|
|
||
|
|
W ciemnym, gęstym lesie panowała zupełna ciemność. Bezksiężycowa noc i spowite burzowymi chmurami niebo, nie dawały szans gwiezdnemu światłu na dotarcie do pogrążonego we śnie Lasu. Trwała zupełna cisza, nie zamącona nawet najdelikatniejszymi podmuchami wiatru. W zdradliwych objęciach grubego, śnieżnego kożucha przykrywającego ziemię, spoczywało CIAŁO.
Nie leżało tam długo. Ot, parę minut. Chwilę wcześniej ruszało się i biegło jak oszalałe przez leśne zaspy. W końcu jednak upadło i już się nie podniosło. Leżało...
Wciąż jednak tliła się w nim jakaś iskierka życia, jakaś szansa, że po odnalezieniu go nie będzie już tylko zewnętrzną powłoką człowieka, którego dusza rozpoczęła podróż ku lepszej (?) egzystencji. Gdzieś w oddali zdał się rozbrzmiewać krzyk.
Kilkaset metrów dalej nic nie sprawiało wrażenia jakoby w pobliżu rozstrzygały się losy czyjegoś BYĆ ALBO NIE BYĆ. Żaden krzew, żadne drzewo nie mówiło nikomu : TAM ! TAM DALEJ ! Za to dwie samotne postacie przemierzały gęstwinę, co chwilę zatrzymując się , nasłuchując , by potem bez słowa ruszyć w dalszą drogę . Żadna z tych dwóch postaci nie miała przy sobie nic co mogło by ułatwić przetrwanie wyjątkowo chłodnej, styczniowej nocy. Może z wyjątk
iem jednego : NADZIEI.Nadziei , która jednak z minuty na minutę wypalała się jak kawałek drewna w kominku, wypalała się, podobnie jak iskierka życia w leżącym nieopodal CIELE.
Jakiś niebywały impuls musiał sprawić, iż CIAŁO otworzyło oczy. Czyżby szansa była jednak większa niż się to z pozoru wydawało ? Powieki zaraz jednak opadły z powrotem i już się nie podniosły więcej. Mógł mieć już tylko NADZIEJĘ, że widok ciemnego lasu nie był ostatnią rzeczą jaką widział w swoim krótkim życiu ....
Postacie przemierz
ające zaspy szły coraz wolniej i wolniej. Nadzieja ustąpiła miejsca w ich sercach złości . Złości na ludzi, którzy zgotowali im ten los , ale także na samych siebie – za własną CIEKAWOŚĆ. Mogło być przecież zupełnie inaczej, mogli być zupełnie gdzie indziej, z dala od tego ciemnego, lodowatego lasu, praktycznie bez szans na odnalezienie przyjaciół, bez jedzenia, picia...Mogło być zupełnie
inaczej...Ale to właśnie złość podtrzymywała w nich teraz pragnienie przeżycia, powrotu do normalnej codzienności, zakończenia całej tej przygody... Jednostajny leśny krajobraz nie pozwalał jednak ani na chwilę zapomnieć o położeniu w jakim się znaleźli. Byli jednak silni. Starali się trzymać rozpacz i panikę na dystans, choć nie pomagali sobie nawzajem. Prawie w ogóle
nie rozmawiali, tylko szli i szli ....Naraz leśną ciszę przeszył stłumiony szept :
- Ślady !
To jedno słowo, które tak bardzo pragnął wypowiedzieć teraz ugrzęzło w mu ustach. Poczuł się
szczęśliwy – więc jednak ! Więc jednak nadzieje jakie sobie czynił nie były takie pozbawione sensu !
Przestał widzieć całą tragiczność sytuacji, liczyło się teraz tylko jedno : ślady, które stwarzały szansę na bezpieczny powrót.
- Biegniemy ! – usłyszał i ruszył za swoim towarzyszem. Biegnąc tak w szaleńczym tempie nie myślał nic. Pragnął tylko jak najszybciej znaleźć się w domu, swoim ciepłym domu....
Siedział pod drzewem, gdzieś po drugiej stronie wzgórza. Oczy miał otwarte, utkwione w jakimś punkcie na śniegu. Starał się nie dopuszczać do siebie myśli o śmierci, chciał tylko jakoś przeczekać tę noc. Potem, w dzień będzie już o wiele łatwiej odnaleźć pozostałych. Ale co potem ? Życie nigdy nie będzie już takie jak dawniej, jeśli będzie jakieś życie. Zacisnął zęby i zamknął oczy.
Wciąż dzwoniło mu w uszach po eksplozji jaka miała miejsce niedaleko kilka, czy kilkanaście godzin temu, sam nie wiedział ile. Orientację czasową i przestrzenną dawno już utracił. Za to pamiętał wszystkie zdarzenia bardzo dokładnie, mimo że odegrały się w ciągu kilkudziesięciu sekund. Widział s
tłoczonych klubowiczów zbiegających w panice po schodach schroniska, słyszał wirnik nadlatującego śmigłowca... kilkadziesiąt osób nagle, tak jak stało , siedziało czy leżało, opuściło ciepły, bezpieczny zdawało by się budynek, by już nigdy do niego nie powrócić. Ale opuszczali go nieświadomi niebezpieczeństwa jakie im grozi – i to pewnie uratowało im życie. Gdyby wiedzieli, że za kilka minut schronisko trafione rakietą zostanie doszczętnie zniszczone... najpewniej stratowali by się nawzajem i wyręczyli śmiercionośną broń stworzoną przez ludzi, przeciwko innym ludziom. Ale nie wiedzieli... toteż ich zaskoczenie na moment sparaliżowało ich wszystkie ruchy. Stali na lodowatym śniegu i patrzyli na płonące schronisko, odziani jedynie w podkoszulki, a część zupełnie pozbawiona obuwia, tylko niektórzy szczęśliwcy w kurtkach. Natychmiast pojęli wszystko. Z wyjątkiem jednego – DLACZEGO ?Nie zdążyli się dowiedzieć... nie... Do rzeczywistości przywrócił ich warkot nadjeżdżających wojskowych Jeepów. Wtedy wszyscy widzieli się po raz ostatni... rzucili się do ucieczki na oślep , w głąb lasu... by zostać wchłoniętymi przez CIEMNOŚĆ.
Otworzył oczy. Był jednym z tych którzy wzięli ze sobą kurtki i buty, ale nie zmieniało to faktu, że stracił już z zimna czucie w nogach. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie który w innych okolicznościach można by nazwać uśmiechem. Próbował przywołać w sobie wolę walki, chęć przetrwania, ale wszystko straciło sens. Nie potrafił sobie wyobrazić spotkania z przyjaciółmi, jakiegoś ratunku. Widzi
ał natomiast nagłówki w gazetach : “Kolejne ofiary zimy” , albo “Zamarznęli w lesie”. Chociaż może nie będzie aż tak źle i ograniczy się tylko do krótkiej prasowej wzmianki w stylu “Śmierć nastolatka” ? Tylko kiedy, na wiosnę.... Zaśmiał się, lecz jego oczach pojawiły się łzy.- No i gdzie tu sprawiedliwość ? – wyszeptał.
Nagle poczuł straszliwy głód, choć jadł nie tak dawno temu. To ssanie w żołądku stało się wkrótce nie do zniesienia, gdy nagle olśniło go i włożył rękę to kieszeni. Jest ! Guma ! Miętowa.
- To pewnie ostatnia guma w moim życiu – pomyślał i uśmiechnął się. O dziwo nie był to tragiczny, wymuszony uśmiech, lecz najprawdziwszy przejaw dobrego humoru - na moment zapomniał o wszystkim dookoła. Rozpakował gumę i rzucił papierek na śnieg. Odetchnął głęboko i zakaszlał – guma dodatkowo spotęgowała uczucie zimna.
Zaczął żuć. Kiedy po raz ostatni żuł taką gumę jego życie było zupełnie inne, ówczesne problemy zdawały się być niczym w porównaniu do tego co przeżywał teraz. A mogło być tak wspaniale...
* * *
Gdzieś w Warszawie, kilka dni wcześniej.
..Pomieszczenie było pełne dymu. Mężczyzna który stanął w drzwiach zdawał się być spokojny. W rzeczywistości jednak nie mógł się doczekać kiedy wreszcie zostawi szefowi dokumenty i pójdzie na sześciotygodniowy, zasłużony urlop. Od dawna snuł wakacyjne plany i wcale nie przeszkadzało m, że Góra ustaliła, że jego przerwa w pracy przypadnie na miesiące zimowe. Miał dostatecznie dużą pensję aby ruszyć na Jamajkę, przesiedzieć tam ponad miesiąc a potem wrócić do
szarej rzeczywistości. Zastanawiał się dlaczego dawno tego nie zrobił i każdy urlop spędzał w biurze, porządkując akta, czy też biorąc dodatkowe prywatne zlecenia (na co zresztą szefostwo nie patrzyło zbyt przychylnie). Kiedy 3 lata temu wysłali go na przymusowe wakacje, omal nie nabawił się rozstroju nerwowego. To praca była jego życiem i nie mógł się od niej oderwać. Teraz jednakże naprawdę chciał odpocząć. Ostatnie zlecenie tak go wyczerpało, że nie byłby w stanie dobrze działać. Tak przynajmniej sam sobie tłumaczył.- Przyniosłem raport – rzekł wreszcie i położył teczkę na biurku. Łysawy mężczyzna koło pięćdziesiątki spojrzał na niego i otworzył dokument. Przekartkowawszy kilkudziesięciostronicowy skoroszyt z napisem “Poufne” na każdej kartce, schował go
do szuflady.- Wezwałem Cię ze względu na nowe okoliczności jakie wynikły podczas Dochodzenia Wewnętrznego - rzekł w końcu.
Mężczyzna, który przed chwilą wszedł do gabinetu otworzył usta, ale nic nie powiedział. Dawno już rozniosła się plotka iż w związku z niedawnym przeciekiem informacji, Góra wszczęła Dochodzenie Wewnętrzne. Uważał jednak, że to tylko plotka, nie podparta żadnymi faktami. Mówiąc wprost – nie wierzył, by szefostwo posunęło się do takiego kroku. Był niemal pewny, że chodziło o zwykłe śled
ztwo skierowane tym razem na pracowników. Ale Dochodzenie Wewnętrzne ? Nie... . Regulamin firmy mówił jasno – Dochodzenie Wewnętrzne mogło zostać wszczęte jedynie w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa narodowego. A nawet i wówczas musiały istnieć poważne ku temu przesłanki i podejrzenia. Rozpoczęcie takiego działania wymagało uzgodnień na najwyższym szczeblu, gdyż otwierało drogę do nieustannej inwigilacji wszystkich pracowników firmy, wręcz odbierało im ich konstytucyjne prawa. Pamiętał, że ostatnie Dochodzenie Wewnętrzne zostało wszczęte w 1990 roku, w związku z podejrzeniem, że udaremniony (i utajniony) zamach na Lecha Wałęsę był inicjatywą jednego z wysoko postawionych działaczy firmy.- Gdybyś miał jeszcze jakieś wątpliwości – twój urlop jest zawieszony do odwołania – pogrążył go szef. A on stał, patrzył niby spokojnie na niego, ale jednak w głębi duszy roztrzęsiony i przerażony.
Podczas Dochodzeń Wewnętrznych agenci niejednokrotnie otrzymywali bowiem karkołomne , by nie powiedzieć - samobójcze zadania. I – co gorsza – odmowa wykonania rozkazu pociągała za sobą znacznie dalsze konsekwencje niż podczas normalnej służby. Zapewne nie skończyło by się wówczas tylko na dyscyplinarnym zwolnieniu ze służby...
- Tak jest – wyksztusił wreszcie. Postanowił nie dać szefowi po sobie poznać jak bardzo jest niezadowolony z faktu, iż musi pracować w czasie który chciał przeznaczyć na wylegiwanie się na plaży wśród roznegliżowanych Jamajek.
- Twoje rozkazy – szef podał mu czerwoną teczkę i zgasił papierosa.
Kilkanaście minut później niezbyt szczęśliwy siedział w swoim małym biurze na końcu korytarza, czytając skoroszyt otrzymany od szefa, gdy nagle odezwało się pukanie do drzwi.
-Wejść – rzucił, nie odrywając wzroku od papieru. Drzwi otworzyły się i stanął w nich krępej budowy ciała długowłosy, młody mężczyzna. Na oko nie miał jeszcze trzydziestki.
- Cześć Paweł , nie przeszkadzam ? – przywitał się gość.
- Cześć.... nie przeszkadzasz – odpowiedział uprzejmie, choć niezupełnie zgodnie z prawdą.
- To dobrze, musze Ci coś powiedzieć ... – rzekł tamten i przerwał nagle ku zaskoczeniu mężczyzny nazwanego Pawłem.
- Co jest ? – niedoszły wczasowicz oderwał się od czytania i spojrzał pytająco na kolegę.
- No ja nie mogę..... – zaczął gość – czerwona teczka ! Coś przeskrobał, że Cię wkopali w coś takiego?
- Słuchaj Czarek, znowu czarujesz ! Kolor jak kolor ! A że akurat czerwony to co z tego ? – zezłościł się Paweł . Był zły. Nie na kolegę, tylko na całą sytuację ale musiał na kimś odreagować. A że padło na Czarka...
- Dobra dobra
, nie denerwuj się tak ... spoko. – mimo, że pracował w Firmie o wiele krócej od kolegi zdążył już zauważyć pewne zaskakujące prawidłowości . Takie na przykład jak ta, że w zależności od stopnia tajności przydzielanego zadania, teczka miała odpowiedni kolor.Czerwony oznaczał najwyższy priorytet i pojawiał się niezwykle rzadko. Zazwyczaj też nie było to zwykłe, rutynowe działanie wywiadowcze ale dużo ostrzejsza, często ryzykowna akcja. W ciągu swojej trzyletniej pracy w firmie czerwoną teczkę widział tylko raz.... . Do dziś. Nigdy nie miał okazji przeczytać choćby strony tytułowej, nawet dotknąć czerwonej okładki...
- Przychodzę tu bo ... pokaż ! – doskoczył do kolegi i nim tamten zorientował się o co chodzi Czerwona Teczka była już w rękach Czarka, który wyskoczył na biurko
- Kurwa, Czarek ! Nie wygłupiaj się ! Oddaj natychmiast ! – zezłościł się Paweł i rzucił się za Czarkiem.
On zrobił unik i jak gdyby nigdy nic... położył teczkę na biurku.
- Okay Okay... dobra, już nie będę – powiedział Czarek i uśmiechnął się do leżącego na podłodze kolegi. – powiedz chociaż co to za rozkaz, masz kogoś kropnąć czy co ? – rzekł ze śmiechem.
Paweł nie odpowiedział . Bo w istocie, takie właśnie było jego zadanie. Ale dowiedział się tego kilka minut temu , kiedy wreszcie doszedł do połowy kilkunastostronicowego rozkazu. Gdyby Czarek wiedział, że to co powiedział żartem było smutną rzeczywistością... Paweł nigdy wcześniej nie otrzymywał podobnych zleceń , zawsze tylko śledzenie lub ochranianie posłów, senatorów ... czasem się trafił jakiś minister, lub zabezpieczenie rządowych spotkań na szczycie. Ale żeby coś takiego ... Nie... to nie była jego profesja. Ale to zdanie mogło mu otworzyć drogę do dalszej kariery, choć zapewne było ogromnie niebezpieczne. Już zdecydował się, że
podejmie ryzyko. Choć właściwie to nie miał żadnego wyboru – mógł tylko oszukiwać się, że idzie na akcję bo tego chce, a nie dlatego , że mu kazali.- Tak, mam kogoś kropnąć.... – powiedział w końcu do Czarka, ale tak aby wyglądało to na żart, po czym spojrzał na niego smutno.
Czarek puścił to mimo uszu, pewny, że kolega próbuje mu się zrewanżować za ten numer z Teczką.
W tej chwili w radiowęźle odezwał się energiczny głos :
-
Cezary Koterbski proszony na poziom piąty, Powtarzam : Cezary Koterbski proszony na poziom piąty...- Uch... to chyba ja... Ciekawe czego chcą – powiedział Czarek i wstał z wygodnego fotela Pawła.
Wychodząc, raz jeszcze rzucił okiem na Czerwoną Teczkę i powiedział :
- Jeszcze o tym pogadamy ... wpadnę do Ciebie koło ósmej – i nie czekając na aprobatę przyjaciela ruszył korytarzem do windy.
Kilka godzin później.
..Biuro Cezarego Koterbskiego w niczym nie przypominało pomieszczenia w którym pracował jego przyjaciel. Tam wszystko miało swoje miejsce, po podłodze nie walały się stare płyty kompaktowe, dyskietki ... Tutaj jednak było to normalne – praca Cezarego Koterbskiego miała zupełnie inny charakter niż zadania Pawła. Był on jednym z tych... upadłych hackerów, przyłapanych na włamaniu do rządowych komputerów i zmuszonych do współpracy
. Wiele razy wyrzucał sobie potem, że zdradził swoje anarchistyczne ideały, przeszedł na stronę wroga. Ale przecież nie miał wyboru, powiedzieli jasno i wyraźnie : Współpracujesz, albo idziesz siedzieć. I nie miało znaczenia, że kiedy go złapali nie było jeszcze przepisów regulujących włamania komputerowe. Jego czyny można było przypisać każdemu paragrafowi, a kara za szpiegostwo, czy ujawnienie tajemnic państwowych nie była zachęcająca. Kiedy przyszedł pracować w firmie wszyscy patrzyli na niego wilkiem – miał wrażenie, że wiedzą o nim wszystko, choć cała jego kartoteka została utajniona. Jego praca wyglądała niemal dokładnie jak jego dotychczasowe hobby – rozpracowywał serwery firm ubezpieczeniowych, banków, robił wyciągi z zagranicznych kont. Z jednym wyjątkiem – robił to z przymusu i dla pieniędzy. Zarabiał więcej niż jakikolwiek jego kolega ze studiów, których notabene nie miał szansy dokończyć. Nie czuł się jednak szczęśliwy, utracił bowiem poczucie niezależności. Czasem wspominał czasy kiedy nocami rozgryzał jakiś system, nie popędzany przez nikogo , dla własnej przyjemności i chęci poznania. Tęsknił za tą beztroską. Mógł zawsze kiedy tylko chciał powiedzieć – “dość”, aczkolwiek nigdy mu się nie zdarzyło by pozostawił system niezdobyty. Ale mógł to zrobić kiedy tylko chciał – bez żadnych konsekwencji, co najwyżej przyznałby się do tego że nie jest taki dobry za jakiego się uważał. Podświadomie chciał wrócić do tamtych nieprzespanych nocy i pełnych entuzjazmu okrzyków zwycięstwa. Tłumił swoje prawdziwe uczucia, chociaż nie było to łatwe. Ale nawet gdyby teraz złożył prośbę o zwolnienie ze służby, nie wypuścili by go tak łatwo – był zbyt cennym pracownikiem i za dużo wiedział o zasadach działania agencji. Zresztą z czasem spodobała się ta praca i przestał żałować - nie musiał się przejmować rachunkami za telefon, choć na łącze T3 musiał jeszcze trochę poczekać. Tak sobie tłumaczył, w rzeczywistości jednak gdzieś głęboko drzemała w nim chęć porzucenia tego wszystkiego, lecz sam nigdy nie przyznał by się do tego przed sobą.Czarek siedział przy biurku trzymając splecione dłonie przy twarzy, z palcami wskazującymi przy wewnętrznych kącikach oczu. Próbował zrozumieć jakimi pobudkami kierowało się szefostwo, przydzielając mu zadanie o takim priorytecie. Do tej pory wszystko układało się pomyślnie – nie musiał się wysilać przy pracy, a najtrudniejsze z pozoru zlecenia rozwiązywał w mgnieniu oka. Bo, trzeba przyznać, nigdy nie dostawał żadnych odpowiedzialnych zadań – miał taki sam poziom dostępu do utajnionych
danych jak każdy pracownik firmy, przynajmniej teoretycznie – gdyby chciał, mógł zdobyć wszystko nie ruszając się z fotela... Ale nie robił tego – bał się – wiedział że przyłapany na zdradzie, pracy przeciwko agencji, nikt mu już nie da alternatywy dla 5-letniej odsiadki, dlatego starał się nawet o tym nie myśleć. Podniósł się na łokciach i wyprostował patrząc w sufit. Po chwili wolnych ruchem nacisnął włącznik komputera, a z pod sterty dokumentów wyciągnął Czerwoną Teczkę.Po niespodziewanym wyjściu Czarka, Paweł odetchnął i z powrotem usiadł na fotelu, by zaznajomić się z resztą rozkazu. Był sformułowany jasno i wyraźnie – miał to zrobić bez świadków, po cichu, jak najszybciej po otrzymaniu polecenia realizacji. Termin nie był bowiem określony w ot
rzymanym zleceniu. Oznaczało to, iż mógł się spodziewać wysłania na akcję w ciągu kilkunastu minut, lub nawet kilku miesięcy, a do tego czasu nie otrzyma żadnego nowego zadania. Trochę go to cieszyło – liczył na to że będzie miał choć kilka dni odpoczynku przed przystąpieniem do realizacji rozkazu. Naraz usłyszał skrzypienie otwieranych drzwi i poderwał się z fotela – tylko jedna osoba w firmie nie pukała przed wchodzeniem do biur innych pracowników.- Pojedziecie natychmiast do naszej południowej filii . Tam dostaniecie dalsze instrukcje – powiedział szef, po czym wyszedł z pomieszczenia. Paweł osunął się na fotel. Siedział tak i wstał dopiero gdy na korytarzu ucichł odgłos kroków przełożonego. Cokolwiek miał zrobić na drugim końcu Polski, na pewno miało t
o coś wspólnego z otrzymanym przed godziną rozkazem.Czarek przekręcił klucz w zamku do drzwi swojego mieszkania i wszedł do środka. Powiesiwszy skórzaną kurtkę na wieszaku udał się do salonu i zasiadł w wygodnym fotelu. Był wykończony. Cały dzień ciężkiej pracy przed komputerem ostro dawał mu się we znaki. Oczy piekły go niemiłosiernie, także nawet nie miał ochoty włączać telewizora. Ciągle dręczyła go myśl o nowym zadaniu jakie otrzymał od szefa po wyjściu z biura Pawła. Było ono banalnie proste
– przejąć sprzęt komputerowy, poddać dane dokładnej analizie, a następnie zniszczyć. Nie było żadnych szczegółów, tylko dopisek : Termin realizacji – nieokreślony. Wiele razy robił już coś podobnego, a zwykle dotyczyło to hackerów, którzy wpadli jak on przed kilku laty. “I o co tu tyle szumu...” – pomyślał. Jedno tylko budziło jego wątpliwość – zazwyczaj dopisek o terminie realizacji brzmiał “w trybie natychmiastowym”. Włączył telewizor, by choć na chwilę zapomnieć o pracy i związanych z nią problemami. Kilka minut później oparł głowę na oparciu i rzucił się objęcia niespokojnego snu.Obudził go dzwonek u drzwi. Zwlókł się z wygodnego fotela i ruszył powoli by je otworzyć. Miał przez chwilę ochotę udawać, że go nie ma, ale zrezygnował z tego ryzykownego pomysłu – jednym z warunków pracy w firmie była dyspozycyjność przez 24 godziny na dobę, 365 dni w roku. Nawet na urlopie nikt nie mógł być pewny, czy nie zostanie ściągnięty z plaży, czy wyrwany z kąpieli...Takie sytuacje nie stanowiły wyjątków. Firma miała
ograniczone fundusze, a w sytuacjach awaryjnych każdy pracownik był na wagę złota. Otworzywszy drzwi poczuł gwałtowny przeciąg. Nie zdążył nawet odgarnąć włosów z twarzy gdy usłyszał:- Ubieraj się, jedziemy na akcję.
Więc to już teraz. Był ledwo żywy i na myśl, że będzie musiał jeszcze przez całą noc analizować dane z jakiegoś komputera zrobiło mu się niedobrze. Ale cóż, służba nie drużba, włożył kurtkę, zarzucił plecak z całym potrzebnym mu do pracy sprzętem i ruszył za czekającym w drzwiach agentem.
Kil
ka godzin później, gdzieś na południu Polski...Pomieszczenie było pełne ludzi w wojskowych mundurach. Siedzieli w milczeniu przy długim stole konferencyjnym. Niektórzy zdradzali swoje zniecierpliwienie poprzez nerwowe stukanie palcami o blat, co chwilę można było dostrzec jak ktoś sięga po kolejnego papierosa. Większość obecnych stanowili wojskowi, lub ludzie odziani w ciemne garnitury. Baczny obserwator od razu jednak zauważyłby, iż wojskowe uniformy oczekujących różnią się od siebie krojem i kolorem. B
o też nie były to mundury jednej armii. Na dzisiejsze spotkanie przybyli najwyżsi wojskowi Sojuszu Północnoatlantyckiego i przedstawiciele służb specjalnych większości krajów Europy Zachodniej i Środkowej. Od czasu do czasu ktoś zerkał w kierunku drzwi, lub wzdychał znacząco. Wreszcie w drzwiach pojawił się mężczyzna w średnim wieku, który natychmiast usiadł na końcu stołu i rzekł po angielsku:- Jestem kapitan Aleksander Deker, Dziękuję państwu za przybycie. Czy wszyscy są obecni ?
Na te słowa jeden stojących pod ścianą funkcjonariuszy zbliżył się do prowadzącego i powiedział mu coś na ucho. Wysłuchawszy go, kapitan kontynuował:
- Proszę państwa jeszcze o chwilę cierpliwości, jestem pewny, że za chwilę będziemy mogli rozpocząć obrady.
Na sali pojawił się szmery i szepty. Uczestnicy spotkania czekali na jego rozpoczęcie już niemal od godziny i na wieść, że zostanie ono jeszcze opóźnione ich irytacja sięgnęła zenitu.
Wtem drzwi otworzyły się po raz drugi i do pomieszczenia wszedł długowłosy młody mężczyzna, w dżinsach, skórzanej kurtce i zarzuconym na ramię plecakiem. Zupełnie nie pasował do tego otoczenia i był pewny, że pomylił drzwi, gdy przemawiający przed chwilą człowiek pokazał mu wolne krzesło.
Usiadłszy, wciąż był jeszcze ogromnie zaskoczony takim zbiorowiskiem ludzi. Myślał, że po prostu odbierze tutaj szczegóły swojego zadania, a tu taka konferencja z największymi rządowymi szychami.
- Zebraliśmy się tutaj – rozpoczął prowadzący – ze względu na wyniki Dochodzenia Wewnętrznego jakie otrzymaliśmy dzisiejszej nocy. Czynności operacyjne oraz inwigilacja pracowników jednoznacznie pozwalają stwierdzić, iż osobą odpowiedzialną za przeciek informacji i ich rozpowszechnienie w Internecie jest agent Marek Kilen, numer służbowy 07472.
Gdy na ściennym ekranie pojawiło się zdjęcie i dane osobowe agenta, mężczyzna kontynuował:
- Agent Marek Kilen wykorzystując swój poziom dostępu, zabrał z archiwum raporty i akta dotyczące aktywności Niezidentyfikowanych Obiektów Latających na terenie Europy Zachodniej i Środkowej w ostatnim dziesięcioleciu, a także plany baz wojskowych na tym terenie poświęconych badaniu tego zjawiska. Z archiwum zostały wyprowadzone ponadto zdjęcia i fotokopie. Stwierdziliśmy, iż agent Kilen skontaktował się z jedną z Internetowych organizacji pr
zestępczo – hackerskich, o nazwie “The TruthFinders” i przekazał im skradzione materiały. W tym miejscu śledztwo ugrzęzło, gdy nagle otrzymaliśmy informację, iż część oryginalnych dokumentów będących w posiadaniu “TTF”, została opublikowana w jednym z internetowych klubów o nazwie “X-klub”. Rozpoczęliśmy wówczas inwigilację owego klubu i stwierdziliśmy, iż z całą pewnością część jego członków ma powiązania z “TTF”. Właśnie dlatego zostali tu państwo wezwani. Zadecydowano o utworzeniu Grupy Specjalnej mającej za zadanie odzyskanie skradzionych materiałów i niedopuszczenie do ich upublicznienia. Grupa otrzymuje status “A”, co jak państwo wiedzą jest jednoznaczne z prawem do zastosowania wszelkich koniecznych środków, bez konsultacji z Radą Bezpieczeństwa. Dowództwo nad grupę obejmuję ja, gdyż zostałem wydelegowany do tego celu przez... – przerwał tutaj gdyż w do sali konferencyjnej wszedł szybim krokiem mężczyzna w szarym garniturze i podszedł do niego sygnalizując iż ma coś ważnego do zakomunikowania i rzekł coś po cichu. Po kilku chwilach prowadzący konferencję powiedział głośno:- Proszę państwa, właśnie otrzymaliśmy informację, iż agent Kilen jest w posiadaniu wyników Dochodzenia Wewnętrznego, łącznie z wszystkim załącznikami. Nie wiem jak to się mogło stać ale na pewno znacznie utrudni to działanie Grupy Specjalnej.
Popatrzył po twarzach obecnych i kontynuował:
- W skład grupy specjalnej wchodzą następujące osoby : kapitan Aleksander Deker – koordynator grupy, kapitan Jerzy Tukowski – dowódca brygady specjalnej, komandor Paweł Boczkowski – zadania specjalne, komandor Jerzy Gutkiewicz – zadania specjalne, komandor Cezary Koterbski – specjalista ds. odzyskiwania danych elektornicznych – spojrzał znacząco na Czarka i po podaniu jeszcze kilkunastu nazwisk powied
ział:- Proszę wymienione osoby od udanie się do sali odpraw, gdzie zostaną wam przydzielone zadania. Pozostali natomiast mogą teraz udać się na spoczynek. Zapraszam także do gabinetów odnowy biologicznej i basenu na minus trzecim poziomie. Dziękuję za udział w konferencji oraz proszę o nie opuszczanie budynku – będą wszyscy państwo na bieżąco informowani o działaniach Grupy Specjalnej.
To powiedziawszy wyszedł z pomieszczenia, a za nim kilkanaście osób. Idąc korytarzem Czarek zauważył Pawła i chciał go jakoś zagadnąć ale miał w głowie zupełną pustkę, nie potrafił wykrztusić z siebie słowa. W końcu grupa znalazła się w sali odpraw. Tam koordynator grupy rzekł:
- Część z was jest na pewno zaskoczona faktem iż znaleźliście się w składzie grupy. Cóż to nie ja o tym decydowałem i szczerze mówiąc nie wiem dlaczego niektóre osoby się tu znalazły. Ale mniejsza o to. Dostaniecie zapieczętowane rozkazy. Nie wolno wam rozmawiać ze sobą o sprawie, a wszelkie pytania i wątpliwości macie zgłaszać bezpośrednio do mnie lub
w przypadku wysłania do akcji brygady specjalnej – jej dowódcy.Następnie rozdał wszystkim czerwone koperty i rozdał klucze od pokojów, po czym powiedział:
- Wasze poprzednie zadania ulegają unieważnieniu, macie jakieś pytania ?
Zaległa cisza.
-Tak – ktoś w końcu powiedział.
Wszystkie głowy odwróciły się w stronę z której dobiegł głos. To był Czarek. Wahał się tylko chwilę, gdyż to pytanie dręczyło go już od kilkunastu minut.
- Słucham. – odrzekł kapitan Deker i spojrzał przenikliwie na Czarka.
- W dokumen
tach które otrzymaliśmy na sali konferencyjnej, znajdowało się sformułowanie “zlikwidować zagrożenie”. Co to tak dokładnie znaczy ? – powiedział komandor.Kapitan zaśmiał się po cichu i rzekł tajemniczo:
- Wszystko, komandorze Koterbski... wszystko.
Światło w pokoju Czarka było zgaszone. Agent leżał na łóżku i patrzył przez okno na gwiazdy. Myślał o zadaniu jakie zostało mu przydzielone. Miał odzyskać wszystkie kopie, wszystkie skany dokumentów wyprowadzonych z rządowego archiwum. To nie było proste zadan
ie, mogło się ciągnąć w nieskończoność. Zdawał sobie sprawę, iż zrobienie tego w sposób zdalny, było właściwie niemożliwe. Co innego rządowy serwer, na stałe podpięty do internetu. Ale żeby haczyć komputery pojawiające się w Sieci na godzinę dziennie ?? Jego dowódca też miał tę świadomość, dlatego rozkaz mówił o “bezpośrednim odzyskaniu danych”. Czyli musiał dostać po prostu dysk z danymi. Nie wyobrażał sobie innego sposobu. Nagle przyszła mu do głowy pewna myśl. Wstał i nie zapalając światła ruszył do terminala. Uruchomił wyszukiwarkę i wpisał hasło “X-klub”. Kilka sekund później przeglądał już stronę klubu o którym wspominał dowódca. Kliknął na dział KLUBOWICZE i na chwilę zamarł z przerażenia.Kilka godzin później...
Czarny mercedes stał na jednej z pustych ulic Nowego Sącza. Za podniesionymi, przyciemnianymi szybami kryło się kilku mężczyzn z pistoletami maszynowymi. Oczekiwali na sygnał.
- Ale tu pusto ... – powiedział Paweł do towarzysza.
- No ... – odpowiedział tamten. Zazdrościł trochę Pawłowi. To nie on musiał wykonać całą tę paskudną robotę. Był tu tylko na wszelki wypadek.
- Kiedy cholera on wyjdzie... to czekanie mnie dobija – rzekł do Pawła.
- Zaraz ... – odpowiedział Paweł i popatrzył na ulicę przez okno. Też chciał żeby to wszystko już się skończyło, ale był w o tyle lepszej sytuacji, że nie musiał nikogo zabijać ... na razie.
- Cel wyszedł z budynku... ale jest tu jakiś cywil w budce telefonicznej. Możecie jechać, ale uważajcie– usłyszeli głos w krótkofalówce.
Gdy kierowca czarnego mercedesa
zapalił silnik i ruszył ostro, głos w krótkofalówce poinformował jeszcze:-
Cel wszedł do budki telefonicznej. Cywil odchodzi.Wchodząc w zakręt usłyszeli pisk opon, a potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Agent opuścił szybę w samochodzie i strzelił kilkadziesiąt razy. Nie słyszeli krzyku ani odgłosu rozbijanej szyby.
- Potwierdzam wykonanie zadania
– odezwał się głos w krótkofalówce gdy odjechali kilkaset metrów –dobra robota chłopaki.Paweł odetchnął głęboko. Poczuł się szczęśliwy, naprawdę szczęś
liwy...Sala odpraw, godzinę później
...Agenci stali w milczeniu i słuchali miotającego się dowódcy. Kapitan Deker nie był zadowolony tak jak oni z przebiegu akcji – jak się okazało, nie wszystko poszło jak trzeba. Cywil, który przechodził koło miejsca akcji przed przybyciem agentów, którzy mieli posprzątać, zabrał Markowi Kilenowi akta Dochodzenia Wewnętrznego, całą teczkę ! Nie sposób było szukać winnego. Karetka z agentami miała przyjechać z kilkuminutowym opóźnieniem, żeby sprawa nie wydawała się podej
rzana. Tak postanowił dowódca brygady specjalnej i to do niego miał pretensje koordynator grupy. Teraz więc zadaniem Grupy Specjalnej było odszukanie Cywila...Kwatera kapitana Alesandra Dekera...
Koordynator Grupy siedział przy biurku i po raz kolejny przeglądał wszystkie dokumenty. Sprawa była zbyt poważna, by pozwolić jeszcze na jakieś uchybienia i on dobrze o tym wiedział. Miał już w głowie ułożone wszelkie możliwe warianty dalszych wypadków i planował odzyskanie akt w najdrobniejszym szczególe. Zacho
wywał spokój ale tak naprawdę to bierne oczekiwanie na wynik poszukiwań nie dawał mu zasnąć. Minęło już ponad 12 godzin od powrotu Grupy do Bazy, a tu wciąż nic... Kapitan Deker stracił już prawie nadzieję na odnalezienie akt i miał przygotowane podanie o dymisję... Wiele razy tej nocy brał pióro z zamiarem złożenia tego jednego ostatecznego podpisu, ale dotychczas nie zrobił tego. Póki istniała jakaś szansa na odnalezienie Cywila, postanowił się nie poddawać. Wstał z krzesła, przeszedł kilka kroków po pomieszczeniu, aż wreszcie zrzucił z siebie koszulę i spodnie, położył się w wygodnym łóżku. Zasnął od razu... kwadrans po piątej rano.Zbudził go dzwonek interkomu. Zanim odebrał, spojrzał na zegarek – była 11:20.
- Panie kapitanie, mamy już dane cywila... to nieprawdopodobny przypadek.... – powiedział głos w słuchawce.
W chwilę później kapitan podszedł do mikrofonu przy ścianie i nacisnąwszy guzik rzekł:
- Wszyscy członkowie Grupy Specjalnej oraz obserwatorzy są proszeni o natychmiastowe udanie się do Sal
i Konferencyjnej.Sala Konferencyjna...
Tym razem wszyscy przybyli punktualnie. Nie musieli też czekać na prowadzącego. Był on tutaj pierwszy i pięciominutowy okres oczekiwania na wszystkich członków zgromadzenia wydawał mu się zbyt długi jak na obecne w
arunki.- Proszę państwa, sądzę że dowiedzieliśmy się właśnie co sprowadziło agenta Marka Kilena do Nowego Sącza – cywil, który wszedł w posiadanie akt Dochodzenia Wewnętrznego jest jednym z członków X-Klubu – powiedział i po chwili mówił dalej – Przypuszczamy także iż ma on powiązania z “TTF”. Prawdopodobnie agent Marek Kilen przybył tutaj właśnie aby skontaktować się z nim. Nie mamy pewności, czy zdążył to zrobić przed śmiercią, lecz wiemy jedno : Dane z pewnością wpadły w niepowołane ręce.
- Co wobec te
go pan proponuje ? – rzekł jeden wojskowych.Kapitan zamilkł i po chwili sięgnął po szklankę wody. Kiedy wypił ją, rzekł:
- Wszystko ... co będzie konieczne...
- Jedynka do Grupy, zezwalam na rozpoczęcie akcji
– powiedział kapitan Deker przez krótkofalówkę. Siedział w furgonetce, zaparkowanej w pobliżu domu Cywila i obserwował teren. Natychmiast po wysłaniu sygnału na ulicy pojawiło się kilku mężczyzn w uniformach z napisem “Pogotowie Wodno – Kanalizacyjne”, którzy weszli do jednego z budynków. Po chwili kapitan usłyszał meldunek:- Cywila nie ma, przystępujemy do poszukiwania Obiektu.
Kilkanaście minut ciszy i oczekiwania było dla kapitana Dekera najgorszą katorgą jaką przeżył. Minuty stawały się godzinami. Godzinami bezradności. A on mógł tylko czekać. Gdy wreszcie krótkofalówka przerwała milczenie, dowódca usłyszał dokładnie to czego się najbardziej obawiał i czego się podświadomie spodziewał:
- Obiektu nie ma, powtarzam, Obiektu nie ma. Wycofujemy się...
Po nieudanej próbie odnalezienia akt, kapitan De
ker zarządził obserwację mieszkania Cywila, sam zaś udał się do swojej kwatery w Bazie. Był już zdecydowany złożyć rezygnację. Nie widział sensu dalszego prowadzenia przez siebie akcji – był przekonany iż Cywil zabrał dokumenty i zaszył się gdzieś, może nawet opuścił kraj. Podszedł do biurka i wyciągną z szuflady dokument. Popatrzył na niego smutno i podpisał. Koniec, kropka. Teraz już nie musiał się martwić o dalszy przebieg śledztwa, to już nie była jego działka. Odetchnął głęboko i usiadł w fotelu. To była pierwsza taka wpadka w jego karierze, ale zbyt ważna, dlatego mogła zaważyć na jego dalszych losach. Zadzwonił telefon. Deker odebrał i po dłuższej chwili chwili rzekł:- Zrozumiałem.
Odłożył słuchawkę. Raz jeszcze spojrzał na dopiero co podpisany dokument, schował go do szuflady i podszedł do Interkomu by zwołać zebranie w Sali Konferencyjnej.
Kilka godzin później...
Mężczyzna w czarnym garniturze szedł szybkim krokiem po schodach. Serce jeszcze nigdy dotąd nie waliło mu tak mocno jak teraz. Zbliżał się moment, od którego mogła zależeć jego przyszłość. Zresztą nie tylko jego... Doszedłszy na drugie piętro wyciągnął z kieszeni klucz, otworzył jedne z drzwi i wszedł. W środku panował półmrok. Przy świetle ulicznej latarni za oknem, podszedł do stołu i
położył na nim mały futerał, który miał pod pachą. Otworzył go i wykonał kilka ruchów, by kilka minut później podejść do okna. Zobaczył cień w mieszkaniu po drugiej stronie ulicy. Wymierzył...Trzymał go cały czas na muszce. Nie wahał się. Był zdecydowany zrobić to co do niego należało. W końcu nacisną spust, strzelił. Cień zniknął. Wiedział jednak, iż nie trafił. Posłał kolejną kulę, w łóżko. Ale tam nie było nikogo. Wreszcie zobaczył go, leżał na podłodze. Nakierowawszy mu na głowę mały czerwony punkci
k lasera wstrzymał oddech, a krew w głowie zaczęła mu pulsować znacznie gwałtowniej niż dotychczas. Jeszcze tylko chwila i za jego sprawą przestanie żyć człowiek. Dopiero teraz zaczął się zastanawiać kim jest, czy poczuje ból. Położył palec na cynglu i przymknął oczy. Jeszcze sekunda i...- Nie ruszaj się – usłyszał głos za swoimi plecami. Odwrócił się i krzyknął:
- Czarek ? Co ty tu... ?
- Odłóż broń Paweł... nie chcę Cię zabijać ale zrobię to jeśli będę musiał !
Paweł zdał sobie sprawę, iż jego kolega nie żartuje – trzymał w ręku pistolet. Nie wiedział dlaczego to robi, ale jednego był świadom – chce nie dopuścić do wykonania zadania jakie mu powierzono. A do tego z kolei on nie mógł dopuścić. Miał zobowiązania, był agentem któremu dano najbardziej odpowie
dzialne zadanie w całej akcji. Nie mógł przecież zawieść zaufania Góry.- Paweł, on ma szesnaście lat. – usłyszał – Szesnaście ! Słyszysz ? To jeszcze dzieciak ! Kazali ci zabić dzieciaka ! A myślisz, że dlaczego Ciebie do tego przydzielili ? Sprzątną Cię zaraz po wykonaniu zadania ! Pozbędą się niewygodnego świadka ! Słyszysz ?! Kurwa, Paweł, zostaw tego gnata !
Czarek strzelił, a Paweł upuścił broń, osunął się na fotel i ukrył twarz w dłoniach.
Miał dość. Chciał uciec jak najdalej od wszystkich i wszystk
iego. Tam , gdzie nikt by go nie odnalazł. Po jego twarzy potoczyła się łza. Czarek podszedł do Pawła i dotknął jego ramienia.- Nie wiedziałem... - wyszeptał Paweł.
- Ale teraz wiesz ... – rzekł spokojnie Czarek – chodź , musimy się zmywać.
- Dobra... –
odparł niedoszły zabójca i wstał z fotela.Wychodząc z pokoju, Czarek spojrzał za siebie, na kulę, która utkwiła w ścianie i uśmiechnął się.
*
* *Kiedy żuł gumę przed oczyma pojawiły mu się wszystkie wspaniałe chwile jakie przeżył. Wszelkie plany i marzenia, których nigdy nie zrealizuje. Trudno mu było uwierzyć że to wszystko... że to wszystko tak po prostu się skończy. Że skończy się w taki sposób. Przymknął oczy i dotknął lodowatą ręką małego szklanego serduszka, jakie miał zawieszone na szyi. Ostatni
raz uśmiechnął się, a po jego sinym policzku potoczyła się łza. Ostatnia łza.KONIEC (?)
+---