AND SHE KISSED HIM

od Xmax dla X-Klubu


 
LIPIEC 28, 1997  
16:00
Obudzilo go swiatlo slonca wpadajace do pokoju przez okno. Otworzyl oczy i zmruzyl je bo ostre swiatlo dnia oslepilo go. Przewrocil sie na drugi bok i usmiechnal zobaczywszy ja. Przysunal sie i otoczyl ja swoim ramieniem. Wyszeptala przez sen jego imie. Ukryl twarz w jej wlosach. Obudzila sie godzine pozniej. Usmiechnela sie czujac jego rece i wyszeptala jego imie.
- Mulder? - zastanawiala sie czy jeszcze spi.
- Hmm?
- Spales?
- Nie - odpowiedzial, kiedy odwrocila twarz w jego strona.
- Czesc - powiedzial patrzac jak wolno sie przeciaga.
- Spoznimy sie - powiedziala podnoszac sie . Zalozyla jego koszule i wstala.
- O ktorej godzinie mamy tam byc? - spytal.
- O 19:00. Ida teraz do lazienki, jezeli chcesz mozesz jeszcze pospac. Obudze cie kiedy skoncze.
Slyszac jak odkreca woda zamknal oczy i pomyslal o tym jak bardzo zmienilo sie jego zycie przez te dwa miesiace.
 
2 MIESIACE WCZESNIEJ
 
Gorace lzy splywaly po twarzy Dany Katherin Scully kiedy opuszczala Sale Konferencyjna. Nie mogla uwierzyc w jego smierc. Wsiadla do samochodu i ruszyla. Prawie nic nie widziala przez lzy lecz nie mogla ich powstrzymac. Po trzydziestu minutach zatrzymala sie przed swoim rodzinnym domem. Zapukala tylko raz zanim drzwi otworzyly sie przed nia.
- Dana? O co chodzi, czy stalo sie cos? -  Scully nie mogla juz dluzej powstrzymywac lez.
- On nie zyje mamo. Mulder nie zyje -  Matka otoczyla ja ramionami i posadzila na sofie.
- Jak to sie stalo? - spytala Maggie swoja szlochajaca corka. Scully spojrzala na matka i ocieraja lzy powiedziala.
- Musiala pojsc do jego mieszkania i zidentyfikowac go. Lezal na podlodze w kuchni. O mamo, co mam teraz zrobic! Lzy znow poplynal z jej oczu. Maggie mocno przytulila corke.
 
KWIECIEN 29, 1997
9:00
Scully weszla do budynku FBI pelna smutku. Nie wiedziala czy wytrzyma praca w ICH biurze, teraz kiedy jego juz nie ma. Probujac powstrzymac lzy usiadla przy jego biurku i ukryla twarz w dloniach. Ktos zapukal do drzwi. Podniosla glowa i zobaczyla Skinnera stojacego w drzwiach.
- Agentko Scully - powiedzial.
- Tak? - spytala.
- Wiem, ze agent Mulder wiele dla pani znaczyl i mysle, ze powinna pani dostac troche czasu by to wszystko ...
Scully przerwala mu zanim skonczyl.
- Dziekuje za troske - powiedziala slabo sie usmiechajac.
- Ma pani tyle czasu ile bedzie potrzebowac. - Przez moment ich spojrzenia spotkaly sie i z jego oczu wyczytala, ze smierc Muldera dotknela rowniez jego.
Po wyjsciu Skinnera ponownie usiadla przy biurku swojego partnera. Otwierala szuflady dopoki nie znalazla tego co szukala. Delikatnie odkrecila buteleczka i poczula JEGO zapach. Zamknela oczy.
- Musze stad wyjsc - powiedziala na glos i wstala by wyjsc a lzy raz jeszcze poplynely z jej oczu.
2 DNI POZNIEJ
10:00
Scully zatrzymala samochod i wysiadla. Wolnym krokiem przeszla przez trawnik i skierowala sie w strona malej grupki ludzi wsluchanej w slowa duchownego. Trumna byla gotowa do opuszczenie. Zanim stanal wsrod zalobnikow wziela gleboki oddech.
- Bardzo mi przykro pani Mulder - powiedziala gdy stojaca obok niej starsza kobieta spojrzala na nia.
- Teraz stracilam oboje moich dzieci - powiedziala.
- Wiem - Scully nie wiedziala co powiedziec. Stala po prostu obok matki swojego partnera i czula sie taka samotna. Patrzyla na ludzi, ktorzy przyszli pozegnac Muldera. Skinner stal tuz obok Frohike'a, Langly'a i Byers'a ludzi, ktorych znala jako Samotnych Strzelcow. Frohike spojrzal na nia i poczula respekt przed tym niskim mezczyzna ubranym w czern i trzymajacym w rece kapelusz. Wiedziala, ze kochal Muldera jak brata, i ze musi to byc dla niego bardzo trudne.
Kiedy duchowny rozpoczal modlitwa pomyslala o tych czterech latach pracy z Mulderem.
- Z prochu powstales i w proch sie obrocisz ...
Pomyslal o tym ile to razy Mulder pomagal jej i o tym jak ona nie pomogla jemu kiedy tego najbardziej potrzebowal.
- Fox William Mulder byl czlowiekiem, ktory poswiecil swoje zycie poszukiwaniu prawdy ...
Pomyslala o tych chwilach, ktore juz nie powroca. Kiedy jego spojrzenia mowily jej sercu wiecej niz slowa.
- Byl dobrym czlowiekiem kochajacym rodzine i przyjaciol ...
Oddala by wszystko aby tylko moc mu powiedziec co naprawde do niego czula. Kochala go od samego poczatku, od momentu kiedy sie spotkali po raz pierwszy i chciala byc z nim zawsze. Chciala odpedzac zle sny, ktore go meczyly i dzielic z nim te wszystkie straszne chwile. Gdzie byla kiedy potrzebowal jej najbardziej, kiedy przykladal sobie pistolet do glowy i pociagal za spust. Zawiodla go i teraz mezczyzna, ktorego kochala, jedyny czlowiek, ktorego moglaby kiedykolwiek pokochac nie zyje a ona pozostala z najwiekszym bolem jakiego kiedykolwiek doznala.
- Niech jego dusza spocznie w Bogu ...
Lzy, ktorych nie mogla juz kontrolowac znow poplynely po jej policzkach. Byly jak deszcz, ktory przepelnial smutkiem jej zlamane serce. Nie dbala juz, kto to zobaczy i mur stoicyzmu, ktory chronil ja runal. Mulder nie zyje a ona potrzebowala go teraz bardziej niz kiedykolwiek.
Poczula reke na swoim ramieniu i zobaczyla jego matka. Ona rowniez plakala.
- Dziekuje, ze przyszlas. Wiem, ze wiele dla niego znaczylas - powiedziala probujac sie usmiechnal. Patrzac na ta mloda kobieta pograzona w smutku wiedziala, ze pomiedzy nia a jej synem musialo byc cos wiecej, wiez tak silna, ze tylko smierc mogla ja zerwac.
Scully zostala jeszcze dlugo po tym jak inni odeszli. Stala jak zdretwiala. Przestala plakac. Wiedziala, ze musi powiedziec Mulderowi co czuje. Podeszla do trumny i podniosla jedna z roz lezacych na jej wieku. Powachala ja i pomyslala jakie to ironiczne. Westchnela gleboko i zaczela mowic do czlowieka, ktory byl jej najlepszym przyjacielem, jedynym prawdziwym przyjacielem.
- To nie powinno sie tak skonczyc. Nie dla ciebie, nie dla nas. Zawsze myslalam, ze kiedys bedziemy razem. Po tych wszystkich spojrzeniach i subtelnych dotykach. Myslalam, ze kiedys zdobede sie na odwaga i wyznam ci co czuje, a tak nigdy sie nie dowiesz. - kolejne lzy splywaly jej po twarzy - Zegnaj Mulder. Nigdy cie nie zapomne i wiem, ze kiedys spotkamy sie ponownie, lecz teraz zegnaj i wiedz, ze ...ze cie kocham.
Po tych slowach wolno zblizyla kwiat do twarzy i odwrocila sie zostawiajac za soba te cztery lata.
 
* * * * * * * * * * * *
Powoli ciemnosc rozjasniala sie. Odczekal chwila zanim usiadl. swiat w jego glowie pelen halasu i bolu krecil sie. Po chwali wstal opierajac sie o sciana. Wolno rozejrzal sie po pomieszczeniu probujac zgadnac gdzie jest. Byl sam i nie uzbrojony. Burczenie w zoladku spowodowalo, ze spojrzal na zegarek. Minely dwa dni od kiedy siedzial na kanapie i rozmyslal o Scully i jej raku.
- Scully! Do diabla, pewnie zastanawia sie gdzie jestem. - Mysli w jego glowie powoli zaczynaly sie ukladac. Pokoj byl maly i nie umeblowany z wyjatkiem zniszczonego krzesla i starego koca. Podloga zasmiecal gruz a jedyne swiatlo dochodzilo z malego okratowanego okienka. Drzwi byly zablokowane. Probowal je wywazyc ramieniem ale te w ogole sie nie poruszyly. Po okolo godzinie patrzenia przez okno i przygladania sie pustej okolicy doszedl do wniosku, ze zostawiono go tu by umarl. Siadajac na ziemia Mulder probowal sobie przypomniec jak tu sie znalazl ale zadna odpowiedz nie przychodzila mu do glowy.
- Coz, z pewnoscia nie zamierzam tu umrzec - powiedzial glosno i kiedy rozgladajac sie zobaczyl kawalek starej rury w jego glowie zaswital pewien plan.
 
* * * * * * * * * * * *
14:00
Scully otworzyla drzwi swojego mieszkania i odlozyla klucze na stolik. Wykonczona polozyla sie na lozko. Chciala odpoczac zanim bedzie musiala sie zmierzyc z ostatnim listem Muldera, ze wspomnieniami i ... Po prostu odpoczac, ... od wszystkiego.
 
* * * * * * * * * * * *
Na jego czole pojawil sie pot.
- Musze to przeciac w tym miejscu - myslal intensywnie probujac zarazem otworzyc drzwi do swojej celi. Przy pomocy kamienia znalezionego w rogu pokoju, splaszczyl jeden z koncow rury.
Po dwoch godzinach uchylil drzwi na tyle, ze mogl zobaczyc, ze przytrzymywal je lancuch. Mulder zaklinowal drzwi wsadzajac pomiedzy je a framuge swoj but. Kiedy byl juz pewny, ze drzwi nie zamkna sie ponownie wlozyl wlasnej roboty lom pomiedzy lancuch a hak w scianie, do ktorego byl przyczepiony. Po kilku nie udanych probach nareszcie uslyszal odglos wylamujacego sie haka. Jeszcze jedno pchniecie i nareszcie byl wolny.
- A teraz co? - spytal glosno sam siebie rozgladajac sie w okolo. W zasiagu jego wzroku nie bylo ani drogi, ani niczego innego. Calkowita pustka. Zamknal oczy, na chybil-trafil wybral kierunek i ruszyl w strona drzew. Kawalek rury byl jego jedyna obrona a noc byla bliska.
 
22:00
MIESZKANIE SCULLY
 
Scully obudzila sie z krzykiem. Wlasnie przysnil sie jej koszmar. Stala na skraju lasu, sama i zagubiona. Przed nia byla pusta droga. Bylo jej zimno i byla glodna. Gdy zapalila swiatlo zobaczyla co ja obudzilo. Na poduszce byly slady krwi. Znow leciala jej krew z nosa. Wstala z lozka i poszla do lazienki. Przemyla twarz zimna woda i patrzac w lustro zastanawiala sie nad znaczeniem swojego snu.
 
* * * * * * * * * * * *
Mulder poczul niezwykla ulga kiedy zobaczyl na horyzoncie droga. Porzucil swoja prymitywna bron i pobiegl w strona szosy. Mial nadzieja, ze ktos zgodzi sie go podwiezc mimo jego podejrzanego wygladu. Dwa dni zamkniecia zrobily swoje.
 
23:21
Dopiero po godzinie udalo mu sie zatrzymac jakis samochod.
– Podwiezc cie gdzies? - spytal mlody czlowiek siedzacy za kierownica.
- Bylbym wdzieczny - odpowiedzial Mulder i wsiadl do samochodu.
Kiedy przejechali kawalek spytal:
- Dokad jedziesz?
- Wracam do domu z collage'u. Jade do Baltimore w stanie Maryland - odpowiedzial.
- Zeby tam dotrzec musisz jechac przez Annapolis, tak?
- No. Czy tam wlasnie zmierzasz. - chlopak spojrzal na niego.
Kiedy Mulder potwierdzil to chlopak gwizdna.
- To daleko. Miales zamiar cala droga przejsc na pieszo?
- Wiem, ze dziwnie to zabrzmi ale gdzie wlasciwie jestesmy?
- W Polnocnej Karolinie! - Mulder spojrzal na niego.
- Czlowieku ... - zaczal chlopak ale Mulder przerwal mu.
- Nazywam sie Mulder
- Mulder, czy mozesz mi powiedziec jak u diabla znalazles sie tutaj?
Mulder wzial gleboki oddech i opowiedzial chlopakowi z Baltimore swoja historie.
 
CZERWIEC 2, 1997
10:00
 
Drzwi windy otworzyly sie i Scully z wahaniem wysiadla. Wolnym krokiem przeszla przez korytarz i stanela przed drzwiami nr 42. Zerwala policyjna tasma zabezpieczajaca wejscie i uzywajac klucza otworzyla drzwi. Kiedy zamknal drzwi ujrzala plama krwi na podlodze. Pomyslala o tym jak malo krwawila rana w glowie Muldera. Potrzasnela glowa probujac pozbyc sie uciazliwych wspomnien i omijajac plame podeszla do biurka. Zdjela plaszcz i usiadla przy komputerze. W jego pamieci chciala znalezc powod samobojstwa Muldera.
 
22:30
MIESZKANIE SCULLY
 
- Dzieki Steve - powiedziala Mulder wysiadajac z samochodu.
- Nie ma za co agencie Mulder - odpowiedzial chlopak i kiedy Mulder zamknal drzwi odjechal.
Zostal sam. Spojrzal w okna Scully i probujac wymyslic co opowiedziec swojej partnerce wszedl do budynku. Kiedy stanal pod drzwiami nadal nie wiedzial, wiec postanowil opowiedziec jej to co pamietal,
 
* * * * * * * * * * * *
Pukanie do drzwi obudzilo Scully. Wstala z lozka i zalozyla szlafrok.
- Kto to moze byc? - pomyslala i zerknela przez wizjer. To co zobaczyla wstrzasnelo nia. Spojrzala raz jeszcze - To nie moze byc ON!
Oszolomiona otworzyla drzwi i wpuscila mezczyzne
- Przepraszam, ze cie obudzilem, Scully - powiedzial i przyjrzal sie jej uwaznie. Byla wzburzona i blada.
- Scully, co sie stalo? Odpowiedz! - spytal zaniepokojony.
Odpowiedziala mu glosem cichszym niz szept.
- Ty nie zyjesz. Sama widzialam - Scully zachwiala sie wiec Mulder przytrzymal ja.
- Wczoraj byl twoj pogrzeb. - nadal byla blada. Mulder nie wiedzial co powiedziec. Pomogl jej dojsc do kanapy. Kiedy usiadla uklakl przed nia.
- Wszyscy mysla, ze nie zyje? - upewnil sie.
Patrzyla na niego z niedowierzaniem w oczach.
- Scully, to naprawde ja!
- Skad mam wiedziec? - Widzac zamet w jej oczach wiedzial, ze musi tego dowiesc. Odpial swoja koszula tak by mogla zobaczyc jego ramie. Lzy poplynely z jej oczu. Tuz pod lewym obojczykiem byla okragla blizna po kuli. To ona go postrzelila. Rozplakala sie na dobre. Mulder usiadla obok niej i przytulil ja.
- Myslalam, ze cie stracilam - wylkala.
- Jestem tutaj, wszystko bedzie dobrze. - szeptal pocieszajac ja. Czul jak wali mu serce. Chcial by nie musiala przez to wszystko przechodzic, chcial sprawic by juz nigdy nie cierpiala.
- Wybacz mi Scully. Wybacz, ze musialas przejsc przez to wszystko. Nie wiedzialem, nie wiedzialem ... - Mulder - powiedzial gdy uspokoila sie na tyle, ze mogla mowic - Kiedy myslalam, ze nie zyjesz bylam zalamana. Teraz kiedy wrociles, musze ci cos ci powiedziec. To dla mnie bardzo wazne ...
Spojrzal na nia.
- Cztery lata wspolnej pracy bardzo nas zblizylo Z czasem zaczelam patrzec na ciebie inaczej. Kiedy powiedziano mi, ze nie zyjesz nie wiedzialam co robic. Chca zadac tobie bardzo wazne pytanie ... ja ... - w jego oczach zobaczyla zaciekawienie - Mulder ... kocham cie ...
Serce mu zabilo.
- Musze wiedziec czy podzielasz moje uczucia, jezeli nie ... zrozum... - Nie zdazyla dokonczyc. Mulder polozyl palce na jej ustach i uciszyl ja. Spojrzala ponownie w jego oczy blyszczace jak nigdy dotad. To co w nich zobaczyla na pewno nie bylo zaklopotaniem. Starl lze, ktora poplynela po jej policzku i delikatnie ja pocalowal. Poczul jej lekka odpowiedz.
- Ja rowniez ciebie kocham, Dana - wyszeptal patrzac gleboko w jej piekne, zielone oczy i pocalowal ja ponownie z cala namietnoscia nagromadzona przez cztery, dlugie lata.
 
CZERWIEC 3, 1997
8:05
 
Mulder obudzil sie jak tylko pierwsze promienie czerwcowego slonca padly na lozko. Obrocil sie na drugi bok i usmiechnal sie do rudowlosej spiacej obok. Przysunal sie blizej i pocalowal ja delikatnie w ramie. Budzac ja sluchal jak zmienia sie jej oddech.
Scully wolno otworzyla oczy i odwrocila sie na plecy. Usmiechnela sie gdy zobaczyla dwoje ukochanych oczu wpatrujacych sie w nia.
- Witaj - powiedzial.
- Czesc - odpowiedziala, a on delikatnie pocalowal ja w usta.
- Mmm, to bylo mile - powiedziala zamykajac oczy. Usmiechnal sie i objal ja mocno swoimi ramionami.
- Dlaczego dojscie do tego zabralo nam tyle czasu? - spytala glaszczac go lekko po twarzy.
- Nie wiem - odpowiedzial - Ale warto bylo.
- Co teraz bedzie? Czy nadal bedziemy razem pracowac?
- Dlaczego nie, Scully. Jestes jedyna osoba, ktorej ufam. Nie mogl bym pracowac z nikim innym.
- Znasz opinia FBI na temat zwiazkow pomiedzy agentami.
Spojrzal na nia i usmiechnal sie.
- Scully, nasz zwiazek trwa od czterech lat, a teraz stal sie tylko troche bardziej ... intensywny.
- Tak to nazywasz? - spytala zaczepnie.
- Przeciez wiesz co mialem na mysli. Dojscie do tego miejsca zajelo nam cztery lata i jezeli oni mysla, ze zlamia nas to nie znaja jeszcze Foxa Muldera.
- Jest bardzo uparty - powiedziala usmiechajac sie.
- No wlasnie.
Oboje rozesmiali sie glosno. Po chwili Scully spowazniala i spytala:
- Co zrobimy by dowiesc, ze nie umarles?
- Moze pokazemy im moja blizna? - wyszeptal jej do ucha.
- Mulder!
- Wiem, wiem. Moze test krwi?
- Juz samo wprowadzenie cie do budynku moze byc trudne.
- A moze spotkamy sie ze Skinnerem? - zasugerowal
- To wspanialy pomysl, Mulder.
- Zaloze sie, ze bedzie cholernie zdziwiony.
- Bardzo przezyl twoja smierc. - powiedziala a Mulder wygladal na zaskoczonego. Nie sadzil, ze Skinner tak bardzo go lubil.
- Jest jeszcze wielu ludzi z, ktorymi musisz sie spotkac. - Na jego twarzy zobaczyla cien winy.
- Moja matka.
- To nie twoja wina Mulder. - powiedziala i przesunela dlonia po linii jego policzku. Poczula jak zmienia sie jego nastroj. Usmiechnal sie i pocalowal jej reka.
 
11:00
Skinner przeszedl przez korytarz i stanal pod drzwiami mieszkania Scully. Byl ciekaw dlaczego tak pozno musiala sie z nim spotkac. Kiedy otworzyla drzwi wygladala znacznie lepiej niz na pogrzebie. Byl zdziwiony, znal ta specyficzna wiez jak laczyla ja z Mulderem.
- Agentko Scully, jak sie pani czuje? - spytal kiedy poprosila go by usiadl.
- Dobrze. - odpowiedziala.
- O czym chciala pani ze mna porozmawiac? O agencie Mulderze? - Na jej twarzy nie zauwazyl zadnej zmiany, nie tego sie spodziewal.
- Pokaze panu.
Patrzyl jak wychodzi z pokoju. Kiedy po chwili wrocila wstal z wrazenia. Obok niej stal nie kto inny jak ... Fox Mulder!
- Co u diabla tu sie dzieje!? - powiedzial gniewnie do Scully.
- To nie jej wina - powiedzial Mulder - Moge to wszystko wytlumaczyc.
- Lepiej zeby to bylo cholernie dobre wytlumaczenie. - powiedzial Skinner nie zmieniajac tonu.
 
11:45
- No a co pania upewnilo, ze to wlasnie agent Mulder? - spytal Skinner.
- Charakterystyczna blizna na lewym ramieniu. - odpowiedziala probujac zachowac obojetny ton glosu.
- Wiec teraz pozostala jeszcze sprawa testow krwi, no i oczywiscie ekshumacja czlowieka, ktorego pochowalismy jako agenta Muldera. - Glos Skinnera byl teraz bardziej spokojny.
- Kiedy to wszystko odplaczemy, czeka na was nowa sprawa lecz na razie niech pan postara sie byc dyskretny, Mulder. Ludzie mysla, ze pan nie zyje.
- Tak, oczywiscie - zgodzil sie Mulder z przelozonym i odprowadzil go do drzwi. Przed wyjsciem Skinner powiedzial jeszcze na progu:
- Ciesze sie z pana powrotu Mulder.
Mulder zamknal drzwi i spojrzal na swoja partnerka. Z usmiechem na ustach zblizala sie do niego.
- Milo miec cie z powrotem ... agencie Mulder.
- Milo byc z powrotem. - wyszeptal czujac na twarzy jej pocalunki.
- Mamy tyle do nadrobienia - powiedzial biorac ja na race i niosac do sypialni.
- Wiem.
 
19:00
Mulder siedzial na kanapie i przygladal sie Scully. Rozmawiala przez telefon. Kiedy skonczyla i usiadla przy nim podal jej kieliszek.
- Kto to byl? - spytal. Zanim odpowiedziala upila trocza wina.
- Holly z laboratorium. Sa juz wyniki badania krwi
- No i?
- Wyniki potwierdzily, ze jestes agentem Mulderem z FBI. - powiedziala nonszalancko.
- To dobrze. Teraz wszyscy wiedza, ze nie umarlem.
Scully zobaczyla smutek na jego twarzy.
- Myslisz o swojej matce? - spytala.
- Tak. Czulem sie okropnie patrzac jak dzis placze.
- To byly lzy szczescia, Mulder.
- Wiem ale tyle musiala przeze mnie przejsc.
- To nie byla twoja wina, Mulder. Ty ... - Pukanie do drzwi przerwalo jej w polowie. Spojrzeli na siebie i oboje wstali. Scully by otworzyc drzwi a Mulder by schowac sie w jej sypialni. To byla Maggie.
- Czesc mamo - powiedziala Scully kiedy wpuscila ja do srodka.
- Witaj Dana, jak sie dzis czujesz?
- Dobrze. - Maggie przyjrzala sie jej uwaznie Na twarzy swojej corki nie widziala smutku, to bylo inne uczucie ... moze szczescie? Lecz zanim o cokolwiek spytala Scully powiedziala:
- Mamo, mam ci do powiedzenia cos bardzo waznego
- Tak?
- Chciala bym znac inny sposob by ci to przekazac ale go nie znam. Jestes gotowa?
Maggie uwaznie spojrzala na corka.
- Co to takiego?
- Mamo, Mulder zyje - powiedziala Dana i zobaczyla, ze Maggie zszokowana wpatruje sie w cos za jej plecami. Odwrocila sie. W drzwiach jej sypialni stal Mulder.
- Fox? - wyszeptala Maggie.
- Tak, to prawda.
- Ale jak ... jak to mozliwe? - odwrocila twarz w strona corki. Mulder podszedl do Scully i polozyl reka na jej ramieniu.
- Ktos chcial zebym zginal. Zostalem zamkniety ale na szczescie udalo mi sie uciec. Ludzie, ktory sfingowali moje samobojstwo byli przekonani, ze nie uda mi sie przezyc.
Scully nadal widziala niedowierzanie w oczach swojej matki.
- Testy krwi dowiodly w 100%, ze to on.
- Ty wiedzialas juz przedtem?
- Tak, te testy byly dla FBI ... nie dla mnie.
Teraz Maggie juz wierzyla. Widziala przeciez blyszczace oczy swojej corki i slyszala opowiesc Muldera. Widziala tez cos jeszcze. Sposob w jaki polozyl on dlon na ramieniu Dany mowil wiele. Z trudem ukryla usmiech.
- Przyszlam by cie pocieszyc ale widza, ze jest znacznie lepiej niz myslalam. - powiedziala. Chciala wyjsc ale Dana powstrzymala ja.
- Zostan ... Napij sie z nami wina.
Maggie po chwili wahania zgodzila sie i usiadla na krzesle. Scully podala jej kieliszek i nalala wina. Pijac je malymi lykami Maggie obserwowala corka i wysokiego mezczyzna siedzacego obok niej. Tworzyli piekna para i tym razem Maggie pozwolila sobie na usmiech. Byla szczesliwa, ze nareszcie sa razem. Dopiero te dramatyczne chwile polaczyly ich i byla pewna, ze tylko prawdziwa smierc moze ich rozlaczyc.
 
TRZY TYGODNIE POZNIEJ
14:30
Po calonocnej pracy wykonczeni wrocili do mieszkania Scully. Pracowali nad sprawa dotyczaca ich samych. Cialo, ktore zostalo po ekshumacji dokladnie przebadane, okazalo sie byc zlozone z takich samych komorek jakie widywali wczesniej u hybryd ludzi i obcych. Slady ingerencji w struktura DNA potwierdzily ich domysly. Ludzie odpowiedzialni za mimo usilnych poszukiwan nadal pozostali nieznani.
17:00
Kiedy Scully wyszla z lazienki Mulder lezal na lozku, pograzony w myslach. Podeszla i usiadla obok niego
- Centa za twoje mysli. - powiedziala przerywajac mu rozmyslania. Spojrzal na nia i usmiechnal sie.
- Myslalem o tym jaki jestem szczesciarzem - Scully odsunela kosmyk wlosow z jego czola.
- Ja tez. - wyszeptala pochylajac sie i czule go calujac.
Mulder z ociaganiem wstal i poszedl do lazienki. Kiedy skonczyl pol godziny pozniej przebral sie w smoking, ktorego tak nie lubil i wszedl do sypialni. Scully skonczyla wlasnie upinac wlosy i przygladala sie uwaznie swojemu odbiciu w lustrze. Miala na sobie satynowa sukienka w kolorze morskiej zieleni. Wlosy, z wyjatkiem kilku kosmykow swobodnie opadajacych na ramiona, upiela w kok.
- Wygladasz wspaniale. - powiedzial stajac za nia i patrzac w lustro.
- Ty rowniez nie wygladasz najgorzej. Gotowy do wyjscia?
- Tak - odpowiedzial spogladajac jej w oczy.
 
19:15
HILTON
WASHINGTON DC
 
Mulder podal jej ramie i oboje przeszli przez podwojne drzwi. Usmiechal sie w duchu patrzac jak wszyscy sie odwracaja kiedy przechodzili przez pokoj. Szukajac wzrokiem swojego szefa przyjmowal gratulacje powrotu do pracy od gosci.
- Sir. - zwrocil sie do Skinnera, kiedy ten stanal przed nim. - Jeszcze raz dziekuje za wszystko co pan dla mnie zrobil. - powiedzial Mulder i uscisnal podana mu reka Skinner skinal glowa i dodal odchodzac:
- Prosze sie dobrze sie bawic agencie Mulder, to przyjecie na panska czesc. Scully i Mulder spojrzeli na siebie. Powiedzieli Skinnerowi ow swoim zwiazku jakis tydzien temu. Przyjal to zdecydowanie spokojniej niz sie tego spodziewali. Ich przelozony nie mial nic przeciwko temu by nadal razem pracowali a oni byli mu za to dozgonnie wdzieczni
Przyjecie bylo nadzwyczaj udane. Po lekkiej kolacji orkiestra zaczela grac. Mulder wstal i stajac przed Scully spytal:
- Masz ochote zatanczyc?
- Z checia - odpowiedziala zaskoczona i podala mu reka Poprowadzil ja na parkiet. Mulder byl wspanialym tancerzem, co mile zaskoczylo Scully. Czula sie wspaniale w jego czulych objeciach Wszyscy patrzyli jak tancza.
- Scully. - wyszeptal do jej ucha.
- Mmm?
- Pocaluj mnie. - spojrzala w jego oczy.
- Mulder, ludzie na nas patrza.
- No to co.
- Co sobie pomysla o nas?
- Kogo to obchodzi. Kocham cie i nie zamierzam tego dluzej kryc. A poza tym to moje przyjecie
Kiedy Scully spojrzala w jego orzechowe oczy i wiedziala, ze nie moze odmowic. I tak oto na srodku sali pelnej ludzi Dana Scully pocalowala Foxa Muldera.