 | Z Piwnicy G |  |
 | Little green Woman |  |
    Po skroni splywala mu strozka potu. Bylo lato. Ubrany w swoj stroj dresiarza, nie odczuwal ani zimna, ani bolu tylko goraco. O tak, bylo goraco. Jego bluza byla przesiaknieta potem. Powinien smierdziec jak Indiana Jones po ostatniej krucjacie, ale nie. On uzywal swojego nowego Axe'a, wiec nie mogl sie odpedzic od panienek. Taak, teraz jak odszedl z FBI i olal Piwnice G mogl sobie pozwolic na panienki, dyskoteki i inne pierdoly. X-Tomcio stal sobie tak przed lodziarnia Patriszia i rozmyslal czy ma wstapic do srodka. Bylo piekielnie goraca, a lody to niezle orzezwienie. Poza tym obslugiwala tam fajna kobita w podeszlym wieku, ktora byla bardzo gadatliwa. Z kazdym sobie plotkowala, a to o pogodzie, a to o ludziach, a to o swoich inteligentnych corkach, ktore nie grzeszyly uroda, lecz w ten sposob czesto sie mylila i np. zamiast dwoch zlotych wydala piec i takie tam drobne wpadki. Tomcio zadecydowal wejsc do srodka. Wnetrze bylo zaopatrzone w wiatraczek, wiec nie bylo tam az tak bardzo goraco. ExAgent zamowil to co zwykle. Cztery galki czekoladowe i zadnych pytan. Widac kobita nie zalapala o co chodzi, i zaczela gawedzic z Tomciem.
- Ladna pogoda prawda? - zaczela.
- Taa... - przytaknal Tomcio.
- W taka pogode nie chce sie czlowiekowi siedziec tutaj i pracowac.
- Taa...
- Moje corki to maja dobrze. Jedna jest na Mazurach, a druga nad morzem ze swoim chlopakiem.
- Taa... To musi byc jakis wariat - odparl pyskliwie Tomcio.
- Przepraszam, co mowiles - zapytala Lodziarka, niedoslyszajac.
- Eee, nic, ile place?
- Yyy, czekaj, tu byly dwie galki, wiec jeden zloty.
- Prosze bardzo. - zakonczyl Tomcio placac. Wyszedl na zewnatrz, gdzie byly poustawiane stoliki. Nie bylo ich duzo, ale mozna bylo przysiasc pod daszkiem w ochronie przed sloncem. Tomcio usadowil sie przy drugim stoliku, gdzie urzedowala jakas laska w czerwonej mini i jadla loda dziwnym, Tomcia zdaniem, sposobem. Kiedy X-Tomcio usiadl, ta sie od niego troche odsunela.
- Cze. Jestem Tomcio. - zagadnal panienke.
- Eee, posluchaj. Wiem, ze jestem sexy i w ogole, ale jesli chcesz mnie poderwac, to zle trafiles. - szybko splawila Tomcia - Ale mam kolezanke, ktora lubi, kiedy chlopak pachnie mezczyzna. - dodala. Tomcio powachal sam siebie. - Cholera! - pomyslal - A mowili, ze ten Axe dziala 24 godziny na dobe. Tez mi cos. - rozmyslal w duchu i wymyslil, ze lepiej sobie juz pojdzie. Udal sie do siebie do domu i wzial zimna kapiel. To bylo to, czego potrzebowal. Rozluzniony na maxa, nawet nie zauwazyl, ze ktos puka do drzwi, a nastepnie je otwiera. Tomcio jak gdyby nigdy nic, wylazl z wanny nie zdajac sobie z niczego sprawy i owinal sie malym recznikiem, zaslaniajacym mniej oficjalne czesci ciala. Mimo iz nikogo nie bylo w domu, procz niego, tak przynajmniej mu sie wydawalo, wolal zachowac bezpiecznosc. - Ach, te dzisiejsze nastolatki... - pomyslal z usmiechem, i otworzyl drzwi z zamiarem wyjscia z lazienki. W pol drogi zatrzymal sie jak razony gromem, bo zobaczyl przed soba, brunetkowata pieknosc, ubrana w zielona mini. Wydawala sie zmieszana, patrzac na wspaniale umiesniana klate X-Tomcia, szybko jednak odzyskala mowe.
- Eee, dzien dobry, jest Tomcio? - zapytala niepewnie.
- A ja to kto jestem!!?? Mis malinowy?? - odparl nieco wzburzony, lecz lagodny Tomcio.
- Hihi - usmiechnela sie lekko brunetka i oslonila kawalek swoich snieznobialych, pieknych zebow. - Przepraszam, jestem kolezanka Ewy, ta ktora dzis spotkales w lodziarni. - wytlumaczyla. Tomcio w lot pojal, ze ona na niego leci.
- Spoko, usiadz sobie, jak chcesz to wlacz sobie telewizorek, a ja sie tylko ubiore. - odpowiedzial jej Tomcio i podniecony pognal do swojego pokoju, ubral sie tym razem w krotkie spodenki, pamietajac o upale i koszulke z krotkim rekawkiem. W pokoju, czekala na niego brunetka skromnie siedzac na kanapie.
- Przepraszam za najscie. A tak w ogole to jestem Iza. - zaczela rozmowe Iza.
- Spoko, nie ma sprawy, a tak w ogole, jak pewnie wiesz, to jestem Tomcio. - Odpowiedzial jej, a widzac, ze nic nie odpowiada ciagnal dalej - Moze gdzies pojdziemy? Jest taka piekna pogoda.
- Z przyjemnoscia. A gdzie?
- A gdzie chcesz? Do Patricji na lody? Do kawiarenki na herbatke? Do Majewskiej na Coke'a? To knajpy na piwo?
- Powiedzmy, ze do kawiarenki, na Coca-Cole. - odparla z lekkim usmieszkiem. - Jes!! - pomyslal Tomcio - Lubi Coke'a. Tak jak ja! Mamy tyle ze soba wspolnego! - myslal podniecony. Przed wyjsciem popsikal sie jeszcze Axe'em modlac sie, zeby dzialal tak jak na reklamie. Do kawiarenki doszli dosc szybko, bo wcale nie byla tak daleko. Usiedli sobie na zewnatrz przy stoliku, zamawiajac zimnego Coke'a z cytrynka. Zaczeli sobie gawedzic.
- Co robisz? - zaczela Iza
- Aaa, takie tam rozne rzeczy. W wakacje sie nudze, a w czasie roku szkolnego staram sie okonczyc nastepne klasy.
- To tak jak ja. - odparla. Tomcio znowu pomyslal, ze sa do siebie stworzeni.
- No, zawsze mieszkalas w ... - niedokonczyl, poniewaz na horyzoncie, no moze troche blizej, zobaczyl Democrazy'ego idacego swoim szpanerskim krokiem w szpanerskich ciuchach. Podszedl do stolika, przy ktorym siedzial Tomcio z Iza i zdawalo sie, ze na poczatku wcale nie zauwazyl towarzyszaca Tomciu osobie, lecz po chwili zaczal gadac.
- Woooooww!!! Ale lufa!! Tomcio, no co ty, podzielisz sie chyba z kolega! - zaczal swinsko, jak mial w zwyczaju. Iza tajemniczo popatrzyla na zmieszanego Tomcia.
- Eee, yyy, przepraszam, czy my sie znamy? - staral sie ratowac sytuacje Tomcio
- No co ty? Tomcio, nie udawaj. Bylismy dla siebie jak bracia. Razem rozwiazywalismy sprawy. Razem sie nawzajem ratowalismy. Razem pilismy Coke'a do upadlego na dachu Majewska&Co. Razem robilismy wszystko, do czasu kiedy ponad pol roku temu olales mnie i wszystko w co wierzylem!! Jak mogles?? Ty swino! - Z oczu Democrazy'ego polaly sie strumienie lez. Strzelil klapsa Tomciowi w twarz otwarta dlonia. Tomcio wydawal sie zmieszany, lecz szybko poczul wielka sile w swoich czlonkach i nieodparta chec zgnojenia Democrazy'ego. Podniosl go wysoko do gory, zakrecil nim kilka mlynkow i rzucil na przeszlo dwa metry. Democrazy przejechal jeszcze troche na plecach i podkosil, jakas staruszke z torbami, ktora na pewno nie miala problemow z niedozywieniem. Kiedy Demo kwiczal pod staruszka Tomcio przemawial
- Sluchaj gosciu. Nie wiem z jakiego zakladu uciekles, ale nie chce miec z toba wiecej do czynienia. - szybko zerknal na towarzyszke, ktora byla usmiechnieta i kontynuowal - I jesli jeszcze raz cie tu zobacze, to nie ogranicze sie do malego kuksanca. - zakonczyl tryufmalnie, podczas gdy Demo stekal pod staruszka, ktora najwyrazniej nie miala zamiaru wstawac. Tomcio wrucil do stolika.
- Ach ci wielbiciele, ciagle mam z nimi klopoty.
- Tak, wiem cos o tym. - odparla Iza i popatrzyla na zegarek. - O nie! Juz pozno. Sorry Tomcio, ale musze juz isc. Pozniej sie na pewno spotkamy. Ciao Misiu Malinowy. - zakonczyla i poszla sobie. Tomcio byl z siebie zadowolony i tryskal radoscia. Popatrzyl na chodnik. Democrazy'ego tam nie bylo. Ciekawe jak sie wydostal spod babci? W kazdym razie Tomcio postanowil, ze uda sie do Piwnicy G i pogada z ExPartnerem. Kiedy tam doszedl zauwazyl, ze niewiele sie zmienilo od czasu jego ostatniego pobytu. Wszedzie bylo szambo, calkowity brud, ale widac Demo wprowadzil nowosc dla turystow. Przy drzwiach staly dwie pary gumniakow, do chodzenia w szambie. Tomcio z nich skorzystal i zaczal gadac do Democrazy'ego, ktory wydawal sie byc obolaly i zmeczony.
- Sorry, ze cie pobilem. No ale wiesz... To bylo tak po przyjacielsku.
- Taa, spadaj zulu maly, nie mam ci nic do powiedzenia.
- No wez, nie bac zyla. Wiesz przeciez, ze zartowalem.
- Przepros.
- Przepraszam.
- Ladniej.
- Pocaluj mnie w dupe!
- To bylo ladniej?
- Nie bede przepraszal takiego lacha cmentarnego jak ty!
- Co? Ty rozmawiasz ze mna? Z Democrazy'm?
- Nie, rozmawiam z nikim... - zakonczyl X-Tomcio i wyszedl z Piwnicy. Kiedy byl juz za drzwiami, Demo najwyrazniej zrozumial swoj blad i krzyczal do Tomcia.
- Hej!! Wracaj! Dobra, przeprosiny przyjete!! - darl sie, lecz Tomcio ani myslal wrocic, jedynie zwolnil kroku. Az w koncu uslyszal slowa, ktore chcial uslyszec.
- Dobra, przepraszam. - rzekl cicho z Piwnicy Demo. Tomcio zatrzymal sie, troche pomyslal i zaczal sie wracac.
- Okiej, ale zeby mi to bylo ostatni raz! - odrzekl Tomcio i zaczeli gawedzic o starych i nowych czasach. Demo lapal bandziorow i innych lobuzow, bo na lapanie Ufokow nie mial pozwolenia. Ostatnio mial jakies zatargi z sovietami, ktorzy chcieli go zabic. Tomcio, co prawda widzial niedaleko gosci w czerwonych spodniach, w czerwonych czapkach, w czerwonych bluzach, w czerwonych butach i to wzystko z zoltym sierpem i mlotem, ale Tomciowi nie przyszlo do glowy, ze to mogli byc soviety. W kazdym razie nic nie wspominal Demowi. Tomcio, jak zwykle sie nudzil przez ten czas. W lutym skrecil powaznie noge na sankach i przez miesiac byl unieruchomiony. Oczywiscie do szkolki musial chodzic. Miesiac temu, kiedy zaczely sie wakacje pojechal do Wloch i tam przewaznie przebywal na plazy, na ktorej byly pieknie opalone nastolatki ubrane jedynie w olejek do opalania. Jednak po dwoch tygodniach musial wrocic i znowu sie nudzil w Deblinie. Demo nie mial czasu na takie pierdoly typu Wlochy, Hiszpania itd. itp., wiec siedzial i kisil sie w swojej Piwnicy.
- Ej, sluchaj Tomcio, moze jednak wrocisz do FBI?
- Po co? Mi tak jest dobrze.
- Ale ONI ciebie potrzebuja. Ja cie potrzebuje.
- Co ty gadasz? Jacy oni?
- Jak to kto? Goscie z govermentu sobie wlosy wyrywaja, bo nie wiedza co ja robie. A ty jestes im potrzebny. Wroc!
- Hmm, no nie wiem. Zastanowie sie i potem dam ci odpowiedz. - zakonczyl Tomcio i wyszedl. Sam nie wiedzial co o tym myslec. W sumie dobrze mu sie zylo, ale brakowalo mu tej odrobiny niebezpieczenstwa, tej kropli adrenaliny w jego zylach. Poszedl do domu, po drodze zachaczajac o Majewska&Co i kupujac Coke'a. W domciu obalil trunek i zaczal sie zastanawiac nad powrotem do FBI. Zadzwonil do Pciucha.
- Czesc Drzony! - krzyknal do sluchawki na powitanie.
- Halo? Kto mowi?
- Jak to kto? Oczywiscie, ze X-Tomcio. - powiedzial. W odpowiedzi uslyszal tylko szczek odkladanej sluchawki. - Co to ma byc? - myslal - To tak sie wita swojego najlepszego agenta?? - myslal coraz ciezej. Zadzwonil jeszcze raz.
- Czolem szefie. To znowu ja!
- Czego chcesz? Nie mam czasu na pierdoly.
- Chce wrocic do FBI.
- Ale my cie tu nie chcemy.
- Hahahahahha! Aa, to bylo dobre. Kiedy mam zaczac?
- Sluchaj gosciu! My cie tu nie chcemy. Po prostu juz nie chcemy. Dla nas ty jestes Be. - zakonczyl Pciuch. Tomcio czul sie zrobiony w konia. "ONI ciebie potrzebuja!" pamietal slowa Democrazy'ego. On mu kurwa da "potrzebuja"! Szybko udal sie do Piwnicy. Byla zamknieta. Hmm, gdzie ten pacan moze byc? Tomcio krazyl sobie wokolo, az w koncu czujes cieple rece go dotknely, zakrywajac mu oczy.
- Zgadnij kto to? - uslyszal mily, damski glos.
- Hipopotam!
- Nie zgadles! - uslyszal w odpowiedzi. Rece na jego oczach sie rozluznily. Szybko sie obrucil i zobaczyl swoja dzisiejsza towarzyszke.
- Co tu robisz?? - zapytal ja.
- Tak sobie spaceruje. - odpowiedziala spokojnie.
- Po piwnicach??? - Tomcio wydawal sie byc zdziwiony.
- A bo co? Nie mozna?
- Nie, no tego... ee spoko ze mozna.
- No to jak tu jestem to moze gdzies pojdziemy?
- Spoko, do kawiarenki?
- Z mila checia. - odpowiedziala mu Iza. Udali sie do kawiarenki gdzie zamowili Coke'a. Tomcio jak zwykle byl bardzo podniecony, a Iza wydawala sie spokojna w zielonej mini. Po jakis pietnastu minutach, towarzyszka Tomcia udala sie do toalety. Zostawila na krzesle swoja torebke. Tomcio, z natury nieciekawy teraz szybko wzial w swoje rece jej torebke i zaczal tam myszkowac. To co tam zobaczyl sprawilo, ze malo co sie nie udlawil Coke'iem. W torebce bylo od zawalenia malych kartek z wiadomosciami i pieczatkami ze znaczkiem Pepsi na dole. Niektore z nich brzmialy: "Obserwuj Piwnice G i Democrazy'ego", "Krec z malym, az sie wygada", "Zakladaj zawsze zielona mini, bo ten maly zboczeniec na to leci". Tomcio po raz drugi w tym dniu poczul sie zrobiony w konia. Ze tez on musi miec takie zycie. To by tlumaczylo, czemu ta zmija kreci sie kolo Piwnicy. "Spaceruje" pamietal Tomcio - Tak, srasz, a nie spacerujesz - mowil sobie w duchu. Odlozyl torebke na miejsce. Hej, zaraz. Pieczatka Pepsi? Przeciez Pepsiacz nie zyl. Na wlasne oczy widzial, jak zginal razem z Kolczem kiedy Skejt... Ej, on tego nie widzial. - Cholera! - pomyslal Tomcio. Znowu go zrobili w konia! Postanowil, ze bedzie sie zachowywal jak gdyby nigdy nic. Ale nie moze tu zostac. Pewnie Pepsiacz i reszta idiotow zlapala Democrazy'ego i teraz chca dostac Tomcia. Szybko napisal kartke z napisem "Sorry, musialem isc do domu", zostawil ja na stole i sie ulotnil. Doszedl do domu. - No teraz pokaze skurwielom! - myslal se w duchu. Bylo juz ciemno. Szybko ubral sie w Official Dresiarz Wear, wlozyl kozika za pazuche, zapakowal Coke'a do plecaka i udal sie... No wlasnie. Gdzie on ma sie udac. Sam tego nie wie. Po chwili namyslu wydumal, ze uda sie do Pendalgonu. Szybko pobiegl do garazu i dosiadl skooterka. Jechal jak wariat taranujac wszystko po drodze. Wlasciwie spotkal na niej tylko jakas kure, ktora w dodatku mu uciekla. Do Pendalgonu dojechal poznym wieczorem. Rozowy neon dalej swiecil. Kiedy straznik poprosil o karte wstepu Tomcio sprzedal mu kopa z glana i wbiegl do srodka. Pendalgon to byl prawdziwy labirynt. Bladzil tam dlugo, az w koncu stanal przed drzwiami na ktorych wisiala karteczka z napisem "WIEZNIOWIE". Nie ciagnac za klamke przywalil z trepa w drzwi tak mocno, ze wylecialy z zawiasami i framuga. Tomcio nie wiedzial o tym, ze za drzwiami Democrazy probowal wytrychem otworzyc drzwi. Kiedy Tomcio pchnal z dzika sila drzwi, na glowie Dema powstal okazalej wielkosci guz.
- Auuu! Co ty robisz matolku??
- Przyszedlem z odsiecza!
- Po co mi ona, sam bym sobie poradzil.
- Taa, gdybys tylko wiedzial, ze Pepsiacz zyje!
- No co ty? Przeciez sam go widzialem. Przyprowadzil mnie tu i zamknal.
- No, nie. A ja myslalem, ze to bedzie rewelacja. Okiej, nie ma czasu na pierdoly. Pakuj walizki i spadamy stad. - zakomenderowal X-Tomcio i poczeli wychodzic z wiezienia. Gdy wyszli na korytarz Tomcio przypomnial sobie o pewnym fakcie i zaczal ponownie rozmowe.
- Ej, tak przy okazji to mowiles mi, ze Pciuch i reszta patalachow tesknia za mna. Moje zrodla mi doniosly, ze wcale tak nie jest.
- A co? Chcesz wrocic do FBI? Juuhhhhuuuu! Tomcio wraca!
- Nie, zebym chcial. Po prostu tak sie zapytalem.
- No, ee to jest tak, ze... - Democrazy nie dokonczyl, bo poczul na tylach swojej glowy cos zimnego, zapewnie metalowego. Tomcio mniej wiecej w tym samym czasie poczul to samo. Niedobrze. Dlonie mlodszego ExAgenta zaczely powoli ruszac sie w kierunku kozika, jednak szybkie i mocne uderzenie w tyl glowy pozbawilo go checi ujecia broni. Heh, nawet pozbawilo go przytomnosci.
Pierwszy obudzil sie Democrazy i poczul swad tygodniowych skarpet. Byl zwiazany, podobnie jak Tomcio, ktory lezal obok.
- Ej Tomcio, obudz sie. - szepnal w strone kolegi jednoczesnie kopiac go w noge.
- Coooo? - odpowiedzial mu zaspany Tomcio.
- Jestesmy zwiazani, jakbys tego jeszcze nie zauwazyl. A tak w ogole to jestesmy chyba nadal w Pendalgonie.
- Spoko. - odpowiedzial Tomcio dochodzac powoli do siebie. Rozgladnal sie szybko po pomieszczeniu. Wszedzie pusto. Pokoj w ktorym sie znajdowali byl dosc maly, bez mebli. Jedyne co w nim bylo to Tomcio i Demo, a takze plecak Tomcia z Coke'iem i wbity niedaleko kozik.
- Ej, Tomcio! Uzyj Mocy! - powiedzial Demo wskazujac ruchem glowy Tomciowi lezacy nieopodal plecaka kozik. Tomcio skoncentrowal sie, wywalil oczy do tylu, ze bylo widac tylko bialka i powoli zaczal czuc Moc... Democrazy zauwazyl, jak plecak sie przechyla, a nastepnie z niego powoli wyjezdza butelka Coke'a.
- Nie idioto!! Nie Coke! Wez kozika!! - krzyczal Demo kopiac mlodego adepta Mocy. Tomcio chwile odpoczal, nastepnie skoncentrowal sie ponownie w podobny sposob. Kozik powoli zaczal sie wyrywac z podlogi. Jeszcze pare milimetrow i wyjdzie. Jeszcze troszeczke. Nagle wszystko szlag trafil i odezwal sie Tomcio.
- Nie moge. Jest za duzy.
- Musisz poczuc Moc.
- Taa, ale przesuwanie Coke'a, a przyciaganie kozika to cos totalnie innego.
- Nie, tylko co innego w twoim umysle. Musisz sie oduczyc tego co sie nauczyles. Spojrz na mnie. Czy po wielkosci mnie sadzisz? A nie powinnienes. Bo moim sprzymierzencem jest Moc. A jest to potezny sprzymierzeniec.
- Co ty pieprzysz? Ty i Moc to tak jak ja i balet!
- Hmm, musze ci wiec pokazac. - odrzekl Democrazy. Przewrocil sie na bok i zaczal powoli skakac ku kozikowi. Kiedy juz to zrobil, ustawil sie dobrze, wyciagnal kozika wbitego w ziemie i rozcial liny. Tomciowi kopara opadla.
- T t t to niemozliwe. - jakal sie.
- To wlasnie dlatego ci sie nie udaje. - odpowiedzial mu Democrazy i rozcial takze jego wiezy. Szybko wyszli z pokoju otwierajac drzwi glowa Democrazy'ego. Wszedzie bylo pusto, zadnych ludzi. Chodzili sobie po pokojach, myslac chociaz, ze znajda jakies pieniazki lub cos takiego. Niestety bylo wszedzie pusto. Nagle uslyszeli straszny halas. Budynek sie walil. Duet szybko wybiegl na zewnatrz mozliwie najkrotsza droga. Na zewnatrz zobaczyli jak kulobuldozer (no wiecie, taka duza, metalowa kula na lancuchu i dynda na boki) rozwala budynek. Na oczach Tomcia i Dema budynek znikl z powierzchni i zostaly po nim jedynie gruzy. Chlopcy udali sie do domow.
W gabinecie Pciucha jak zwykle atmosfera byla gesta jak kupa Hetmana. Pciuch siedzial na swoim krzesle nerwowo ostrzac kolka swojej deski. Na przeciw jego biurka siedzial Pepsiacz i spokojnie popijal Pepsi.
- Masz znowu przydzielic X-Tomcia Democrazy'emu.
- Pewnie i co jeszcze?
- Zamknij ryja i rob co mowie, albo twoja deske spotka samochod.
- Dobra, zrobie co moge - odpowiedzial Pciuch spogladajac na swoja kochana deske na ktorej jezdzil od kiedy mam dala mu kartofelki. Zakonczyli rozmowe, a Pepsiacz wyszedl z gabinetu
Tomcio siedzial sobie wygodnie w foteliku na przeciwko telewizorka. Nie spodziewajac sie niczego podniosl sluchawke dzwoniacego telefonu.
- Dzien dobry panie X-Tomcio. Tutaj kierownik Pciuch z FBI. - przedstawila sie osoba mowiaca.
- Dzien dobry panie Pciuchu. Tutaj byly agent X-Tomcio z FBI. - ladnie odpowiedzial Tomcio.
- Nie bede owijal w bawelne. Od kiedy mama dala mi kartofelki zawsze wiedzialem, ze powinienem sluzyc ludziom i dla ludzi...
- Hej, mial pan nie owijac w bawelne.
- A, przepraszam. Pana ponowne wstapienie do FBI jest nadal aktualne? No bo w Piwnicy G jest miejsce wolne i...
- Tak.
- Dobrze. W takim razie witamy z powrotem Agencie X-Tomcio. Jutro pan dostanie giwere i odznake. - powiedzial i zakonczyl rozmowe Pciuch. Tomcio szalal ze szczescia. Rzeczywiscie chcieli go w FBI. Szybko ubral sie w jakies sensowne ciuchy i udal sie do Piwnicy obwiescic dobra nowine. Szybko tam dobiegl i zastal Democrazy'ego dlubiacego w nosie i jedzacego marcepany. Tomcio powiedzial kilka slow
- Ajm Bek!!
THE END of episode g2x01
(c) 1998 by X-Tomcio