To byla piekna wiosenna noc. Bylo cieplo, acz meteorolodzy przepowiadali mroz. Jak zwykle sie mylili i biedny X-Tomcio lezal teraz w swoim wyrku przykryty trzema kocami, w podwojnej pidzamie i szlafmycy na glowie. Mimo wysokiej temperatury, jaka musialo wytworzyc jego cialo, Tomcio nie byl zlany potem. Byl zimny jak gora lodowa plynaca po oceanie. A w dodatku mlodzieniec ow sie trzesl jakby mial atak padaczki. Nagle we snie poczul nagla tesknote. Cos jeknelo w nim, nagly przeblysk rozswietlil jego mysli. Jakies dawne wspomnienia... moze jeszcze sprzed narodzin... podswiadome pragnienie, tesknota aby wyrwac sie z wiezow i ruszyc w szeroki swiat, zagrac z calych sil na rogu, przemierzyc morza, rzeki i pustynie a wszystko dla szczerej przyjemnosci tworczego wysilku, dla fantazji, dla szumu fal i trzasku ogniska, dla wiatru w galeziach i dzwieku dzwonow nad dolinami. Zapragnal zobaczyc mgle i szyty gor, zanurzyc rece w gorskim potoku, zobaczyc rafy koralowe na dnie morza, poczuc sie wolnym i nieskrepowanym. Az zaparlo mu dech w piersiach jednak pluc mu zabraklo i wciagnal powietrze. Obudzil sie. Poczul, ze musi isc. Sam nie wiedzial gdzie, ale musial isc. Wiec poszedl.
Democrazy stal na skraju polany, gdzie byl przepiekny widok na okolice i obserwowal. Obok niego krzatalo sie wielu funkcjonariuszy, a takze innych agentow FBI. Troche dalej chodzil jeden facet i rozdawal ulotki z napisem "Czy widziales tego czlowieka" i rysopisem Tomcia. Do Dema podszedl facet w plaszczu i garniturze.
- Poszukiwania ida pelna para, ale jeszcze nie natrafilismy na zaden slad pana partnera. Nie wie pan, gdzie on mogl sie podziac?
- Nie. - odpowiedzial glucho Democrazy.
- Kiedy go pan ostatnio widzial?
- Wczoraj. Wieczorem. Poszlismy na obchod do Majewska&co. Coke lal sie gesto, a my wspominalismy dawne czasy. Wtedy Tomcio wydawal sie byc normalny. - odrzekl agent.
- Hej, znalazlem cos! - nagle wydarl sie jeden z policjantow. Wszyscy pobiegli w jego strone. Wspomniany funkcjonariusz trzymal w gumowej rekawiczce cos jakby nozyk. Democrazy znal ten nozyk.
- To kozik Tomcia. - wyjasnil - Tomcio sie z nim nigdy nie rozstawal. - i zaplakal rzewnymi lzami. Lecz szybko przestal, bo zauwazyl, ze wszyscy sie z niego smieja.
- Co sie tak patrzycie??! - zagrzmial - Spieprzac stad i szukac dalej! - rozkazal. W glebi serca coraz bardziej tracil nadzieje na odnalezienie swojego partnera. Zostawil ekipe poszukiwawcza i udal sie do Majewska&co po Coke'a. Nastepnie poszedl do Piwnicy skonsumowac swoj zakup. Zwykle po wypiciu 2 litrow Demo mial wizje. Teraz tez mial wizje, ale jakas dziwna. Zazwyczaj w wizji ukazywaly sie mu rozneglizowane Azjatki, ale teraz pojawil mu sie ubrany X-Tomcio. Cos do niego przemawial, ale Demo nie mogl go uslyszec. Widzial go wyraznie, jednak nie mogl go dotknac. Patrzyl na niego jakies 10 minut, az wkoncu sie spostrzegl, ze Tomcio juz zniknal. Demo zasnal.
Obudzil sie nastepnego dnia wesoly jak szczygielek. Ta wizja dala mu do zrozumienia, ze Tomcio zyje i musi go odszukac. Agent szybko sie ubral, nalozyl The Official Piwnica G Wear i wybiegl na dwor. Bylo cieplutko jak w lato, wiec bohater wrocil sie i nalozyl The Official Hawaian Wear. Teraz w pomaranczowych okularach przeciwslonecznych, rozowej, rozpietej koszuli i krotkich spodenkach w kolorze Jelou Bahama wygladal na turyste. Poszukiwania rozpoczal instynktownie w Majewska&co kupujac prowiant na dluga droge. Nastepnie udal sie do Miska, bo ten znal sie na duchach, zniknieciach i takich pierdolach. Na dzialeczkach Drzewo sie juz mocno rozrosl i teraz rzucal dosc duzy cien. Misiek to wykorzystywal i postawil sobie tam laweczke. Democrazy podszedl do niego i usiadl obok.
- Potrzebuje twojej pomocy - zaczal.
- Co mnie to obchodzi - odpysknal Misiek.
- Hej uratowalem ci zycie! Zalatwilem Krezia i Ziutka.
- Co ty chrzanisz? Uratowales wlasna dupe, zreszta Tomcio ci ja uratowal. Jemu moge wiec pomoc.
- No wlasnie. On potrzebuje twojej pomocy. Pomoz mi, a ja pomoge jemu.
- A, chyba ze tak. No to inny biznes. O co chodzi - rzekl Misiek i zaczal sie przysluchiwac agentowi.
- Dzisiaj Tomcio nie wstawil sie w pracy. Na poczatku wydawalo mi sie to normalne, bo wczoraj wieczorem troche wypilismy. Ale potem zaczelo mi sie to wydawac dziwne, bo Tomcio zazwyczaj po 3 litrach jeszcze zipie. Zadzwonilem wic do jego domu. Nikt nie odbieral. To wydalo mi sie dziwne. Po wykonaniu jeszcze kilku telefonow doszedlem do wniosku, ze nikt nie wie gdzie jest Tomcio. Zarzadzilem poszukiwania. Jedyne co znalezlismy to to. - powiedzial Demo i wyjal z plaszcza kozik Tomcia w foliowym woreczku. - Tomcio nigdy sie z nim nie rozstawal.
- Hmmmm. To dziwne... - Rzekl Misiek. - Poczekaj chwile. Porozmawiam z duchami i powiem co moge w tej sprawie zrobic. - Zakonczyl. Spod laweczki wyciagnal male radyjko "Wilga", wlozyl do srodka kasete "Abba Pater" i wcisnal guzik Start. Muzyka poleciala, a gdy naszla odpowiednia chwila Misiek zatkal nos i zaczal wydawac z siebie dzwieki.
- Pateeeeeeer Nosteeeeeeeeeer. I dalej nie wieeeeeeeeeeeeem - spiewal. Po kilku minutach wrzeszczenia Democrazy zdawal sie byc nieco zdenerwowany.
- Moze juz bys przestal sie komunikowac z duchami? - zasugerowal. Misiek od razu zakonczyl.
- Duchy nic o tym nie wiedza. Przykro mi, ale nie moge tobie pomoc.
- No coz. Dzieki za probowanie. Uruchomie moje kontakty. - zakonczyl Demo. Wyszedl z dzialeczki i udal sie do swojej Piwnicy. Tam odpalil zasluzonego kompa, odpalil mIRC'a i poszedl na kanal #da_lone_shitmen. Oto log:
<Democrazy> Potrzebuje waszej pomocy...
<Bajers> Ale bajer...
<Longly> Przykro mi, ale wykorzystales juz nasza pomoc w tym miesiacu. Zapraszamy za miesiac.
<Democrazy> Ale sprawa jest bardzo wazna.
<Longly> Wazniejsza od poprzedniej?
<Democrazy> Tak! Tamte zdjecia Kwasniewskiej byly dla Buzka, a to ma byc dla mnie!
<Bajers> Ja bym sie nie zgadzal.
<Fruhajki> Ja tez bym sie nie zgadzal.
<Longly> No widzisz. Przeglosowane. Dziekujemy, zapraszamy za miesiac.
<Democrazy> Chodzi o Tomcia.
<Fruhajki> Co?
<Democrazy> Tomcio. Zniknal. Musze go znalezc i chce, zebyscie mi w tym pomogli.
<Longly> Przykro mi. To juz zostalo przeglosowane.
<Fruhajki> Zamknij sie Longly! Nie widzisz, ze X-Tomcio potrzebuje pomocy!
<Longly> No ale...
<Democrazy> Nie pyskuj Longly! Slyszales co powiedzial kolega. Ruszaj dupe i do roboty!
<Bajers> Ale bajer...
<Longly> No dobra. Niczego ci nie obiecuje, ale zobaczymy co da sie zrobic. Poczekaj chwilke...
{Tu mija 30 minut.}
<Longly> Przeciekly do nas pewne informejszyny.
<Democrazy> Jakie??!!
<Longly> No... Ciekawe.
<Democrazy> Szczegoly!!
<Longly> Eeee, slyszales, ze w Kosovie sa tanie wakacje?
<Democrazy> Nie wkurzaj mnie! Czego sie dowiedziales??
<Longly> X-Tomcio is out there.
<Democrazy> Co??
<Longly> To to samo co "The Truth is out there" tylko ze z Tomciem. Nie wiem o co chodzi. Tak mi przekazal informator.
<Democrazy> Bajers? Fruhajki? Co to znaczy?
<Bajers> Eee...
<Fruhajki> Eee...
<Democrazy> Krysia?
<Longly> Z innego zrodla sie dowiedzialem, ze niedawno wyladowaly ufoki. Gdzies w poblizu. Zaginelo kilka osob. Moze to samo stalo sie z Tomciem?
<Democrazy> Wiec co mam robic?
<Bajers> Proponowalbym postawic mi pivo za dostarczenie informacji.
<Democrazy> Za chwile postawie ci strzala w ryj... Dobra widze, ze zaden z was pozytek. Rownie dobrze moglem zadzwonic na sextelefon i tam zasiegnac informacji. Cze mloty.
*Democrazy has left #da_lone_shitmen.
Democrazy powaznie sie zastanowil. Tomcio byl na tyle silny, zeby nawalic ufokom i spieprzyc, ale jednoczesnie byl tez na tyle glupi, zeby isc razem z ufokami wszedzie zeby poznac prawde.
- Cholera! - mruknal Demo. - Po co mu wmawialem te pierdoly o prawdzie?! Przeciez sam w to nie wierze! - Rozpaczal. Podszedl do lodowki w celu wyciagniecia najlepszego przyjaciela na takie dni - butelke Coke'a. Po otwarciu obiektu stwierdzil, ze zapas trunku skonczyl sie juz dawno i najwyzsza pora zaopatrzyc. Zerknal na zegarek i ujrzal na wyswietlaczu godzine 19:23.
- Majewska&Co jeszcze otwarta - pomyslal. Szybko ubral kurtke i poczlapal do sklepu. Kolejka byla mala, lecz szybko sie zmniejszyla. Demo podszedl do lady i zamowil 5 litrow Coke'a.
- To bedzie noc - pomyslal z usmiechem na twarzy. - Szkoda tylko, ze bez Tomcia. - dodal w myslach. Zawsze z nim oblewal Coke'iem kazda okazje: rozwiazanie sprawy, zaczecie sprawy, zawalenie sprawy. Coke'iem witali kazdy nowy dzien i tak tez go konczyli. Swietowali Wielkanoc, Boze Narodzenie, Swieto Dziekczynienia, Haloween. Co roku oblewali matury, ktorych jeszcze nie pisali. Zakonczenie roku szkolnego, rozpoczecie, rozpoczecie wakacji, zakonczenie.Okazji bylo od groma. To bylo zycie. Liczyl sie wiatr we wlosach, sokol na ramieniu i butelka Coke'a w reku. Sprzedawczyni energicznym policzkiem przywolala Democrazy'ego do rzeczywistosci. W rozmyslaniach spedzil kilka minut. Wystarczajaco dlugo, zeby za nim ustawila sie spora kolejka. Demo usmiechem podziekowal ekspedientce za gest. Wyszedl ze sklepu i udal sie spowrotem do Piwnicy. Tam rozwalil sie wygodnie w wannie i zaczal konsumowac zakup. Jednoczesnie bawil sie rzucajac kozikiem X-Tomcia. Na poczatku w miare celnie trafial w cel, czyli deske zawieszona na scianie. Po kolejnych litrach cele sie zmnienialy, bo kozik podejrzliwie "wiatrowal": sciana, klop, komp, az w koncu kozik trafil w dopiero co zaklejona rure od szamba. Skutki byly do przewidzenia. Otwor rury sie otworzyl i do Piwnicy wlalo sie kilka ton gowna. To wystarczylo, zeby ostudzic zapaly Dema-Nozownika.
- Cholera. - pomyslal - Znowu bede musial wypompowywac caly ten syf. - pomyslal przypominajac sobie zimowe porzadki. W ciszy Piwnicy odezwala sie komorka Tomcia, ktora teraz byla w posiadaniu Dema.
- Jes? - przedstawil sie po amerykansku Demo.
- Kto mowi?
- Speszial Ejdzent Democrazy. A kto mowi?
- Kumpel z govermentu. - przedstawil sie krotko osobnik. Demo z podniecenia wypuscil butelke Coke'a z reki.
- Czego chcesz? Nie damy ci pieniedzy!
- Zamknij sie! Nie chce pieniedzy, ale moge ci cos powiedziec o twoim partnerze.
- Co? Gdzie? Kiedy? Jak?
- Tomcio zostal porwany. Nie pytaj przez kogo i po co. Po prostu zostal porwany. Jesli chcesz mu pomoc to po prostu czekaj i sie nie mieszaj. Tylko bedziesz pogarszal sytuacje. - informator sie rozlaczyl. Demo poczul, ze konczyny mu twardnieja i ma ochote komus strzelic w morde. Wzial rozmach i przypieprzyl w drzwi. Pech chcial, ze akurat drzwi sie otworzyly i w morde dostal kurduplasty gosciu z okularami, ktore mialy szkla jak denka od butelek. Okularnik z gluchym jeknieciem, podobnym do tego, jakie wydaje gowno spadajace z wysokosci. Democrazy teraz dopiero zauwazyl, ze walnal kogos w morde. Przez drzwi wychylily sie dwie inne glowy. Jeden gosciu mial brodke i wasy, a drugi mial tak dlugie wlosy, ze wygladal jak dupa zza krzaka.
- Nie strzelac!! - krzykneli przerazeni na powitanie.
- Kim jestescie?! - zapytal zdezorientowany Demo.
- Ja jestem Bajers. - powiedzial ten z brodka. - A to jest Longly - wskazal na kolege obok.
- A ten na ziemi - dopytywal sie Demo.
- Aaa, ten to jest Fruhajki. Ej wstawaj! - krzyknal kopiac go w dupe. Fruhajki od razu sie ocknal. Podal reke Demowi i puscil do niego oczko.
- Czeesc, jestem Fruhajki. Ale mozesz do mnie mowic Fruhawa. - przedstawil sie kurdupel.
- Po co tu jestescie? - zapytal Agent.
- Mamy informacje o Tomciu. To prawda, ze porwaly go ufoki. Tak samo jak 19 innych osob. Prawdopodobnie nic im sie nie stalo i czuja sie dobrze. Przywioza ich dzisiaj w nocy. - Wytlumaczyl Longly.
- Gdzie?
- Na "betonce" kolo szkoly. Jednak nie wiadomo, czy Tomcio tam bedzie.
- Jak to?
- Czasami zostawiaja sobie "szczegolne przypadki" na dalsze badania.
- Jakie pierdoly? - dopytywal sie Democrazy.
- Ufoki tez chca stworzyc istote doskonala. Moze Tomcio jest im w tym potrzebny... - po wypowiedzeniu tych slow wszyscy wybuchneli smiechem.
- Dobre. Dzieki za informacje. - podziekowal ladnie Democrazy.
- Nie ma sprawy. - powiedzial Fruhajki - Oo, ale masz fajne mieszkanie, a jakie fajne lozko...
- Juz raz dostales w ten pusty kacap. Chcesz jeszcze raz?
- Nie.
- No to spieprzaj. Tomcia mozesz podrywac, ale nie mnie. - zakonczyl agent i delikatnie wyprosil gosci. Przy czym przy Fruhajkim musial uzyc kopa w dupe.
- A wiec to tak! - pomyslal Demo. - To wszystko sprawa ufokow. Tomcio! Ide do ciebie. - Zakonczyl Demo. Wzial plecak do ktorego zapakowal Coke'a i kozika X-Tomcia. Udal sie na wyznaczone miejsce to jest betonowe boisko za szkola. Niebo bylo gwiezdziste, lecz noc zapowiadala sie normalnie. Jednak tak nie bylo. Po kilku minutach z nieba zaczelo zblizac sie swiatlo. Demo, doswiadczony juz w takich sprawach, schowal sie za drzewo. Ufoki wyladowaly. Po kolei zaczeli z pojazdu wychodzic ludzie. Democrazy dobrze sie wpatrywal, lecz nie rozpoznal w nich Tomcia. Po 19. osobie nastapila kilkunastosekundowa przerwa podczas ktorej nie wyszla zadna osoba. Dopiero potem ze statku wyszedl muskularny facet w dresie Adidasa. To byl Tomcio! Ufoki od razu odlecialy. Demo wyskoczyl z krzkow i rzucil sie do Tomcia.
- Tomcio!! Wrociles!! - krzyczal. X-Tomcio zauwazyl go, lecz nie wzbudzilo to w nim zadnej reakcji. Wpatrywal sie w Dema nic nie robiac. Democrazy podbiegl do niego.
- Jak sie czujesz?! - zapytal.
- Dobrze... - odpowiedzial Tomcio spokojnym glosem.
- Mam dla ciebie Coke'a. - powiedzial Demo i wyjal z plecaczka buteleczke. X-Tomcio pociagnal lyk. Wydalo sie to troche dziwne starszemu agentowi. Zwykle Tomcio pol litra pochlanial jednym haustem. W dodatku Demo zauwazyl w jego oczach dziwny blysk.
- To pewnie po tych badaniach. - pomyslal. Oboje zaczeli sie udawac do swoich siedzib.
- Czekaj chwile. - powiedzial Tomcio. - Skocze na chwile do sklepu.
- Okiej. Zobaczymy sie jutro.
- Okiej. - odpowiedzial troche przymulonym glosem Tomcio. Wszedl do Majewska&Co. Sprzedawczyni od razu zauwazyla dziwny blysk w oku Tomcia i jego dziwny krok. Agent podszedl do lady. Spojrzal prosto w oczy sprzedawczyni i rzekl.
- Poprosze Pepsi...
To Be Continued...
The end of Episode g2x03.
(c) 1999 by X-Tomcio