W pomieszczeniu bylo ciemno. Jemu trzesly sie rece. Byl caly spocony. Drzacymi dloniami maczal patyk w zielonej farbie a nastepnie malowal nim na scianie w miare proste linie. Jeszcze jedna. Jeszcze tylko zamalowuje wnetrze. Jeszcze tylko zrobi napis po rysunkiem. Skonczone. Odetchnal gleboko. Jego misja zakonczona. Nastepnie ujal kozika do kartofli, ktorego dzierzyl pod pazucha i wbil go sobie w piers.
X-Tomcio siedzial sobie w pokoju przed kompem i popijal Coke'a.
- Heh - pomyslal - te moje buty Adidasa sa juz troche zjechane. Przydaloby sobie kupic nowe. - rozmyslal nad swoimi butami, ktore byly lekko (urwana podeszwa, pociety jezyk) uszkodzone zbyt czesta eksploatacja. - No ale kasa z nieba nie leci. - dalej sobie tak myslal, az zadzwonila jego komorka.
- Czesc szczylu maly. - odezwal sie glos w sluchawce.
- Halo? Kto mowi.
- Nie udawaj Greka. To ja wasz kumpel.
- Aaa, to ty. Co jest, jestem zajety.
- Co?? Ty zajety!!?? Wtedy kiedy chce ci dac istotne informacje??! - krzyczal wyraznie oburzony rozmowca.
- Sorry, w koncu jestes kumplem z govermentu. A z nimi nie ma zartow - mowil Tomcio z udajac skruche.
- Nie rob mnie w balona chlopcze! No, ale do rzeczy. Sluchajcie uwaznie, bo nie bede powtarzal. Przed chwila na Masowie znaleziono cialo jakiegos chlopaka. Sadzac po ubiorze to twoj ziomek. Zajmijcie sie tym.
- Coo? Moj ziomek? Zreszta to nie ty tu jestes od przyznawania nam sprawy!! - krzyknal do telefonu Tomcio, lecz spotkal sie tylko z szczekiem rozlaczanej sluchawki. - Gowniarz maly. Za kogo on sie uwaza, zeby dawac mi polecenia. 'Zajmijcie sie tym'. Taa, jeszcze czego. - mrukal oburzony X-Tomcio. Jeszcze nie domrukal sobie do konca, bo ponowie jego komorka dala o sobie znac.
- Czego?
- Halo? To wy agencie X-Tomcio - Tomcio poznal w sluchawce glos swojego przelozonego, Pciucha.
- Tak, przepraszam. O co chodzi?
- Ktos na Masowie popelnil samobojstwo. Macie sie tym zajac. - rozpoczal i zakonczyl Pciuch. Tomcio nawet nie mogl mu przytaknac. Wszystko jasne. Maja isc na jakies zadupie, bo jakis wiesniak zabil sie o grabie. - No nic - pomyslal Tomcio i udal sie do Piwnicy. Tam zastal Democrazy'ego rysujacego kredka po scianie.
- Sie masz Tomcio. Co cie tu sprowadza towarzyszu.
- Pciuch przydzielil nam sprawe. Mamy zbadac samobojstwo jakiegos wiesniaka z Masowa. Nie byloby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, ze minutke wczesniej dzwonil nasz tajemniczy kumpel z govermentu i kazal nam sie tym zajac.
- Hmmm, w takim razie musimy sie tym zajac. - odparl Demo i udali sie na Masow.
Masow. Dzielnica Deblina. Jednak cywilizacja tu jeszcze nie dotarla. Wszedzie jedzie zgnilym gownem, a od ludzi smierdzi jeszcze bardziej. Szybko udali sie do zawalonej stodoly, ktora byla miejscem samobojstwa. Od razu kiedy weszli Tomciowi rzucilo sie w oko zielone logo Adidasa, z zielonym podpisem ADIDAS. Tomcio znieruchomial. On znal to log z zielonym podpisem. Przy scianie lezalo cialo z wbitym kozikiem w piers.
- Ej Tomcio, patrz! On ma taki sam kozik jak ty! - rzekl Democrazy.
- Heh, i nie tylko. Ma takze buty Adidasa, spodnie i bluze.
- Wow! Rzeczywiscie. To dresiarz!! Taki sam jak ty! - Krzyczal podniecony Democrazy.
- Nie taki sam. - odrzekl Tomcio i wskazal noga na podpisy pod znaczkami adidasa. Na ubraniu samobojcy napis ADIDAS byl na zielono. To samo na rysunku na scianie. Tomcio mial bialy napis.
- Chodzmy z tad. - powiedzial Tomcio. Przypominajac sobie staare dzieje z jego zycia.
- No co ty? Dopiero co przyszlismy. Nic nie zbadalismy. - odpowiedzial Demo.
- A co tu jest do zbadania? Gosciu sie zaciachal i tyle! - krzyknal wzburzony X-Tomcio i wyszedl. Democrazy, nie majac tam nic do roboty, bo jego wspolczynnik inteligencji byl niewiele wyzszy niz wspolczynnik polinteligentnego szympansa poszedl za Tomciem. Tomcio nie mial zbyt wiele do powiedzenia. Powiedzial tylko, ze spotkaja sie nastepnego dnia. Rozeszli sie. Agent X-Tomcio dlugo nie mogl zasnac w nocy. Rozmyslal o dresiarzu z Masowa. Przeciez wszyscy dresiarze juz wygineli. On byl ostatnim. Ostatnim prawdziwym... Kiedy w koncu zasnal snilo mu sie jego szkolenie w Dragobah u swego Mistrza, Sody. "Z prochu powstales, w dres sie ubierzesz" szumialy Tomciowi slowa Sody. Pamietal jego opowiesci o zielonych dresiarzach. O zielonej stronie dresu. Pamietal swoja walke na koziki, z Ciufolem. Kiedys jego kumplem, adeptem jasnej strony dresu, potem jednak przeciwnikiem. Mistrzem zielonej strony. Byl zmuszony go zabic. W czasie ich ostatniej walki Ciufol wpadl do szamba. Tomcio myslal, ze wszyscy dresiarze, oprocz niego wygineli. A tu taka niespodzianka...
Ranek. Tomcio obudzil sie. Wyczuwal, ze jest jeszcze jeden dresiarz. Musial go odnalezc. W zwiazku z tym naostrzyl swojego kozika i udal sie do Democrazy'ego.
- Sluchaj, musimy odnalezc pewnego dresiarza. - Zaczal tlumaczyc Democrazy'ego.
- Spoko, ty juz jestes jednym. Jest jakies wieksze zapotrzebowanie?
- Tak, szukaj goscia, z logiem Adidasa i zielonym napisem ADIDAS.
- No dobra, jakby cos to dam znac. - zakonczyl rozmowe Democrazy i agenci sie rozeszli. Demo swoim sposobem dal se spokoj z szukaniem i poszedl spac. Dla Tomcia to nie byla zwykla sprawa. Musial znalezc tego Dresiarza. Szukal go wszedzie. Gdy juz sie zciemnialo postanowil powrocic do domu i kontynuowac szukanie nastepnego dnia. Wracajac, przeszedl przez plac kolo szkoly. Miejsce gdzie spotykaja sie Skejtz of Deblin. Ogolnie Dresiarze nie lubili skejtow i vice versa. Bylo pare minut po osiemnastej, czyli zebranie skejtow. Przechodzac obok jakis skejt mruknal do niego:
- Dresiarz! Dresiarz! - na co Tomcio spokojnie odpowiedzial:
- Wole byc normalnym dresiarzem, niz skejtem idiota! - wypowiedzial te slowa. Wszyscy skejci rzucili sie na niego. Przewidywal to. Zawsze tak jest, kiedy skejci mu fikaja. Teraz czekal go szybki sprint na chate. Skejci mieli deski, a Tomcio mial nico opasle nogi. Z tego powodu, ze Tomcio byl zdeka falfuniasty preferowal inne metody uciekania skejtom: chowanie sie za samochodami, uciekanie na pole czy gdzies gdzie nie mozna jedzdzic na desce itd. itp. Tym razem nie mial zabardzo gdzie sie zchowac, ani gdzie uciec. Jeden skejt zaczal go doganiac. Probowal kopnac Tomcia, ale ten zlapal mu noge i mocno pchnal. Skejt sie wywalil i wtedy agent zrozumial, ze popelnil blad. Reszte skejtow to tylko jeszcze bardziej wkurzylo. Z dwoch, czy trzech zdolalo uderzyc Tomcia nim ten zalatwil ich jednym ciosem (Tomcio byl zagorzalym wielbicielem Andrzeja Goloty!). W koncu, z malymi ranami (rozciety luk brwiowy, zlamane zebro) dobiegl do Piwnicy. Zaczal sie do niej dobijac, bo Democrazy spal. W koncu, kiedy sie obudzil otworzyl Tomciowi.
- Co jest mlody? Czemu jestes taki zesznytowany? - pytal zaspany Demo.
- Aaa, nic takiego. Bilem skejtow. - wyjasnil Tomcio. - Znalazles tego dresiarza?
- Yyy, eee, nie. Szukalem caly dzien, ale gdzies sie skurczybyk zaszyl.
- Gdzie on moze byc?? - zapytal Tomcio.
- Nie wiem, to ty jestes dresiarzem, powinienes wiedziec gdzie przesiaduja tacy jak ty!
- Eeee, no niby tak, ale ja jestem INNY. Zamiast chodzic po miescie i podrywac panienki, to siedze w cuchnacej piwnicy z jakims imbecylem i udajemy Moldera i Skali! - wywodzil X-Tomcio.
- No niby tak... Hej! Kto jest imbecylem??
- Dobra, nie mam czasu, zeby ci tlumaczyc... Czekaj... - przerwal Tomcio, bo poczul silne drganie Mocy. Tak, On jest blisko. Nie konczac rozmowy z Democrazy'm wylecial z Piwnicy i zaczal sie rozgladac naokolo. Nikogo nie widzial, ale wyczuwal Go.
- Wyjdz, ty maly fajansiarzu!! Nie boje sie Ciebie. - krzyczal, lecz to nie dalo spodziewanych rezultatow. Poczekal jeszcze pare minut i udal sie do domu. Muskularna postac, z odstajacymi uszami i kozikiem za pasem przygladala sie Tomciowi z dachu. Od razu powialo chlodem. Osoba ta miala uwalona gownem bluze Adidasa, z zielonym napisem. To byl Ciufol...
Tomcio, tej nocy mial normalne sny. Obudzil sie dosc pozno, bo o 10.00am. Sloneczko, juz grzalo pomimo niskiej temperatury. Szybko sie umyl, ubral i wpadla mu do glowy genialna mysl.
- Jesli On mnie szuka, to mnie znajdzie! - wymyslil podniecony - Wiec moge sobie robic co chce, a On mnie i tak znajdzie. - konczyl rozmyslanie Tomcio i udal sie na plac szkolny, bo poczul silna chec dokopania skejtom. Niestety, o tej porze skejty gdzies sobie skejtowaly i najwyrazniej Tomcio musial poczekac na bardziej wieczorna pore. Zaczal sobie spacerowac i kiedy przechodzil kolo oczyszczalni sciekow poczul zawirowania Mocy. Kiedy zobaczyl barczysta postac na kanale sciekowym nie mogl uwierzyc wlasnym oczom. To byl Ciufol! Teraz byl bardziej gownem niz czlowiekiem (ktorym w prawdzie nigdy nie byl). Tomcio szybko tam podbiegl i wdal sie w rozmowe.
- Ciufol! Tak tez myslalem. Wyczul bym zapach twojego gowna wszedzie.
- Taa, ja tez cie kocham. Haaa Pszzzz. Haaa Pszzzz. - Dyszal Ciufol.
- Co, chcesz zebym obil ci maske?
- Co prawda przyszedlem tutaj, zeby przeciagnac cie na zielona strone dresu.
- Nigdy tego nie zrobie. I powiedz temu swojemu smierdzacemu szfowi, zeby dal se spokoj i umyl zeby, bo masz juz klopoty z oddychaniem.
- O ty swinio! W imie szefa zabije cie!! - wrzasnal Ciufol i rzucil sie na Tomcia. Agent szybko dorwal swojego kozika i zaczela sie walka. Poziom zawodnikow byl mniej wiecej wyrownany. Tomcio, wspaniale ruchy ciala, a Ciufol, niesamowita sila i jeszcze wieksza glupota. Tak sie trzaskali na te koziki, a iskry lataly wszedzie. Nagle, Tomcio zaczal tracic sily - Cholera, powinienem schudnac! - myslal sobie w duchu, ale walka trwala dalej. Ciufol wkurzal sie coraz bardziej, co mozna bylo poznac po kacie nachylenia jego uszow. No i w momencie, kiedy walka zaczynala byc nudna, Ciufol zadal Tomciowi smiertelny cios, ktory rozciol mu palca.
- Aaaaaaa! - zaryczal Tomcio, poniewaz bol byl nie do zniesienia. Kozik wypadl mu z reki i wpadl do sciekow.
- HaHa! Teraz cie zabije! Bede mistrzem dresu!!
- Ale, tylko mistrzem zla. A tak w ogole to dalej bedziesz cienias! - bronil sie slowami Tomcio.
- Nie znasz swojego przeznaczenia! - wmawial Tomciowi Ciufol
- No co ty?
- Twoi starzy nigdy ci nie powiedzieli co sie stalo z twoim bratem.
- Powiedzieli mi wystarczajaco. Ze mieszka w pokoju obok.
- Nie, to JA jestem twoim bratem.
- Noooooooooooooooooooo!!!! To niemozliwe! - szlochal Tomcio
- Eee, no dobra. Robie cie w konia. Nie jestem twoim bratem. - odpowiedzial Ciufol. Tomcio odetchnal.
- W takim razie mnie zabij, albo sam sie zabij!
- Nie zabije cie! Mam litosc, dla takich wypierdkow jak ty!
- Taaa, jasne. Nie chcesz mnie zabic, bo wiesz, ze jak moj brat wytrzezwieje to tak cie kopnie w dupe, ze ci uszy odpadna!!
- O ty! Tylko nie o uszach! Koniec plotkowania. Przylacz sie do mnie. Ty mozesz pokonac szefa. On to przewidzial. Jesli sie do mnie przylaczysz, razem bedziemy rzadzic Deblinem. Ciufol i Tomcio.
- Aj newer dzoin ju!
- Co?
- Nigdy sie do ciebie nie przylacze!!
- Musisz to twoja jedyna szansa! - powiedzial Ciufol. Tomcio popatrzyl pod nogi. Jakies piec metrow pod nim bylo morze szamba. Nie zastanawiajac sie dlugo, runal w dol. Ciufolowi opadla szczena, bo nie wiedzial, ze Tomcio to az taki idiota zeby skoczyc do szamba. Tomcio z duzym pluskiem runal do sciekow. Gowno bylo wszedzie. W jego ustach, rekach, za kolnierzem, w butach, po prostu wszedzie. Jakis sciekowy wir wciagnal go do duzej rury, gdzie powoli poziom szamba zaczal spadac. Rura zaczela sie zwezac i po chwili utknal w niej. Nie wiedzial co robic. Byl sam, w rurze od szamba. Zauwazyl swoj kozik wbity w rure. Podniosl go i wpadl na genialny pomysl, zeby wyciac dziure w rurze i wydostac sie na zewnatrz. Niedlugo potem wymyslil, ze jest idiota, bo rura jest w ziemi i gdyby wycial w niej dziure, to by go zasypalo. Byl zrozpaczony. Co ma robic? Nagle uslyszal plusk spuszczanej wody i paredziesiat litrow troche zanieczyszczonej wody zaczelo go przemywac. Sila pradu byla tak duza, ze Tomcio zaczal plynac z pradem, przeciskajac sie przez waskie szczeliny. Podroz trwala moze dwie minuty. Za duzo, zrby Tomcio mogl wytrzymac przez tak dlugo. Zemdlal.
Obudzil sie w Piwnicy, majac nad soba usmiechnieta twarz Democrazy'ego. Demo widac nie zauwazyl, ze Tomcio jest przytomny i zaczal mu robic sztuczne oddychanie. X-Tomcio zaczal sie dlawic, kaslac, az w koncu Demo przestal.
- Nabralem cie... - wyszeptal Tomcio. - Stawiasz mi Coke'a.
- A niech to! Juz myslalem, ze nie zyjesz. Niezle sie nawdychales gowna.
- Co sie stalo?
- Dedukuje, ze byles w rurze od szamba. Sobie tam splywales, a ze u mnie rura od szamba jest otwarta, kiedy siedzialem sobie na klopie, to ty przyplynales! No, mialem pewne problemy, bo nie moglem ciebie z tamtad wyciagnac, bo sie zaklinowales. Ale wzialem twojego kozika i troche poszerzylem dziure od rury. I oto jestes!
- Jee, fajnie. Masz moze Coke'a?
- Spoko - rzekl Democrazy i wyjal z lodoweczki, zgrabna puszke, po czym wcisnal ja w reke Tomcia. Ten szybko sie z nia uporal, a nastepnie udal sie do domu, bo byl troche wyczerpany po walce z Ciufolem, a nastepnie przejazdzka w rurze.
Tomcio po paru nastepnych dniach doszedl do pelni sil, a takze poprawil swoja kondycje, ponowna ucieczka przed skejtami. Wieczorem zanotowal w swoim pamietniku:
"Wiesniak znaleziony na Masowie, popelnil samobojstwo i nie znam zadnych przyczyn, dla ktorych mielibysmy kontynuowac sledztwo. Z wiazku z moim zjazdem w rurze pojalem moj sens zycia i postanowilem ze odejde z FBI. Piwnica G to nie dla mnie. Zlozylem wczoraj oficialny raport i prosbe o zwolnienie. Pciuch za duzo nie narzekal. Wczoraj dzwonil do mnie Demo. Nawymyslal mi, troche poplakal i troche ponarzekal. Potem przekazal mi wiadomosc. Zamkneli Piwnice G"