Matrix - Próba woli |
Nazywam się Neo. Przynajmniej tak mnie nazywają przyjaciele. Swojego dawnego,
"zwykłego" imienia i nazwiska już prawie nie pamiętam. Zadziwiające jakie
wiadomości można zapomnieć jeżeli w twoim życiu się odpowiednio namiesza,
prawda?
Niektórzy nazywają mnie też Wybrańcem, Zbawcą, Mesjaszem i innymi podobnymi
określeniami. Nie rozumiem dlaczego. Owszem, posiadam pełną kontrolę nad
Matrix, ale nie sądzę aby mnie to czyniło tak wyjątkowym. Myślę że każdy
mógłby zdobyć taką kontrolę - to tylko kwestia odpowiedniego postrzegania
świata.
Wspomniałem o myśleniu. Dużo myślę ostatnio. Zużywam minimalną część woli
i energii aby ukrywać się przed Systemem i wypełniać zlecone mi zadania, więc
resztę jej muszę na coś zużyć. Mój świat okazał się złudzeniem, więc jedyne
co mogę robić, to myśleć.
A im dłużej myślę, tym więcej mam wątpliwości. Znam dobrze historię upadku
ludzkości. Chociaż Morpheus opowiedział mi ją, gdy na wpół przytomny
dochodziłem do siebie po Odłączeniu, to wszystkie szczegóły zapadły mi głęboko
w pamięć, tak jakby moja świadomość wiedziała że jest to niezwykle ważne. Cóż,
mogę być jej tylko głęboko wdzięczny.
Po tym jak po raz pierwszy użyłem systemu przyspieszonej edukacji doznałem
olśnienia - Wiedza jest największą potęgą obok ludzkiej woli, a jeśli się z
nią sprzymierzy, to takiego duetu nic nie powstrzyma. Ani największe zastępy
agentów Systemu, ani najpodlejsza zdrada, ani największa miłość. Nie byłem w
stanie oprzeć się tej potędze i zacząłem ją chłonąć setkami terabajtów.
Wtedy zrozumiałem że historia opowiedziana mi przez Morpheusa nie trzyma się
kupy.
Podobno maszyny nie mogące czerpać energii ze słońca użyły do tego celu
ludzkich ciał. Dlaczego nie poszukały czegoś prostszego, na przykład siły
wiatru, albo energii geotermalnej? Zresztą nawet jeśliby ludzki organizm
dostarczał najwięcej energii w całym Wszechświecie, na przeszkodzie do jej
wykorzystania stoi najzwyklejsza i najprostsza Zasada Zachowania Energii. Aby
utrzymać jakikolwiek organizm, należy mu dostarczyć pewną ilość energii.
Dopiero dalsze nadwyżki będą mogły być zmagazynowane i wykorzystane w
przyszłości. Więc system z którego zostałem uwolniony powinien służyć raczej
do utrzymywania tych miliardów ludzi przy życiu, a nie jako cholerna Duracellka.
W jakim celu został tak naprawdę stworzony?
Dokonałem dzisiaj ciekawego odkrycia. W całym mieście Hot-Dogi smakują tak samo. Nieważne czy będzie to wyrób McDonald's, z budki pod gmachem Sądu Najwyższego, czy też brudnego grubasa stojącego na rogu w slumsach. System zadbał o to aby każdy szczegół, nawet smród w zatkanym kiblu, był jak najbardziej realny i niepowtarzalny, więc dlaczego pominął coś tak oczywistego? Ciekawe, nie?
Obserwowałem niedawno bawiące się w parku dzieci i coś mi przyszło do głowy. Rzeczywistość Matrix jest fałszem, ale ludzie w niej żyjący są prawdziwi. I ci ludzie są szczęśliwi. Te dzieci biegające wokół drzew były wesołe, zadowolone z życia tutaj, ze słońca które świeciło im w roześmiane twarze. Dla mnie te drzewa, to słońce i światło było jedynie strumieniami danych przepływającymi przez mój mózg, ale dla nich było to rzeczywistością. Wtedy doszedłem do jeszcze jednego wniosku, za którego głoszenie Ruch Oporu zapewne zlinczowałby mnie natychmiast: iluzja nie jest rzeczą złą - dopóki nie wie się że to iluzja. Ja o tym wiem i dlatego nie mogę tutaj żyć. Każdą wolną chwilę spędzam w realnym świecie, wolę hamburger ze szczura od najlepszego sushi w japońskiej restauracji bo wiem że jest prawdziwy. Te dzieci niczym nie zawiniły aby poznać tę prawdę. Niczym.
Od pewnego czasu bawię się w przeszukiwanie archiwów Matrix. "Bawię się" to
dobre określenie. System nie ma pełnej kontroli nad Matrix, nie może nas
wymazać z programu. A ja mogę. Już nawet nie bawię się w kung-fu z agentami
Systemu. To przecież prawdziwi ludzie, z własnymi osobowościami, życiem,
marzeniami, którzy mieli tylko tego pecha że fizycznie znajdowali się w
dogodnym miejscu. Odkryłem sposób pozwalający na wymazanie programu agenta
zaraz po jego uruchomieniu. Ofiara jest nieco oszołomiona ale żyje, a ja
mam święty spokój. Poza tym to zajmuje tylko kilka milisekund i nie boli
po tym szczęka...
O czym to ja?... A tak. Więc przeszukuję archiwa Matrix. To potworna robota,
bo jest tam zapisana cała historia świata od momentu wynalezienia pisma i w
dodatku te dane nie są w żaden sposób posortowane. W końcu System ich nie
potrzebuje do niczego. Jak na razie dowiedziałem się jaka jest dokładna data
- jest 27 października 2113 roku A.D.
Życie w Matrix brzydnie mi z godziny na godziny na godzinę. Chociaż właściwie nie. Nie "z godziny na godzinę". Nie wiem czy zauważyliście, ale w Matrix czas zupełnie nie płynie! Nie wiem czy tak jest naprawdę, czy też po Odłączeniu moje poczucie czasu uległo zakłóceniu, ale ile razy patrzę na zegarek, widzę zupełnie inną godzinę - raz patrzę i jest 21.34, a po chwili jest już 15.48. Podobnie z porami dnia, porami roku itd, tyle że w dużo mniejszej skali. I ludzie traktują to jako coś normalnego. Albo też nie zauważają. Będę musiał się dowiedzieć o tym czegoś więcej, ale w tym celu będę musiał zajrzeć do struktury oprogramowania samego Systemu. Ryzykowne jak diabli, ale ja po prostu MUSZĘ się tego dowiedzieć!
Spytałem Morpheusa i Trinity co sądzą o tej sprawie z poczuciem czasu. Oni tego nie odczuwają! Chyba wiem dlaczego... Oni nadal nie mają pełnej kontroli nad Systemem. Morpheusowi na tym nie zależy - on nadal święcie uważa że tylko Wybrany jest do tego zdolny i nawet nie chce próbować. Trinity wprawdzie szybko się uczy, ale i jej jeszcze troszkę brakuje. Dopóki nie uzyska tej kontroli będzie nadal postrzegała czas w Matrix tak jak tego chce System. Trudno, muszę szukać sam.
Przegrzebałem pół kodu Systemu. Mogę być chyba wdzięczny losowi że dawniej
pracowałem jako programista i hacker - to bardzo pomaga. Chyba wreszcie wiem
o co chodzi. To prosty, a zarazem genialny mechanizm. System nie może dopuścić
aby w świadomości ludzkiej odbywał się stały postęp techniczny, więc zapętla
czas. W skrócie wygląda to tak, że dla każdego mieszkańca Matrix czas biegnie
nieco inaczej, ale wszyscy przeżywają całe swoje życie, tak że w świecie
Matrix obecne są wszystkie grupy wiekowe. Trochę to zamotane dla zwykłego
człowieka, ale sprowadza się do tego, że każdy przeżywa swoje życie w latach
1945-2010, a kiedy ktoś dotrze do tej granicy, jego wspomnienia są sztucznie
wymazywane, a świadomość przenoszona jest do ciała jakiegoś nowonarodzonego
dziecka. W ten sposób utrzymuje się też stałą populację w normalnym świecie.
Wszelkie niedostatki i nieścisłości są uzupełniane sztucznymi tworami Sieci.
To też odpowiedź na kolejne pytanie - dlaczego przez tę setkę lat istnienia
Matrix, czas w niej nie poruszył się. I dlaczego ja postrzegam to tak dziwnie
- po prostu poprzez uzyskanie władzy nad Matrix nie jestem już częścią tego
wielkiego cyrku, ale raczej widzem obserwującym wszystko z boku. Dlatego boję
się że wkrótce nie będę potrafił tu żyć. Muszę coś wymyśleć, albo oszaleję!
Powiedziałem o tym Morpheusowi i Trinity - nie zrozumieli, albo nie chcieli
zrozumieć. Pewnie myślą że zaczyna mi odbijać, co chyba nie jest takie
niezgodne z prawdą. Jedynie chyba Tank zdobył się na próbę pojęcia tego co
mnie dręczy, ale on nie może mi pomóc. Nigdy nie żył w Matrix i nie wie jak
to jest. Zazdroszczę smarkaczowi...
Aha, w kodzie Systemu znalazłem jeszcze coś bardzo dziwnego. Program zawiera
m.in. szereg dyrektyw - wyznaczników określających działanie Systemu. To
normalne, każdy program oparty na bazie SI zawiera coś takiego. Zainteresowały
mnie natomiast same dyrektywy. Dyrektywa o hierarchii zero brzmi "chronić Matrix
przed wpływami z zewnatrz". Natomiast następna w kolejności, o hierarchii
pierwszej brzmi "chronić życie wewnątrz Matrix o ile nie jest to sprzeczne z
pierwszą dyrektywą". O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego Systemowi tak zależy
na ludziach żyjących w Matrix?
I jeszcze jedno - struktura programu sprawia wrażenie jakby została napisana
przez ludzi!
Rozmawialiśmy ostatnio na temat Zion. My, to znaczy ja, Morphfeus, Trinity
i Tank. Z nas wszystkich tylko Tank był tam. Tam się urodził i wychował. Z
jego opisów wynika że Zion było miastem-państwem o dość zhierarchizowanej
strukturze. Życie w temperaturze dochodzącej do 35 stopni Celsjusza nie
należało z pewnością do łatwych, ale ci którzy przenieśli się tam z Matrix
twierdzili ponoć że jest to raj w porówneniu z Iluzją. Zapewne musieli czuć
to samo co ja.
Chciałbym kiedyś tam zamieszkać, ale wątpię by spodobało się to komuś
wyciągniętemu z Matrix wbrew własnej woli.
Przyłapałem się na tym, że ciągle zastanawiam się co się stanie, kiedy odłączymy ludzkość od Matrix. Zapewne wówczas większość tego nie wytrzyma i całość skończy się tragedią na skalę światową. Przeraża mnie taka perspektywa. Chciałbym aby ludzie mieli wybór, ale wiem że jeżeli uświadomią sobie że świat w którym żyli przez całe życie jest tylko iluzją, to skończy się to podobnie. Poza tym prędzej czy później zauważyliby że nawet poczucie czasu jest tutaj sterowane przez System, a wtedy nie mogliby już tutaj żyć. Cokolwiek byśmy nie zrobili, zakończyłoby się to śmiercią i zniszczeniem, ale nikt z Nebuchadenezzar tego nie rozumie. Czyżby byli aż tak zaślepieni?
Udało się! Chryste, znalazłem to wreszcie. WIEM!!!
Dokopałem się do ostatnich fragmentów historii zapisanych w archiwach Matrix
ludzką ręką. LUDZKĄ! To nie maszyny stworzyły Matrix!!! Historia którą znał
Morpheus i opowiedział nam nie jest prawdziwa. Prawdziwe jest tylko to, co
mówi o ludzkiej głupocie.
W połowie XXI wieku ludzkość zabrnęła w ślepą uliczkę. Skończyły się
niemal wszelkie surowce naturalne, a odpady wydzielane codziennie w
setkach tysięcy ton do otoczenia skaziły całą biosferę. Dodatkowo
atmosferę wypełniła tak gruba warstwa pyłów, że odcięła zupełnie
powierzchnię Ziemi od promieni słonecznych. W wyniku ochłodzenia globu,
głodu, zamieszek i wojen zginęło 6 z jedenastu miliardów istnień ludzkich.
Sześć miliardów ludzi musiało zginąć aby przywódcy mogli zerwać klapki z
oczu i dostrzec rzeczywistość. Chyba po raz pierwszy w historii wszystkie
narody sprzymierzyły się przeciw wspólnemu wrogowi, niestety było już za
późno. Aby oczyścić atmosferę potrzeba było energii, a tego właśnie
brakowało najbardziej. Zdecydowano się na alternatywne rozwiązanie. W
pięciu miejscach na świecie powstały gigantyczne kompleksy komór które
mogły utrzymać przy życiu ludzi zasilając jedynie mózg i niezbędne
organy minimalną energią. W każdym takim kompleksie można było zgromadzić
miliard ludzi. Miliard! Wyobrażacie sobie skalę tego projektu. Wykorzystano
do jego budowy 95% pozostałych na Ziemi surowców, ale to i tak był
tylko niewielki procent w porównaniu z tym co trzeba by było zużyć na
oczyszczenie samej ziemskiej atmosfery zanim ludzkość zamarznie doszczętnie.
Zbudowano je głęboko pod ziemią, aby nic im nie zagrażało i mogły czerpać
energię z wnętrza Ziemi. Komory zbudowano tak, aby każda nadwyżka energii
wydzielana przez spoczywającego w śpiączce człowieko mogła być zmagazynowana
bez jej zmarnowania. Projekt ukończono w niesamowitym czasie pięciu lat.
W tym czasie najlepsi programiści, hackerzy, biolodzy i neurolodzy
świata stworzyli kompletny model ludzkiego mózgu - rzec by można że odkryli
kryjówkę duszy. Na tej podstawie stworzyli system prawdziwej wirtualnej
rzeczywistości i technikę umożliwiającą transfer ludzkiej świadomości
do postaci elektronicznej. W końcu po co komu byłby gigantyczny kompleks
utrzymujący przy życiu miliardy ludzi, gdyby ludzie ci do końca świata
spoczywali w śpiączce? Prace te przyniosły efekty - w trzy lata po
ukończeniu budowy kapsuł zbudowano największą i najbardziej złożoną
symulację komputerową. Był to zalążek symulacji naszego świata. Do
zarządzania nią zaprzęgnięto największy wynalazek ostatniego dwudziestolecia:
prawdziwy elektroniczny mózg którego IQ oceniało się na co najmniej 1300.
Ów superkomputer miał kreować i rozbudowywać wirtualny świat dbając o to
aby był on jak najbardziej kompletny i wierny rzeczywistości z końca XX
wieku. Miał on również chronić Matrix przed wpływami z zewnątrz i w tym
celu podłączono do niego również wszystkie w pełni zautomatyzowane fabryki
i dano nieograniczony dostęp do pozostałych na Ziemi surowców naturalnych.
System był gotowy do uruchomienia w październiku 2054 roku i począwszy
od 2055 roku zaczęto prowadzić gigantyczną kampanię reklamową mającą na
celu zebranie pozostałych przy życiu ludzi i przekonanie ich do
przeprowadzki do nowego świata. Kampania odniosła skutek i w roku 2059
ludzie dotychszas zawieszeni w stanie stasis otrzymali nowy świat. Tyle
zdołałem się dowiedzieć z archiwów umieszczonych w Matrix przez ludzi.
System nie prowadził podobnych zapisów, więc wszystko co działo się
później pozostało i zapewne pozostanie dla mnie tajemnicą, niemniej
jednak to co wiem rozjaśniło wreszcie to, czego nie mogłem dotychczas
zobaczyć.
Wiem też dlaczego po uzyskaniu pełnej kontroli tak źle się czuję w Matrix.
To proste - uzyskałem poziom dostępu taki sam jaki mieli twórcy systemu.
Jestem teraz jak programista uwięziony we wnętrzu swojego programyu,
znający każdą linię programu. Nawet w najgorszych koszmarach nie wyobrażałem
sobie jakie to piekło!
Mogę się jedynie domyślać że to System wprowadził do Matrix zapętlenie czasu. Ludzie postrzegają czas zbyt liniowo, aby opracować coś takiego. Przypuszczam też że System uważa Ruch Oporu i Nebuchadenezzar za bezpośrednie zagrożenie dla Matrix i reaguje zgodnie z zerową dyrektywą - wszystko inne traci znaczenie. Ale znaczy to też że w krytycznej sytuacji nie zawaha się nawet zabić wszystkich podłączonych ludzi, jeśli uzna niebezpieczeństwo ich Odłączenia za realne - to byłby koniec Matrix.
Cholera, to straszne mieć tę świadomość i nie móc nic zrobić. Nikt z
Ruchu Oporu mi nie uwierzy - są zaślepieni swoją "walką" i nie pogodzą
się z faktem że ich wojna wcale nie była potrzebna, i że człowiek którego
uważali za swojego wybawcę, oszukał ich.
Tak nawiasem mówiąc naprawdę jestem ciekaw kim był człowiek który jako
pierwszy wyrwał się z Matrix. Być może źle zrozumiał działanie maszyn,
ale na pewno był kimś wyjątkowym. To on powinien być nazywany Zbawcą,
o ile powinniśmy nazywać tak kogoś kto zniszczył naszą nieświadomość.
Szlag by to trafił. Ileż bym nie dał za to, aby móc zapomnieć o wszystkim
i żyć w Zion choćby jako niewolnik. A oddałbym wszystko, aby móc sprawić
żeby to wszystko się nie wydarzyło, żeby nigdy nie narodził się człowiek
który poznał Matrix, żeby nie uwolnił innych i żeby ludzie nadal żyli w
tej wspaniałej nieświadomości. Wiedza to potęga, ale jej posiadanie
przypłaca się niewyobrażalnym bólem!
Muszę coś zrobić. Nie mogę już tutaj żyć. Za każdym razem kiedy wchodzę do Matrix czuję się jakbym umierał, a kiedy wychodzę czuję ból jakbym się rodził na nowo. Muszę się dostać do Zion, nic mnie nie powstrzyma!
Być może znalazłem sposób żeby odkręcić to wszystko. Jest nierealny jak
szaleństwo w którym się ciągle pogrążam, ale z punktu widzenia logiki
istnieje pewna szansa że się powiedzie. Muszę go jeszcze dokładnie
przemyśleć, ale prawie na pewno spróbuję.
Nie wiem czy to rozsądne, ale opowiem dzisiaj w nocy wszystko Trinity.
Chciałbym aby udała się ze mną do Zion. Mam nadzieję że to zrozumie.
Pozostaje jeszcze pewien problem... Jeżeli go jakoś nie rozwiążę, on
będzie musiał zginąć. Byłoby szkoda - jest moim przyjacielem i w niczym
nie zawinił...
Wiedziałem. Cholera, wiedziałem! I po co mi to było? Trinity nie uwierzyła
mi, co gorsza uważa mnie za zdrajcę. Co za ironia, kochała Neo, ale nienawidzi
mnie. Czy rzeczywiście nie jestem już tym samym człowiekiem? Moje zadanie
stało się dużo trudniejsze. Idę teraz do Wyroczni - jej nie będę musiał
niczego tłumaczyć. Ona to po prostu zobaczy i albo zaakceptuje pomoże
mi, albo będę musiał wydrzeć od niej lokalizację Zion. Może i powinienem
wam też powiedzieć? To już nie zaszkodzi, a jeśli mi się nie uda, chcę
aby ktoś wiedział co zamierzałem zrobić. Może zacznę od tego że razem z
zapisami o historii świata, znalazłem pełną dokumentację badań ludzkiego
mózgu, pełny "schemat duszy". Nie zrozumiałem tego wtedy, ale skopiowałem
te dane na przyszłość. Kiedy zacząłem się zastanawiać nad problemem
zniszczenia Matrix przez Ruch Oporu (lub vice versa) doszedłem do wniosku
że poza Morpheusem i jego grupą nie ma żadnych innych czynnych osób
działających w Matrix. Nawet w zapisach Systemu nie ma wzmianki o nikim
innym hackującym Matrix. Byłem ciekaw, czy gdybym poznał i zrozumiał schematy
które wykradłem, mógłbym sterować ludzką pamięcią i osobowością tak jak robi
to System.
Wygląda na to że tak. Potrzebowałbym jedynie szczegółowej wiedzy na temat
neurologii, psychologii i biologii, a także musiałbym być dużo lepszym
programistą. Przeszedłem największą jak dotychczas operację wszczepiania
wiedzy. Myślę że posiadam wiedzę kilkuset pokoleń, zdecydowanie zbyt wielką
jak na pojemność mózgu zwykłego człowieka. Ból rozsadza mi czaszkę... Wiem
że wkrótce albo utracę tę wiedzę, albo oszaleję. Mimo wszystko jest mi ona
potrzebna, aby przeprogramować system i ludzi z Ruchu Oporu.
Tak, będę musiał zmienić pamięć Morpheusa i Trinity. Muszę wymazać z ich
pamięci wszelkie dane dotyczące Matrix, Ruchu Oporu, Zion i mnie w szczególności.
Wówczas przejmę stery Nebuchadenezzar i polecę prosto do Zion. Największym
problemem jest Tank. Nie jest podłączony do Matrix, więc nie zmienię jego
osobowości. Mogę mieć tylko nadzieję, że uda mi się go jakoś przekonać do
mojego planu i że mi pomoże. W innym razie będę musiał go zabić. Nie chcę
tego.
Pozostaje jeszcze kwestia Systemu, ale to będzie dużo prostsze. Tyle razy
badałem jego program, że bez problemu będę mógł go zmienić. Wprowadzę nową
dyrektywę o ochronie i izolacji Zion, a potem, kiedy wszyscy już tam będą
bezpieczni, maszyny rozpoczną terraforming. Opracowałem wstępny plan odbudowy
biosfery Ziemi, który przy zastosowaniu wszystkich rezerw energetycznych
Matrix, zajmie około czterystu lat. Potem, kiedy Ziemia wróci do stanu
sprzed katastrofy, System zawiesi świadomość ludzi w stanie stasis, po
którym obudzą się już w normalnym świecie, w którym czas będzie płynął dla
każdego tak samo, a na niebie będzie świeciło prawdziwe słońce.
Nadszedł już czas. Zaraz wejdę do mieszkania Wyroczni, ale jestem pewien
że ona już o mnie wie. To cudowna kobieta i piecze wspaniałe ciastka. Mam
nadzieję że spotkam ją kiedyś w Zion.
Cóż, muszę już kończyć. Jeżeli jutro świat będzie nadal istniał, będzie to
znaczyć że albo mi się udało, albo zginąłem na samym początku. Ta druga
możliwość jest właściwie całkiem zachęcająca... Trzymajcie się.
Aha, i jeszcze jedno: nazywam się Thomas Anderson.
Ale dlaczego te Hot-Dogi smakują wszędzie tak samo? Lamerstwo...
Text ten dedykuję wspaniałej Dominice Koszucie alias Fairy alias Trinity - mam nadzieję że przypadnie Ci do gustu moja wizja.
Pozdrowienia dla Gendera z którym oglądałem Matrix, a później przez niemal drugie tyle czasu nawijałem na temat nieścisłości w filmie. To dzięki Tobie powstało to opowiadanie.