|
|
||
|
|
Szczawnica , następnego dnia
Z dachu budynku znajdującego
się zaledwie kilka przecznic od domu Jeremy'ego zwisał długi rządek dosć
pokaźnych rozmiarów sopli lodu . Śnieg , który napadał poprzedniej nocy
, wciąż jeszcze utrzymywał się na dachu, ale lada chwila mógł nie
wytrzymać napięcia i runąć na chodnik, pociągając za sobą lawinę kilkudziesięciu
kilogramów zamarzniętej wody. Powinno się to stać już dawno temu , ale
jakims cudem, czy wskutek działania Wyższej Energii, sople wciąż
pozostawały w zdawało by się - idealnym bezruchu . Jednakże wewnątrz zastygniętej
cieczy odbywały się procesy, których skutki mogły okazać się dużo groźniejsze
niż by ktokolwiek smiał przypuszczać. Lód powoli kruszył się i koniec jego
egzystencji w obecnej formie był już tylko kwestią czasu . Co kilka minut
pod ową lodową pułapką przechodzili nieswiadomi ogromnego zagrożenia
ludzie. Niektórzy szli do pracy na ranną zmianę , inni wracali z nocnej
imprezy, inni zas zmierzali do sobie tylko znanych celów.
Łączyło ich jedno:
Ogromny popiech . Większosc z nich szła szybkim krokiem , nie oglądając
się za ani nad siebie, pragnąc chyba jak najszybciej dotrzeć do jakiegos
ogrzewanego pomieszczenia.
W końcu stało się - najpierw szum osuwającego się sniegu , potem głuchy trzask , az wreszcie odgłos rozbryzgującego się na odsniezonym betonie lodu, zaledwie kilka metrow przed Ufokiem, który teraz zatrzymał się i zrobił zrezygnowaaną minę, by po chwili głęboko odetchnąć i przejsć nad perspektywą złamania karku do pożądku dziennego . To już drugi raz w ciągu ostatniej doby zawdzięczał swoje życie przypadkowi. Kiedy wczoraj w nocy wyszedł z domu, nie wiedział co z sobą począć , aż wreszczie postanowił skontaktować się z najliższym sobie klubowiczem - Jeremym . Była to chyba najrozsądniejsza próba wybrnięcia z sytuacji w jakiej się znalazł . Kilka godzin spędzonych na dworcu w oczekiwaniu na przyjazd autobusu , pozwoliło mu dogłębnie zapoznać się z przyczyną większej połowy jego nieszczęsc ( nawiaseem mówiąc - nie było to zbyt bezpieczne ). Lektura wcale nie była przyjemna i Ufok przez moment żałował nawet , iż przed pięcioma , czy szecioma laty otrzymał swój pierwszy modem 2400 bps i rozpoczął przygodę z Internetem . Gdyby nie to jedno wydażenie, prawdopodobnie nigdy nie zapisał by się do X-Klubu i byłby teraz zupełnie innym , normalnym człowiekiem. Chociaż ... nigdy nic nie wiadomo i możliwe , że to własnie było mu przeznaczone i nawet gdyby całe jego życie potoczyło się zupełnie inaczej , dzisiaj stałby w tym samym miejscu , myslał by to samo i to samo czul . Ufok zdał sobie sprawę , że takie rozumowanie nie ma sensu -"Przeciez w takim razie nic nie muszę robić bo to i tak niczego nie zmienia" !
Dalszą drogę do domu
Jeremyego Ufok postanowił przebyć nie kożystając z dobrodziejstw chodnika
- ten biały, przykryty obecnie sniegiem pas namalowany na srodku
drogi , którego istnienia Ufok się domyslał , bez wątpienia znajdował się
w bezpiecznej odległosci od wszelkich dachów. Idąc tak ulicą , po kilku
chwilacch dotarł wreszczcie na miejsce . Jeszcze raz otworzył skoroszyt,
sprawdził adres i ... zanim zdążył zapukać zaatakowało go całe czarne stado
wątpliwosci : Czy ma prawo wciągać Jeremyego w całą tą aferę ? Może po
prostu wróci do domu, spali znalezione dokumenty i będzie udawał
że nigdy nic się nie stało ? Dlaczego to akurat on był swiadkiem zabojstwa
tego faceta na ulicy i po jaką cholerę zabierał jego teczkę ?! Te i inne
pytania nie dawały mu spokoju , kiedy stał z podniesioną ręką przed drzwiami
Jeremyego .
Już się prawie zdecydował
, ale nagle nasunęło mu się wstrząsające przypuszczenie : Może Jeremy jest
jednym z NICH ? Może od samego początku szpiegował dla rządu, nie ważne
jakiego i ... - lata praktyki sprawiły , że Ufok wyłączył swoje racjonalne
myslenie . Na szczęscie po chwili doszedł do wniosku , że to tylko jego
paranoiczna wyobraźnia i wszystkie jego podejżenia nie mają sensu ... Odetchnął
głęboko i nacisnął dzwonek .
Pokój Jeremyego , pół godziny później
- To jakas totalna
paaranoja ! - krzyknął siedzący na łóżku Jeremy . Jeszcze niedawno
pełen entuzjazmu , uradowany niespodziewaną wizytą klubowicza, stwarzał
teraz takie wrażenie , jakby w jednej chwili zawalił mu się cały
swiat . I nie było to wcale takie dalekie od prawdy- dalsze zycie Jeremyego
stanęło nagle pod znakiem zapytania i wszystkie jego plany
legły w gruzach . Kilkanascie minut wystarczylo , aby cała jego energia
zniknęła bez sladu . Obok Jeremy'ego siedział na łóżku Ufok , nie zdający
sobie sprawy jak wielkim szokiem dla gosodarza była jego nagla wizyta oraz
przyniesiona przez niego wiadomosc . Jeremy zadawał sobie teraz podobne
pytania jak niedawno Ufok i tak samo jak on , nie mógł znaleźć na
nie odpowiedzi . Bo odpowiedz nie istniała...wszystko było tylko dzielem
przypadku .
- Powiedz że to żart
... - Jeremy wydobył z siebie resztki nadziei .
- Cóż .. mogę powiedzieć
.... ale ... - odparł Ufok .
- Ale .. ? - w oczach
Jeremyego pojawiło się napięcie .
- Ale i tak wiesz
ze to nieprawda ...
Jeremy spuscił głowę
i nie odpowiedział . Po kliku minutach milczenia Ufoka ogarnęły wyrzuty
sumienia z powodu jego wczesniejszych podejzen i zapragnął nagle działać
- to było cos zupelnie nowego zwazywszy na jego przyzwyczajenia .
- To co robimy ? -
powiedzieli niemal jednoczesnie .
- Ekhm ... tutaj są
numery telefoniczne do wszystkich ... - zaczął Jeremy .
- "Abonent czasowo
niedostepny..."
- Pewnie tak ... poza
tym ONI na pewno już sie podpieli pod linie ....
- Pajeczarze ... -
usmiechnal sie Ufok
- To moze ..... -
zastanawiał się głosno Jeremy - chyba musimy jechac ... hej , sluchasz
mnie ? - krzyknął do Ufoka widząc ze tamten nerwowo rozgląda się po scianach
.
- Ta , tak .... oczywsicie
, już ... y ... co mowiles ? - odparł , nie spuszczając wzroku z sufitu
.
- Szukasz pluskiew
, czy co ? - zirytował sie Jeremy .
- Pamietasz jak Mulder
zabil tego goscia od Palacza? Togo co go sledzil ! Wtedy kamera byla bodajże
w lampie ....
- Przestan ...
tu nie ma zadnych kamer !! Ani pluskiew !!!
- Jestes pewny ?
- Nie ....
- No wiec widzisz
... - skrzywił się Ufok .
- Nic nie widze !!!!!
- Okay , nie kłóćmy
się ... musimy sie zmywac , pakuj najpotrzebniejsze rzeczy i jedziemy .
- Co ? Gdzie ??
- Ustalimy po drodze
.
- Ok ...Niech ci bedzie
.... 5 minut - krzyknal Jeremy i schowal sie w lazience.
Dworzec PKS , pół godziny pozniej .
Ufok i Jeremy stali
w milczeniu przed rozkladem jazdy i zastanawiali się. Wiedzieli ze nie
moga zostac w Szczawnicy i ze musza powiadomic pozostalych , ale ledwo
doszli na dworzec , poczuli ogromne zmeczenie i stracili chęć do
życia.
- Wiec ? -zapytal
w koncu Jeremy patrząc na połaczenia z Elblągiem.
- Jestem za Krakowem
- odparł Ufok .
- Dlaczego akurat
Kraków ??
- Jedziemy po X-mana,
chyba mieszka najblizej - wyjasnił .
- Achaaa.... dobra
... o cholera , a Batman ?? - przypomniał sobie Jeremy .
- Batman ? Batman
! Fatycznie , wiesz gdzie mieszka ?
- Jasne ze wiem ,chodz
. Zostala jeszcze godzina .
- Czekaj ... a Batman
jest tu wypisany ? - pokazał na skoroszyt - bo jak nie, to moze go ...
- Sprawdz zamiast
gadac - przerwal mu Jeremy gwaltownie gestykulując
- Kurde ... jest....
- wymamrotal Ufok ziewając przeciągle .
- To idziemy ....
a tak przy okazji , kiedy ostatnio spałes i ILE ?
- Co ? - zamrugał
Ufok .
- Kiedy ostatnio spałes
i jak dlugo - powtórzył Jeremy .
- Aaa... wczoraj ...
kilka godzin ....Nie ,Nie , Nnnie wczoraj ... przedwczoraj ...ekhu ekh
.
- Wytrzymasz jeszcze
?
- To sie dopiero okaze
... - rozesmiał się Ufok .
Podczas gdy klubowicze szli zrujnować życie kolejnemu
"wybrańcowi" , spod domu Jeremyego odjeżdżał własnie czarny mercedes...
Początek jeszcze nie nadszedł .... za to smierć była już bardzo blisko .... ale prawdziwe problemy miały dopiero się pojawić ....
to be continued ....
-------
- Luty '1999
-
- by ufok@powernet.pl
-
- http://www.x-klub.powernet.pl
-