Biale Pasmo

by The X - dla X-Klubu

Jest już około północy.Ciemno wokoło,na drodze żadnych samochodów,prócz naszego,którym wracamy z wesołej imprezy imieninowej u znajomego.Ja jako jedyny,który tego wieczoru nie pił prowadzę.Jest spokojnie,wszyscy żartujemy.Zbliżamy się już do pierwszych zabudowań miasta,gdy nagle tracę panowanie nad pojazdem,prawdopodobnie wpadamy w poślizg.Mimo niewielkiej prędkości czuję,że uderzenie w drzewo będzie nieuniknione.Przestaje słyszeć krzyki kolegów z tyłu,widzę rosnące z coraz większą prędkością przed sobą drzewo,w ostatniej chwili gestem rozpaczy próbuję odbić kierownicę w drugą stronę.Wszystko na nic,po chwili słyszymy tylko wielki huk miażdżonej karoserii,nie czuję już nic.Ostatkiem sił próbuję jeszcze wyjąć z kieszeni telefon komórkowy,wciskam numer alarmowy pogotowia.

-Halo,tu pogotowie-słyszę po chwili w słuchawce.

-Ratunku,wypadek przed wjazdem do miasta...-to ostatnie słowa,które udaje mi się wypowiedzieć.Po chwili tracę przytomność,nie wiem na jak długo.

<<<<<<>>>>>

Budzę się ponownie.Widzę nad sobą nachylających się sanitariuszy.Mimowolnie próbuję się uśmiechnąć,chcę im powiedzieć,że się cieszę,iż zdążyli na czas,starm się wyciągnąć do nich rękę.Ale zaraz dlaczego nie potrafię się ruszyć!Nie,to nie może być prawda-uszkodzenie kręgów,paraliż!Ale to specjaliści,zaraz zabiorą mnie do szpitala i na pewno spróbują coś poradzić.Muszę im tylko powiedzieć,co się ze mną stało.

-Panie doktorze!Nie mogę się ruszyć!-mówię,choć nie słyszę własnego głosu.Ale przecież słyszę innych.Zaraz co oni mówią,to jakaś pomyłka!

-Nie mieli szans,mimo,że nie jechali szybko siła uderzenia i tak była ogromna.Cudem samochód nie spłonął i jesteśmy w stanie ich zidentyfikować.

O czym on mówi?Jaka identyfkacja?Przecież ja im to wszystko mogę powiedzieć!Nazywam się Marek Kwiatkowski!

-Proszę pana!Ja przecież żyję!-krzyczę,ale nikt mnie nie słyszy.

-Zabierzmy ich stąd-odzywa się jeden z sanitariuszy-musimy powiadomić rodziny.

Tak,oczywiście,chcą nas zabrać do szpitala,trzeba przecież wykonać jakieś badania,może potrzebny będzie operacja.Wszystko będzie dobrze,tylko mama się zdenerwuje,ale mnie nic nie boli.Zaraz,właśnie-dlaczego mnie nic nie boli?Przecież mam jakieś złamania,nie mogę się ruszyć.To dziwne,ale na pewno lekarz jakoś mi to wyjaśni.

-Panie doktorze!Co mi się właściwie stało?Proszę być ze mną szczerym!-znów chcę powiedzieć,ale mnie nie słychać.

Co tu się dzieje?Po co im te prześcieradła?Dlaczego mnie przykrywają?

-Nie!Proszę tego nie robić!JA ŻYJĘ!-ten krzyk staję się zbytecznym.

Chyba powoli rozumiem co się stało.Ja jednak już nie żyję,nic nie czuję,choć odczuwam niektóre bodźce zewnętrzne,jeszcze widzę.Wnoszą mnie teraz do karetki,obok siebie widzę kolegów,też się nie ruszają.

<<<<<>>>>>>

Mimo późnych godzin nocnych tym razem nikt w domu państwa Kwiatkowskich nie myślał o śnie.Wszyscy czekali na powrót z imienich u kolegi Marka.Miał on w zwyczaju dość często lubił się spóźniać,ale zawsze informował o planowanym terminie powrotu.Dzisiaj było inaczej.Ojciec Marka,próbował uspokoić żonę.

-Nie martw się na zapas,przecież wiesz,że nigdy nie jest punktualny.Nie ma go raptem 2 godziny.Zresztą ma telefon,na pewno zaraz zadzwoni.

W tym momencie nocną ciszę przerwał głośny sygnał dzwonka telefonicznego.

-Widzisz,mówiłem ci.Słucham-powiedział do słuchawki.

-Czy to mieszkanie państwa Kwiatkowskich?-odezwał się nieznajomy głos.

-Tak,ale kto mówi?

-Dyżurny Komendy Policji.Mam dla państwa tragiczną informację.Syn,Marek zginął w wypadku samochodowym.Bardzo mi przykro,czy będą państwo w stanie przyjechać na identyfikację zwłok?

-Postaramy się-powiedział pan Kwiatkowski łamliwym głosem i odłożył słuchawkę.

-Marek nie żyję-zwrócił się już do żony i opadł na fotel.

<<<<<<<>>>>>>>>>

Leżę na zimnym stole,przykryty prześcieradłem.Nie widzę otaczającego mnie pomieszczenia,ale przypuszczam,że niewiele tracę.Jak mi się wydaje jest to kostnica,mimo wszystko czuję panujący chłód.Dziwię się sobie,że zachowuję spokój,ale w końcu co można robić w takiej sytuacji?A może jeszcze nie wszystko stracone?Może lekarze się pomylili?Czytałem kiedyś o ludziach,któryc zakopywano żywcem.Zaraz na pewno przyjdą rodzice,oni poznają,że ja jeszcze nie umarłem.Zaraz,coś słyszę,to mama,to jej głos.

-To on?-spytała mama.

-Tak nam się wydaje-odpowiedział jej ktoś obcy.

Poczułem jak powoli podnosi okrywające mnie prześcieradło i spogląda na mnie.Zobaczyłem ją mimo zamkniętych oczu.Płakała,łzy wolno spływały jej po policzkach.

-Witaj mamo-chciałem powiedzieć jak zawsze.

-Tak to on-usłyszałem-od urodzenia miał takie białe pasmo włosów z lewej strony głowy.Czy mogę już iść?

-Oczywiście,nie będziemy Pani więcej męczyć-odrzekł policjant.

-Mamo!Dlaczego odchodzisz?Nie zostawiaj mnie samego!MAMO POMÓŻ MI!

Wszystko na nic.Jest już za późno na cokolwiek.Teraz czeka mnie już tylko jedno.Co będzie po śmierci?Tunel,spotkanie ze Światłem,a może coś zupełnie innego.Czuję jak opuszczam swoje ciało,coś mówi do mnie.

-Twoje życie w tym ciele dobiegło już końca.Ale dobrze się spisałeś.Będziesz mógł powrócić jeszcze raz.Teraz zaśniesz,a gdy się obudzisz,będziesz już kimś innym i zapomnisz swoje obecne życie.

<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>

Kilka tygodni później rodzina państwa Kwiatkowskich starała się już pogodzić się z myślą,że nie będzie już wśród nich Marka.Nie było to łatwe,ale próbowali.

-Idę do sklepu,kupić ci coś-spytał mąż.

-Nie nic mi nie potrzeba.

Pan Kwiatkowski otworzył drzwi domu i zobaczył siedzącego tam małego pieska,trzęsącego się z powodu otaczającego zimna.

-Biedactwo,kto mógł cię zostawić w taką pogodę?-spytał retorycznie.-Chodź do domu malutki-powiedział biorąc go na ręcę.

-Zobacz kogo przyniósł nam los-zwrócił się do żony pokazując jej pieska.-Czy to nie zbieg okoliczności?Spójrz na jego łepek.

Lewy bok głowy psa pokrywało mimo szczenięcego wieku długie pasmo siwych włosów.