Opowiadanie z serii Tajemnica UFO - "Dziwna buda"

od Szymona K. dla X-Klubu


 
Tak na wstępie to cześć wszystkim !
Jest to mój pierwszy tekst przysłany do X-Klubu, więc liczę na waszą wyrozumiałość. Mam za zadanie przedstawić wam opowiadania z serii "Tajemnica UFO" na podstawie oryginalnych raportów (nieee, to nie jest szkolenie). W tym odcinku opowiadanie jest zatytułowane "Dziwna buda". Mam nadzieję, że się wam spodoba i zasypiecie moją skrzynkę e-mailową listami oraz będziecie stałymi gośćmi mojej strony. Raporty będę podawał różne, wraz z kolejnymi częściami x-klubu. Mam nadzieję, że tego jeszcze nie było i będzie to stały dział x-klubu. A więc zaczynajmy !
 
Raport 1 (według mnie najbardziej dziwny i zarazem śmieszny, ale nie dlatego, że małoprawdopodobny)
 
Taka historia zdarzyła mi się pierwszy raz. I gdyby ktoś mnie wtedy zapytał, jak się nazywam, nie wiem czy bym mu dobrze odpowiedział. Pojechałem do lasu na grzyby. Postawiłem motocykl i zataczając koła zbierałem grzyby w jego pobliżu, żeby mieć go ciągle na oku. Później przestawiłem motocykl i szukałem grzybów w innym miejscu. Miałem już wracać do domu, kiedy zobaczyłem tę "budę". Po jednej stronie był zagajnik, po drugiej stary las, z przodu górka, a z tyłu tylko wąska droga między drzewami, którą tu przyjechałem. Pośrodku jest zrąb - zrobili go chyba dwa lata temu - i to coś tu stało. W pierwszej chwili pomyślałem: Co za "budę" tu przywieźli ? I kiedy ?! Przecież jestem tu cały czas, a wcześniej tego nie było. Oczy sobie przetarłem i pomyślałem: Czy ja wtedy dobrze widziałem ? Widzę, stoi na czterech nogach mniej niż sto metrów ode mnie... Musieliby to coś czymś przywieźć i musiałby być jakiś hałas ciągnika czy samochodu. Ale przywieźć to coś byłoby raczej niemożliwe: po tych wysokich pieńkach, po zaoranej ziemi, a poza tym dróżka jest wąska. Do zestawienia tego na ziemię musiałby być dźwig. Wtedy się trochę przestraszyłem. Wziąłem motocykl za kierownicę, zapaliłem silnik i ruszyłem. Ale tak wolno, z ociąganiem: jechać - nie jechać... W końcu mówię sobie , że muszę zobaczyć czym właściwie jest ta "buda", bo ani okna, ani drzwi z tej strony nie widać. Jechałem wolniutko w kierunku tej "budy". Kiedy byłem już bardzo blisko i patrzyłem na nią, rozsunęły się drzwi - szybko, energicznie, ale miękko, bez trzasku, jakby gładko wsunęły się w bok. W drzwiach stały dwie niewysokie osoby. Miały ludzką postać, tylko ich twarze były... nieprzyjemne - podobne do twarzy zielonej żabki. Ręce mi się zaraz zatrzęsły, a jeden z nich machnął ręką w dół, jakby chciał, żebym się zatrzymał. Stanąłem, postawiłem motocykl na bocznej nóżce i oparłem się o niego. Tymczasem wysunęły się cztery schodki i oni zeszli. I jakby chcieli mnie obejść. Teraz, kiedy o tym myślę, nie wiem: czy mi ręka sama wysunęła się do przodu ? Odruchowo czy ze strachu ? Nie wiem. Jeden z nich podszedł, zatrzymał się na chwilę przede mną i spojrzał mi głęboko w oczy. Wahał się. Potem zrobił krok do przodu i podał mi swoją rękę. Ten pierwszy nie miał przy sobie nic. Natomiast drugi trzymał w rękach jakiś aparacik i kiedy podawał mi rękę, przytrzymał go drugą. Pierwszy nacisną palcami na siedzenie motocykla i złapał za dźwignię hamulcową. Drugi chodził z tym przyrządem i robił jakby... zdjęcia. Schylił się do łańcucha, pod silnik, pod zbiornik. Później pierwszy wziął torbę z grzybami i spojrzał na mnie. Pokazałem palcem na grzyby i usta - że to jest do jedzenia. I w tym momencie usłyszałem ich rozmowę. W pierwszej chwili nawet się odwróciłem, bo brzmiało to jakby gęsi drobotały. Takie było pierwsze wrażenie. W domu mam adapter i dzieci puściły kiedyś płytę trzydziestotrzyobrotową na 45 obrotów na minutę. Ten głos był prawie taki sam. Ten bez aparaciku pokazał na motor i na mnie. Pomyślałem sobie, że chodzi chyba o to, żeby im zademonstrować jazdę na motorze. Wsiadłem i ruszyłem powoli. Odjechałem ze dwadzieścia metrów i zostawiłem motocykl oraz jedną torbę z grzybami, a drugą wziąłem ze sobą i wszedłem w zagajnik. Uszedłem dość spory kawałek. Były tam brzózki, a tam gdzie ona rosną zawsze jest więcej miejsca. Pomyślałem sobie, że oni mogą mnie zawołać, dlatego położyłem się na ziemi. Ale tak nic nie było widać, więc wstałem i patrzyłem. Oni odeszli jeszcze kawałek, dwa, trzy metry od miejsca, w którym ich zostawiłem. Jeden stał przy zagajniku i widziałem tylko jego głowę i kawałek ramienia. Drugiego było widać lepiej, ponieważ stał dalej. Widziałem, że chciał jakby kopnąć nogą coś na ziemi. W tym momencie w "budzie" rozległ się brzęczyk, coś w rodzaju sygnału. Oni zawrócili, ale nie biegiem, tylko wolno. Weszli do środka, schodki zaraz się zwinęły i zamknęły się drzwi. Zwróciłem uwagę, że po drzwiach nie było nawet śladu - ściana była zupełnie gładka. Nikt by ich nie odszukał ! Poczułem podmuch wiatru. Sosenki z brzegu zagajnika lekko się zakołysały i to coś szło już do góry. Kiedy uniosło się na wysokość drzew starego lasu, zaczęło się jakby zadymiać ze wszystkich stron. Powstała wokół tego siwa chmurka. To mknęło w górę jak piorun. Był przecież słoneczny dzień w to południe, niebo było pogodne, a chmury były wysoko, ale mimo to ta rzecz zniknęła w dalekich chmurach błyskawicznie. Później, kiedy wróciłem do motocykla, zacząłem się rozglądać i myśleć. Nigdy by mi do głowy nawet nie przyszło, że coś takiego może istnieć i że spotkam się z czymś takim. Byłem zupełnie zwiotczały. Wróciłem do domu o wpół do czwartej i tego dnia już nigdzie nie wychodziłem.
 
                                                                                                                                   (Golina, Polska, 1978)
 
Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście. W tym numerze to już koniec. W następnym możecie się spodziewać raportu pod tytułem: "Piękne, jaskrawo - pomarańczowe światło".
A tym czasem do zobaczenia ! A tak na marginesie podkreślam, że raporty te nie są zmyślane, lecz czerpane pośrednio z baz danych organizacji ufologicznych.
 
Dla X-Klubu pisał Szymon Kudyba
szymon@servicemaker.w.pl
http://www.szymon.w.pl
ICQ: 29332921