Energoświadomość

by Albert - dla X-Klubu

 

- Hej, Max ! – krzyknęła za nim szefowa.
- Tak, moja piękna – to “moja piękna” jak zwykle dodał na tyle cicho, aby nie była w stanie wyraźnie usłyszeć.
Odwrócił się i ponownie wszedł do gabinetu redaktora naczelnego.
- Jakiś farmer twierdzi, że mu na polu wylądowali kosmici. – powiedziała trochę spokojniej. – podobno narobili niezłego bałaganu.
Otworzyła szufladę biurka, przerzuciła kilka razy ręką jej zawartość i po chwili podała mu niewielką kartkę.
- Tu masz jego adres i trochę danych osobowych. – na pięknej buzi pojawił się grymas sierżanta wydającego rozkazy młodym rekrutom – Do roboty !
- A więc znów mam udowodnić, że to bujda. – ironia, była jego ulubioną formą dowcipnej odpowiedzi. – No bo jakim kosmitom chciałoby się w taką pogodę latać nad polami jakiegoś farmera ?
- Masz zrobić wywiad środowiskowy, ciekawe zdjęcia i wykombinować z tego niezły materiał. – znowu głośniej mówiła – I bez żadnych wygłupów, każda sprawa jest ważna i na początku sto procent autentyczna. Zrozumiano ?
- Tak jest szefowo, już lecę, będę tam w pięć minut. – wiedział, że nie znosiła, gdy się tak odzywał – Chociaż, pewnie samochód zamarzł całkowicie i ruszenie go zajmie z pół godziny.
Nie odpowiedziała, zresztą nie oczekiwał tego. Odwrócił się na pięcie i równym krokiem opuścił “jaskinię lwa”. Poszedł do swojego pokoju. Z szuflad w biurku wyjął dwa notatniki, dwa długopisy, dwa ołówki i dwa aparaty fotograficzne już dużo wcześniej przygotowane do pracy i uzbrojone w najlepsze na rynku klisze.
Z przyzwyczajenia zabierał po dwie sztuki z każdych potrzebnych mu do pracy atrybutów. Doświadczenie nauczyło go, że gdy brał po jednym to zawsze coś nawalało i musiał improwizować w terenie, czego nie lubił i co nie zawsze się udawało.
- No, a teraz do roboty. – powiedział do siebie – Złapać ufola za dupę.

* * *

Zimno i ślisko.
Co to ? Co jest ?
Pisk, krzyk, ból, krew.
- Arghhhh ...hhhh – stłumiony okrzyk wyrwany z cierpiącego ciała. Mógł być wołaniem o pomoc lub wrzaskiem na zło zadające ból.
Ciemność, czas, spokój, nicość. Ale chyba coś, coś jest, musi być. Dziwne uczucie, bardzo dziwne, niesamowite, nienaturalne, nieludzkie. Chyba śmierć, ale teraz nic już nie jest pewne. Nic ...

* * *

Po chwili znowu światło, jasność, dźwięki. Naturalne i prawdziwe.
Wszystko z powrotem zaczynało nabierać rzeczywistych kształtów. Kiedy mógł już rozróżniać poszczególne przedmioty, znowu było pełno krwistej czerwieni. Widział jakieś twarze, wszędzie podniesione głosy. Spojrzał na siebie.
Nie, Nieeee.
Nie chcę tu być,
- myśli w jego głowie krzyczały tak, aż sam się ich przeraził chcę spokoju, chcę być daleko stąd, daleko.
Znowu obrazy rozmazały się i zaczęły przelatywać z ogromną prędkością. Po chwili zatrzymały się i ostrość widzenia poprawiła się.
Do tej pory nie sądził, że życzenia tak łatwo się spełniają. Coś czuł, coś czego nie czuje nikt żywy.

* * *

Piękny, biały śnieg pokrywał grubą warstwą trawniki i gałęzie drzew w parku. Przed chwila wzeszło słońce rozświetlając świat ciepłymi, pomarańczowymi promieniami. Wiał lekki wiaterek, zapowiadał się piękny zimowy dzień.
Chodzący po chodnikach ludzie opatuleni w ciepłe ubrania chowali nosy przed szczypiącym mrozem. Po ulicy jechały samochody. Oblodzona nawierzchnia drogi zmuszała kierowców do ostrożności i wolnej jazdy. Nad tym wszystkim, przyglądając się tej sielskiej krainie z niewiadomej mu przyczyny właśnie unosił się w powietrzu jakieś dziesięć metrów nad przejeżdżającymi pod nim samochodami. Nie wiedział gdzie się dokładnie znajduje, po prostu chciał zobaczyć takie miejsce i zobaczył. Czuł jakby jego dziecięce marzenie właśnie spełniało się.
Chwilę przyglądał się przechodzącym pod nim ludziom. Zapragnął z kimś porozmawiać, zapytać o coś. Kiedy tylko pomyślał o wylądowaniu na ziemi, natychmiast zaczął lecieć w dół. Powoli wyhamował i stanął na chodniku. Przechodnie nie zwracali na niego żadnej uwagi. Zobaczył, że ma na sobie tylko spodnie i koszulę. Stał bosymi stopami na śniegu i nie odczuwał zimna, jednak nie dziwiło go to ani nie przerażało. Zupełnie jakby stał się bezdusznym robotem obserwującym rzeczywistość i zapamiętującym wszystkie szczegóły, aby móc później wykorzystać zdobyte doświadczenia.
W tym momencie jakiś mężczyzna wszedł na niego. Po prostu przeszedł przez niego jakby był powietrzem. W czasie tego osobliwego kontaktu Max zauważył jakieś obrazy przedstawiające nieznanych mu ludzi i jednocześnie dokładnie obserwował wewnętrzną budowę biologiczną głowy przechodzącego przez niego faceta. Tamten zrobił jeszcze kilka kroków, zatrzymał się i odwrócił głowę w kierunku Maxa. Zupełnie jakby starał się coś dostrzec, ale ponieważ nic szczególnego nie zauważył odwrócił się i podążył dalej w swoją stronę.

* * *

Był wewnątrz kawiarenki. Stało tu siedem stolików, przy każdym cztery krzesła a pod ścianą naprzeciw drzwi był bar. Za nim krzątała się młoda i ładna kelnerka przygotowując kawę. Ogólnie miejsce było przytulne. Wszędzie królowały odcienie niebieskiego i szarego nadając wystrojowi wnętrza spokojny nastrój.
Tylko jedno miejsce w kawiarence było zajęte. Około czterdziestoletni mężczyzna siedział przy jednym ze stolików i przyglądał się kelnerce. Max pomyślał że to pewnie dla niego ma być kawa i ustach poczuł smak tego napoju, przypomniał sobie jego zbawienne działanie.
Usiadł przy stoliku obok mężczyzny. Zgodnie z przewidywaniami Maxa tamten nie zareagował na jego obecność.
Do stolika podeszła kelnerka z kawą i postawiła ją przed mężczyzną.
- Proszę, smacznego.
- Dziękuję – odpowiedział mężczyzna uśmiechając się.
Gdy odeszła, zaczął powoli pić ciepły, parujący napój. Wtedy drzwi kawiarenki otworzyły się. Do środka weszła ubrana w niebieską kurtkę kobieta. Zdjęła z głowy czapkę, rozpięła zamek kurtki i podeszła do stolika przy którym siedział Max i nieznajomy mężczyzna, który na jej widok podniósł się z krzesła. Uśmiechnęła się do niego, Max oszacował, że ma około trzydziestki.
- Cześć Frank
- Cześć – odpowiedział – napijesz się kawy ?
- Z chęcią – odpowiedziała zdejmując kurtkę i wieszając ją na oparciu krzesła Maxa.
- Poproszę jeszcze jedną kawę – mężczyzna zwrócił się do czekającej na zamówienie kelnerki.
Wtedy kobieta, która przed chwilą weszła do lokalu zrobiła coś co Max przewidział, i choć miał uczucie, że to się stanie, wyczekiwał do ostatniej chwili. Kobieta najzwyczajniej w świecie chciała usiąść na nim, a raczej w nim. Nie uznał, aby takie przeżycie było mu koniecznie potrzebne.
Nie siadaj.
Nagle jakby rozmyśliła się i wyprostowała. Max wstał, ale podnosząc się machną prawą ręką. Dłonią trafił w filiżankę kawy, którą właśnie niosła kelnerka. Mimo iż jego ciało przechodziło przez wszystkie przedmioty jak przez powietrze to tym razem stało się coś niezwykłego. Filiżanka bez powodu popękała i rozbiła się na kawałki, kawa rozlała się na wszystkie strony . Dziewczyna krzyknęła. Oblana gorącym płynem ręka już zaczęła czerwienieć.
Przepraszam, zaraz przestanie boleć.
I przestało. Kelnerka była tym co najmniej bardzo zdziwiona, ale Max spokojne wyszedł z kawiarenki. Najdziwniejsze było to, że jakby nie był sobą, jakby w jego osobowości powstała jakaś wyrwa. Zupełnie jakby stracił zdolność do odczuwania emocji i uczuć.
Dlaczego ?

* * *

Wisiał w powietrzu tuż przed wysokim, szklanym budynkiem. Zaglądał do środka pilnie śledząc pracujących wewnątrz ludzi. Takie obserwacje wydawały mu się bardzo ciekawe. Pracownicy jakiegoś biura w pośpiechu przechodzili pomiędzy biurkami trzymając w rękach różne rzeczy od wielkich stosów kartek, segregatorów do kubków z kawą. Siedzący przy komputerach wpisywali jakieś dane.
Max obserwując ich nagle zaczął zdawać sobie sprawę, że każdy z obserwowanych ludzi jest odrębną jednostką, ma swoje własne doświadczenia, wspomnienia, wartości i przekonania. Zaintrygowany tym dosyć oczywistym odkryciem przeleciał przez szyby i stanął obok młodej kobiety zapalczywie sortującej jakieś papiery. Zapragnął dowiedzieć się kim jest ta dziewczyna. Jego wzrok nabrał nagle możliwości prześwietlania obserwowanych obiektów. Zauważył w szufladzie biurka organizer. Sam nie wiedząc w jaki sposób to robił, ale był w stanie odczytać jego zawartość. Na pierwszej stronie były dane osobowe właścicielki. Dowiedział się ze ma na imię Sara, adres czy nazwisko nie wydały się mu się na tyle interesującą informacją aby zaprzątać sobie nimi pamięć. Dalej był kalendarz z opisanymi ważniejszymi datami z jej życia. Z zapisanych informacji wywnioskował, że przyjęto ją do pracy zaledwie miesiąc temu. Max lekko uśmiechnął się teraz rozumiejąc powód sumiennej i energicznej pracy Sary, która pod tym względem trochę przewyższała resztę pracowników tego biura.
Po chwili zamyślenia kontynuował przeglądanie organizera. Dowiedział się że co dwa, trzy dni spotyka się z jakimś Joelem. Z pewnością był to wyjątkowy człowiek w jej życiu bo za każdym razem przy jego imieniu rysowała jedno lub kilka serduszek. Oprócz tego zaznaczone były spotkania z innymi ludźmi, ale dużo bardziej sporadyczne. Kilka terminów wizyt u lekarza, kosmetyczki i fryzjera.
Sara skończyła sortowanie kartek, wstała z krzesła i poszła pomiędzy biurkami w kierunku drzwi. Max przerwał lekturę, obserwował odchodzącą dziewczynę.
Nagle jakaś siła szarpnęła nim do góry, zaczął się mimo swej woli lecieć w górę bez przeszkód przelatując przez kolejne poziomy budynku.
Nie chcę.
Nic nie pomogło więc się nie sprzeciwiał dalej, po prostu czekał na to co się wydarzy. Zresztą było mu to obojętne. Unosił się pionowo w górę. Przeleciał przez ostatnie piętro budynku i znalazł się na dachu, gdzie delikatnie wylądował.
Witam.

* * *

- Kim jestem ?
- Energoświadomością, niematerialną formą życia. Jesteś czystą energią pozbawioną cielesnej powłoki i wreszcie mogącą w pełni wykorzystać wszystkie swoje zdolności.
- Kim jesteś ?
- Jesteśmy prawie tacy sami, z tą jednak różnicą, że twoje ciało wygląda z pewnością inaczej niż moje i pochodzimy z różnych miejsc czasoprzestrzeni.
- Rozumiem, co mam robić ?
- Czekaj.
- Na co ?
- Na nową materialną powłokę, lub powrót do starej, jeżeli oczywiście zajdzie taka potrzeba.
- Dobrze.
- Pamiętaj, twoje materialne życie jest najlepszym okresem, bo tylko podczas niego możesz zdobywać dane dla wiecznej energii, którą wy Ziemianie nazwaliście nadświadomością, przeczuciem, intuicją i innymi podobnymi zwrotami.
- Więc sensem życia jest zdobywanie danych ?
- Nie, sensem istnienia jest istnienie samo w sobie i ciągły rozwój. Życie bez rozwoju nie ma sensu. Pamiętaj o tym.
- Będę pamiętał.
- Muszę wracać, zresztą ty chyba też. Żegnaj.
- Tak, czuję to. Żegn.....

* * *

Rzeczywistość, realizm, życie.
Znowu jakieś niewyraźne twarze. Ostre światło skierowane prosto w oczy. Odrętwienie.
Nie mogę się ruszyć.
Podniesione głosy, ludzkie głosy.
Nie rozumiem.
Zmęczenie.
Idę stąd, idę. Nie chcę tu dłużej zostać ...
Nic.
Zmęczenie, ciemność.

* * *

Powoli podniósł ociężałe powieki. Głowa bolała go niemiłosiernie. Ból sprawiał jednak, że Max odzyskał radość ducha. Był szczęśliwy, że coś czuje, że z powrotem ma zmysły i emocje.
Jak szybko się zorientował, właśnie leżał na szpitalnym łóżku w jednoosobowej sali pooperacyjnej. Podłączony był do kroplówki i jakiejś maszyny rejestrującej bicie serca i fale mózgowe. Teraz nie pamiętał jak to wszystko się nazywa. Uznał, że nie jest to najważniejsze w tej chwili.
Na każdej ścianie wisiała w ramce jakaś fotografia. Każda przedstawiała ten sam wiejski pejzaż, tylko że przedstawiony w różnych porach roku. Do ściany naprzeciw łóżka przytwierdzony był wysięgnik z półką, na której stał wyłączony telewizor. Pod nim stał mały stolik ze szklanym blatem i trzy typowe, szpitalne krzesła. Całe pomieszczenie pomalowane było na kolor biały, tylko na ścianach na wysokości bioder znajdował się kilkudziesięciocentymetrowy, jasnoniebieski pas. Nad drzwiami wisiał okrągły zegar, była za piętnaście dziewiąta. Po lewej stronie łóżka znajdowało się duże okno z żaluzjami. Ustawione były teraz w taki sposób, że Max nie był w stanie wyjrzeć na zewnątrz, ale za to do środka wpadało mniej światła i lekkie zacienienie panujące w pokoju dawało ulgę zmęczonym oczom.
Drzwi cicho otworzyły się i do środka weszła ciemnowłosa pielęgniarka w spódniczce sięgającej do połowy uda.
- Obudził się pan wreszcie – uśmiechnęła się – jak tam głowa, pewnie trochę boli ?
Śmiej się śmiej kozo – pomyślał – jak ciebie będzie tak bolało to pogadamy.
- Ughhrr...bb..hhhhh – chciał powiedzieć, że boli jak jasna cholera, ale język i struny głosowe odmówiły mu posłuszeństwa.
- Niech się pan nie wysila – zamknęła drzwi i podeszła do łóżka – po takiej operacji będzie pan trochę odrętwiały jeszcze przez jakiś czas.
Wyciągnęła ręce w kierunku jego głowy. Max instynktownie chciał się odsunąć, ale nie był w stanie. Słowa pielęgniarki okazały się absolutną prawdą.
- Zobaczmy jak tam opatrunek – obejrzała bandaże na głowie Maxa.
Teraz dopiero zorientował się, że całą głowę ma obwiązaną opatrunkami.
Co to się ze mną działo ?
- Wszystko w porządku, niedługo jeszcze do pana zajrzę – znowu uśmiechnęła się i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Max wysilił się, aby przypomnieć sobie ostatnie zajścia. Powoli obrazy zaczęły układać się w logiczną całość. Pamiętał, że dostał zlecenie od szefowej, żeby zbadać jakieś UFO na polach. Zabrał sprzęt, ubrał się i wyszedł z budynku redakcji gazety, w której pracuje od dwóch lat. Na dworze było zimno i ślisko. Zobaczył swój samochód zaparkowany po drugiej stronie ulicy. I po przejściu przeszedł do niego, ale zanim dotarł tam zdarzyło się coś. Jakiś szybki, czerwony samochód wypadł zza zakrętu. Max zaciekawiony spojrzał w jego stronę. Samochód pędził prosto na niego. Kierowca nacisną na hamulec, ale jezdnia była oblodzona i czerwone auto sunęło wprost na skamieniałego z przerażenia Maxa.
Potem tylko uderzenie. Walnął głową o przednią szybę samochodu. Rozprysła się krew, na chwilę stracił przytomność, potem znowu ją odzyskał. Dalej działy się rzeczy, których pojęcie na razie przerastało jego możliwości. Pamiętał, że latał, przechodził przez wszystkie ściany i ludzi. Widział różne obrazy, nie odczuwał uczuć. Tak, to pamiętał wyraźnie.
Zero emocji, kompletnie nic. Żadnego strachu, zaskoczenia, nienawiści, złości, radości czy miłości. Nawet nie odczuwał pociągu płciowego.
Pamiętał jak po kolei odwiedzał różne miejsca, tylko te, które właśnie chciał zobaczyć i jak spotykały go różne przygody. Pamiętał treść jakiejś rozmowy. Ale nie potrafił ustalić z kim rozmawiał, chyba nawet go nie widział, tylko wyczuwał. Rozmawiał bez słów, samymi myślami. Wiedział, że wtedy treść rozmowy wydała mu się całkowicie zrozumiała, wręcz oczywista, ale teraz nie potrafił pojąć usłyszanych wtedy rzeczy. Nie potrafił.
Dlaczego ? Dlaczego, nie rozumiem ? Może, świadomość mi przeszkadza ? Może tak, nie wiem.
Po jakiejś godzinie odświeżania własnej pamięci i prób poskładania faktów w logiczną całość czuł się zmęczony. Szybko zasnął. Nie śniło mu się nic. Odpoczywał. Reszta nie była ważna.
O tym wszystkim chyba najlepiej zapomnieć. Chyba tak. Ale ...

* * *

Po tygodniu pobytu w szpitalu Max był w stanie już normalnie mówić. Nawet sam zjadał posiłki. Do tej pory karmiła go ciemnowłosa pielęgniarka. Było to nawet miłe, ale nie mógł przeginać i skoro tylko odzyskał zdolności manualne sam zaczął używać sztućców. Od Sally, tak miała na imię pielęgniarka, dowiedział się że w czasie wypadku doznał pęknięcia czaszki, że operowano go ponad pięć i pół godziny i że wszystko lekarzom się udało. W szpitalu miał spędzić jeszcze trzy tygodnie, a potem mógł wrócić do normalnego życia. Zresztą nie nudziło mu się tu wcale. Codziennie rozmawiał z Sally i z lekarzem, który go operował. Od niego to dowiedział się że w czasie operacji znajdował się w stanie śmierci klinicznej. Max przypuszczał że najprawdopodobniej coś takiego go spotkało i że to było powodem tych niesamowitych wizji i przeżyć. W końcu praca tropiciela zjawisk paranormalnych wymagała przynajmniej powierzchownej znajomości tego typu rzeczy. Nawet cieszyło go, że w końcu po dwóch latach uganiania się za niezwykłościami, na własnej skórze, choć raczej na własnym umyśle lub szeroko pojętej “duszy”, odczuł efekty działania paranormalnych sił.
Codziennie odwiedzał go też z rodziny lub znajomych z pracy. Oglądał telewizję, czytał gazety. “Jego piękna” pani redaktor naczelny dostarczała mu nowych pasjonujących doniesień ze świata poszukiwaczy UFO i wszelkich niezwykłych zdarzeń. Co do sprawy, którą miał się zająć tego feralnego dnia, okazało się że ktoś narobił na polu okrągłych śladów. Naokoło pełno było odcisków butów o niewielkich rozmiarach, więc uznano że prawdopodobnie całego zamieszania narobiły jakieś dzieciaki dla kawału. Zresztą sprawa jeszcze jest w toku.
Max próbował pisać reportaże i redagować felietony do gazety. Lecz na dzień przed planowaną próbą chodzenia o własnych siłach wydarzyło się coś co zapamiętał do końca życia.
- Ma pan gościa – Sally wsadziła głowę do środka przez uchylone drzwi – zaraz przyjdzie.
Max chciał zapytać kto to, ale pielęgniarka szybko odeszła. W milczeniu wpatrywał się w czystą biel drzwi. Nasłuchiwał kroków na korytarzu. Coś usłyszał. Klamka poruszyła się. Do pokoju wszedł wysoki mężczyzna w ciemnym garniturze.
- Dzień dobry, jestem doktor Joseph Stockwell – przedstawił się.
Wydawał się miłym i wykształconym człowiekiem. Głos miał spokojny, wyraźny i zdecydowanie przyjemny. Miał przyjazną i naturalny, szczery uśmiech.
- Dzień dobry
- Przepraszam za to najście, ale prowadzę badania na temat śmierci klinicznej – mężczyzna przystawił jedno z krzeseł do łóżka Maxa i usiadł na nim – chciałbym, aby pan jeżeli to możliwe, opowiedział mi swoje wrażenia.
- No nie wiem – Max był trochę zdziwiony.
- Lekarz, który pana operował powiedział mi, że był pan w stanie śmierci klinicznej ponad piętnaście minut – z twarzy mężczyzny nie schodził przyjazny uśmiech – Ludzie po tak długim czasie zazwyczaj dużo pamiętają z tego przeżycia.
Max przeanalizował szybko w myślach wszystko co pamiętał i doszedł do wniosku, że opowiadanie o lataniu może i przejdzie, ale do tej dziwnej niezrozumiałej dla niego rozmowy nie miał zamiaru się przyznawać. Przynajmniej dopóki sam jej nie rozgryzie.
- Sądzę, że to była standardowa wizja – Max starał się mówić jak najbardziej rzeczowo – Zresztą miałem już do czynienia z opisami takich doświadczeń ...
- Wiem, wiem – wtrącił doktor Stockwell – jest pan dziennikarzem pracującym dla gazety o paranormalnych zjawiskach. Ale mnie interesują rzeczy, których w takich typowych opisach niema. Na pewno podczas tak długiego czasu przebywania w stanie śmierci klinicznej doznał pan jakichś niestandardowych doświadczeń.
O co mu chodzi ? Czyżby coś wiedział ? Więcej niż wiem ja ?
Nie ufam mu, chyba za bardzo się uśmiecha, albo coś w tym stylu.

- Nie, nie przypominam sobie niczego takiego. – Max postanowił trwać przy swoim i nie zdradzić treści niezwykłej rozmowy o energoświadomości.
- A wie pan co to jest energoświadomość ? – zapytał doktor.
Max poczuł jak na skroniach pojawia mu się pot. Siedzący obok łóżka mężczyzna tym pytaniem wytrącił go kompletnie z równowagi. Nie wiedział co powinien teraz zrobić. Doktor z pewnością zauważył jego reakcję na to pytanie i na pewno nie da sobie więcej mydlić oczu.
Może jednak ?
- Co ? – Max udał zdziwienie jak tylko mógł najlepiej.
Twarz doktora nagle przestała być przyjemna. Wstał z krzesła i zbliżył się do łóżka.
- Nie igraj z nami – pojedyncze słowa syczały niczym jadowite węże czekające na ofiarę – mów prawdę, albo ją z ciebie wyciśniemy.
Mężczyzna rozchylił marynarkę i pokazał schowaną pod pachą broń.
- Jestem agentem rządowym i jeśli będziesz utrudniał współpracę to zrobimy krzywdę tobie i twoim najbliższym. – mówił dalej prosto w twarz swojej ofiary – Twoje życie nie stanowi dla nas żadnej wartości.
Max przestraszył się na dobre. Jako dziennikarz nauczony był odpowiadać na próby zastraszania, ale ten facet dokładnie wiedział co robi. Gdyby Max teraz stał to z pewnością nogi by się pod nim ugięły. Łagodny doktorek stał się wysokim, umięśnionym funkcjonariuszem jakiejś potężnej, złowrogiej i tajemniczej organizacji.
- Powiedz mi wszystko teraz – kontynuował agent – żebym mógł sobie pójść i zostawić cię w spokoju.
- Dobrze – odparł Max starając się uspokoić głos.
Następnie w ciągu kilkunastu minut opowiedział wszystko z najdrobniejszymi szczegółami o swojej enorgoświadomej przygodzie. Mężczyzna w garniturze pilnie słuchał notując co chwilę w niedużym notesie, który wyjął z kieszeni marynarki. Nie przerywał Maxowi, a gdy ten skończył agent odsunął się od niego i zmienił wyraz twarzy.
- I widzisz, to nie było takie trudne – niesamowite, ale doktor Stockwell znowu się uśmiechnął – niestety nie powiedziałeś nic nowego. Pewnie wstrząs mózgu spowodował, że twoja świadomość nie była w stanie zrozumieć tego wszystkiego co doświadczyłeś w czasie bycia energoświadomością. Stąd luki w pamięci. Trudno.
Max nie odpowiedział nic, obserwował mężczyznę starając się jak najlepiej go zapamiętać.
- Teraz cię pożegnam – kontynuował tamten – możliwe że jeszcze się spotkamy. Choć radzę ci zapomnieć o tej rozmowie. Dla własnego dobra.
Wyszedł.
Nie pojmuję, co rząd może chcieć od energoświadomości ?
Władzy nad innymi
odpowiedź nie wiadomo skąd sama pojawiła mu się w myślach.
Władzy ... i chyba nic więcej. Bo nic więcej nie trzeba.

Koniec

choć nic teraz nie jest pewne ...