Srebrna Góra, Zima 1999
Uff... Przede mną jeszcze tylko słynna droga do schroniska PTTK. Tyle o niej czytałem w XK, że z tego chociażby względu możnaby ją zaliczyć do "unexplained phenomena". Jeszcze tylko te parę chwil drogi. Tyle mnie spotkało w pociągu, tyle godzin rozmów i przemyśleń, aż w koncu dotarłem. Za chwilę ujrzę wszystkich, całkowicie nieznajomych fizycznie, a jednak jakże mi bliskich. Kim się okażą... Choć to chyba nie jest aż tak istotne- liczy się to, że bedziemy się świetnie bawić! W końcu plecak pełen- tyle litrów nie może się zmarnować- a ostatecznie abstynencja nie jest aż tak straszna. Ogólnie to okolica jest śliczna, i taka górzysta... Tak to jest jak się mieszka na nizinie, wszystko co wyższe od wieżowaca wydaje się nie do zdobycia. I coś tu wcale bloków nie ma aż tyle- to lubię! Chociaż Winet może imprezki robić na ile wieża wyciągnie. Ale po co komu wieża?! To przeżytek- komputer, dobre kolumny i tona mp3.
STOP
Nagle ten genialny tok myślowy przerwało mi ukazanie się wejścia do schroniska. Weszedłem niepewnie do środka. Przeszła obok mnie jakaś kobieta. Ładna. Choć Winet to pewno nie jest- ona przecież teraz rozmawia z innymi. A zreszta- nie zaszkodzi mi jak się ją o to spytam, w końcu zaczepienie pięknej kobiety na złe wyjść nie moze. Podbiegłem do niej i spytałem:
- Przepraszam, czy nie wiesz, nic o spotkaniu X-Klubu? Ma się tutaj odbyć. A tak w ogóle to jest Paweł, albo jak wolisz Prosty.
Na jej twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia.
- Prosty, to ty?!?!
Żadnych innych klubowiczek być nie miało więc to musiała być Winet. Winet. Winet... To jest Winet?!! Czyli to prawda że uroda chodzi w parze z inteligencją (no i wspaniałym charakterem). Jako że jest jedną z bardziej zasłożonych klubowiczek musiałem ją uściskać, a jako że wyglądała jeszcze wspanialej niż się spodziewałem, więc ją ucałowałem. To drugie posunięcie nie było chyba najlepsze. Okrutnie skarciła mnie wzrokiem. Ano tak! Przypomniał mi się wtedy sens zakończenia każdego z jej listów (wasz KUMPEL, Winet). Chwilę milczenia przerwała słowami:
- Chodź na górę, już wszyscy są...
- Świetnie. Wybaczcie ale nieco mi się pociąg spóźnił. W końcu nie ma to jak 4 przesiadki- dodałem z charakterystycznym dla siebie uśmiechem.
- Nie ma sprawy. W końcu ani SG ani Twoje rodzinne miasto to nie metropolie, a te pół Polski drogi jest...
Weszliśmy po schodkach, a następnie do dosyć dużego pokoju. W środku już było widać paru rozmawiających.
- Cześć ludzie- przywitałem się głośno- To ja, Prosty, poznajecie?!
Na twarzach zebranych klubowiczów pojawił się wyraz olśnienia!
- Cześć. Jestem Jeremy- przywitał się ze mną chłopak, który twierdził, że waży 120 kilo żywej masy. Jeśli tak, to ja chyba też sie zaliczam do tej kategorii wagowej. Mimo iż waga pokazuje dużo mniej... Uściskałem mocno jego dłoń.
- Witam, Kompan- podałem mu niepewne rekę. Jeez, wyglądał rzeczywiście jak na zdjęciu. Bardzo szczupły i nawet uśmiechnięty.
- To ja Krówka- podeszedł do mnie bardzo sympatycznie wyglądający osobnik. Nigdy go sobie nie wyobrażałem, ale zdziwiłem się nieco widząc go. Może w ten sposób: nigdy wcześniej nie widziałem nikogo z tak ukształtowanym zarostem.
- A ja jestem Batman.
- Ano tak. To ty pisałeś te ficki- rzekłem podając mu przyjacielsko ręke.
- Hmm... W zasadzie to do XK jeszcze ani jednego listu nie napisałem. Jestem kumplem Jeremy'ego.
- Ooops. Ano tak. Dobra, przyznaje, całej bazy klubowiczów to ja się na pamięć nie uczyłem- powiedziałem jak zwykle z głupawym uśmiechem na twarzy. Przedstawili mi się jeszcze X-man i Ufok. I obydwoje wyglądali znacznie przyjemniej niż tylko tekst na ekranie- Co porabiacie? - kontynuowałem rozmowę
- Na razie tylko gadamy sobie. Zaraz zgodnie z obietnica gospodyni wybieramy się zwiedzać forty- Jeremy odpowiedzał na moje pytanie.
- Obiecałam im też niezły wycisk, ale jak na razie się nie martwią- dodała Winet- Ale chyba im wybaczę, w końcu nigdy tam nie byli.
- OK. Plan mi pasuje. Ale po powrocie dam wam zdegustować nieco mojego plecaka, znaczy jego zawartości.
- Nie wątpie- dodał Kompan z ironicznym uśmiechem na twarzy.- Straszni cię jednak puścili?
- Nie tacy straszni, w końcu jak widzicie puścili. A macie tutaj jakiś sprzęt elektryczny. I bardziej skomplikowany od rozgałęziacza?
- Tak, ale z nim nie mieliśmy takich problemów jak właśnie z rozgałęziaczem- odpowiedział mi Krowa- jak widzisz tam leży laptop. Niedługo go podłączymy i będzie można posiedzieć. Netu nie ma, ale czytnik cd jest.
- Świetnie, przywiozłem jeszcze parę krążków. Bo wnioskuję że ten dla Winet już przegrzebaliście dokładnie. A net- trudno, w koncu jako że spotykam internautów to mogę bez niego przeżyc. Dobra. Póki jeszcze się nie wkręciłem w rozmowę i mamy trochę czasu. Jeremy, to spróbujemy obiecanej hipnozy?
- Nie ma sprawy! To cię wprowadzi w dobry nastrój przed tym łążeniem po fortach.
- Zapewne, przynajmniej zgodnie z obietnicą łatwo się mnie pozbędziecie. Ale może poszlibyśmy w jakieś nieco bardziej opustoszałe miejsce. To ma być hipnoza a nie widowisko.
Jeremy wziął swój poradnik i wyszliśmy z pokoju. Inni nieco sie zdziwili- "Ledwo przyjechał a już porywa klubowiczów". No cóż, wybaczcie ale tylko na chwilę. Szcześciem zaraz znaleźliśmy pusty korytarz. A w nim, jeszcze bardziej szczęsliwie krzesło i coś przyponiającego tapczan.
- Próbowałeś już kiedyś hipnozy- zapytał mnie niepewnie Jeremy
- W zasadzie to nie. Kiedys tylko autohipnozy i było bardzo przyjemnie. Nie pamiętam, pisałem o tym coś do klubu?
- Raczej nie. Czyli wiesz mniej więcej że nic Ci nie grozi i w ostateczności hipnoza przejdzie w sen. A ja osobiście mogę obiecać, że nic nikomu nie wypaplam.
- Ależ oczywiście. Trust me and only me.
- O to mi mniej wiecej chodzi. Połóż się tutaj, zamknij oczy i się zrelaksuj.
Nie myśląc długo położyłem się na "tapczanie", a Jeremy zasiadl na krzśsle i zaczął mówić mi co mam robić. Zamknęłem oczy. Starałem się rozluźnić, choć było mi nieco trudno- w końcu jeszcze nie ochłonęłem do końca po długiej podróży. Mimo wszystko powoli przełamywałem się. Czułem iż rozluzniają się kolejne częsci mojego ciała- zgodnie z instrukcjami. Po paru minutach juz miałem zupełnie czysty umysł i czułem że zapadam się w podłogę, i wyruszam w nieznana mi otchłań...
_____________________________________________________
- Paweł, co jest?! Wstawaj! - usłyszałem znajomy głos
- Co? Jeremy? - odrzekłem totalnie zdezorientowany
- Starego kumpla z klasy nie poznajesz?! To ja, Kolins!
- Kolins. Zaraz. Ja Cię skądś znam. Ahh. Kolins! No tak. Wydawało mi się że byłem na spotkaniu x-klubu w SG.. ekh..
- Ale miałeś jazdę. Co znów takiego brałeś?
- To co zwykle i to nie dużo!!! Przecież powoli chce to rzucić!
- Człowieku!! Ominęła Cię wspaniała imprezka. Musiałeś tak wcześnie odlecieć od nas?! Chata czadowa, ludzie fajni, a w dodatku dwie godziny po nas przyszły te laski. Wiesz, z ekonomika. Aśka chciała z Toba porozmawiać!
- No to pięknie!!!
- Spoko, nadrobisz za tydzień, jesteśmy wszyscy zaproszeni! A teraz ubieraj się. Już zaraz 6-ta. Powinieneś się chyba powoli zjawiać na chacie.
- Rzeczywiście, jak się zjawię po południu to będzie po mnie.
- Zamówić Ci taryfę?
- Raczej tak, w końcu nie mam ochoty znów na parogodzinny spacer. A kasy nawet jeszcze mam.
Kolins zadzwonił po taksówkę. No nie! Dlaczego musiałem odlecieć?! Przecież wszystko świetnie, nie ma nawet z czego wyluzować! Trudno, w końcu raz się żyje. Wypytałem jeszcze dokładnie jak to było, ile ludzi wparowało i czy gospodarz nie ma mi za złe lekkiej zwały. Wszystko było w porządku. Tylko jeden chłopak troszke za duzo wypił i bawił się w samolot. Znaczy spadochroniarza z 1-go piętra. Ale nic się mu nie stało- piloci w porę go uziemili. Za chwilę przyjechała taksówka. Pożegnałem się jeszcze z wszystkimi (powiedzmy że ostanimi imprezowiczami) i wsiadłem do taksówki. Kierowca był coś dziwnie uśmiechnięty, czy to mi było tak wesoło. Brrr...
- Na ulicę Grunwaldzką proszę
- Już się robi.
Odjechaliśmy zostawiając za sobą miłą chatkę gdzie wszyscy się tak dobrze bawiliśmy jeszcze parę godzin temu. Przemierzaliśmy kolejne puste ulice, kolejne śpiące jeszcze domostwa, kolejne latarnie. Widoki były śliczne. Oświetlenie z wystaw sklepowych, neony, tablice świetlne powodowały że chwilami było jaśniej niż w dzień. Wokół miasta była zauważalna lekka poświata na tle gwiaździstego nieba. Księżyc świecił do połowy, ukazując swoją jasną stronę. Ekhh... "City of night". Zauważałem że okolica zmienia się na znajomą mi, znajoma od parunastu lat.
- Proszę się zatrzymać.
Taksówka powoli hamowała w ciemnej uliczce.
- 25,50zł, 20% taniej, to niech będzie 23zł- policzył mnie taksówkarz
- Proszę- podałem kwotę z lekkim uśmiechem, w końcu jeszcze liczyć potrafie, należało sie przecież 22zł.
- Dziękuje, miłej nocy i zapraszam ponownie.
Wysiadłem i zamknąłem za sobą drzwi taksówki. Podążyłem w kierunku ukochanego przeze mnie domostwa. Jak zwykle modliłem się w duszy by drzwi były do otwarcia (te 2-stronne zamki!..), bo inaczej będe musiał pobudzić wszystkich. I tekst "Wróciłem parę minut po północy" nie przejdzie. Wygrzebałem klucz z kieszeni. Trafiłem do dziurki, i zaczęłem kręcić. Alleluja! Moje proźby zostały wysłuchane. Drzwi dały się otworzyć. Zostawiłem jeszcze kurtkę i buty, zakradłem się cichutko do swojego pokoju. Hmmm... Na naukę za późno, Blood'a 2 już ukończyłem, a żeby odpisywać na pocztę nie mam sił- w końcu zasnę pisząc to, nie mówiąc o tych którzy bedą to czytali. Poza tym jestem nieco zmęczony, chyba lepiej się położę. Zachowałem się jak zwykle higienicznie (ząbki, mycie), rozebrałem się i położyłem się do swojego łóżka. Z przyzwyczajenia spojrzałem na zegarek 6:23. Poczułem senność, i że nie mam siły utrzymywać już myśli...
________________________________
Usłyszałem pstryknięcie palcami.
- Wszystko w porządku?
Już kiedyś słyszałem ten głos. Otworzyłem oczy, obróciłem się i ujrzałem jeszcze raz chłopaka. Przypomniałem sobie, że to był Jeremy.
- Jasne. Tylko miałem nie najprzyjemniejszą wizję. Czy co to w ogóle było... - powiedziałem z niepewnością w głosie
- W zasadzie nie wiem, bo dużo nie mówiłeś. Tylko że jedziesz po jakimś mieście.
- To była taksówka. Właśnie wracałem na chatę z imprezki.
- No tak, a ty tylko o jednym. Czy potrafisz w ogóle zapomnieć o piwie. - spytał mnie nieco zirytowany Jeremy.
- Jasne, kiedy mam go pod dostatkiem. - Mina Jeremy'ego nie była aż tak wesoła jak być miała - żartuje oczywiście!
- Świetnie. Wracajmy jednak już, pewno już na nas czekają.
Przemierzyliśmy z powrotem kilka kroków do pomieszczenia gdzie siedzieli klubowicze.
- I jak było - spytał pierwszy Ufok
- Już nigdy więcej nie będe próbował kogokolwiek hipnotyzować - Jeremy był nieco załamany.
- Ale obiecałeś mi - wypowiedziała Winet z błagalną minką.
- No powiedzmy że to był nie ostatni, tylko ten przedostani raz - Jeremy chciał jednak być słowny
- Prosty, widziałeś coś? - X-Man był widocznie ciekawy czy rzeczywiście wszystkie teksty o regresjach i głębokich hipnozach mogą choć w części być realne, osiągalne dla każdego.
- Wydawało mi się, że byłem na jakiejś imprezce. I myślałem że to spotkanie na którym jesteśmy teraz to tylko iluzja, złudzenie po towarze. Ale mogę się spokojnie uszczypnąć i przekonać, że naprawdę w końcu spotkanie XK doszło do skutku. Że wszyscy jesteśmy tutaj razem.
- Możemy się uszczypnąć wszyscy, obyśmy trafili z tego "złudzenia" do tej samej rzeczywistości - zaproponował Batman.
- Oczywiście! Przepraszam, ale wciąż trudno mi uwierzyć, że widzę was wszystkich!
- Winet, więc co z tymi fortami- spytał zniecierpliwiony coraz bardziej Kompan
- A właśnie! Z Jaśkiem, naszym przewodnikem, jesteśmy umówieni za... 15 minut! Powinniśmy wyjść szybko, bo w przeciwnym wypadku się spóźnimy! - Winet wiedziała, że Jasiek nie będzie czekał na nas długo.
- Więc pośpieszmy się! Ludzie, tempo. Kurtka, buty i spadamy. - Starałem się w rzeczywistości też spełniać choć w części rolę prezesa, choć przyznam szczerze, że wcale nie miałem takiej ochoty. No ale można choć sprawiać pozory.
Brygada ruszyła, tylko jeszcze czekaliśmy chwilkę na Batmana, który szukał swojego aparatu. Zastanawialiśmy się nieco po co mu on, no ale. Po chwili jednak znalazł go i wszyscy wyparowaliśmy szybkim krokiem ze schroniska. Droga była dosyć śliska- czuć było co się zacznie dziać jak przyjdą wieczorne przymrozki. Samochody w rowach, ludzie nie mogący utrzymać się na nogach i inne katastroficzne wizje! Szliśmy powolnym tempem. "Gołąbeczki" z Wybrańców, o dziwo zresztą wcale nie gruch(ot)ały razem między sobą, a skupiły się na przyjacielskiej rozmowie ze wszystkimi.
- Gdzie tu jest najwyżej położony punkt w okolicy? - spytał X-Man.
- Przecież widać na pierwszy rzut oka. A po co Ci te cenne informacje? - gospodyni nie była do końca pewna celowości pytania.
- Bo tam byłoby najłatwiem IM nas porwać! Pamiętacie Dwayne'a Barry'ego i Sky Mountain!? - X-Man chciał się jaoś wytłumaczyć.
- Jasne, kolejny świetny odcinek. Choć oczywiście uważam to za nieziemsko prawdopodobne... - rzekłem.
- A wszyscy wiemy że Archiwum jest całkowicie prawdziwe, na faktach autentycznych - Batman kpił nieco z naszej świętości.
- Cicho, nie psuj X-owego nastroju! - napomniał go Ufok.
- Więc porozmawiajmy o czymś X-owym! - Krowa rzekł idąc szybkim krokiem starając sie nadążyć za innymi - co sądzicie o Nich? Są tu, tam? Czy w ogóle kontaktują się z nami?
________________________________________________________________________
Nagle usłyszałem okropny hałas! To był znienawidzony przeze mnie budzik!
"Do diabła!!! Zapomniałem go wyłączyć!!" - rzekłem do siebie w myślach. Powoli otworzyłem sklejone jeszcze oczy. Promienie słonca wdzierały się do mojego ciemnego pokoju. Szybkim strzałem trafiłem mojego kata- jak mógł mnie obudzić o tak wczesnej porze. Spojrzałem z obrzydzeniem jeszcze raz na niego- było już prawie południe. Ekhh... No wcale nie jest tak wczesnie. Pomyślałem sobie jeszcze parę sekund o niczym. "Leży się milutko, no ale mógłbym w końcu wstać. Nie będę przecież tak się wylegiwał przez cały dzień". Spojrzałem tym razem na rzucone przeze mnie w kąt ciuchy. Zdziwiło mnie nieco że nie kojarzyłem dokładnie kiedy je tam położyłem... A nie! - już pamiętam- przyjechałem taksówką i było po 6-tej jak się położyłem. A wczoraj (czy też już dziś) byłem na imprezce. Odleciałem na niej i miałem "wizję"- wydawało mi się że byłem na spotkaniu XK w SG. I mi się to samo spotkanie śniło! No nie!!!! Nie zniosę tego! Tak bardzo chciałem tam pojechać, być z nimi, że nawet nieświadomie staram się do nich dołączyć. No ale nie mogę tego wspominać. Nie mogę żałowac do końca życia. Muszę pogodzić się z tym, muszę zapomnieć,
muszę żyć! Tylko kiedy będe to miał za sobą. W końcu spotkanie już się
odbyło. Czasu nie przywrócę, pozostaje zjawić się na następnym.
Czułem że taki tok myślowy dalego mnie nie zaprowadzi. Żeby zapomnieć włączyłem telewizor na MTV. Szybko zmieniłem jednak decyzję co do programu- w końcu znów leciało jakieś disko! Szybko przeleciałem po kanałach aż trafiłem do jedynki. Chwilę się powpatrywałem gdyż zauważyłem, że pokazują jakieś zdjęcia nieba. I te zdjęcia chyba już kiedyś widziałem. Widziałem je... W X-Klubie!!! Spojrzałem odruchowo do teletekstu na strone 302. "12:15 - NOL - jeszcze nie wierzycie?". W duszy zrobiło mi się aż radośnie! Telewizja Polska wreszcie puści coś ciekawego! Z początku w programie zastanawiano się nad rzeczowością wiary w UFO, czy Oni tam naprawdę mogą istnieć. Następnie pokazano informacje na temat rozbicia się nieznanego obiektu w pobliżu wsi w województwie słupskim. Pokazano wywiady ze świadkami, którzy rzekomo widzieli coś spadającego z nieba.
Jednym z nich był mężczyzna, w średnim wieku, zarośniety, wyraźnie zaniedbany. Mówił że właśnie wyszedł na dwór i zobaczył światełko spadające z nieba. Jednak leciało ono linią krzywą. Zaraz potem wrócił nieco przestraszony do domu, bojąc się że i na niego coś może spaść. Reporterka biorąc pod uwagę stan w jakim był spytała, czy pił coś tego wieczora. Odpowiedź brzmiała - "Tradycyjnie, brudzia z sąsiadem". Czyli świadek nie za bardzo wiarygodny.
Następnie prowadząca program przeprowadziła rozmowę z kolejną osobą. Była to już starsza kobieta. Mieszkanie miała nieco oddalone od wsi, i to w kierunku miejsca rzekomego upadku obiektu. Mówiła że siedziała w domu, kiedy usłyszała straszny łomot w pobliżu i nagły błysk, jakby od uderzenia pioruna. Wiedziała że zapowiada się bezchmurna noc, więc zdziwiła się. Ale nie miała specjalnie sił wychodzić na dwór- bała się o siebie.
Ostatnim już świadkiem był mężczyzna w wieku niemalże dwudziestu lat. Chciał zachować anonimowość, więc miał zakrytą twarz. Opowiadał że właśnie siedział w domu przy komputerze kiedy ujrzał za oknem obiekt spadający linią krzywą z nieba. Wyszedł z domu i zobaczył niewielki błysk. Doszedł do wniosku że mógł to być meteoryt, albo jeszcze coś więcej. Wiedział że od miejsca wybuchu dzielił go jakieś 4 km drogi przez las. Znał bardzo dobrze okolice, więc nie zastanawiając się wziął latarkę i kamerę! Niemalże pół godziny szedł w wyznaczonym kierunku. Kiedy miał już zwątpić ujrzał jaśniejszy punkt. Wiedział wtedy że to musi być To. Szedł prosto mając cały czas obiekt przed oczami. W końcu doszedł do celu. Stanął na skraju krateru, z którego wydobywało się światło. Przysłonił nieco oczy i ujrzał coś w rodzaju spodka o szerokości dziesięciu metrów. Włączył kamerę i zaczął kręcić film. Zeszedł w dół krateru i obchodził pojazd dookoła. Nie dotykał nic ponieważ wiedział że może to grozić skażeniem pierwiastkami promieniotwórczymi. Widział jeszcze ciało. Było ono koloru szarego. Wielkością przypominało paroletnie dziecko, jednak było znacznie chudsze. Miało równiez znacznie dłuższe ręce i nogi, słabo rozbudowany tułow. A twarz- nie do opisania, zgodnie z wszystkimi opisami w filmach- spłaszczona głowa, duże oczy, małe usta. Wiedział już na co trafił... Zaraz potem usłyszał nadlatujące śmigłowce i nadbiegających z pewnej strony ludzi. Przestraszył się, wyskoczył z krateru i schował się w zaroślach. Widział jeszcze tylko że nadbiegającymi byli mundurowi, możliwe iż brygada specjalna MSW. Doszedł do wniosku, iż lepiej żeby nie został złapany. W końcu miał coś cennego - film! Wyłaczył więc kamerę i przybiegł do domu. Wtedy reporterka zapowiedziała że za chwilę zostanie wyemitowany własnie ten film. Niestety po paru sekundach na ekranie pojawiły się paski i śnieżenie.
Tyle się naoglądałem filmów z cyklu "Rząd ukrywa prawdę", że byłem gotów uwierzyć że było to sterowane odgórnie. Zajrzałem więc na inne kanały. Wszystkie satelitarne działały. Jedynie cztery naziemne się zepsuły. Wtedy byłem pewien- znów coś się stało z anteną. W duszy zakląłem, że nie mam kablówki. Wstałem od telewizora i poszedłem do kuchni coś zjeść. Pod ręką były uwielbiane przeze mnie pomarańcze, więc zabrałem się za ich obieranie i jedzenie. Jednocześnie myślałem nad programem, który przed chwilą ujrzałem. Miałem jedno wrażenie- tania polska podróbka zachodniej mody na x-files. A jako że działo się to w naszych warunkach, więc na biednej wsi, w której o kanalizacji nikt nie słyszał. Wyjątkiem chyba był ten mężczyzna, który rzeczywiście zrobił na mnie wrażenie inteligentnego i bardzo kulturalnego. Rozśmieszyło mnie również to, że to właśnie on przybył na miejsce rozbicia się statku przed rządem, wojskiem, czy kim oni byli. No i udało mu się stamtąd uciec. To wręcz dowodzi profesjonalizmu naszych służb. No ale dobra, czego znowu bym od nich chciał. Ale mimo wszystko dręczyło mnie to, że nieważne jakim ten film by był, to go nie ujrzałem. Przecież nakręcił go mężczyzna, który wzbudził we mnie zaufanie. Któremu wierzyłem, że widział co widział.
Pomyślałem że najlepiej będzie, jeżeli wyśle maile do znajomych internautów z zapytaniem, czy oni widzieli program i co o nim sądzą. Wysłałem go do parunastu najbliższych mi x-philów. Odpowiedzi które otrzymałem po godzinie były dla mnie niesamowitym zaskoczeniem.
Każdemu z nich został odcięty sygnał telewizyjny w tym samym momencie co mi, czyli gdy miał zostać wyświetlony film nakręcony przez tego faceta.
TO BE CONTINUED... OR MAYBE THIS IS THE END?!
Remember that everything is
JUST AN ILLUSION.
written by
Kant