 |
The Matrix dalsze losy wiata |
Morpheus odetchnął z ulgą. Wła nie się przekonał, że cel jego życia uległ spełnieniu. Znalazł tego, który miał przezwyciężyć matrycę i ją przezwyciężył. W przeciwieństwie do agenta Smith a, jego praca jeszcze nie została zakończona. Wiedział, że trzeba jeszcze całkowicie oswobodzić Ziemię z jarzma Sztucznej Inteligencji.
Postanowił ruszyć ku powierzchni Ziemi, aby w końcu ujrzeć ją na własne oczy. Niezwłocznie wydał rozkazy. Mogli jednak ruszyć dopiero po paru minutach, ponieważ statek musiał pobrać wystarczającą ilo ć energii z jądra Ziemi by móc przebyć tą podróż. Nagle rozległ jakże miły warkot silników. Rozpoczęli lot. Tank widząc szaloną prędko ć z którą lecieli aż zadrżał. Mogli już się nie martwić specjalnie o ataki czegokolwiek, gdyż w chwili wykrycia potencjalnego wroga wyłączano wszelkie pola magnetyczne. Zresztą napastnicy i tak nie mogli uczynić im wiele szkód, gdyż system, który obsługiwał zewnętrzny wiat poza matrycą znacznie osłabł- czyżby załamał się i był pewien, że to już koniec?
Tymczasem Neo i Trinity spędzali razem oczekiwane od dawna chwile spokoju. Byli ze sobą szczę liwi.
- A więc stało się jak powiedziała Wyrocznia. zaszeptała mu delikatnie do ucha Trinity - To Ty jeste tym jedynym. W Tobie też się musiałam zakochać.
- Wyrocznia zawsze ma rację. A powiedziała może co się z nami stanie, po tym wszystkim co przeszli my?
- Oczywi cie że nie.
- Więc sami zadecydujmy o naszym losie.
Słowo urwał mu Tank, który krzyknął do wszystkich aby przyszli. Po chwili stali i wpatrywali się w monitory. Ujrzeli pustynię, ciemne niebo i szczątki miasta. Nie były to już symulacje komputerowe, tylko widok z kamery zamontowanej na zewnątrz statku. Morpheus wyczytał z innego z monitorów:
- Poziom tlenu w normie 5,76%. Poziom zanieczyszczeń 23%. A więc możemy wyj ć na powierzchnię bez masek ochronnych
Nikogo nie trzeba było do tego przekonywać- wszyscy wyszli na zewnątrz by w końcu to zobaczyć.
Statek po chwili wylądował na powierzchni planety. Wychodzili kolejno wszyscy. Było stosunkowo jasno, gdyż przez piekielnie zachmurzone niebo prze witywały promienie słońca.
- Proszę państwa, tu jakie 200 lat temu znajdował się prawdziwy Nowy Jork oznajmił Morfeusz.
To co ujrzeli było dosyć zbliżone do symulacji komputerowej. Widać było czarne monolity- jedyne co pozostało z mieszkań i biurowców. Ulice zostały zamienione w smugi porowatego węgla. Nie było tutaj widać żadnych ladów elektroniki, sztucznej inteligencji czy nawet ludzi. Ten fragment Ziemi stał się ogromną pustynią.
Pomimo to załoga, a zwłaszcza Morpheus, byli zachwyceni. Sami nie wiedzieli jak to możliwe - przecież to co widzą jest tak zniszczone i nieestetyczne, wręcz obrzydliwe. Ale jednak co w tym było. To co co pozostało z naturalnego piękna Ziemi. Była to idealnie ukształtowana powierzchnia, piękno nieba, szczę cie człowieka kroczącego majestatycznie po ziemi która należy do niego.
- Tu jest niesamowicie. Wręcz cudownie Trinity nie kryła podziwu.
Reszta Nebuchadnezzar przytaknęła. Może byli tak zachwyceni dlatego, że nigdy przedtem nie mogli przej ć się po powierzchni Ziemi. Ta niby banalna czynno ć okazała się niesamowicie prawdziwą, porażającą zmysły i odkrywczą. To co widzieli nie było już wytworem systemu komputerowego, a rzeczywisto cią. Również jej percepcja była znaczniej wyrazistsza niż w to było w symulacjach. Mogli być pewni, że to nie jest sen.
Tą chwilę zachwycenia przerwały maszyny, które wyłoniły się niczym spod ziemi i strzeliły promieniem laserowym parę razy w ich kierunku. Przypominały one olbrzymie zmechanizowane owady, które przedtem już wielokrotnie atakowały ich statek. Nikt już nie posiadał tych zdolno ci, co w matrycy. To był rzeczywisty wiat i trzeba było walczyć z rzeczywistymi wrogami. Neo odskoczył w bok pierwszy i strzelił do jednego z napastników. Wydawało się, że trafił go idealnie, gdyż zaczął z niego lecieć dym, powoli spadał w dół i po chwili roztrzaskał się o ziemię. W międzyczasie Morpheus, Trinity i Tank wskoczyli za skały, wyjęli broń i co chwila strzelali do napastników. Ci nie pozostali im dłużni- skierowali promienie lasera na nich.
- Id do statku i skieruj na nich nasze działo laserowe. Morpheus rozkazał Tankowi. Będę Cię zabezpieczał.
Tank zaczął biec w kierunku statku, a Morpheus strzelać do kolejnych napastników. Niestety jeden ze strzałów dosięgnął nogę Tanka. Upadł on i potoczył się po Ziemi. Morpheus natychmiast ruszył mu na pomoc- wciąż strzelając do napastników podszedł w jego kierunku, pomógł mu wstać i dobiec do statku. Neo podbiegł do Trinity i zajął miejsce, gdzie przed chwilą znajdował się Morpheus.
- No dobra. Atakujemy. Neo był szalenie zdeterminowany - Trzy, czte- i ry...
Wychylili się z zza skał i pu cili długą serię, po czym znów się za nimi schowali. Bodajże strącili dwóch napastników.
Tank i Morpheus byli już na statku. Morpheus siadł przy panelu sterowania laserem, Tank pomagał mu jak mógł, zaciskając zęby z bólu. Nakierował on promień lasera na ostatnich trzech napastników i nacisnął spust. Widać było tylko trzy wielkie kule ognia, które upadły na Ziemię. Neo i Trinity spokojnie już wrócili na statek.
Jak się pó niej okazało był to ostatni atak zbuntowanych maszyn na Nebuchadnezzar.
Po opatrzeniu ran cała załoga całą załoga miała chwilę na przemy lenia:
- I co my teraz z tym wszystkim uczynimy. Jak uratujemy ten wiat, przywrócimy mu normalny ład? spytała Trinity.
- Całkowicie uwolnimy ludzi od matrycy. Uczynimy, by mogli żyć lepiej niż my teraz. wyrzekł po chwili zastanowienia Morpheus. Wiedział jednak iż nie będzie to prostym zadaniem.
- Odłączenie od matrycy powoduje wiele zaburzeń psychicznych. Trinity również nurtował ten problem. - Przykładem jest Cypher. Przecież jeszcze 10 lat temu był bardzo dobrze zapowiadającym się hackerem, który potencjalnie miał szansę uwolnić wiat od matrycy. A co się stało? Zaburzenia psychiczne, problemy z pojmowaniem rzeczywisto ci, chęć powrotu do urojonego wiata.
- Wła nie. A może możemy jako temu zapobiec? Neo już był bliski odpowiedzi.
- Wystarczyłoby, gdyby my powoli obniżali poziom fal wysyłanych do mózgu, aż do całkowitego ich zaniku i przej cia osoby w rzeczywisto ć. Morpheus odpowiedział, jakby już dawno miał to wszystko przemy lane. Musimy również sprawić, by ludzie wiedzieli jaka rzeczywisto ć ich czeka.
- Oczywi cie. potwierdził Tank - W przeciwnym wypadku przej cie do niej dla ludzi przeciętnych byłoby zbyt ogromnym szokiem.
- A gdyby my spowodowali, by czas w matrycy płynął parę razy szybciej? nagle na ten błyskotliwy pomysł wpadł Neo Ludzie przeżyliby te 200 lat, do roku obecnego, w paręna cie lat. Wiedzieliby dlaczego rzeczywisto ć jest taka, jaką ją widzą. I mieliby już ustosunkowane poglądy na sztuczną inteligencję. Przy tym nie podstarzeliby się tak aż bardzo.
- Genialne! Morpheus nie krył zachwytu - Ludzki umysł jest w stanie znie ć czas iluzorycznie płynący parę razy wolniej. Dzieje się tak chociażby we nie, kiedy to w 10 minut może się przy nić nawet cały dzień. W międzyczasie mogliby my odłączać tych, którzy są na to gotowi. W końcu zostaliby Ci, którzy musieliby się przenie ć. Może nie do końca chcieliby tego, ale możemy to zrobić dla dobra ludzko ci. W końcu wszyscy sami w matrycy będą wiedzieli jak wygląda wiat teraz- gdyż będzie ona na obecnym etapie losów Ziemi.
Plan w rzeczywisto ci był genialnym. Był to dosyć łagodny sposób na przeniesienie wszystkich ludzi do wiata rzeczywistego. W odległej przyszło ci dla tych, którzy wciąż chcieliby żyć w matrycy i mających wciąż problemy z odbieraniem rzeczywisto ci można by stworzyć odpowiednie podłączenia do nowo-stworzonej sieci, którą rządziliby ludzie. Jednak sieć taka istniałaby zamiast zakładów psychiatrycznych, gdyby ludzie Ci całkowicie nie mogli sobie poradzić z rzeczywisto cią.
Rozpoczęto więc realizowanie tego planu. Dzięki Neo Nebuchadnezzar miał całkowitą kontrolę nad matrycą. Tank i Trinity doskonale zaprogramowali przy pieszenie czasu w matrycy. Morpheus nadzorował całą operację i doskonale wyczuwał każdy niepokój w ród ludno ci i natychmiast go niwelował.
Czas w matrycy płynął swoim jeszcze bardziej szaleńczym tempem. Nadchodziły kolejne zdarzenia, które miały miejsce od roku 1999-go. Niesamowity rozwój komputerów. Pogarszanie się stanu rodowiska. Stworzenie sieci (Ultranet II), do której mógł przenie ć swój umysł każdy człowiek. Wówczas jednak sieć ta cieszyła się popularno cią jedynie w ród grupy zapaleńców- internatów, gdyż była ona dużo uboższa od samej rzeczywisto ci.
Postanowiono również zaprogramować specjalne roboty, które miały dbać o Ziemię by nadawała się ona do ponownego zasiedlenia przez ludzi. To wła nie Neo i Trinity zaprogramowali je- budowały one domy (proste, ale mogły być one pó niej rozbudowane przez ludzi), oczyszczały rodowisko (zwłaszcza niebo) a nawet dbały o ochronę statku.
Następnymi wydarzeniami, które miały miejsce w matrycy było utworzenie sztucznej inteligencji i jej niesamowicie szybkie rozprzestrzenianie się, wybuch wojny pomiędzy ludzko cią i komputerami, a następnie zniszczenie nieba przez ludzko ć.
Jednak wojna, która toczyła się w matrycy, była nawet korzystna. Ci którzy byli już w stanie odłączyć się od matrycy, byli w niej hackerami- tymi, którzy mieli największe zasługi w wojnie. Dzięki temu, że udało się osłabić połączenia między ludzkim umysłem a matrycą, programowano by ginęli oni w tej urojonej wojnie, a w rzeczywisto ci byli odłączani od matrycy. Zasiedlali też kolejne mieszkania budowane przez roboty.
W podobny sposób udało się do roku 2140 (w matrycy) odłączyć już niemalże 78% ludzi.
Nebuchadnezzar stał się rządem wiata, a statek centralą dowodzenia. Mieli do niej wstęp Ci, którzy mogli pomóc przeprogramowywać matrycę i kolejne robotów. Pewnego dnia na statku pojawił się znakomity informatyk Thomas Smithsson.
- Wygląda na to, że nam się udało. rzekł on do Morfeusza.
- Oczywi cie, wiat powoli odżywa Morfeusz był coraz bliższy kolejnego życiowego celu. - W 2300 roku może uda nam się uzyskać stan z 2000-go roku, z dużą domieszką współczesnej elektroniki.
- Już ja się postaram, by można w pobliżu Nowego Yorku powstał piękny zielony park zażartował Tank jak zwykle siedzący przy pulpicie.
- A czy nie musimy się obawiać, że sztuczna inteligencja ponownie przejmie władzę nad ludzko cią. pytał informatyk.
- Raczej nie. odparł Morpheus. - Już my się postaramy, by nie znów udało jej się zbytnio rozwinąć, albo aby chociaż miała władzę nad czymkolwiek więcej niż systemem grzewczym w mieszkaniu. Zostanie ona zamknięta w klatce.
Przybysz odsunął się nieco.
- A czy Ty sam chciałby , aby co takiego z Tobą uczyniono? odparł. Po czym wyjął zza kurtki pistolet automatyczny i strzelił serię w kierunku Morpheus a.
Morpheus w wiecie rzeczywistym nie posiadał już takich zdolno ci do szybkiego poruszania się, czy mię ni takich, jakie sobie wymarzył. Kule trafiły w jego korpus, a Morpheus odrzucony przez wystrzał upadł natychmiast w tył.
- Nieeeee......- krzyczał z przerażeniem Tank. Chwycił on szybko miotacz płomieni, nacisnął spust i spalił nim Smithssona, zanim ten zdążył nacelować swój pistolet w niego.
Tankowi wydawało się, że słyszał jeszcze jak zdrajca wyrzekł słowa matryca będzie żyła zawsze . Jednak sam dobrze wiedział, że to niemożliwe. Przemiany toczą się zbyt szybko, wszyscy są zbyt blisko celu.
Po otrzymaniu tej jakże smutnej wiadomo ci o Morpheusie Trinity i Neo zmarkotnieli, może również na ich twarzy pojawiła się łza? Tego nie wiadzieli. Widzieli jednak, że stracili kogo cudownego. Wiedzieli, że był on dla nich kim więcej niż przyjacielem. Widzieli również, że muszą dla niego dokończyć dzieła, które on tak udanie rozpoczął i kontynuował. Byli już blisko, także wszystko musiało się udać.
Przywódcą Nebuchadnezzar została Trinity i sprawowała on tę funkcję bardzo dobrze.
W samym centrum Ziemi postawiono wielki pomnik. Pochowano w nim wodza- Morpheus a. Pomnik jest piękny, l niący, wręcz bajkowy, a jednak taki naturalny. Widnieje na nim napis:
Naszemu ojcu, zbawicielowi wiata,
dziękujemy Ci:
Neo, Trinity, Tank i cała ludzko ć.
Autor:
Piotr Kanclerz [Kant]