 | Z Piwnicy G |  |
 | Fajnding CzukobaBanana |  |
X-Tomcio siedzial (a moze lezal?) nachylony nad kiblem i zwracal wszysko co zawieral jego zoladek przez ostatnie pare godzin. Ueeee - myslal - Niepotrzebnie dalem sie namowic Jabo'wi na te puszke z piwem. - rzekl i pograzyl sie w przyplywie wnetrznosci. Nagle zapikal jego komorkowiec. Po krotkich poszukiwaniach, znalazl go w nieco zabarwionych spodniach.
- Slucham.
- Sie masz Tomcio. Co porabiasz? - Agent poznal glos Democrazy'ego.
- Odchorowywuje wczorajszy wieczor. A tak przy okazji to skad dzwonisz?
- Zhackowalem telefon sasiada. Kiedy bylem u niego to zobaczylem taki ladny, rozowy i tak ladnie dzyndzal. Postanowilem go zhackowac. Ujalem go, walnalem pare razy o sciane i ucieklem do piaskownicy. Niestety, telefon nie dzialal, wiec dzwonie z budki telefonicznej.
- No to faaableeee - nie dokonczyl swojej wypowiedzi poniewaz wrocila "powracajaca fala".
- Ohooo. No to niezle wczoraj dales w gaznik. Co tym razem? Orenzada?
- Nie, porwalem sie na cos mocniejszego.
- Mleko?
- Piwo. - odpowiedzial X-Tomcio. W sluchawce szyszal cisze.
- Jeeezzzzuuu! - w koncu odpowiedzial Demo. - No to rzeczywiscie niezle balowales.
- Taa, jak cholera... - powiedzial calkowicie przybity Tomcio.
- No nic, jest sprawa.
- Jaka?
- Popelniono przestepstwo w Lotniku. - Zaczal Democrazy wspominajac o slawnej szkole dla chlopcow. - Jakiegos goscia zarzneli. Tylko niewiadomo jak i niewiadomo kto. Widzial to zajscie sublokator zamordowanego. Ale chyba nic z niego nie wycisniemy.
- Spoko, za 15 minut bede w Piwnicy. - Tomcio rozlaczyl sie. Powiedzial sobie w duchu, ze juz nigdy sie nie nawali i zaczal sie ubierac. Zalozyl Official Dresiarz Wear (buty Adidasa, bluza Adidasa, spodnie Adidasa) i popedzil do Piwnicy. Przed Piwnica z ostroznie, pamietajac jego ostatnie wejscie smoka, podniosl jakiegos kija i rzucil go przez drzwi.
- Aaaauuuuaaa!! - zaryczal Democrazy. - Co ty robisz bawolku!!
- Myslalem, ze dalej dziala fotokomorka z gownem.
- Juz nie. Zdemontowalem, bo zawsze w nia wpadalem. Idziemy do Lotnika?
- Nie, jeszcze musze skonczyc podstawowke.
- Czy idziemy zbadac morderstwo matolku!?
- Aaa, spoko, let's go!
Chlopcy radarowcy dotarli tam w niecale pol godziny. Przed wejsciem Tomcio powiedzial straznikowi "eFBIaj" i straznik bez szemrania ich wpuscil. Na miejscu zbrodni, w pokoju byl niesamowity balagan, wszystko powywracane, a na scianie bylo wymalowane na czerwono koleczko i na tym koleczku, na rozowo, trojkacik. Podszedl do nich policjant.
- Dzien dobry, my z FBI. Wzywano nas. - Zaczal Democrazy.
- Nie rob mnie w konia chlopcze. Nikt nie wzywal Federalnych.
- No to co, ale jak juz tu jestesmy, to sie rozgladniemy. - Dokonczyl jak zwykle spokojnie X-Tomcio i zaczal sie rozgladac. W sumie nic nie wyniuchali, wiec spytali sie policjanta:
- Podobno ktos to widzial?
- Tak, gosciu ktory mieszkal z zamordowanym. Ale calkowicie odbila mu szajba.
- Mozemy z nim porozmawiac?
- Mozecie sprobowac... - skonczyl policjant i zaprowadzil ich do pokoju obok. Zobaczyli tam chlopaka w wieku 16-17 lat. Rece mu sie trzesly i machal glowa jak Golota przed walka.
- Czesc mlody. Podobno wszystko widziales? - zapytal jak zwykle spokojnie Tomcio
- Ulalalualaburamataratamatazam! - odpowiedzial bez sensu chlopak.
- Czekaj, widzialem takie przypadki. - powiedzial Tomcio i zaczal machac zapalona zapalniczka chlopakowi przed oczami.
- Ooooo. CzukobaBanana! CzukobaBanana!
- Dzieki stary, to wszystko co chcielismy wiedziec. - Zakonczyl jak zwykle spokojnie X-Tomcio. Agenci wyszli z pokoju, a nastepnie opuscili budynek.
- O co chodzi z tym bananem? - dopytywal sie Democrazy.
- O CzukobaBanana chyba. - odpowiedzial jak zwykle spokojnie Tomcio.
- No to o co chodzi z CzukobemBananem?
- Pokaze ci kiedy dojdziemy do mnie na chate. - rzekl X-Tomcio i udali sie do siedziby Agenta. Tam Tomcio wyjal teczke, a z niej wycinek z pisma "Mama i ja". Wycinek pochodzil z rubryki "kacik grozy", a zatytuowany byl: "CzukobaBanana straszy dzieci po nocach".
- Znalazlem to kiedys w pewnym pismie i postanowilem umiescic to w moim archiwum.
- Hmmm, to wyglada powaznie. Sa w artykule zawarte jakies istotne informacje o podejrzanym?
- Tak, jest to duch, ktory straszy dzieci po nocach.
- Wiec to jest prawda! Ile bylo przestepstw.
- Jedno udokumentowane i trzy zmyslone. Te trzy zmyslone wymyslily dzieci prawdopodobnie pod wplywem alkoholu.
- Gdzie zaszlo przestepstwo w tym udokumentowanym przypadku?
- We wsi Gnojowniki. Ale wiekszosc mieszkancow sie z tamtad wyniosla, bo sie bala CzukobaBanana.
- Jak to jest daleko z Deblina?
- Jakies 150km, wiec takim razie skooterkiem tam nie dojedziemy. Pozostaje nam PKP. Dobra, zbierz troche kasy i spotkamy sie na dworcu od 3.00pm. Jedziemy na akcje! - rzekl jak zwykle spokojnie X-Tomcio i delikatnie wyprosil partnera. Tomcio rozbil swinke-skarbonke, wzial kalesony na zmiane, zolwia wodnego Muldera i wyruszyl na dworzec. Dotarl tam punktualnie 14.48. Democrazy juz tam czekal. Mial maly bagaz w ktorym mial, jak sam mowil, bron, ale Tomcio zauwazyl wystajaca z plecaka pluszowa noge misia. Mieli dosc duze szczescie, poniwaz pierwszy pociag do Gnojownikow byl o 15.53. Poczekali troche w poczekalni, Tomcio obalil Coke'a, Democrazy kupil nowy numer swojego ulubionego pisma "Zlote Cyganki" i wsiedli do pociagu, ktory w miedzyczasie podjechal na tor. W pociagu Tomcio zasnal, a Democrazy ogladal pieknie opalonych Cyganow i troszke Cyganek. Nie jechali wcale tak dlugo i o 19.00 byli juz w stacji Gnojowniki.
- Aloha Gnojowniki! - krzyknal jak zwykle spokojnie X-Tomcio. Po paru sekundach zauwazyl, ze w poblizu nie bylo nikogo, a cala stacja gnojowniki to byly tory na polu.
- Pieknie, trafilismy w niezle zadupie. - powiedzial wkurzony Demo.
- Spoko, pewnie to jest miasto nocy - odpowiedzial jak zwykle spokojnie Tomcio.
- Peeewaa, ladne mi miasto. - odpysknal Agent Demo. Postanowili pojsc spac w pole, bo byli bardzo zmeczeni, a jak bedzie tu jakis ruch to na pewno ich obudzi.
Ranek. Godzina 7.33am. Tomcio, spiacy na brzuchu poczul jakies nieprzyjemne klucie w tylek. Szybko obrocil sie i zobaczyl jakiegos uwalonego ziemia goscia, ktory go tykal widlami w tylek.
- Spadaj koles. Chcesz trafic do pierdla za klucie agenta w tylek??!! - wrzasnal jak zwykle spokojnie X-Tomcio.
- GulaGula Alibaba. - Odpowiedzial niezrozumiale gosciu.
- Ej, Demo, wstawaj. - powiedzial jak zwykle spokojnie X-Tomcio do partnera.
- Uuuuuaaaaa - ziewnal przeciagliwie Democrazy. Tubylec natymiastowo zareagowal pchnieciem w tylek.
- Heeejjjj!! Tylko nie w tylek okiej??
- Nie trudz sie, nie czai co sie do niego mowi. Jest uzbrojony i niebezpieczny. W dodatku wspaniale sie maskuje.
- Masz racje - przytaknal Tomciowi Demo nasladujac swojego czarnoskorego idola. - Spytaj go o podejrzanego.
- Hmm, CzulaCzula BlumBlum CzukobaBanana?
- Aaaaaaaaaaaa!! - krzyknal Tubylec i uciekl i to szybko.
- Niedobrze, mozliwe, ze nikogo wiecej tu nie spotkamy. - odparl jak zwykle spokojnie X-Tomcio.
- Coz, trzeba kogos poszukac. - odpowiedzial Demo i zaczeli poszukiwania zywej duszy. Niekoniecznie poprzedniej zywej duszy z widlami. Po pol godzinach szukania niedaleko nich ukazaly sie male domki. Agenci szybko do nich dobiegli. Pustka. Wszedzie pustka. Osiedle bylo opuszczone. Po dluzszych poszukiwaniach znalezli jakiegos dziadka miedzy domami.
- CzulaCzula BlumBlum CzukobaBanana - zagadnal go jak zwykle spokojnie X-Tomcio.
- CukobaBanana? DaDaDa! - krzyknal staruszek i zaczal sie udawac w pole. Wiedzeni federalna intuicja Agenci udali sie za nim. Po dwoch godzinach, bo dziadek wlokl sie straznie. Zaprowadzil ich do stracha na wroble. Na nim wysiala karteczka z napisem: CzukobBanan.
- No to niezle! - krzyknal jak zwykle spokojnie X-Tomcio. - Dziadek nas zrobil w konia!! A tak w ogole to gdzie jest dziadek??!! - Wrzasnal jak zwykle spokojnie X-Tomcio. Dziadka nie bylo ani sladu. Zniknal gdzies w polu kukurydzy.
- Fajosko! - krzyknal wkurzony Democrazy i ze zlosci sprzedal kopa strachowi. Strach z kolkiem odchylil sie do tylu, a nastepnie wrocil na swoje miejsce. Przed nim, naprzeciw agentow otworzylo sie przejscie.
- Facet, genialny jestes! - krzyknal podniecony, ale jak zwykle spokojnie X-Tomcio. Obaj weszli do srodka jamy. Wszedzie bylo ciemno i duszno. Ale agenci zdazyli zauwazyc kable na scanach. Gdyby tylko mogli wiedziec gdzie one prowadza... Posuwali sie na przod i na przod. Po jakichs trzech godzinach plataniny doszli do wniosku, ze sa w jakims labiryncie.
- Musimy sie rozdzielic. - rzekl jak zwykle spokojnie X-Tomcio.
- Powalilo cie??!! Ja sie nie rozdziele, boje sie!
- To dobrze, bo ja tez sie boje.
- No to co robimy.
- Pamietam, jak kiedys czytalem pewien komiks i tam facet szedl w labiryncie i przed wejsciem zawiazal gdzies sznurek. Potem sobie szedl tym labiryntem trzymajac sznurek w dolni, a kiedy chcial wrocic szedl po sznurku.
- Ekstra, tylko ze my nie jestesmy przy wejsciu i nie mamy sznurka. - odpowiedzial Demo.
- No tak. Znam wiec inny sposob. MMMMMMAAAAAAAMMMMMMOOOOOO!!!! - wrzasnal z bestialska sila, ale za to jak zwykle spokojnie X-Tomcio.
- Zamknij sie! Mama tu nic nie da. To znaczy pewnie by cos dala, ale jej akurat tu nie ma. Wiem! Przeciez masz komorke! Zadzwon po pomoc.
- Gud ajdija! - odpowiedzial jak zwykle spokojnie X-Tomcio i wykrecil numer. Troche poczekal i zaczal w koncu gadac. - Mama? Tak, to ja Tomus. Co? Nie, nie ucieklem z domu. Nie, naprawde nie. Poszedlem tylko na wycieczke. No. Dobra. - W tym momencie Demo daje mu potajemne znaki znaczace: wezwij pomoc baranie!. Tomcio kontynuowal - Mama, co dzisiaj na obiad?. Co? Ziemniaki? No nie, znowu pyry??!! Zrobilabys w koncu cos dobrego. Halo? Mama? Sa jakies zaklocenia. Halo? Halo? Obywatelu? Halo? Masz ci los. - rzekl jak zwykle spokojnie do Democrazy'ego - rozlaczylo nas. Pewnie jestesmy poza zasiegiem.
- Bawolek jestes!! Miales wezwac pomoc!
- Oj tam, stara sie dopytywala o wszystko. Chcialem sie jej zapytac, ale nie dala mi dojsc do glosu - tlumaczyl sie jak zwykle spokojnie X-Tomcio.
- Tak, jasne. Halo? Mamusia? Co dzisiaj na obiadek? Znowu niedogotowane kartofelki? - zaczal przedrzezniac partnera Demo.
- Odwal sie, bo ci szczele lampe! - krzyknal jak zwykle spokojnie X-Tomcio.
- Jasne. Taki mamisynek jak ty? Ty nawet komara nie uderzysz!!
- Taaaa, ja lalem w ryja, kiedy ty na starego mowiles Baba, a na gowno papu!! - odwrzasnal jak zwykle spokojnie X-Tomcio
- Spokojnie dzieci, nie bijcie sie - wtracil sie jakis trzeci rozmowca.
- Heeeeee??? - odrzekli zdziwieni agenci. Przed soba zobaczyli goscia w niebieskich majtkach i zoltej pelerynie z opaska na oczach.
- Jestem CzukobaBanana. A wy mnie szukaliscie.
- Aha, a skad wiesz.
- Moj czlowiek, ten ktory potraktowal was widlami mi o tym powiedzial, ze jakis smieszny gostek mowiacy ze smiesznym akcentem i jakis drugi co smierdzi kupa, pytali o mnie.
- Owszem, pytalem. U nas w Deblinie popelniono morderstwo. Osobnik ktory widzial zajscie, mowi, ze zrobil to CzukobaBanana, a CzukobaBanana to jak wlasnie wspomniales ty! Wiec jestes aresztowany pod zarzutem morderstwa!
- I straszenia dzieci po nocach! - dodal Democrazy
- Hola, hola. Dzieci, a raczej dziecko to owszem, przestraszylem, bo pomylilem mieszkania. Ale o tym morderstwie w Deblinie nic nie slyszalem.
- Tak? A to widzialem na scianie na miejscu zbrodni. - powiedzial jak zwykle spokojnie X-Tomcio i wskazal na rozowe logo na slipach CzukobaBanana.
- No, to moje, ale widocznie ktos sie pode mnie podszywa w Deblinie. Slowo Czukoba, ze to nie ja!
- Dobra, wierzymy ci. Agenci FBI chca dobra wszystkich, nawet CzukobowBananow. Ale w takim razie kto sie podszywa pod ciebie?
- Nie mam zielonego pojecia.
- Spoko. Wrocimy do Deblina i tam poweszymy. A, i jeszcze jedno, moglbys nas stad wyrowadzic na stacje. - poprosil jak zwykle spokojnie X-Tomcio.
- Nie ma sprawy. Zdradze wam slowko, ze pociag do Deblina odjezdza o 2.07pm. Wiec lepiej sie pospieszcie. Folou mi! - odrzekl CzukobaBanana i pospieszyl do wyjscia. Wyjscie, jak sie agentom zdawalo nie bylo wcale tak daleko, zaledwie 10 minut drogi. CzukobaBanana znal skrot i doszli do stacji jeszcze szybciej. Pociag sie nie spoznil. Agenci w trzy minuty pozniej zasiadali w wygodnych fotelach i probowali przemyslec sprawe. Ale na pusty zoladek cienko sie mysli, wiec poczekali z tym mysleniem dopoki nie wypija Coke'a i nie zjedza malego conieco. Do Deblina dojechali przed 17. W sumie nic sie nie zmienilo od ich ostatniego pobytu. W koncu nie bylo ich tylko jeden dzien. Popoludniawa cisze przerwalo pikanie komorki Tomcia.
- Slucham.
- Czesc szczylu. Sluchaj uwaznie, bo nie bede powtarzac. Badzcie dzisiaj o 22. na budowie dyskoteki Pryzmat. - rozmowca wylaczyl sie.
- To byl nasz kochany kumpel z govermentu. Tym razem byl nawet mily. Mamy byc o 22. na budowie dyskoteki Pryzmat.
- Spoko, do tego czasu, zdaze sie wyspac i cos zjesc. Badz w Piwnicy o 21.
- Okiej - odparl jak zwykle spokojnie X-Tomcio i udal sie do siebie do domu. W domu obalil Coke'a przeszedl dluga rozmowe z mama i przyzekl, ze juz nigdy nie pojdzie nigdzie bez jej zezwolenia. Nawet mu napisala to na kartce i przykleila na kompa. - Heh, jeszcze do 22. kupa czasu. W TV niczego fajnego nie ma. Przespie sie - rzekl jak zwykle spokojnie X-Tomcio i walnal sie na wyro. Jego polautomatyczny budzik cicho, zeby nie obudzic rodzicow zapikal o 20.30. Tomcio sie szybko ubral, zapakowal do plecaka Coke'a i kozika do kartofli, a nastepnie zerknal na kartke ktora wisiala na kompie. - Heh - pomyslal - Mialem nigdzie nie isc bez zgody mamy. Klamalem. - Pomyslal jak zwykle spokojnie jak swoj ulubiony aktor i ze skrzywiona twarza, zeby wygladac powaznie wyszedl z domu. Na dworze bylo juz ciemno. W koncu to listopad. Juz o 17. jest ciemno. Do Piwnicy nie doszedl, bo Democrazy czekal na niego przed blokiem. Byl umazany w barwy maskujace, a z plecaka wystawaly nogi lalki Barbie. Tomcio zerknal wyraznie na jego plecak.
- Bron - odpowiedzial Democrazy.
- Jaaasne. - przytaknal zgryzliwie, ale jak zwykle spokojnie X-Tomcio. Udali sie bez zbednych slow na budowe. Byla 21.52 i na razie niczego dziwnego nie zauwazyli. Nie, zaraz. Tak! Tam ktos jest, nawet dwoch. To CzukobBanan!
- Ty szambojadzie! Wrociles?! Miales nie wracac z tej swojej wsi!
- Spadaj mala! Myslalem, ze jestes moja siostra, a tu do mnie dzis rano przychodzi dwoch idiotow i mowi mi, ze kogos zabilem! Jak moglas mi to zrobic??!!
- CzukobaBanana to imie ktore powinno siac zgroze, a nie smiech!
- Tak, jestes tylko moja nedzna podrobka! CzukobemBananem to jestem ja!!!
- Dere can bi only uan! - Krzyknela CzukobaBanana (ta podrobka) i rzucila sie na brata. Szamotanina trwala dosc dlugo. Na tyle dlugo, ze Tomcio zaczal ziewac, a Democrazy dlubac w nosie. Lecz nagle ozywienie! CzukobBanan dostal kolkiem w twarz i rozlozyl sie jak dlugi. Podeszla do niego CzukobaBanana z kolkiem przygotowanym do ostatecznego uderzenia.
- Byles cienki Bolek bracie. Sorry, ale musze to zrobic. - Rzekla i zamachnela sie kolkiem. W tej chwili stala sie rzecz nieprzewidziana. Z rusztowania u gory spadla jakas duza, drewniana belka. Pech, a moze szczescie chcialo, ze trafila akurat CzukobeBanane.
- Nie! Nie! To nie moze sie tak skonczyc - ryczal CzukobBanan i doskoczyl siostry. Niestety, nawet on nie mogl jej pomoc.
- Stoj Czukob! EFBIaj! - wybiegl z krzykiem, ale jak zwykle spokojnie X-Tomcio. Czukobbanan szybko podniosl martwa siostre na rece i odlecial do gory. Slad po nim zaginal. A po jego siostrze zostala tylko sredniej wielkosci plama krwi i belka, pod ktora lezala.
- No to pieknie. - powiedzial pesymistycznie Demo. - Na razie, odkad mi cie przydzielono, nie udalo mi sie nikogo zlapac! Jestes moim szczesciem.
- Jee, fajnie, wracajmy lepiej do domu, bo jeszcze bedzie na nas. - odrzekl jak zwykle spokojnie X-Tomcio. Demo udal sie do Piwnicy. A Tomcio do siebie na chate. Jego starzy nic nie zauwazyli. Dwa dni pozniej Tomcio notowal w swoim pamietniku: Sprawa zostala oficjalnie zakonczona z powodu smierci podejrzanej. Z bratem nikt sie jeszcze nie skontaktowal i wychodzi na to, ze szybko to nie nastapi. W kazdym razie trast no uan... - zakonczyl pisanie wklejajac nowy artykul z gazety zatytuowany "CzukobBanan znowu straszy"...
THE END
of episode g1x03
(c) 1998 by X-Tomcio