Nie ma sprawiedliwości , cz. II
od ufoka dla X-Klubu 

Szczawnica , następnego dnia

Z dachu budynku znajdującego się zaledwie kilka przecznic od domu Jeremy'ego zwisał długi rządek dosć pokaźnych rozmiarów sopli lodu . Śnieg , który napadał poprzedniej nocy , wciąż jeszcze utrzymywał się na dachu, ale lada chwila mógł  nie wytrzymać napięcia i runąć na chodnik, pociągając za sobą lawinę kilkudziesięciu kilogramów zamarzniętej wody. Powinno się to stać już dawno temu , ale jakims cudem, czy wskutek  działania Wyższej Energii, sople wciąż pozostawały w zdawało by się - idealnym bezruchu . Jednakże wewnątrz zastygniętej cieczy odbywały się procesy, których skutki mogły okazać się dużo groźniejsze niż by ktokolwiek smiał przypuszczać. Lód powoli kruszył się i koniec jego egzystencji w obecnej formie był już tylko kwestią czasu . Co kilka minut pod ową lodową pułapką przechodzili nieswiadomi ogromnego zagrożenia  ludzie. Niektórzy szli do pracy na ranną zmianę , inni wracali z nocnej imprezy, inni zas zmierzali do sobie tylko znanych celów.
Łączyło ich jedno: Ogromny popiech . Większosc z nich szła szybkim krokiem , nie oglądając się za ani nad siebie,  pragnąc chyba jak najszybciej dotrzeć do jakiegos ogrzewanego pomieszczenia.

W końcu stało się - najpierw szum osuwającego się sniegu , potem głuchy trzask , az wreszcie odgłos rozbryzgującego się na odsniezonym  betonie lodu, zaledwie kilka metrow  przed Ufokiem, który teraz zatrzymał się i zrobił zrezygnowaaną minę, by po chwili głęboko odetchnąć i przejsć nad perspektywą złamania karku do pożądku dziennego .  To już drugi raz w ciągu ostatniej doby zawdzięczał swoje życie przypadkowi. Kiedy wczoraj w nocy wyszedł z domu, nie wiedział co z sobą począć , aż wreszczie postanowił skontaktować się z najliższym sobie klubowiczem - Jeremym . Była to chyba najrozsądniejsza próba wybrnięcia z sytuacji w jakiej się znalazł . Kilka godzin spędzonych na dworcu w oczekiwaniu na przyjazd autobusu , pozwoliło mu dogłębnie zapoznać się z przyczyną większej połowy jego nieszczęsc ( nawiaseem mówiąc - nie było to zbyt bezpieczne ). Lektura wcale nie była przyjemna i Ufok przez moment żałował nawet , iż przed pięcioma , czy szecioma laty otrzymał swój pierwszy modem 2400 bps i rozpoczął przygodę z Internetem . Gdyby nie to jedno wydażenie, prawdopodobnie nigdy nie zapisał by się do X-Klubu i byłby teraz zupełnie innym , normalnym człowiekiem. Chociaż ... nigdy nic nie wiadomo i możliwe , że to własnie było mu przeznaczone i nawet gdyby całe jego życie potoczyło się zupełnie inaczej , dzisiaj stałby w tym samym miejscu , myslał by to samo i to samo czul . Ufok zdał sobie sprawę , że takie rozumowanie nie ma sensu -"Przeciez w takim razie nic nie muszę robić bo to i tak  niczego nie zmienia" !

Dalszą drogę do domu Jeremyego Ufok postanowił przebyć nie kożystając z dobrodziejstw chodnika - ten biały, przykryty obecnie sniegiem  pas namalowany na srodku drogi , którego istnienia Ufok się domyslał , bez wątpienia znajdował się w bezpiecznej odległosci od wszelkich dachów. Idąc tak ulicą , po kilku chwilacch dotarł wreszczcie na miejsce . Jeszcze raz otworzył skoroszyt, sprawdził adres i ... zanim zdążył zapukać zaatakowało go całe czarne stado wątpliwosci : Czy ma prawo wciągać Jeremyego w całą tą aferę ? Może po prostu wróci do domu, spali znalezione dokumenty  i będzie udawał że nigdy nic się nie stało ? Dlaczego to akurat on był swiadkiem zabojstwa tego faceta na ulicy i po jaką cholerę zabierał jego teczkę ?! Te i inne pytania nie dawały mu spokoju , kiedy stał z podniesioną ręką przed drzwiami Jeremyego .
Już się prawie zdecydował , ale nagle nasunęło mu się wstrząsające przypuszczenie : Może Jeremy jest jednym z NICH ? Może od samego początku szpiegował dla rządu, nie ważne jakiego i ... - lata praktyki sprawiły , że Ufok wyłączył swoje racjonalne myslenie . Na szczęscie po chwili doszedł do wniosku , że to tylko jego paranoiczna wyobraźnia i wszystkie jego podejżenia nie mają sensu ... Odetchnął głęboko i nacisnął dzwonek .

Pokój Jeremyego , pół godziny później

- To jakas totalna paaranoja ! - krzyknął siedzący na łóżku Jeremy .  Jeszcze niedawno pełen entuzjazmu , uradowany niespodziewaną wizytą klubowicza, stwarzał teraz takie wrażenie , jakby  w jednej chwili zawalił mu się cały swiat . I nie było to wcale takie dalekie od prawdy- dalsze zycie Jeremyego stanęło nagle pod znakiem zapytania i wszystkie jego  plany  legły w gruzach . Kilkanascie minut wystarczylo , aby cała jego energia zniknęła bez sladu . Obok Jeremy'ego siedział na łóżku Ufok , nie zdający sobie sprawy jak wielkim szokiem dla gosodarza była jego nagla wizyta oraz przyniesiona przez niego wiadomosc . Jeremy zadawał sobie teraz podobne pytania jak niedawno Ufok  i tak samo jak on , nie mógł znaleźć na nie odpowiedzi . Bo odpowiedz nie istniała...wszystko było tylko dzielem przypadku .
- Powiedz że to żart ... - Jeremy wydobył z siebie resztki nadziei .
- Cóż .. mogę powiedzieć .... ale ... - odparł Ufok .
- Ale .. ? - w oczach Jeremyego pojawiło się napięcie .
- Ale i tak wiesz ze to nieprawda ...
Jeremy spuscił głowę i nie odpowiedział .  Po kliku minutach milczenia Ufoka ogarnęły wyrzuty sumienia z powodu jego wczesniejszych podejzen i zapragnął nagle działać - to było cos zupelnie nowego zwazywszy na jego  przyzwyczajenia .
- To co robimy ? - powiedzieli niemal jednoczesnie .
- Ekhm ... tutaj są numery telefoniczne do wszystkich ... - zaczął Jeremy .
- "Abonent czasowo niedostepny..."
- Pewnie tak ... poza tym ONI na pewno już sie podpieli pod linie ....
- Pajeczarze ... - usmiechnal sie Ufok
- To moze ..... - zastanawiał się głosno Jeremy - chyba musimy jechac ... hej , sluchasz mnie ? - krzyknął do Ufoka widząc ze tamten nerwowo rozgląda się po scianach .
- Ta , tak .... oczywsicie , już ... y ... co mowiles ? - odparł , nie spuszczając wzroku z sufitu .
- Szukasz pluskiew , czy co ? - zirytował sie Jeremy .
- Pamietasz jak Mulder zabil tego goscia od Palacza? Togo co go sledzil ! Wtedy kamera byla bodajże w lampie ....
- Przestan ...  tu nie ma zadnych kamer !! Ani pluskiew !!!
- Jestes pewny ?
- Nie ....
- No wiec widzisz ... - skrzywił się Ufok .
- Nic nie widze !!!!!
- Okay , nie kłóćmy się ... musimy sie zmywac , pakuj najpotrzebniejsze rzeczy i jedziemy .
- Co ? Gdzie ??
- Ustalimy po drodze .
- Ok ...Niech ci bedzie .... 5 minut - krzyknal Jeremy i schowal sie w lazience.

Dworzec PKS , pół godziny pozniej .

Ufok i Jeremy stali w milczeniu przed rozkladem jazdy i zastanawiali się. Wiedzieli ze nie moga zostac w Szczawnicy i ze musza powiadomic pozostalych , ale ledwo doszli na dworzec , poczuli ogromne zmeczenie i stracili chęć  do życia.
- Wiec ? -zapytal w koncu Jeremy patrząc na połaczenia z Elblągiem.
- Jestem za Krakowem - odparł Ufok .
- Dlaczego akurat Kraków ??
- Jedziemy po X-mana, chyba mieszka najblizej - wyjasnił .
- Achaaa.... dobra ... o cholera , a Batman ?? - przypomniał sobie Jeremy .
- Batman ? Batman ! Fatycznie , wiesz gdzie mieszka ?
- Jasne ze wiem ,chodz . Zostala jeszcze godzina .
- Czekaj ... a Batman jest tu wypisany ? - pokazał na skoroszyt - bo jak nie, to moze go ...
- Sprawdz zamiast gadac - przerwal mu Jeremy gwaltownie gestykulując
- Kurde ... jest....  - wymamrotal Ufok ziewając przeciągle .
- To idziemy .... a tak przy okazji , kiedy ostatnio spałes i ILE ?
- Co ? - zamrugał Ufok .
- Kiedy ostatnio spałes i jak dlugo - powtórzył Jeremy .
- Aaa... wczoraj ... kilka godzin ....Nie ,Nie , Nnnie wczoraj ... przedwczoraj ...ekhu ekh .
- Wytrzymasz jeszcze ?
- To sie dopiero okaze ... - rozesmiał się Ufok .
Podczas gdy klubowicze szli zrujnować życie kolejnemu "wybrańcowi" , spod domu Jeremyego odjeżdżał własnie czarny mercedes...

Początek jeszcze nie nadszedł .... za to smierć była już bardzo blisko .... ale prawdziwe problemy miały dopiero się pojawić ....

to be continued ....
-------
- Luty '1999                            -
- by ufok@powernet.pl              -
- http://www.x-klub.powernet.pl -