Nie rozumiem.
Zmęczenie.
Idę stąd, idę. Nie chcę tu dłużej zostać ...
Nic.
Zmęczenie, ciemność.
* * *
Powoli podniósł ociężałe powieki. Głowa bolała go
niemiłosiernie. Ból sprawiał jednak, że Max odzyskał radość ducha. Był
szczęśliwy, że coś czuje, że z powrotem ma zmysły i emocje.
Jak szybko się zorientował, właśnie leżał na szpitalnym łóżku w jednoosobowej
sali pooperacyjnej. Podłączony był do kroplówki i jakiejś maszyny rejestrującej
bicie serca i fale mózgowe. Teraz nie pamiętał jak to wszystko się nazywa. Uznał, że
nie jest to najważniejsze w tej chwili.
Na każdej ścianie wisiała w ramce jakaś fotografia. Każda przedstawiała ten sam
wiejski pejzaż, tylko że przedstawiony w różnych porach roku. Do ściany naprzeciw
łóżka przytwierdzony był wysięgnik z półką, na której stał wyłączony
telewizor. Pod nim stał mały stolik ze szklanym blatem i trzy typowe, szpitalne
krzesła. Całe pomieszczenie pomalowane było na kolor biały, tylko na ścianach na
wysokości bioder znajdował się kilkudziesięciocentymetrowy, jasnoniebieski pas. Nad
drzwiami wisiał okrągły zegar, była za piętnaście dziewiąta. Po lewej stronie
łóżka znajdowało się duże okno z żaluzjami. Ustawione były teraz w taki sposób,
że Max nie był w stanie wyjrzeć na zewnątrz, ale za to do środka wpadało mniej
światła i lekkie zacienienie panujące w pokoju dawało ulgę zmęczonym oczom.
Drzwi cicho otworzyły się i do środka weszła ciemnowłosa pielęgniarka w spódniczce
sięgającej do połowy uda.
- Obudził się pan wreszcie – uśmiechnęła się – jak tam głowa, pewnie trochę
boli ?
Śmiej się śmiej kozo – pomyślał – jak ciebie będzie tak bolało to pogadamy.
- Ughhrr...bb..hhhhh – chciał powiedzieć, że boli jak jasna cholera, ale język i
struny głosowe odmówiły mu posłuszeństwa.
- Niech się pan nie wysila – zamknęła drzwi i podeszła do łóżka – po takiej
operacji będzie pan trochę odrętwiały jeszcze przez jakiś czas.
Wyciągnęła ręce w kierunku jego głowy. Max instynktownie chciał się odsunąć, ale
nie był w stanie. Słowa pielęgniarki okazały się absolutną prawdą.
- Zobaczmy jak tam opatrunek – obejrzała bandaże na głowie Maxa.
Teraz dopiero zorientował się, że całą głowę ma obwiązaną opatrunkami.
Co to się ze mną działo ?
- Wszystko w porządku, niedługo jeszcze do pana zajrzę – znowu uśmiechnęła się i
wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Max wysilił się, aby przypomnieć sobie ostatnie zajścia. Powoli obrazy zaczęły
układać się w logiczną całość. Pamiętał, że dostał zlecenie od szefowej, żeby
zbadać jakieś UFO na polach. Zabrał sprzęt, ubrał się i wyszedł z budynku redakcji
gazety, w której pracuje od dwóch lat. Na dworze było zimno i ślisko. Zobaczył swój
samochód zaparkowany po drugiej stronie ulicy. I po przejściu przeszedł do niego, ale
zanim dotarł tam zdarzyło się coś. Jakiś szybki, czerwony samochód wypadł zza
zakrętu. Max zaciekawiony spojrzał w jego stronę. Samochód pędził prosto na niego.
Kierowca nacisną na hamulec, ale jezdnia była oblodzona i czerwone auto sunęło wprost
na skamieniałego z przerażenia Maxa.
Potem tylko uderzenie. Walnął głową o przednią szybę samochodu. Rozprysła się
krew, na chwilę stracił przytomność, potem znowu ją odzyskał. Dalej działy się
rzeczy, których pojęcie na razie przerastało jego możliwości. Pamiętał, że latał,
przechodził przez wszystkie ściany i ludzi. Widział różne obrazy, nie odczuwał
uczuć. Tak, to pamiętał wyraźnie.
Zero emocji, kompletnie nic. Żadnego strachu, zaskoczenia, nienawiści, złości,
radości czy miłości. Nawet nie odczuwał pociągu płciowego.
Pamiętał jak po kolei odwiedzał różne miejsca, tylko te, które właśnie chciał
zobaczyć i jak spotykały go różne przygody. Pamiętał treść jakiejś rozmowy. Ale
nie potrafił ustalić z kim rozmawiał, chyba nawet go nie widział, tylko wyczuwał.
Rozmawiał bez słów, samymi myślami. Wiedział, że wtedy treść rozmowy wydała mu
się całkowicie zrozumiała, wręcz oczywista, ale teraz nie potrafił pojąć
usłyszanych wtedy rzeczy. Nie potrafił.
Dlaczego ? Dlaczego, nie rozumiem ? Może, świadomość mi
przeszkadza ? Może tak, nie wiem.
Po jakiejś godzinie odświeżania własnej pamięci i prób poskładania faktów w
logiczną całość czuł się zmęczony. Szybko zasnął. Nie śniło mu się nic.
Odpoczywał. Reszta nie była ważna.
O tym wszystkim chyba najlepiej zapomnieć. Chyba tak. Ale
...
* * *
Po tygodniu pobytu w szpitalu Max był w stanie już normalnie mówić. Nawet sam zjadał posiłki. Do tej pory karmiła go ciemnowłosa pielęgniarka. Było to nawet miłe, ale nie mógł przeginać i skoro tylko odzyskał zdolności manualne sam zaczął używać sztućców. Od Sally, tak miała na imię pielęgniarka, dowiedział się że w czasie wypadku doznał pęknięcia czaszki, że operowano go ponad pięć i pół godziny i że wszystko lekarzom się udało. W szpitalu miał spędzić jeszcze trzy tygodnie, a potem mógł wrócić do normalnego życia. Zresztą nie nudziło mu się tu wcale. Codziennie rozmawiał z Sally i z lekarzem, który go operował. Od niego to dowiedział się że w czasie operacji znajdował się w stanie śmierci klinicznej. Max przypuszczał że najprawdopodobniej coś takiego go spotkało i że to było powodem tych niesamowitych wizji i przeżyć. W końcu praca tropiciela zjawisk paranormalnych wymagała przynajmniej powierzchownej znajomości tego typu rzeczy. Nawet cieszyło go, że w końcu po dwóch latach uganiania się za niezwykłościami, na własnej skórze
, choć raczej na własnym umyśle lub szeroko pojętej “duszy”, odczuł efekty działania paranormalnych sił.Koniec
choć nic teraz nie jest pewne ...